ZDERZENIE m/v LADY ELENA
(b.Hongkong) z s/y BIESZCZADY
w dniu 10 września 2000r.
NA MORZU PÓŁNOCNYM W
ODLEGŁOŚCI OK. 24 Mm NA SW
OD PORTU THYBORØN
NA PÓŁWYSPIE JUTLANDZKIM
/Wyciąg
z orzeczenia Odwoławczej Izby Morskiej przy Sądzie Okręgowym
w
Gdańsku z siedzibą w Gdyni z dnia
20.12.2007 r. – sygn.akt OIM 3/07/
I.
Przyczyną
zderzenia s/y Bieszczady” (typ OPAL III konstrukcji drewnianej, dług. całk.
13,61m) idącego na północ, z idącym na południowy–zachód m/v „Lady Elena”
(gazowiec, band. Hongkong, dług. całk. 92,08m, poj. brutto 3465) na Morzu
Północnym, na pozycji: ф=56°36,4’N i λ=007°29,7’E, w dniu
10.09.2000r. ok. godz. 0525, w warunkach nocy bezksiężycowej, bardzo dobrej
widzialności, wiatru W ok. 5°B, stanu morza 4, w wyniku którego to zderzenia
jacht, rozbity od strony prawej burty gruszką dziobową statku, zatonął na
wskazanej wyżej pozycji, a wraz z nim zginęli: kpt.jacht. L.Ł., st.jacht. A.B.,
st.jacht. T.B., st.jacht. A.J., st. jacht.P.R.i żegl.jacht. R.M., natomiast
żegl.jacht. T.M. zaginął, było: nieprawidłowe, z naruszeniem prawideł Konwencji w sprawie międzynarodowych
przepisów o zapobieganiu zderzeniom na morzu 1972r. zachowanie się s/y
„Bieszczady”, polegające na:
1. Prowadzeniu
obserwacji niezgodnie z wymogami prawidła 5 m.p.z.z.m wskutek czego:
a) nie dostrzeżono,
odpowiednio wcześnie, pokazywanych prawidłowo świateł nawigacyjnych m/v „LADY
ELENA”, względnie
b) błędnie
zidentyfikowano światła nawigacyjne statku przeciwnego, uznając jego światła
masztowe za światło rufowe
co spowodowało, ze poprowadzono jacht kursem kolizyjnym
do kursu statku,
2. Z
prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością niepokazywaniu świateł burtowych,
co stanowiło naruszenie prawideł 20(a) (b) i 25(a) (b) m.p.z.z.m. oraz
niesieniu światła rufowego, którego zasięg widzialności nie spełniał wymagań
określonych w prawidle 22(b) m.p.z.z.m.
II. Zebrany materiał dowodowy, ograniczony ze
względu na śmierć kapitana jachtu, L.Ł. oraz pełniącego funkcję obserwatora,
żegl.jacht. R.M.:
1.
Pozwolił
na ustalenie, jedynie z pewnym prawdopodobieństwem, kursów jachtu w okresie ok.
20 minut poprzedzających wypadek.
2. Nie dostarczył podstaw do ustalenia manewrów
jachtu od momentu zaobserwowania statku przeciwnego do chwili zderzenia.
3. Pozwolił na ustalenie, że pełniąca funkcję
oficera wachtowego st.jacht. M.K. od chwili objęcia wachty do czasu przejęcia dowodzenia przez kapitana jachtu, L.Ł.
nie sprawdziła, czy jacht pokazuje światła burtowe. Od chwili przejęcia
dowodzenia przez kapitana jachtu oficer wachtowy M.K. pełniła funkcję sternika,
wykonującego polecenia kapitana.
III. S/y „Bieszczady”
posiadał na wyposażeniu reflektor radarowy typ „Echo Power T-55”, którego
skuteczna powierzchnia odbicia nie gwarantowała wykrycia jachtu przez radar.
IV. 1. Zebrany materiał dowodowy nie dostarczył
podstaw do ustalenia, że m/v „Lady Elena” przyczynił się do wypadku.
2. Działania m/v „Lady Elena” po wypadku było
nieprawidłowe, z uwagi na nieuzasadnione opóźnienie manewru powrotu na pozycję
zderzenia.
I. PRZEBIEG
WYPADKU
S/y BIESZCZADY (typ Opal III, kadłub drewniany, długość całkowita
Kolejny rejs miał rozpocząć się w Cuxhaven, prowadzić wokół Płw.
Jutlandzkiego i zakończyć się w Świnoujściu. 8-osobowa załoga przyjechała z
Gdyni w dniu 04.09.2000 r. wraz z załogą s/y ZJAWA, który również stał w tym
porcie.
Funkcję kapitana jachtu objął w tym rejsie kpt.jacht. L.Ł. ( lat 59, ok. 40 lat praktyki żeglarskiej,
patent kpt.jacht. z 1981 r.), I
oficerem został sternik jachtowy A.B. ( lat
26, ok. 10 lat praktyki żeglarskiej, patent z 1992 r.), II oficerem -
sternik jachtowy M.K. ( lat 19, 5 lat
praktyki żeglarskiej, patent z 1998 r.,
w 1999 r. przez 2 tygodnie żeglowała na s/y ŚMIAŁY, zaś na przełomie
7/8.2000 r. na s/y ZAWISZA CZARNY ), natomiast III oficerem - sternik jachtowy
A.J. ( lat 31, ok. 15 lat praktyki
żeglarskiej, patent z 1988 r. ).
Pozostałymi członkami załogi byli
sternicy jachtowi: T.B. ( lat 21 ) i P.R. ( lat
20 ) oraz żeglarze jachtowi: R.M. ( lat 25 ) i T.M. (lat 18).
Wachty podzielono w ten sposób, że pierwsza wachta była
trzyosobowa, a pozostałe dwie, dwuosobowe.
Podczas przekazywania jachtu, dotychczasowy jego kapitan A.D. poinformował
kpt. L.Ł., że wystąpiły trudności z uruchamianiem silnika.
Ponadto, użyczył mu na czas rejsu swojego sprzętu elektronicznego. W rezultacie,
na jachcie były m.in. 2 odbiorniki UKF i dwa GPS-y. W dniu 04.09.2000 r. załoga
usunęła usterki silnika i oddała do naładowania akumulatory. W poprzednim rejsie, na trasie Amsterdam- Helgoland-Cuxhaven, trwającym od dnia
26.08. do dnia 04.09.2000 r., pomimo
naładowania akumulatorów w Amsterdamie, dwukrotnie:
t.j. na podejściach do Helgolandu i Cuxhaven, stwierdzono całkowite ich rozładowanie.
Kapitan A.D. przypuszczał, że przyczyną tego było zawilgocenie instalacji elektrycznej
spowodowane drobnym przeciekiem z przewodu wody chłodzącej, który uszczelniono
po wyjściu z Amsterdamu. Innej przyczyny upatrywał zaś II oficer E.Z., którego
zdaniem, akumulatory rozładowywały się w wyniku bezskutecznych prób
uruchomienia silnika. Jacht wyposażony był w trzy akumulatory : dwa 12 V, o
pojemności po 175 Ah, zakupione jesienią 1999 r., które zasilały światła nawigacyjne, echosondę, wiatromierz, radio, UKF, pompę
zęzową, oświetlenie pomieszczeń jachtu i
kompasu - oraz trzeci ( 12 V o pojemności
90 Ah ), który używano do rozruchu silnika. Akumulatory ładowano
prostownikiem lub alternatorem. Nie były wyposażone we wskaźnik stanu ich
naładowania. Akumulatory znajdowały się w lewej bakiście, powyżej linii wodnej,
w skrzyni z wywietrznikami.
Wszystkie
żarówki w latarniach nawigacyjnych miały moc 25 W, a w lampie kompasowej - 5 W.
Tablica rozdzielcza świateł nie posiadała sygnalizatora awarii świateł.
Burtowe
światła nawigacyjne znajdowały się w kombinowanej latarni dwukolorowej, zamocowanej
na koszu dziobowym. Światło rufowe zamontowane było na koszu rufowym, a masztowe
na grotmaszcie nad salingiem. Wszystkie latarnie były atestowane.
W poprzednim
rejsie, krótko przed jego zakończeniem, przepaliła się żarówka w latarni
burtowej. Jako przyczynę tej awarii uznano wtedy nieszczelność obudowy, wobec czego
latarnię zabezpieczono dodatkowo specjalną taśmą. Po
wymianie żarówki i uszczelnieniu obudowy, nie było już kłopotów z latarnią.
Przed
sezonem żeglarskim 2000 r., na achtersztagu grotmasztu, ok.
W dniu
05.09.2000 r. ok. godz. 11.00 s/y Bieszczady wyszły z Cuxhaven i skierowały się
na Helgoland. Jacht, idąc na silniku, wszedł do portu w dniu 06.09.2000 r. ok. godz. 01.50, cumując
do burty s/y ZJAWA IV. Gdy 07.09.2000r. jacht ten wychodził z portu, s/y
Bieszczady musiały zmienić miejsce postoju. Silnik użyty do manewrów
zastartował od razu i pracował normalnie. Tego dnia, po południu, również s/y
Bieszczady opuściły port i skierowały się do Büsum. Jacht dotarł tam dnia 08.09.2000
r. i tego samego dnia od godz. 16.00 kontynuował rejs na północ, wzdłuż zachodniego
wybrzeża Jutlandii.
W dniu
09.09.2000 r. ok.godz. 21.00 st.jacht. M.K. poszła spać po wachcie, którą
pełniła od godz. 16.00 do godz. 20.00 wraz z żegl. R.M. Na kolejną wachtę
została zbudzona w dniu 10.09.2000 r. przed godz. 0400. Przekazujący jej wachtę
I oficer naniósł na mapę pozycję jachtu i uprzedził, że zbliżają się do akwenu
o dużym nasileniu ruchu statków. W tym czasie kapitan L.Ł. ubierał się, a
żeglarz R.M. siedział już za sterem.
