WEJŚCIE
s/y ANDROMEDA
NA POŁUDNIOWY BRZEG PRZYLĄDKA HAMMARUDD
NA
WYSPIE GOTLAND
w dniu
16 sierpnia 2007 r.
/Orzeczenie Izby Morskiej
przy Sądzie Okręgowym
w Gdańsku z siedzibą w Gdyni z dnia 10 grudnia 2007 r. – sygn. akt WMG 32/07/
I. Przyczyną wejścia s/y
ANDROMEDA na kamienistą ławicę przy południowym brzegu przylądka Hammarudd, a
następnie wyniesienia go na ten brzeg przez fale, w nocy 16 sierpnia 2007 r. o
godz. 23.25, przy wietrze S 6-7° B, stanie morza 3-4 i bardzo dobrej widzialności; było
niekontrolowanie po godzinie 22.30 pozycji i głębokości;
II. Winę za wypadek ponosi kapitan s/y
ANDROMEDA - j.s.m. P.S. przez to, że:
szedł wzdłuż zachodniego brzegu Gotlandii bez włączonej echosondy oraz nie
obserwował - po wejściu w czerwony sektor LtHo Stora Karlsö - wskazań GPS.
STAN FAKTYCZNY:
W dniu 15 sierpnia 2007 r. o
godz. 11.10 s/y ANDROMEDA ( jacht
żaglowy typu "Taurus"; zbudowany w 1977r. w Morskiej Stoczni
Jachtowej im. L. Teligi w Szczecinie; poszycie formowane z obłogów; Lc 10,70m, B 3,58m, T 2,12m, slup, S
W skład załogi wchodzili:
- organizator rejsu Z.P. ( lat
72, patent kpt.jacht. z 1995 r., kilkadziesiąt lat praktyki żeglarskiej, na
śródlądziu, Bałtyku, M. Północnym, Śródziemnym i Atlantyku, ponad 70 rejsów w
charakterze prowadzącego, organizator i komandor Klubu Żeglarskiego
"August" w Augustowie, który wyznaczył sobie w rejsie stanowisko
kierownika wyszkolenia żeglarskiego [ k.w.ż.] );
- oficer E.M. ( lat 52,
żegl.jacht., drugi rejs na tym jachcie );
- załoganci: K.M. ( lat 32, żegl.jacht. ), M.S. ( lat 16, żegl.jacht.) oraz F.U. ( lat 17 ) i P.U. ( lat 56 ) bez uprawnień żeglarskich,
uczestniczący pierwszy raz w rejsie morskim. Przed rejsem kapitan i k.w.ż.
ustalili, że oficerami wachtowymi będą
tylko oni dwaj oraz że zmieniać się będą co
4 godziny. Do wachty I przydzielono M.S., do II wachty K.M., do III wachty P. i F.U., a of. E.M. przydzielono
sprawy gospodarcze i kuchenne, bez obowiązku pełnienia wacht. Uzgodnili
również, że kapitan będzie odpowiadał za prowadzenie jachtu, ale z uwagi na różnicę w doświadczeniu, w
sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa, dowodzenie przejmie k.w.ż. Z.P. Sprawy
dotyczące trasy rejsu, konsultować mieli wspólnie. Kapitan pouczył załogę jak
posługiwać się środkami ratunkowymi. Każdy miał dopasować sobie pas
bezpieczeństwa i zabrać do koi. W trakcie przygotowań do rejsu kpt. i k.w.ż.
analizowali wydrukowane z internetu na okres pierwszych 3 dni prognozy pogody,
które przewidywały wiatry: od łagodnych
do dość silnych z S i SW. Natomiast meteorologiczne prognozy morskie IMGW, na
15 i 16 sierpnia, przewidywały wiatry: początkowo zmienne 2-4, przechodzące na
kierunki S i wzrastające na 5-6, miejscami 7° B oraz zawierały ostrzeżenia przed
silnym wiatrem.
Od godz. 11.45 jacht szedł
pod fokiem i grotem, kursem N, przy
wietrze SE 4° B, stanie morza 2 i widzialności 8. 0
godz. 13.30 minął lewą burtą ( lb
) pławę "HL-S". Od godz.
14.00 do 20.00 sterowano KK 350°
- na Gotlandię. Po południu siła wiatru
wzrosła do 5ºB, a
stan morza do 3, co wywołało chorobę morską E.M. i F.U. O godz. 18.45 zrzucono
grota, a o 20.00 zmieniono KK na 320°, żeby osiągnąć zachodni brzeg Gotlandii.