Po wyjściu
na pokład, oficer wachtowy – st.jacht. M.K. widziała, że pali się światło
rufowe, jednak nie sprawdziła czy palą się również światła burtowe. Oficer
wachtowy, który przekazywał wachtę poinformował, że światła zostały zapalone,
przełącznik świateł dziobowych na tablicy rozdzielczej znajdował się w pozycji
włączonej. Zademonstrował też uruchamianie świateł podsalingowych.
Ok. godz. 04.15 kapitan usiadł obok żegl. R.M. i obserwował morze
przez lornetkę. Obserwację prowadziła też st.jacht. M.K. Wszyscy byli ciepło
ubrani, mieli na sobie sztormiaki i pasy bezpieczeństwa.
Na początku
wachty st.jacht. M.K. widziała, w dużej odległości przed dziobem, dwa
pojedyncze białe światła: jedno po lewej, a drugie - lekko po prawej burcie.
Jacht szedł
pod genuą, grotem i bezanem KK ok. 010°, z prędkością ok. 7 w., przy zachodnim
kierunku wiatru o sile ok. 5°B, stanie morza ok. 4 i bardzo dobrej widzialności,
w warunkach ciemnej nocy - bezksiężycowej. Fale osiągały wysokość do ok.
W pewnym
momencie kapitan zapowiedział manewry. Wtedy st.jacht. M.K. zaproponowała, że
przejmie ster, a żegl. R.M. miał obsługiwać szoty. Po tej zamianie zainteresowana
sterowała, trzymając rumpel w pozycji siedzącej, i będąc w przedniej części
kokpitu na lewej burcie. Od tej pory koncentrowała się na utrzymywaniu kursu.
Kapitan i żegl. R.M. prowadzili obserwację. Sterniczka musiała trzymać rumpel obiema
rękami i pomagać sobie przy tym nogą, gdyż sterowanie wymagało dużego wysiłku
fizycznego. Widoczność w sektorze dziobowym ograniczała jej nadbudówka i genua.
Kapitan stał albo siedział tuż obok niej, po prawej stronie, a żegl. R.M.
siedział na prawej burcie.
W pewnej
chwili kapitan podał jej lornetkę w celu rozpoznania dalekiego światła, które
wskazał tuż przed lewym trawersem. Odpowiedziała, że widzi tam jedno białe
światło i poprosiła, aby więcej nie angażował jej do takich obserwacji, bo ma
trudności z utrzymaniem steru.
Około godz.
0500, oprócz jachtu idącego KK ok. 010 - 20° z prędkością ok. 7 w. - na
obszarze w promieniu ok.
Od godz.
04.00 wachtę na mostku m/v LADY ELENA pełnili:
st.oficer B. S.G. ( lat 28, 10 lat
praktyki morskiej, indyjski dyplom I oficera
z 1999 r. i odpow. dypl. wydany w Hongkongu, Kurs obserwatora radarowego i symulatora ARPA w 1999 r., jako st.oficer
od1997 r., na tym statku od 02.07.2000 r. ), st.mar. R.G. ( lat 34,10 lat praktyki morskiej, dypl.
st.mar. z 1996 r., jako st.mar.od 8 lat, na tym statku od 10.05.2000 r. )
oraz kadet T.N. ( lat 20, 21 m-cy
praktyki morskiej, podstawowe kursy przysposabiające do pracy na morzu w 1998
r., na gazowcu od 25.07.2000 r.)
Na mostku
włączone były 2 radary m-ki FURUNO typu FR-2120-5A, pracujące w paśmie X (3,2
cm), jeden na zasięgu
12 Mm, drugi
- z ARPĄ -
Kadet prowadził obserwację przez lornetkę
i co pół godziny nanosił na mapę pozycje wzięte z
GPS-u. Około godz. 0500 zameldował st.
oficerowi, że widzi mocno oświetlony trawler ( był nim m/t BRIAN KENT).
Po naniesieniu pozycji z godz. 05.00 wyszedł na
lewe skrzydło mostka. W tym czasie, st. oficer obserwował z prawej
burty - wzrokowo i na radarze - trawler zajęty połowem.
Około godz. 05.10 ustalił, że znajduje się on w odległości ok. 2,5 Mm i ocenił,
że idzie on kursem na przecięcie, przy którym przejdzie mu wzdłuż lewej burty.
W związku z tym, o godz. 05.12 zmienił kurs na 217,5°, aby minąć się w
bezpiecznej odległości.
W tym czasie
trawler zmienił kurs z 070° na 010°. Chwilę wcześniej na ekranie radaru
trawlera zaobserwowano ślad echa, długości ok.
Gdy trawler
znalazł się za prawym trawersem m/v LADY ELENA (ok. 05.17), gazowiec położył
się na kurs 214°. Starszy oficer ustalił wtedy na radarze, że w zasięgu
Jednocześnie,
w tym właśnie okresie t.j. kilka minut po wyminięciu przez gazowiec trawlera
BRIAN KENT, pełniący służbę na oku i będący na lewym skrzydle mostka m/v LADY
ELENA, kadet spostrzegł przez lornetkę, blisko, nieco w lewo od dziobu, zarys
żagla. Przypuszczał, że jest to jacht, ale nie widział jego kadłuba ani jego
świateł. Obiekt ten przechodził z lewej na prawą burtę gazowca. Kadet nie
potrafił wtedy ocenić odległości do niego. Natychmiast wszedł na mostek i
zameldował o tym starszemu oficerowi.
Gdy starszy
marynarz, prowadzący obserwację z lewej strony mostka, usłyszał meldunek
kadeta, również spojrzał przez lornetkę i zobaczył nieoświetlony obiekt, przecinający
im kurs z lewej na prawą burtę. Podszedł zaraz do starszego oficera i podał mu
lornetkę.
Starszy
oficer, który stał pomiędzy ekranem radaru nr 1, a kołem sterowym, po wejściu
kadeta na mostek, podszedł do niego
i zaczął patrzeć
we wskazanym kierunku, ale niczego nie dostrzegł. Dopiero przez lornetkę
starszego marynarza zobaczył ciemną sylwetkę – prawdopodobnie żagla - poniżej dziobu, kilka stopni w lewo. Nie był w stanie ocenić
odległości do niego. Po zaobserwowaniu obiektu,
podbiegł do steru, wyłączył autopilota, a ponieważ obiekt ten, w ocenie st.oficera,
w tym czasie znalazł
się już po prawej stronie dziobu - dał mocno w
lewo, aby odwrócić dziób statku od jachtu. Wkrótce po tym,
wachta na m/v LADY ELENA zauważyła, że żagiel „stojący prosto” znowu zbliża się
do dziobu statku, jakby zawracał i chciał przeciąć kurs statku, tym razem z
prawej na lewą burtę. St.oficer niedługo
potem zobaczył, że żagiel „przechyla się”. Przekonany był wówczas, że
„przechylenie się” żagla oznaczało, że doszło do kontaktu statku z jachtem.
W czasie,
gdy gazowiec zaczął skręcać w lewo, także kadet uznał, że jacht zawraca i
ponownie podchodzi pod dziób statku - tym razem od strony prawej burty. Również
w ocenie starszego marynarza, jacht, który kontynuował przechodzenie na prawą burtę, nagle zaczął zawracać. Przez
lornetkę widział, że jacht zmienia kurs o 180° i wchodzi pod dziób statku. Gdy
zobaczył żagiel opadający do wody uznał,
że m/v LADY ELENA chyba uderzył w jacht. Natychmiast wybiegł na skrzydło i
zaczął wołać, ale nikt nie odpowiedział. Gdy starszy marynarz powrócił ze
skrzydła mostka, oficer wysłał jego i kadeta na rufę, aby sprawdzili, czy
czegoś nie widać na wodzie. Gdy marynarze zameldowali, że niczego nie
zauważyli, oficer przekazał ster starszemu marynarzowi a sam, ok. godz. 05.30,
zadzwonił po kapitana. Gdy tenże zjawił się na mostku, oficer wyjaśnił, że
prawdopodobnie uderzyli w jakiś nieoświetlony obiekt - przypuszczalnie jacht -
i zapytał o kurs, jaki ma przyjąć, bowiem statek nadal odchylał się w prawo.
Kapitan
będąc na prawym skrzydle mostka dostrzegł, w odległości 1-
Około godz.
05.45 st.oficer polecił II mechanikowi ażeby rozpoczął redukowanie obrotów SG,
a kilka sekund później kapitan dał polecenie by zredukować obroty w związku z
sytuacją alarmową. W ciągu 5 minut do siłowni zszedł st. mechanik. Rozpoczęto
przechodzenie na paliwo lekkie.
W tym czasie
na mostek przyszedł II oficer. Wówczas wszyscy spostrzegli - w namiarze 1 rumba
w prawo od dziobu - drugą czerwoną rakietę spadochronową, a następnie
pochodnię. II oficer zgłosił Lyngby Radio pozycję tych sygnałów oraz pozycję
własną, kurs i prędkość. Nadal utrzymywał łączność z tym Radiem, które o godz.
05.55 nadało PAN PAN PAN, a o godz. 06.02 MAYDAY REALY.
W dzienniku
okrętowym m/v LADY ELENA odnotowano później, że kolizja miała miejsce o godz.
05.25 na poz. szer.geogr. 56°35,8’N i dług. geogr. 007°28,4’E. W pokładowym
dzienniku manewrowym czas i miejsce kolizji określono na: godz. 05.30,
przybliżona pozycja z GPS szer. geogr. 56°36,3’N dług. geogr. 007°27,0’E.
Odnalezione zegarki członków załogi s/y Bieszczady zatrzymały się: u żegl. R.M.
o godz. 05.24, a u kpt. L.Ł. o godz. 5.52 i 36 sek.
Biegły z
zakresu mechanoskopii, mgr inż. M.W. w sposób zdecydowany stwierdził, że na
podstawie badań szczątków jachtu wydobytych z dna morza można ustalić, że m/v
LADY ELENA uderzył gruszką dziobową z kierunku prostopadłego, lub zbliżonego do
prostopadłego, w prawą burtę s/y BIESZCZADY w okolicy wręgu 12 ( licząc
od rufy ). Spowodowało to rozbicie burty, rozerwanie pokładu głównego,
ściany i pokładu nadbudówki oraz oderwanie go od niezniszczonej części lewej
burty ( prawdopodobnie z balastem ),
która gwałtownie zaczęła tonąć dostając się pod gruszkę statku.
Po zderzeniu
jednostek st.jacht. M.K., która znalazła się w wodzie wypłynęła na
powierzchnię i zobaczyła prawą burtę
statku. Kiedy statek minął ją, dostrzegła w odległości ok.
Przed
kolizją, gdy trawler wybrał sieci, jego szyper zauważył na ekranie radaru, że
m/v LADY ELENA wykonuje zwrot, a wzrokowo, że zapalono na nim światła pokładowe.
Pomyślał, że statek ma problem z
obiektem o bardzo słabym świetle. Krótko po tym, rybacy zobaczyli w odległości
ok.
O godz.
06.00 m/v LADY ELENA przeszedł na obroty manewrowe, a ok.godz. 06.18 rozpoczął
trwającą do godz. 06.35 cyrkulację wokół tratwy ratunkowej. Dostrzeżono wtedy
kamizelkę i koło ratunkowe oraz kawałki drewna z poszycia jachtu. Statek
uczestniczył w akcji SAR do godz. 12.15.
W akcji
rozpoczętej o godz. 05.55, po zgłoszeniu dokonanym przez trawler BRIAN KENT,
uczestniczyły ostatecznie: 2 śmigłowce ( z
których pierwszy dotarł w rejon wypadku o godz. 07.08, a drugi o godz. 07.20
), 5 statków oraz 8 ośrodków lądowych. Śmigłowce o godz. 07.11 i 07.50 podniosły
z wody ciała kpt. L.Ł. i ster.jacht. A.J.
Od dnia 11.09.
do 14.09.2000 r. Siły Morskie Królestwa Danii przeprowadziły akcję poszukiwania
wraku i ciał ofiar wypadku. W tej operacji brały udział 2 okręty wojenne,
śmigłowiec i dwie grupy nurków. Wrak odnaleziono
Duńskie służby ratownicze wydobyły 140 fragmentów kadłuba i
wyposażenia jachtu, które przewieziono do Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Wśród nich była
ścianka kabiny nawigacyjnej z tabelą dewiacji kompasu, wykonaną w dniu
01.04.2000 r. i tablica rozdzielcza, na której przełącznik świateł burtowych był w pozycji wyłączonej, a
przełącznik światła rufowego - w pozycji włączonej.
St.jacht. M.K.,
już w kilka godzin po uratowaniu, złożyła zeznania w charakterze świadka –
będąc przesłuchana przez Policję Kryminalną w Holstebro.
M/v LADY
ELENA po zwolnieniu z akcji SAR, kontynuowała rejs do Rotterdamu.
W drodze kapitan statku sporządził raport o wypadku, a st.oficer, st.marynarz,
kadet oraz II i III oficer - odręczne oświadczenia. W porcie Rotterdam w dniu
11.09.2000 r. funkcjonariusz policji dokonał wstępnych ustaleń, odebrał od kapitana
statku odpowiednie dokumenty i dokonał oględzin dziobu statku. Następnego dnia
śledczy techniczni przeprowadzili dokładne oględziny statku, a funkcjonariusze
dochodzeniowi przesłuchali kapitana, st.oficera, st.marynarza i kadeta. W dniu
14.09.2000 r. kapitan, st.oficer, kadet, II mechanik i motorzysta zostali przesłuchani przez Marine
Department Multi-Lateral Policy Division Hongkong.
W opiniach
sądowo-lekarskich sporządzonych na podstawie sekcji zwłok odnalezionych
żeglarzy stwierdzono, że przyczyną ich śmierci było działanie niskiej
temperatury na organizm, na co nakładały się skutki utonięcia. Badania krwi i
moczu na zawartość alkoholu wykazały, że w chwili śmierci żeglarze byli
trzeźwi.
II.
PRZYCZYNY WYPADKU
1.
Czas i
pozycja wypadku.
Analizując
materiał dowodowy, dotyczący przebiegu wypadku, zwrócono uwagę na brak wzajemnego
powiązania czasowego i przestrzennego dostępnych relacji ( poszczególne źródła zawierają dane co do czasu, a nie pozycji wypadku i odwrotnie ) oraz, niejednokrotnie,
podawanie danych co do kursu, prędkości, czy pozycji jednie szacunkowo ( w przybliżeniu, na podstawie pamięci - jak w
przypadku st.jacht. M.K.).Okoliczności te poważnie ograniczały możliwość
szczegółowego odtworzenia sytuacji nawigacyjnej, szczególnie wobec śmierci kapitana
jachtu L.Ł. i prowadzącego obserwacje z pokładu jachtu żegl. R.M.. Dostępny w
sprawie materiał dowodowy był wystarczający do odtworzenia - z wysokim stopniem
prawdopodobieństwa - zasadniczego mechanizmu zdarzeń, który doprowadził do
kolizji, lecz niedostateczny dla poczynienia stanowczych i nie budzących
wątpliwości ustaleń, co do faktów niezbędnych dla jednoznacznego określenia
winy jednostek. Było to podyktowane w dużej mierze także brakiem źródeł
informacji o charakterze obiektywnym (poza
opisem szczątków jachtu dla potrzeb opinii mechanoskopijnej i danymi urządzeń
dla potrzeb opinii odnośnie wykrywalności radarowej oraz ewentualnie zapisami
dziennika okrętowego m/v LADY ELENA o pozycjach i utrzymywanym przez gazowiec
wcześniej kursie ). W odniesieniu do przebiegu samego wypadku, w zasadzie
jedynie zapis zawarty w kursografie pretendować może do tego charakteru - co
najmniej w odniesieniu do parametrów manewrów gazowca, lecz już co do ich
dokładnego umiejscowienia czasowego - li tylko przy założeniu, że taśma kursografu,
z nadrukowaną podziałką czasową, rzeczywiście została wcześniej prawidłowo (czyli precyzyjnie) umieszczona w
urządzeniu – tak, by zapisy dokonywane przez kursograf nanoszone były na taśmę
w punkcie o oznaczeniu czasu odpowiadającym rzeczywistemu czasowi zapisu.
Z pewnością
obiektywnym i nie budzącym wątpliwości dowodem - już co do samej zasady - nie
są relacje załóg obydwu jednostek - tak m/v LADY ELENA jak i jachtu. Trzeba bowiem zwrócić uwagę na
subiektywność ocen osób bezpośrednio uczestniczących w zdarzeniu, a
znajdujących się wówczas w sytuacji ekstremalnego stresu, jak też, na
potencjalne zainteresowanie tych osób w ewentualnym zatajeniu własnych
uchybień. Dopiero konfrontacja takich relacji z innymi dostępnymi dowodami
pozwoliłaby na pełną ocenę ich wiarygodności.
Analizując
dostępny w sprawie materiał dowodowy, należało stwierdzić, że w wielu ważnych
kwestiach, jedynym dostępnym źródłem informacji o faktach istotnych dla
ustalenia przyczyn wypadku, były relacje wachty m/v LADY ELENA i ocalałej
żeglarki z s/y BIESZCZADY. Brak danych z innych źródeł uniemożliwiał pełną
weryfikację owych relacji. W tej sytuacji, za podstawę ustaleń przyjęto właśnie
te relacje - a to z uwagi na brak podstaw do ich odrzucenia. W przeciwnym
wypadku, nie sposób byłoby uniknąć zarzutu całkowitej dowolności ustaleń.
Dopiero w sytuacjach gdy o tej samej okoliczności relacjonowały różne osoby lub
dotyczył jej też inny dowód ( np. zapis
z kursografu ) możliwym było
weryfikowanie prawdziwości relacji przez konfrontowanie dowodów.
Przedstawione
wyżej niedostatki materiału dowodowego powodowały, że nawet czas zderzenia można
było ustalić jedynie w przybliżeniu. Jak wskazano wyżej, sądzić można, że do
uderzenia jachtu przez gazowiec doszło podczas zdecydowanego zwrotu m/v LADY
ELENA w lewo - rozpoczętego ( przy
założeniu, iż czasy zdarzeń na taśmie kursografu wskazane są prawidłowo ) –
pomiędzy godz. 05.24,00 a godz. 05.24,30.
Podstawą
tych ustaleń są następujące przesłanki:
1) Zapis
taśmy kursografu m/v LADY ELENA, z którego wynika, że zdecydowany zwrot
w lewo, z dotychczasowego kursu statku, idącego kursem 214°, rozpoczął się
pomiędzy godz. 05.24.00 a godz. 05.24.30.