Po godz. 21.00 wiatr zaczął zmieniać kierunek i słabnąć. O godz. 24.00 był SW
1° B. W pierwszym dniu rejsu kapitan i k.w.ż. uczyli załogę zasad sterowania. Przy zmianie wacht odnotowywali w dzienniku jedynie: pozycję z GPS, kurs
kompasowy i stan pogody. Sprawdzając
wskazania kompasu ze wskazaniami GPS stwierdzili, iż przy kursie N, wartości te
były zgodne. Od rana, następnego dnia - tj. 16.08.2007r., wiatr SW zaczął
rosnąć i w południe osiągnął 5-6° B, a o godz. 16.00 ustalił się z SWW na 6° B,
zaś stan morza na 3-4. Początkujący żeglarze mieli trudności ze sterowaniem.
Kapitan prowadził jacht KK 340° od godz. 12.00 do 18.00. Wtedy zobaczył
Gotlandię i przekazał wachtę k.w.ż., który pełnił ją przez następne 2 godziny.
O godz. 19.00 jacht minął prawy trawers LtHo Hoburg, na południowym
przylądku wyspy. K.w.ż. w dzienniku
odnotował dużą falę z baksztagu i trudność utrzymania kursu oraz analizę wyboru
dalszej trasy. Chodziło o to, by - ze względu na chorującą załogę - możliwie
najszybciej dotrzeć na spokojne wody szkierów. Zrezygnowano więc z wchodzenia
do Visby i zdecydowano iść bezpośrednio do Nynäshamn. W związku z tym kapitan i k.w.ż. ustalili, iż
najprościej będzie obejść wyspę Stora Karlsö od zachodu. Gdyby jednak
sterowanie utrudniały fale z lb, można z falą i pełniejszym wiatrem minąć ją od
wschodniej strony, zaś korzystając z jej osłony, ewentualnie zmienić żagle.
K.w.ż.- ponieważ już tamtędy przechodził - nie widział w tym problemu. Z mapy
wynikało, że od Hoburg brzeg Gotlandii odchodzi daleko na wschód. Ostatecznie
jednak kapitan, na swojej wachcie, miał ocenić sytuację i zdecydować o wyborze drogi. O godz. 2000,
na pozycji: 56°55 N, 018°03 E k.w.ż. przekazał wachtę kapitanowi. Z prawej
widoczny był jeszcze brzeg Gotlandii. Na
pokładzie byli żeglarze: M.S., który swoją wcześniejszą wachtę zaczął z
opóźnieniem i dlatego miał sterować do godz. 21.00 oraz K.M., który swoją rozpoczął o godz. 20.00.
0bydwaj nie czuli się dobrze, przy czym M.S. starał się nie poddawać. Oddawał
kapitanowi ster tylko na te chwile, gdy wymiotował. Kurs jachtu wahał się
pomiędzy NNW a N,
gdyż fale z baksztagu utrudniały precyzyjne sterowanie. O godz. 21.00 za sterem
stanął K.M. Kapitan kazał mu tak sterować, by widział światło LtHo Stora Karlsö "z lewej
strony". W ciągu tej godziny uznał, iż z powodu fali, którą wygodniej jest
przyjmować od rufy niż z baksztagu, minie Stora Karslö
od wschodu. Dlatego zaczął utrzymywać kurs N. O godz. 22.30 kapitan - który
sterował za chorującego K.M. - zszedł do nawigacyjnej i odczytał z GPS
pozycję: 57°10,40' N; 018°02,30' E. Ponieważ wartość długości była
prawie taka sama jak z godz. 20.00, uznał iż pozycja i kurs - są bezpieczne.
Wtedy bowiem założył, że jeśli nie przekroczy 018°03' E, to nie zbliży się
nadmiernie do brzegu Gotlandii. Z kolei szerokość wskazywała, iż do przesmyku
pomiędzy Stora Karlsö a Gotlandią, jest jeszcze ok.
Ok. 02.50 m/f SCANDINAVIA stracił łączność z jachtem.
Zastąpił go m/f BALTIVIA. O godz.03.10 kapitana pierwszego promu zawiadomiono o
zdjęciu załogi jachtu na ląd. W międzyczasie - pomiędzy godz.
Po godz. 02.00 w rejon dryfującego jachtu - znajdował się ok. 500m od
brzegu - dotarły dwie łodzie ratownicze lecz nie mogły do niego podejść, z
powodu płytkiej wody.
Sweden Rescue zasugerowało, by załoga przeszła na tratwę ratunkową i
dała się zdryfować na brzeg. Gdy tratwa była gotowa, zaproponowało jednak
pozostanie na jachcie, do czasu przyjazdu ratowników z lądu.