2) Powodem zmiany kursu było zaobserwowanie
(przy użyciu lornetki) najpierw przez kadeta T. N., stojącego na zewnątrz, na
lewym skrzydle mostka, następnie, przez st. mar. R.T.G. stojącego także po
lewej stronie ale wewnątrz mostka, a w końcu, przez st. of. B.G., stojącego po prawej stronie od diametralnej statku,
pomiędzy kołem sterowym a kolumną radaru, żagla względnie zarysu żagla,
przechodzącego blisko dziobu statku i przecinającego jego kurs z lewej na prawą
burtę. Wówczas to st. of. B.G. podbiegł do steru, wyłączył autopilota i
upewniwszy się, że żagiel był widoczny już po prawej burcie wykonał zdecydowany
manewr wykładając ster „lewo na burtę” w celu: „ (...) odwrócenia naszego
dziobu od statku przeciwnego. Dokładnie w chwili, kiedy nasz
statek poszedł w
lewo zobaczyłem, że żagiel stał
skośnie do góry, z czego wywnioskowałem, że
mógł nastąpić kontakt między
naszym statkiem a statkiem żaglowym, zmieniłem kurs naszego statku o 90° (...) i w między czasie poprosiłem a.b. (st.
marynarz) i kadeta, aby poszli do tyłu statku zobaczyć, czy coś będą mogli
widzieć (...)”. W kolejnych
zeznaniach, złożonych w dniu
13.09.2000r. przed organem dochodzeniowym w Hongkongu st. of. B. G. te
okoliczności przedstawił w sposób następujący: „ (...) ujrzałem cień żagla
blisko lewej burty dziobu. Natychmiast pospieszyłem do steru i zmieniłem na
ręczny (chodzi o zmianę sposobu sterowania z automatycznego na ręczny). W tym
momencie widziałem żagiel blisko prawej burty dziobu. Odbiłem mocno na lewą
burtę. Gdy dziób zaczął obrót na lewą burtę widziałem żagiel płynący blisko naszego
dziobu. W tym momencie widziałem żagiel stojący prosto. Po kilku sekundach
widziałem, jak żagiel się przechyla (...)” (w oryginale: After few second I saw
the sail tilting).
3)
Z zapisu kursografu
wynika, że pomiędzy godz. 05.25.00, a godz. 05.25.30 na gazowcu wykonano
zwrot z kursu 174° (który to kurs osiągnął podczas zwrotu na lewą burtę),
tym razem na
prawa burtę, po
czym, pomiędzy godz. 05.26.00, a
godz. 05.26.30 statek doszedł do kursu 231°, by ponownie zmienić kurs w lewo i
dojść do kursu 216°, czyli prawie odpowiadającego kursowi 214° z
którego rozpoczęto gwałtowne manewry.
4)
Zegarek, który miał przy sobie zmarły żeglarz R.M., zatrzymał się
na godz. 05.24. Dowód ten, w powiązaniu z przedstawionymi wyżej zapisami
kursografu, zeznaniem st. of. B.G. oraz zapisem w dzienniku okrętowym statku
świadczy w przekonujący sposób o tym, że do
zderzenia doszło pomiędzy godz.
0524.00 a 0525.00 tj. w czasie,
kiedy statek wykonywał zwrot w lewo i to w początkowej fazie
tego zwrotu.
2) Oświetlenie jachtu.
Na wstępie
należy stwierdzić, że - co do zasady - dopuszczalnym było wyposażenie s/y BIESZCZADY
- jachtu żaglowego o długości poniżej
Zgodnie z
treścią prawidła 21 b) Międzynarodowych przepisów o zapobieganiu zderzeniom
na morzu ( Konwencja
COLREG-72 Konwencja w sprawie międzynarodowych przepisów o zapobieganiu
zderzeniom na morzu z 1972 r., sporządzona w Londynie 20 października 1972
r. - Dz. U. z 1977 r. Nr 15, poz. 61 –
załącznik, zwana dalej m.p.z.z.m. )
określenie „światła burtowe” oznacza zielone światło z
prawej burty i czerwone światło z lewej burty, każde oświetlające nieprzerwanie
łuk widnokręgu równy 112,5 stopnia i tak ustawione, aby świeciło od kierunku
prosto w przód do 22,5 stopnia poza trawers odpowiedniej burty. Na statkach o
długości mniejszej niż 20 metrów, światła burtowe mogą być połączone w
jednej latarni niesionej w osi symetrii statku.
W myśl
prawidła 25 a) m.p.z.z.m., statek żaglowy w drodze powinien pokazywać:
i) światła burtowe,
ii) światło rufowe.
Analizując dostępne dowody dotyczące faktycznego oświetlenia
jachtu w krytycznym czasie należy zważyć, że zarówno wachta nawigacyjna na gazowcu
jak i szyper trawlera rybackiego zgodnie opisują, iż jacht przed wypadkiem był
nieoświetlony. Wersję tę zdaje się potwierdzać fakt, że po wydobyciu z wraku
tablicy rozdzielczej świateł, przełącznik świateł burtowych był w pozycji wyłączonej,
podczas gdy przełącznik światła rufowego
– w pozycji włączonej. Samo położenie włącznika świateł burtowych nie stanowi
jeszcze niepodważalnego dowodu na to, że światła te nie zostały włączone, gdyż
do zmiany przełącznika mogło dojść w czasie, kiedy jacht był rozbijany gruszką
dziobową statku, czy też wówczas, kiedy jego resztki opadały na dno. Mogło być też tak, że z uwagi na niewłaściwą
obsługę akumulatorów w poprzednim rejsie i ich szybkie rozładowywanie, światła
burtowe wprawdzie były włączone ale świeciły tak słabym światłem, że były niewidoczne
nawet z niewielkiej odległości (najbardziej obrazowo można to porównać do świecenia
latarki, w której są słabe baterie). Za tą drugą wersją przemawiają nie tylko
wyjaśnienia II of. st.jacht. M.K. mówiące o tym, że oświetlenie kompasu,
zasilanego przecież z tych samych akumulatorów co światła nawigacyjne, było
bardzo słabe ale także, zeznania szypra trawlera m/t BRIAN KENT, w których
podał, że po wygaszeniu wszystkich działających świateł na pokładzie trawlera,
dopiero wówczas zobaczył wkrótce słabe, białe światło.
O słabości światła rufowego świadczy także i ta okoliczność, że
już po wypadku, w kilka minut po zderzeniu, prowadzący obserwację z prawego
skrzydła mostka m/v LADY ELENA członkowie
wachty nawigacyjnej, a także kapitan statku wezwany przez st. oficera na
mostek, dostrzegli w odległości od 1 do
Jeśli zważyć, że zgodnie z treścią prawidła 22 (b) m.p.z.z.m.,
na statkach o długości pomiędzy
3)
Skuteczność reflektora
radarowego zainstalowanego na jachcie.
Dowody
zgromadzone w sprawie pozwalają na jednoznaczne ustalenie parametrów i faktycznej
przydatności reflektora radarowego jaki był na
wyposażeniu jachtu podczas
krytycznego rejsu.
Jak wynika z informacji armatora, jacht wyposażono w reflektor
radarowy typu ECHO POWER
T-55. Zainstalowano go na
achtersztagu grotmasztu ok. pół metra pod topem tj. na wysokości ok. 14 m nad poziomem morza.
Jak wynika z wyczerpującej, rzetelnej, fachowej oraz jednoznacznej
w swych wnioskach opinii biegłego, mgr inż. A.Sz. bierny reflektor radarowy typu
„ECHO-POWER T - 55" produkcji włoskiej firmy TREM MARINE, jest
reflektorem kolumnowym, dziesięciopoziomowym. Na każdym z poziomów znajduje się
jedno naroże prostopadłościenne. Przesunięcie
pomiędzy narożami na poszczególnych poziomach wynoszą 36°. W związku z
powyższym, charakterystyka promieniowania w płaszczyźnie poziomej powinna być
charakterystyką dziesięciolistkową (dekagonalną).
Zgodnie z informacją producenta, zamieszczoną w folderze dołączonym do
reflektora radarowego, ma on 2 m2 skutecznej powierzchni odbicia.
Powinien być mocowany na wysokości minimum
Oceny przydatności eksploatacyjnej tego typu
reflektora radarowego dokonano w
Katedrze Nawigacji
Technicznej WSM w Gdyni,
a badania charakterystyki promieniowania reflektora radarowego w płaszczyźnie poziomej
przeprowadzono w komorze bezechowej Zakładu Radiokomunikacji Instytutu
Elektroniki i Akustyki Politechniki Wrocławskiej.
Do oceny przydatności tego
reflektora radarowego w warunkach rzeczywistych (możliwości wykrycia odbicia dawanego przez reflektor radarowy) użyto, w trakcie badań przeprowadzonych na
wodach Zatoki Gdańskiej w dniu 18.01.2001 r., radarów:
-
Pathfinder ST/Mk2,
-
Racal Deca AC- 1690,
- SRN 422X ( wszystkich trzech pracujących
w paśmie X – dł. fali – 3,2 m ) oraz
- Racal Deca S- 1690 ( pracującego w paśmie S - dł.
fali – 9,6 m).
Badania przeprowadzono przy wietrze SE 3oB, w lekkim
zamgleniu i widzialności ok.
Podczas badania, na wszystkich radarach obserwowano zakłócenia
pochodzące od fali morskiej, występujące do odległości
Łódź zlokalizowano na tle dużej ilości sygnałów zakłócających, za
pomocą radaru Pathfinder ST/Mk2. Po dokładnym sprawdzeniu
zobrazowania radarowego na
innych urządzeniach stwierdzono,
że w odległości l Mm łódź była
zaobserwowana jedynie przez radary Pathfinder ST/Mk2 oraz Racal Deca
AC - 1690. Łodzi nie wykryto za pomocą radarów SNR 422X oraz Racal
Deca S - 1690. Stwierdzono również, że echo łodzi można śledzić w sposób
ciągły jedynie przy ciągłej
regulacji układu tłumienia
zakłóceń od fali morskiej ( Sea Clutter ). W przeciwnym wypadku
występują duże fluktuacje sygnału echa, powodujące zaniki sygnału na
ekranach radarów. Stwierdzono
również, że włączenie układu automatycznie tłumiącego zakłócenia od fali (
Auto-Sea Clutter) powodowało natychmiastowy zanik echa łodzi na ekranie
radaru.
Po oddaleniu się na odległość
Łódź została wówczas wykryta przez wszystkie używane radary. Po
wykonaniu następnego zwrotu, łódź ustawiono dziobem w kierunku obserwujących ją
radarów i rozpoczęto powrót do portu. Zmiana ustawienia łodzi w stosunku do
obserwujących ją radarów spowodowała zanik sygnału echa na radarach Racal
Deca S - 1690 oraz SNR 422X. Po optymalnym ustawieniu układów
tłumienia zakłóceń od fali na pozostałych radarach, stwierdzono zanik echa
łodzi na odległości
Omawiając wyniki analiz skuteczności odbicia reflektora radarowego
ECHO-POWER T55 biegły wskazał, że ze
względu na charakter, obiekty zdolne do odbicia energii elektromagnetycznej
dzielone są na:
- obiekty
pojedyncze wykonane z jednorodnego materiału,
- grupowe,
składające się z obiektów pojedynczych znajdujących się w zasięgu wiązki impulsów
sondujących,
- rozłożone
o charakterze ciągłym, obejmujące dużą powierzchnię lub objętość jak np. powierzchnia
morza, lądu, chmury, obszar opadów atmosferycznych.
W celu określenia właściwości odbijających obiektów niezbędne jest
określenie średniej stałej wartości odbitej mocy, ażeby uzyskać możliwość
analitycznego określenia zasięgu radiolokacyjnego. W praktyce, za taką wartość
przyjmuje się pojęcie skutecznej powierzchni odbicia lub inaczej równoważnej
powierzchni odbicia. Przez te terminy rozumie się powierzchnię równoważną,
zastępującą wykrywany obiekt - wyrażaną w m2. Jest to taka powierzchnia, jaka -
odbijając energię fali elektromagnetycznej padającej izotropowo - powoduje
odbiór przez urządzenie radiolokacyjne takiej, średniej ilości energii, jaką
odbija rzeczywisty obiekt.
Powierzchnię skuteczną odbicia określa się doświadczalnie np. na
podstawie bilansu energetycznego. Jest ona zależna od:
- wymiarów
obiektu (powierzchni jego rzutu na
kierunek prostopadły do impulsu sondującego),
- kształtu
obiektu,
- położenia
obiektu,
- długości
fali nośnej impulsów sondujących,
- rodzaju
materiału, z którego obiekt wykonano.
Aby zapewnić możliwość wykrycia reflektora radarowego przez radar, szerokość boku przyprostokątnej
naroża powinna być wielokrotnie większa od połowy długości fali. W przypadku
reflektora radarowego Echo-Power T 55
wielkość naroża wynosi
Do obliczeń analitycznych przyjmowana jest wartość średnia skutecznej powierzchni odbicia
- natomiast wartość rzeczywista skutecznej powierzchni odbicia ( często znacznie różniąca się od wartości
średniej ) określana jest przez charakterystykę promieniowania obiektu w
płaszczyźnie poziomej.
Skuteczna
powierzchnia odbicia reflektora radarowego ECHO
POWER T-55 ostatecznie ustalona przez biegłego wynosiła ( w m2 ):
- Deklarowana
w folderze producenta: 2,
- obliczona:
0,577,
- maksymalna:
0,528,
- minimalna:
0,003,
- średnia:
0,162,
- środkowa:
0,135.
Oprócz skuteczności reflektora radarowego wpływ na wykrycie jachtu
mają też jego elementy konstrukcyjne, w szczególności maszt i takielunek. W przypadku jachtów wykonanych z tworzyw sztucznych lub z drewna ale
posiadających maszty aluminiowe szacuje się, że średnia wartość skutecznej
powierzchni odbicia samego jachtu, bez reflektora radarowego, waha się w przedziale
0,l -
Przy
przyjęciu m.in. tych założeń oraz założenia, że reflektor radarowy utrzymywał
się przez cały czas w pozycji pionowej względem powierzchni wody (maksymalna
efektywność odbicia), biegły wyliczył, że wykrycie s/y BIESZCZADY z
prawdopodobieństwem ≥ 50% było możliwe zaledwie w dwóch obszarach.
Pierwszy z tych obszarów, o szerokości 1,9 Mm wystąpił wówczas, gdy jacht był w
odległości pomiędzy 4,8-6,7 Mm od statku. Maksymalne prawdopodobieństwo wykrycia
jachtu w tym obszarze wystąpiło w odległości 5,5 - 6 Mm i było bliskie 90%. Drugi,
znacznie węższy obszar o szerokości 0,8 Mm wystąpił pomiędzy 3,5-4,3 Mm. W tym
obszarze, maksymalne prawdopodobieństwo wykrycia echa jachtu wystąpiło w odległości
3,7 - 4 Mm i było bliskie 70%.
Oprócz tych
obszarów istniały inne, w których prawdopodobieństwo wykrycia było znacznie
mniejsze od 50%. Można przypuszczać, że mało wyraźne, fluktuujące echo jachtu
powinno być widoczne na ekranach radarów m/v LADY ELENA już z odległości około
11 Mm. W odległości około 9,5-10 Mm prawdopodobieństwo wykrycia tego echa
wynosiło około 45%. W miarę zmniejszania się odległości pomiędzy obydwoma
jednostkami, fluktuacje echa wzrastały i prawdopodobieństwo wykrycia echa
jachtu malało. W ocenie biegłego można się spodziewać, że gdy jacht był w
odległości ok. 8,5 Mm od statku, jakość sygnału echa była już bardzo słaba. Ponieważ
jeden z radarów statku pracował na zakresie 12 Mm, a drugi na zakresie 6 Mm, to
zaobserwowanie echa jachtu było możliwe jedynie na tym radarze, który pracował
na zakresie 12 Mm.
Następnie, gdy
jacht był w odległości ok. 6,7 Mm od statku jego echo pojawiło się powtórnie. W miarę zmniejszenia
się dystansu pomiędzy obydwoma jednostkami, jakość sygnału rosła i na odległości
ok. 6 Mm była najlepsza. Prawdopodobieństwo wykrycia było wówczas bliskie 90%.
Echo powinno być wyraźnie widoczne, a jego fluktuacje minimalne. Taki stan rzeczy utrzymywał się do odległości
ok. 4,8 Mm, na której zaczął się ponowny wzrost fluktuacji i zanik echa. Po raz
kolejny echo jachtu pojawiło się, gdy statek znajdował się w odległości 4,3 Mm
i powinno być wyraźnie widoczne na ekranach obydwu radarów do odległości 3,5 Mm
na której nastąpił kolejny zanik. Następnie, echo jachtu pojawiło się na
odległości ok. 3 Mm, a jego zanik nastąpił na odległości ok. 2,5 Mm. Jednak w
tym wypadku prawdopodobieństwo wykrycia echa nie przekraczało już 30%. Należy
więc przypuszczać, że
echo silnie fluktuowało i było niewyraźne. Na odległościach mniejszych, mogło
się pojawiać niewyraźne echo jachtu, jednak jego prawdopodobieństwo wykrycia
nie przekraczało 10%.
Dodatkowym
elementem utrudniającym wykrycie jachtu na małych odległościach był włączony
układ Zasięgowej Regulacji Wzmocnienia (ZRW Auto-Sea-Clutter)).
Układ ten jest przeznaczony do tłumienia zakłóceń pochodzących od powierzchni
morza. Jego włączenie powoduje czasowe zmniejszenie wzmocnienia, a więc i
tłumienie wszystkich ech znajdujących się na małych odległościach.
Praktycznie
od odległości 2,7 do 0,2 Mm, wielkość sygnału echa jachtu była mniejsza od
wielkości sygnału odbitego od powierzchni morza. Można więc przypuszczać, że
włączenie układu ZRW spowodowało wytłumienie zakłóceń i jednocześnie sygnału
użytecznego echa jachtu. W efekcie, prawdopodobieństwo wykrycia jachtu na
małych odległościach było mniejsze nawet od tego obliczonego teoretycznie.
W miarę
zmniejszania się dystansu pomiędzy jachtem a statkiem, echo jachtu pojawiało
się i zanikało na ekranach radarów statku. Na odległościach większych echo było
niewyraźne, później wyraźnie widoczne, a na odległościach mniejszych znowu
słabe. Na odległościach mniejszych od ok. 2,5 Mm echo było już bardzo słabe i
niewyraźne.
Biorąc pod
uwagę prędkość statku (13 w.), czasy pojawiania się i zanikania echa były
krótkie i nie przekraczały kilku minut.
4. Kursy
i manewry jachtu przed zderzeniem.
Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jakimi
kursami jacht szedł w ciągu ok. 20 min. poprzedzających wypadek nie znajduje
jednoznacznego rozwiązania.
O ile można uznać za wiarygodne wyjaśnienia st.jacht.
M.K., że przed pierwszym zwrotem przez sztag, s/y BIESZCZADY szły kursem KK =
10° (wg zeznań szypra m/t BRIAN KENT był to kurs KK = 20°), to już po wykonaniu
tego zwrotu nie da się ustalić kursu jachtu nawet w takim przybliżeniu. Przyczyny
takiego stanu rzeczy są dwie:
Po pierwsze –
po wykonaniu zwrotu, przez okres następnych ok. 20 min. zarówno na gazowcu jak
i na trawlerze nie zaobserwowano śladu echa jachtu, mimo, że na obydwu jednostkach
używano radaru do prowadzenia obserwacji, np. na gazowcu ostatnia przed
zderzeniem kontrola akwenu przy użyciu radaru miała miejsce o godz. 05.18.
Po drugie –
będąca za sterem jachtu M.K. nie potrafiła jednoznacznie określić, jakim kursem
jacht szedł po pierwszym zwrocie przez sztag: czy był to kurs ostrego baksztagu
(tj. w przedziale od ok. 135° do 180°) czy też kurs pełnego beidewindu (czyli w
przedziale od 180° do 225°). Stąd też, przyjęcie założenia, że po zwrocie przez
sztag, z kursu KK = 10°-20° jacht szedł generalnie kursem południowym, jest w
tej sytuacji jedyne możliwe do zaakceptowania, podobnie jak hipoteza o tym, że
najprawdopodobniej ok.godz. 05.24 jacht rozpoczął ponowny zwrot przez sztag,
celem powrotu na poprzedni kurs tj. KK = 10°-20° i w tym właśnie czasie na m/v LADY ELENA dostrzeżono
jacht, (a właściwie to jego żagiel) przechodzący przed dziobem statku z lewej
na prawą burtę. Zbyt mała ilość informacji pochodzących z jachtu, w dodatku niemożliwa do zweryfikowania dowodami
pochodzącymi zarówno ze statku jak i z trawlera rybackiego spowodowały, że bardziej
dokładne określenie wzajemnych relacji pomiędzy wszystkimi trzema jednostkami
jest niemożliwe.