Ok. godz. 02.30 jacht osiadł na dnie, w odległości ok. 100m od
południowego brzegu przylądka Hammarudd.
Po przyjeździe samochodów sekcji ratownictwa brzegowego, na prośbę
ratowników, z jachtu wystrzelono flarę,
a załoga przeszła na tratwę. Ratownicy doszli do jachtu i przeholowali ją do
brzegu. Tam żeglarze wysiedli i pomogli wynieść tratwę na ląd. Ratownicy
zabrali załogę do Visby. Następnego dnia
- 17.08.2007. o godz.11.00 załoga z ratownikami
przyjechała na miejsce wypadku zabezpieczyć osprzęt, zwinąć i zabrać do
Visby tratwę ratunkową oraz resztę
rzeczy osobistych i część żywności. Na niedużej fali przybojowej jacht uderzał
burtą o dno. Nie miał przecieków. Woda
pojawiła się w nim po dwóch dniach - 19 sierpnia. W następnym dniu załoga
dezaktywizowała w nim wycieki ropy oraz czyściła z niej koce i materace.
Armator otrzymał wiadomość o wypadku
od k.w.ż. w dniu 17.08.2007 r. o godz. 16.54 i
zorganizował żeglarzy, którzy dnia 20 sierpnia na s/y ORION popłynęli do
Klintehamn. Na miejsce wypadku dojechali po południu 21 sierpnia. Jacht leżał na pb, ok. 60-
Po wejściu do jachtu kapitan ORIONA
stwierdził ogólny bałagan oraz zanieczyszczenie wnętrza kamieniami,
piachem i szlamem zmieszanym z rozpuszczonym papierem toaletowym, olejem jadalnym
i elektrolitem, a z istotnych defektów m.in.: dziurę w prawej burcie;
włączony główny wyłącznik, a przez to popalone końcówki kabli; otwarty zawór
paliwa; akumulatory zalane wodą i wypalone klemy. Ponieważ akwen wypadku
podlega bezwzględnej ochronie ekologicznej, konieczne było wyciągniecie jachtu
z wody od strony lądu. Zrobiła to specjalistyczna szwedzka firma i przewiozła
jacht do portu Klintehamn. Po ocenie stanu jachtu zdecydowano o jego prowizorycznej
naprawie i sprowadzeniu go do kraju. W dniu 24 sierpnia 2007r. pojechała do Klintehamn ekipa z niezbędnymi
materiałami, która z załogą ORIONA przygotowała jacht do żeglugi. Na uszkodzone
poszycie pb o pow. ok. 3m² nałożono plaster ochronny ze sklejki. Naprawę
zakończono w dniu 29.08.2007r. i zwodowano jacht. Po zainstalowaniu nowych
akumulatorów i naprawie instalacji elektrycznej uruchomiono silnik, ustawiono
maszt, sprawdzono światła i wyposażenie. Echosonda, log i radiostacja działały
bez zarzutu. Inspektor PRS wydał zgodę na jednorazowe przejście do Gdyni. W
dniu 30 sierpnia 2007 r. s/y ANDROMEDA w
asyście s/y ORION
wyszedł w morze
i następnego dnia o godz. 16.50 zacumował w gdyńskiej
marinie.
OCENA IZBY MORSKIEJ:
Miejsce wejścia s/y ANDROMEDA na mieliznę oraz ostatnia, o godz. 22.30 wyznaczona pozycja, wskazują że
od tego czasu jacht schodził na NNE i
kierował się na południowy brzeg przylądka Hammarudd. O godz. 22.30 był jeszcze
w bezpiecznym miejscu, choć już blisko granicy usianych kamieniami ławic,
oddalonych o 2-4Mm od zachodniego brzegu Gotlandii. Według pozycji wykreślonej
na mapie, wchodził w czerwony sektor latarni. Żeby bezpiecznie przejść między
tymi ławicami a wyspą Stora Karlsö, kapitan powinien był kierować się na N by W
oraz często kontrolować położenie i
głębokości. Do tego niezbędne były: GPS i echosonda. Tymczasem odbiornik
satelitarny wyłączył, zaś z sondy w ogóle nie korzystał. Wprawdzie sondę
powinien był włączyć już na swojej
wachcie k.w.ż., na trawersie przylądka Hoburg, gdyż tam zaczynała się
przybrzeżna płycizna biegnąca wzdłuż
zachodniego wybrzeża Gotlandii ale najpóźniej należało to zrobić na wysokości
Burgsvik, gdzie jacht zbliżył się do ławicy Deppo. W warunkach w jakich kapitan
pełnił wachtę, a więc przy trudnościach z utrzymaniem kursu i koniecznością
zastępowania chorującego sternika, najłatwiej było mu orientować się wg
głębokości. Alarm stanowiłoby wyświetlenie wartości 9m, od której w tym rejonie zaznaczono na mapie niebieską
wstążką granicę mielizn. W ocenie izby morskiej żegluga prowadzona była „na
oślep”. Założenie że w fordewindzie, w
nocy, bez możliwości optycznej kontroli odległości od wysp, jacht nie zejdzie z
kursu jakim precyzyjnie należało nawigować w przesmyku o szerokości 2Mm; było
co najmniej nieracjonalne.