Materiał dowodowy pozwala na ustalenie w sposób pewny jedynie
tylko dwóch elementów końcowej fazy drogi jachtu:
Pierwszy – pomimo, że
zapamiętany przez st.jacht. M.K, a także zaobserwowany przez marynarzy
pełniących wachtę nawigacyjną na m/v LADY ELENA, kurs jachtu względem kursu statku
wskazywał na to, że przed zderzeniem
jacht b y ł u s t a w i o n y l e w ą
b u r t ą do dziobu statku to
jednakże, z nie budzącej zastrzeżeń pod
względem rzetelności i fachowości opinii mechanoskopijnej wynika, że został on
uderzony gruszą dziobową, z kierunku
prostopadłego, lub do
niego zbliżonego ale w
burtę p r a w ą.
Drugi - żeglarz R.M.
zdążył wejść (wskoczyć ?) pod pokład i skutecznie zaalarmować przynajmniej
część załogi – o czym świadczy fakt, że jeden z żeglarzy, a był nim T.B.,
trzymał w zaciśniętych dłoniach kamizelkę ratunkową, jak gdyby podczas jej
nakładania, natomiast sam R.M. nawet zdążył taką kamizelkę założyć ale wnętrza
jachtu jemu także już nie udało się opuścić.
Z uwagi na wyjaśnienie, ponad wszelką wątpliwość, że jacht
został uderzony w prawą burtę, to logicznym wnioskiem wypływającym z tego faktu
jest także ustalenie, że jacht, tuż przed dziobem statku wykonał ponownie zwrot
przy czym, z uwagi na brak dowodów w tym zakresie nie da się ustalić, czy stało
się tak na skutek zamierzonego, celowego działania ster. jacht. M.K. bądź też
kapitana L.Ł. (żeglarza R.M. należy z tego grona wykluczyć, gdyż on w tym
czasie znalazł się już pod pokładem, alarmował pozostałą załogę i sam zakładał
kamizelkę ratunkową) względnie, czy był to manewr odruchowy, niekontrolowany
względnie, porzucono rumpel i wobec paniki jaka zapanowała na pokładzie nikt
nad nim nie panował, a jacht jako nawietrzny, z uwagi na zachodni kierunek
wiatru, poszedł jeszcze bardziej w lewo w stosunku do tego kursu do jakiego
doszedł podczas kontrowania (ostrzenia właśnie w lewo) przez sterniczkę M.K. po
tym, jak jacht odpadł na pełniejszy kurs w stosunku do tego jaki zamierzano
osiągnąć po drugim zwrocie przez sztag
(planowano iść ponownie kursem KK =
10-20º).
5)
Obserwacja prowadzona na
m/v LADY ELENA – interpretacja manewrów jachtu zaobserwowanych ze statku.
Analiza materiału dowodowego w postaci relacji członków załogi
wachty nawigacyjnej gazowca prowadzić musi do wniosku, ze prezentowana przez
poszczególnych jej członków wersja zdarzenia jest spójna, konsekwentna, a
przede wszystkim logiczna i brak jest podstaw do uznania tychże relacji – już
co do samej zasady – za niezgodnych z prawdą.
Brak jest tym samym podstaw do odrzucenia wersji przedstawionej
przez marynarzy pełniących wachtę nawigacyjną
na m/v LADY ELENA, że jacht zaobserwowany został ( w tym wypadku wzrokowo ) dopiero w odległości liczonej w kablach
przed dziobem gazowca.
Jak wynika z opinii biegłego do spraw radarowych, już nawet
teoretyczna ( bo wynikająca z wyliczeń ) możliwość wykrycia jachtu na radarach
gazowca była niezwykle ograniczona - do 2 stosunkowo krótkich odcinków czasu, w
trakcie których prawdopodobieństwo wykrycia jachtu było wysokie. Wskazać
należy, że w praktyce możliwość ta mogła być jeszcze bardziej ograniczona
zważywszy na fakt, że reflektor radarowy zamontowany na achtersztagu skośnie do
pokładu, na jachcie płynącym po akwenie, na którym występowała fala o wysokości
do 2 m, tylko okresowo mógł znajdować się w pozycji optymalnej ( pionowej ) do powierzchni morza, a taką
biegły musiał założyć dla potrzeb wyliczeń.
Wyliczone teoretyczne wartości odbicia fal przez reflektor
radarowy w pełni uzasadniają ocenę
biegłego, że w takiej sytuacji, tylko prowadzenie stałej obserwacji radarowej
stwarzałoby realną szansę wykrycia jachtu przez operatora radarów na m/v LADY
ELENA.
Prawidło 5 m.p.z.z.m stanowi, że każdy statek powinien stale
prowadzić właściwą obserwację zarówno wzrokową i słuchową, jak i za pomocą
wszystkich dostępnych środków w istniejących okolicznościach i warunkach,
odpowiednich do pełnej oceny sytuacji i ryzyka zderzenia.
Z treści tego prawidła wynika, że obowiązek użycia radaru do
zapewnienia należytej obserwacji rozciąga się na wszelkie warunki widzialności.
Obowiązek ten wynika również z prawidła 7 b) m.p.z.z.m stanowiącego, że w celu
uzyskania wczesnego ostrzeżenia o ryzyku zderzenia należy w sposób właściwy
używać znajdujących się na statku zdatnych do użytku urządzeń radarowych,
łącznie z przeszukiwaniem na dalekim zasięgu, oraz właściwie korzystać z
nakresów lub równoważnej, systematycznej obserwacji wykrytych obiektów.
Orzecznictwo
instytucji zajmujących się badaniem wypadków morskich, w tym izb morskich, od
dawna zgodnie uznało, że użycie radaru podczas ograniczonej widzialności jest
obowiązkowe. Uznano również za obowiązkowe użycie radaru podczas dobrej widzialności,
gdy statek nawiguje w akwenie o dużej intensywności ruchu w nocy, w rejonach,
gdzie spotykane są urządzenia i wieże wiertnicze - słowem tam, gdzie wyłącznie
w oparciu o obserwację wzrokową nie można w należyty sposób zapewnić pełnej
oceny sytuacji. W takich warunkach i okolicznościach, oprócz należytej
obserwacji wzrokowej, trzeba dodatkowo korzystać z radaru. Na otwartym
morzu na ogół najodpowiedniejsza jest skala 12-milowa, gdyż umożliwia wykrycie
obecności innych statków wystarczająco wcześnie, aby zdążyć ustalić parametry
ich ruchu i sprawdzić, czy nie zagraża ryzyko zderzenia względnie, czy nie
zagraża rozwinięcie się sytuacji nadmiernego zbliżenia i ryzyka zderzenia (tak
W. Rymarz w: Międzynarodowe prawo drogi
morskiej w zarysie, GDYNIA 2004 str. 61-62 ). W myśl prawidła
W tym konkretnym przypadku brak podstaw do uznania, że w sytuacji
nocnej żeglugi, w warunkach dobrej widzialności, na otwartym akwenie, na którym
nie panował wtedy zwiększony ruch, m/v LADY ELENA zobowiązana była do prowadzenia
stałej ( permanentnej ) - a nie, jak to czyniła, tylko uzupełniającej -
obserwacji radarowej. Warunki nawigacyjne i pogodowe uzasadniały stosowanie
obserwacji radarowej jako środka pomocniczego.
W tej zaś sytuacji niewykrycie echa jachtu na radarze przez
obserwatora na m/v LADY ELENA, nie wynikało z naruszenia przez statek
wskazanych wyżej prawideł, a spowodowane było niedostateczną efektywnością powierzchni
dobicia reflektora radarowego jachtu.
Konwencja STCW 78/95 w rozdziale VIII Kodeksu określając
podstawowe zasady pełnienia wacht stanowi, że: „Oficer pełniący wachtę
nawigacyjną jest przedstawicielem kapitana i przez cały czas jest przede
wszystkim odpowiedzialny za bezpieczne nawigowanie statku i przestrzeganie
Międzynarodowych Przepisów o Zapobieganiu Zderzeniom na Morzu, 1972".
Konwencja określa również zasady prowadzenia obserwacji „służby na
oku” przypominając, że: prawidłowa obserwacja powinna być prowadzona przez cały
czas, zgodnie z prawidłem 5 Międzynarodowych Przepisów o Zapobieganiu
Zderzeniom na Morzu, 1972 i powinna służyć następującym celom:
1. utrzymywaniu
stałego stanu czujności za pomocą obserwacji wzrokowej i nasłuchu, jak również
za pomocą wszelkich innych dostępnych środków obserwacji, odpowiednich do
wykrycia wszelkich istotnych zmian w otaczającym statek środowisku;
2.
pełnej oceny sytuacji i ryzyka zderzenia, wejścia na mieliznę i innych niebezpieczeństw
dla nawigacji; oraz
3. wykrywaniu statków i wodnosamolotów w
niebezpieczeństwie, rozbitków, wraków, pływających szczątków i innych zagrożeń
dla bezpiecznej nawigacji.
Obserwator pełniący służbę „na oku” musi być w stanie
skoncentrować całą swoją uwagę na poprawnym pełnieniu tej służby i nie może
podejmować ani być wyznaczany do żadnych innych obowiązków, które
przeszkadzałyby wykonaniu tego zadania.
Obowiązki obserwatora „na oku” i sternika są oddzielne i sternik
nie może być uważany za obserwatora wtedy, gdy steruje ( z wyjątkiem małych statków, gdzie z pozycji sternika jest niezasłonięty
widok dookoła widnokręgu i nie ma nocnego upośledzenia wzroku ani nie ma innej
przeszkody w prowadzeniu poprawnej obserwacji ).
Obowiązki kapitana dotyczące ustalania
składu osobowego wachty nawigacyjnej określono w konwencji STCW 78/95
następująco: Przy ustalaniu takiego składu osobowego wachty nawigacyjnej, który
zapewni, że będzie ona prawidłowo i w sposób ciągły prowadzona, kapitan ma obowiązek
wziąć pod uwagę wszystkie istotne czynniki, w tym i te, określone w rozdziale
VIII kodeksu A, jak również:
1. widzialność, stan pogody
i morza;
2. intensywność ruchu, a
także inną działalność prowadzoną w akwenie, na którym statek nawiguje;
3. zachowanie koniecznej
uwagi podczas nawigowania w/lub w pobliżu systemów rozgraniczenia ruchu albo
innych wyznaczonych tras;
4. wykonywanie dodatkowych
prac spowodowane rodzajem wykonywanych zadań przez statek, natychmiastowe
potrzeby eksploatacyjne oraz przewidywane manewry;
5. zdolność do pełnienia
obowiązków każdego członka załogi wyznaczonego jako członek wachty na wezwanie;
6. znajomość i zaufanie
odnośnie zawodowych kompetencji oficerów statkowych i załogi;
7. doświadczenie każdego
oficera wachtowego oraz jego znajomość wyposażenia, procedur i zdolności
manewrowych statku;
8. prace wykonywane na
pokładzie statku w danym czasie, w tym czynności radiokomunikacyjne oraz
możliwość otrzymania natychmiastowej pomocy na mostku w przypadku konieczności;
9. eksploatacyjny stan
wyposażenia mostka oraz urządzenia kontrolne, w tym systemy alarmowe;
10. urządzenia kontrolne
steru i śruby napędowej oraz właściwości manewrowe statku;
11. wymiary statku oraz pole
widzenia dostępne z pozycji kierowania (dowodzenia);
12. kształt mostka, który w pewnej mierze mógłby utrudniać
członkowi wachty wykrywanie za pomocą wzroku lub słuchu zewnętrznego rozwoju
sytuacji; oraz
13. każdą inną odpowiednią metodę, procedurę lub zalecenie
odnośnie organizacji wachty oraz zdolności do wykonywania obowiązków, które
zostały przyjęte przez IMO.
W
odniesieniu do obserwacji podczas dobrej widzialności powinno się zapewnić
przede wszystkim należytą obserwację wzrokową. Obserwacja powinna być
prowadzona z miejsca, skąd najlepiej można widzieć dookoła cały widnokrąg, a
zwłaszcza sektor dziobowy. Do pełnienia służby „na oku” powinno się wyznaczyć
miejsce, w którym marynarz mógłby skoncentrować się wyłącznie na uważnej
obserwacji, gdzie ewentualne rozmowy służbowe prowadzone na mostku nie rozpraszałyby
jego uwagi, a jednocześnie, byłby pod kontrolą oficera wachtowego. Miejscem takim
podczas dobrej widzialności bywa zazwyczaj skrzydło mostka lub pokład
namiarowy. Podczas ograniczonej widzialności marynarz pełniący służbę „na oku”
powinien znajdować się w części przedniej statku - zazwyczaj na dziobie ( ibidem k. 60-61 ).
Wachta na m/v
LADY ELENA była 3 osobowa: oficer wachtowy ( starszy oficer ), starszy marynarz i kadet - ci dwaj pełnili służbę
„na oku”. Skład wachty nie był więc nieprawidłowy.
Jak wynika z
relacji członków wachty m/v LADY ELENA - w momencie zauważenia jachtu - kadet
znajdował się na lewym skrzydle mostka, zaś starszy marynarz wewnątrz
pomieszczenia mostka, po stronie lewej burty statku. A zatem, co najmniej w tym momencie, obydwaj marynarze pełniący służbę „na oku”
prowadzili obserwację będąc na lewej burcie statku.
Brak dowodów
przeciwnych czyni koniecznym założenie prawidłowości i racjonalności postępowania
m/v LADY ELENA w tym zakresie, zwłaszcza, że statek wcześniej prawidłowo wykrył
i zinterpretował działania trawlera, unikając nadmiernego z nim zbliżenia.
Przyczyna
zatem tego, że jachtu nie zobaczono wcześniej, mimo prowadzenia przez m/v LADY ELENA prawidłowej
obserwacji wzrokowej, tkwiła po stronie
jachtu. Jak wskazano uprzednio, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, jacht
- nie pokazywał w tym czasie świateł burtowych. W takiej sytuacji (zważywszy, że jacht zbliżał się do gazowca w
aspekcie, w którym winno być widoczne dla statku właśnie czerwone światło burtowe jachtu ) m/v LADY ELENA
pozbawiona była realnej możliwości także wzrokowego wykrycia jachtu - statek
nie mógł więc stosować w odniesieniu do jachtu zasad prawa drogi: tak
dotyczących pierwszeństwa drogi jak i stopnia uprzywilejowania jednostek.
Generalnie bowiem zasady te mają zastosowanie do statków wzajemnie
widocznych wzrokowo ( prawidło 3k
m.p.z.z.m.).
Prawidła
Rozdziału II-go Konwencji COLREG - 72 regulują zachowania się statków wzajemnie
się widzących, przy czym, definicja „wzajemnie widoczne” zawarta w prawidle 3 k)
m.p.z.z.m. określa, że za „wzajemnie
widoczne” należy uważać statki tylko wtedy, gdy jeden statek może być
obserwowany wzrokowo z drugiego statku. Należy przy tym podkreślić, że chodzi
tu o sytuację ,w której to statki widzą się wzajemnie wzrokowo, a nie sytuację,
w której obserwowane są ich echa na obrazach radarów, gdyż za pomocą radarów
można jedynie echa statków wykrywać, a nie widzieć.
Podstawowe
znaczenie dla rozważań poprawności działania wszystkich trzech statków jest
odpowiedź na pytanie, kiedy można mówić o tym, że statki widzą się wzajemnie?
Czy tylko wówczas, gdy panują, obiektywnie rzecz biorąc, takie warunki
widzialności, że z obydwu statków można dostrzec wzrokowo, względnie za pomocą
lornetki (lunety) statek przeciwny czy też, chodzi tu o sytuację, w której to
rzeczywiście, a więc w rezultacie poprawnie, odpowiadającej wymaganiom prawidła
5 m.p.z.z.m. prowadzonej obserwacji statek przeciwny zostanie dostrzeżony. A
zatem, jeżeli nawet w dobrych warunkach widzialności statek przeciwny nie jest
dostrzeżony (widoczny) przez inny statek czy to na skutek źle prowadzonej
obserwacji (a czasem nawet z powodu jej braku, z uwagi np. na zaśnięcie na
mostku czy w sterówce nawigatora, odpowiedzialnego za bezpieczną nawigację
statku – przykładem takich zdarzeń są orzeczenia izb morskich w sprawach: WMS
86/2000, WMG 18/2000, WMS 23/07, WMS 28/07) czy też, np. z powodu braku świateł
nawigacyjnych w nocy, na małej jednostce (np. łodzi rybackiej, kutrze czy
jachcie żaglowym), czy można wówczas także mówić o tym, ze statki widzą się
wzajemnie i dla oceny poprawności ich zachowania stosować reguły Rozdziału
II-go Konwencji COLREG -72?
Na tak
postawione pytanie, odpowiedź musi brzmieć przecząco co oznacza, że jeżeli
nawigator lub obserwator („oko”) z jednego statku z jakiegokolwiek powodu nie
widzi wzrokowo statku przeciwnego, to wówczas nie można oceniać poprawności
zachowania się poszczególnych statków w oparciu o reguły prawideł 17 i 18
m.p.z.z.m., lecz na podstawie ogólnych
reguł postępowania t.j. na podst. postanowień Rozdziału I-go konwencji
COLREG-72, czyli prawideł: 5 (zasady obserwacji), 7 (ryzyko zderzenia), 8
(działanie w celu uniknięcia zderzenia)m.p.z.z.m. W tym przypadku, przy
założeniu, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że jacht nie
pokazywał świateł burtowych, natomiast białe światło rufowe było tak słabe, że
jego zasięg widzialności nie tylko, że nie spełniał wymogu określonego w
prawidle 22(b) m.p.z.z.m. (t.j. zasięg 2 Mm) ale kiedy z trawlera zostało
zaobserwowane w odległości ok. 300m tj. 1,5 kbl, nie zostało uznane za światło nawigacyjne,
to spowodowało, że jacht nie został dostrzeżony zarówno wtedy, kiedy szedł
kursem południowym jak i wówczas, gdy wykonywał drugi zwrot przez sztag, po
wcześniejszym przecięciu kursu przed dziobem m/v LADY ELENA.
W przypadku
małych statków żaglowych (jachtów) pewność wzajemnej widoczności statków, które
zbliżają się do siebie, ma podstawowe znaczenie dla ich bezpiecznego wyminięcia
się. Niewątpliwie w warunkach nocy, w dodatku bezksiężycowej, dużo trudniej i
dużo później można dostrzec jacht z dużego statku o napędzie mechanicznym i to
nawet wówczas, kiedy jacht niesie światła
zgodnie z przepisami, w porównaniu do
tego, jak i kiedy można z jachtu dostrzec tego rodzaju statek. Natomiast,
jeżeli jacht w ogóle nie niesie świateł, względnie są one słabe, dostrzeżenie
jachtu jest co najmniej bardzo utrudnione i powoduje po stronie statku
niemożność podjęcia zawczasu manewrów, o których mowa w prawidłach 17 i 18
m.p.z.z.m. W sytuacji uzasadnionych wątpliwości co do pokazywania przez s/y
BIESZCZADY świateł znajduje racjonalne wytłumaczenie fakt, dlaczego wachta na
m/v LADY ELENA tak późno dostrzegła jacht, (właściwie jego żagle) mimo, że była
pełniona w obsadzie liczniejszej aniżeli wymaga tego dobra praktyka morska
(oficer kierujący wachtą nawigacyjną oraz marynarz- obserwator). Reakcja
wachtowych była prawidłowa, a decyzja st. of. B.G., po dokonaniu oceny co do
kursu jachtu, przecinającego kurs statku z lewej na prawą burtę jedynie słuszna
tzn. zdecydowany zwrot w lewo. Niestety, w tym momencie obydwie jednostki
dzieliła już zbyt mała odległość, aby można było podjąć jakiekolwiek inne
manewry. Można by rzec, że w tym przypadku działanie st. oficera było zgodne z
wręcz podręcznikowym wzorcem zachowania się w takich przypadkach. W podręczniku
kpt.ż.w. Aleksandra Nowickiego „Wiedza o manewrowaniu statkami morskimi.