Ograniczając się do istoty sprawy izba orzekła więc, iż
przyczyną wypadku było niekontrolowanie, w ciągu ostatniej godziny przed nim,
pozycji i głębokości. Nie ma potrzeby omawiania wcześniejszych etapów rejsu,
gdyż prowadzący jacht, tak jak
zaplanowali, doszli do Gotlandii. Odnieść się jedynie wypada do surowej opinii,
dotyczącej dziwacznego podziału funkcji oraz prowadzenia dziennika jachtowego.
P.S. posiadając stopień jachtowego sternika morskiego, był uprawniony do
prowadzenia s/y ANDROMEDA jako kapitan.
Nie musiał nim być Z.P. mimo, że legitymował się patentem kapitana jachtowego.
Osobliwe było tylko to, że Z.P. wyznaczył sobie funkcję kierownika wyszkolenia
żeglarskiego, chociaż takiego nie prowadził.
Rozporządzenie Ministra Sportu w sprawie uprawiania żeglarstwa z dn.
09.06. 2006 r. ( Dz. U. Nr 105, poz. 712; zm. Dz. U. 2006 Nr 151, poz. 1088 )
stanowi w § 21.1. m.in., iż za bezpieczeństwo w zorganizowanych formach
szkolenia żeglarskiego jest odpowiedzialny k.w.ż., ale tego rejsu - choć
nazwany został: "szkoleniowo-stażowy" - żadną miarą do
zorganizowanych form zaliczyć nie można.
Tak więc, wzajemne relacje pomiędzy kapitanem a k.w.ż-em, niezależnie od
ich intencji i celu, wyznaczał § 17 cytowanego rozporządzenia. Zgodnie z nim,
za bezpieczeństwo żeglugi odpowiedzialny jest kapitan, który może powierzyć
członkowi załogi, uwzględniając jego kwalifikacje, wykonanie każdej czynności
lub funkcji, co nie zwalnia go od odpowiedzialności za bezpieczeństwo. W tym
przypadku tym odpowiedzialnym - był kapitan, który podzielił się wachtami z
k.w.ż.-em. Z.P. nie był zatem "super kapitanem", lecz tylko
kierownikiem swojej wachty, za nią odpowiedzialnym. Gdyby do wypadku doszło w
podobnych okolicznościach na jego wachcie, to izba rozważała by, na ile on go
zawinił, a w jakim zakresie kapitan, który z mocy art. 59. § 1. k.m. obowiązany
był do osobistego prowadzenia jachtu, gdyż był to rejon trudny i niebezpieczny.
Jeśliby Z.P. przypisano np. funkcję z-cy kapitana lub I oficera, to w tych
okolicznościach, też za wypadek by nie odpowiadał. Jako, że kapitan prowadził
jacht na swojej wachcie i tylko on nie zadbał
o bezpieczeństwo żeglugi, izba
obarczyła jego winą za
wypadek. Podobnie jak wyznaczenie funkcji k.w.ż., tak i sposób prowadzenia
dziennika jachtowego nie miał związku z wypadkiem. Do bezpiecznego prowadzenia
jachtu wystarczyło obserwowanie echosondy i konfrontowanie pozycji GPS z mapą. Zresztą porządne wypełnianie
dziennika w tych warunkach było niewykonalne.
Niezależnie od tego, trzeba
mieć na uwadze, iż nie ma przepisu regulującego wzór i sposób prowadzenia
takiego dziennika. Ustawa o kulturze fizycznej z dn. 18.01.1996r. ( tj. Dz.U.
Nr 226, poz. 1675 ) nie wydała w art. 53a. 11. odpowiedniej delegacji
ministrowi właściwemu d/s kultury fizycznej i sportu; a minister właściwy do
spraw gospodarki morskiej, nie skorzystał w tym względzie z delegacji zamieszczonej
w art. 52 k.m. dot. rozporządzenia w sprawie dzienników i dokumentów statku.