Podstawy teorii i praktyki”. (Wyd. Trademar - Gdynia 1999r.) autor pisze: „Do
wypadku nagłego spostrzeżenia niebezpieczeństwa na kursie i w niewielkiej
odległości przed dziobem może dojść pomimo prowadzenia starannej obserwacji.
Przykładami w tej mierze mogą być (...) spostrzeżenie w nocy nieoświetlonego
statku (...). Prawidłowym działaniem w takich przypadkach jest natychmiastowe
wyłożenie steru w położenie skrajne. Kierunek wychylenia zależy od okoliczności
wypadku, takich jak: obecność niebezpieczeństw nawigacyjnych, innych statków, położenie
wymijanego obiektu względem kursu, aktualnego wychylenia własnego steru” (
str. 315). Dlatego też działania st. of. B.G. należy uznać za prawidłowe,
odpowiadające także standardom poprawnego pełnienia wachty nawigacyjnej ujętym
w Rozdziale VIII – Część 2 Kodu konwencji STCW, a w tym, w pkt 29 stanowiącym,
że gdy zachodzi taka potrzeba, oficer kierujący wachtą bez wahania powinien
użyć przyrządów układu sterowego. Działanie to odpowiadało także wymogom
prawidła 8 (a)(b) m.p.z.z.m., przewidującego, że każde działanie podjęte w celu
uniknięcia zderzenia powinno być, jeżeli okoliczności na to pozwalają,
zdecydowane, wykonane wystarczająco wcześnie, z należytym uwzględnieniem zasad dobrej
praktyki morskiej. W tym przypadku, działanie st. oficera było zdecydowane,
rozsądne i wynikało z właściwej oceny sytuacji tj. obserwacji ruchu jachtu.
Należy
podzielić ocenę Z-cy Delegata Ministra, że od chwili zauważenia jachtu przez
wachtę nawigacyjną gazowca do chwili zderzenia czas był liczony już nie w minutach,
a w sekundach (st. of. B.G. ocenił ten czas na ok. 45 sek.). Z tego powodu nie
można czynić zarzutu oficerowi kierującemu wachtą, że osobiście wykonał manewr
zwrotu na lewą burtę, zamiast wydać stosowną komendę sternikowi (st. mar. R.T.G.).
Wprawdzie prawidło 19(a)(b) Rozdziału V Konwencji SOLAS -72 ( wg numeracji
przepisów obowiązujących we wrześniu 2000r., tj. w dacie wypadku) stanowiło, że w przypadku żeglugi z włączonym
autopilotem na obszarach o dużym natężeniu ruchu należy zapewnić możliwość
natychmiastowego przejęcia sterownia statkiem przez człowieka i w takich
okolicznościach oficer wachtowy powinien mieć bezzwłocznie do dyspozycji wykwalifikowanego
sternika, stale przygotowanego do przejęcia steru, co zdawałoby się wskazywać
na to, że manewr zwrotu powinien wykonać sternik, ale jednocześnie w tym samym
prawidle 19 oznaczonym lit. (c) jest wskazówka, że przejście ze sterownia
autopilotem na ręczne powinno być przeprowadzone przez odpowiedniego oficera
lub pod jego nadzorem. W tym przypadku, konwencja odnosi się do zmiany sposobu
sterownia statkiem w sytuacji standardowej, gdy nie występuje nagłe zagrożenie
wymagające podjęcia przez oficera natychmiastowych działań, w czasie liczonym
już nie w minutach, lecz w sekundach. W sytuacji, jaka rozwijała się przed
dziobem statku, po prostu nie było czasu na zachowanie standardowej procedury,
lecz reakcja musiała być natychmiastowa i taka właśnie była. Nie można też
zgodzić się z zarzutem, jakoby st. oficer B.G., będąc zajęty wykonywaniem
manewru zaniedbał prowadzenia obserwacji. Wprost przeciwnie, to właśnie dzięki
temu, że obserwował czyli analizował i oceniał ruch jachtu, wykonał jedyny w
tym przypadku rozsądny manewr t.j. zwrot na lewą burtę. Nie mógł przewidzieć
tego, że na jachcie, właściwie aż do końcowych kilkudziesięciu sekund
poprzedzających zderzenie, statku nie zaobserwowano i że przystępując do
wykonywania zwrotu przez sztag, na jachcie nie było świadomości tego, że z jego
lewej burty, z sektora rufowego, zbliża się statek. Nie mógł też przewidzieć tego,
że jacht, podczas wykonywania zwrotu, odpadnie prawie do fordewindu co na
statku zostało zaobserwowane i ocenione jako zwrot właściwie na kontrkurs i
ponowne wchodzenie przed dziób statku ale tym razem z jego prawej burty.
6) Obserwacja
prowadzona na jachcie.
Okoliczności
w jakich doszło do zderzenia świadczą o tym, że jakkolwiek brak jest podstaw do
twierdzenia, że na jachcie w ogóle zaniechano prowadzenia obserwacji, to jednakże
są przesłanki ku temu aby uznać, że nie była ona prowadzona tak, jak wymaga
tego prawidło 5 m.p.z.z.m. W szczególności, zarzut ten dotyczy niedostrzeżenia
świateł nawigacyjnych prawidłowo oświetlonego statku, który pokazywał nie tylko
2 białe światła masztowe, o zasięgu widzialności wynoszącym 6 Mm ale także
światła burtowe (zauważenie w ostatniej chwili przed kolizją świateł burtowych
przyznała nawet sama st.jacht. M.K.), których zasięg widzialności wynosi 3 Mm.
Zważywszy na kurs jakim statek szedł pomiędzy
godz. 05.00 a 05.24, mieszczący się pomiędzy 215°-217,5° - 214° oraz kurs jachtu, od godz.
05.05, może 05.10, generalnie prowadzący na południe, białe światła masztowe m/v
LADY ELENA powinny być widoczne już od ok. godz. 05.00, a więc od czasu, kiedy
jacht szedł jeszcze kursem KK=10°-20° i zbliżał się do trawlera m/t BRIAN KENT,
natomiast zielone światło burtowe gazowca winno być widoczne przez kolejne
kilkanaście minut, już po wykonaniu zwrotu na południe (czas widoczności
zielonego światła uzależniony od tego, z jaką prędkością jacht szedł po zwrocie
na południe).
Tak więc,
jedyny logiczny wniosek, który nasuwa się w wyniku powyższych ustaleń to ocena,
że na jachcie nie dostrzeżono odpowiednio wcześnie, prawidłowo pokazywanych
przez statek świateł nawigacyjnych, tzn. na tyle wcześnie, że możliwe było np.
podjęcie działań, w celu zwrócenia uwagi na jacht np. przez oświetlenie żagli
latarką, włączenie świateł podsalingowych lub polegających na zmianie kursu na kurs nie prowadzący do nadmiernego zbliżenia,
albo najlepiej, na obydwa te
działania jednocześnie. Nie można też
całkowicie wykluczyć tego, że błędnie zidentyfikowano światła nawigacyjne
statku przeciwnego, uznając białe światło masztowe za światło rufowe. W tym
drugim przypadku popełnieniu omyłki mogło, ale tylko do pewnego stopnia,
sprzyjać nieznaczne przegłębienie statku na rufę, wynoszące 1 m, co z kolei
mogło powodować dla obserwatora będącego na jachcie złudne przekonanie o tym,
że widzi jedno, białe światło. Przepisy Konwencji COLREG-72, regulujące
rozmieszczenie świateł masztowych stanowią, że pionowa odległość pomiędzy nimi
powinna być taka, aby w normalnych warunkach przegłębienia, tylne światło było
widoczne nad przednim światłem i oddzielnie od niego, z odległości 1000m (czyli
5,4 kbl) od dziobnicy, przy obserwacji z poziomu morza. Obserwacja z pokładu
jachtu była prowadzona z poziomu morza,
tak więc, nie da się całkowicie wykluczyć
tego, że obserwator który widział te światłą z odległości np. 1 Mm lub
większej, wziął je za jedno światło i nie dostrzegając zielonego światła
burtowego, uznał je za światło rufowe.
Omawiając
temat obserwacji należy także pamiętać o tym, że jednym z jej elementów jest
obserwacja słuchowa. W tym przypadku nie ma jakiegokolwiek dowodu, który
świadczyłby o tym, że na jachcie usłyszano odgłos pracującego silnika statku,
zanim dostrzeżono jego sylwetkę i światła. Jak się wydaje, słyszalność na
jachcie z odległości kilku kabli (i większej), pracującej siłowni statku mogła
być ograniczona nie tylko z uwagi na odgłosy pochodzące od uderzeń kadłuba jachtu
o fale o wysokości dochodzącej do ok. 2 m, ale także, ze względu na kierunek
wiatru, który wiał z zachodu, gdy tymczasem statek zbliżał się do jachtu z
kierunku północnego wschodu. W takim przypadku wiatr niósł dźwięk w kierunku
odchodzącym od kursu, którym szedł jacht. Gdyby do wypadku doszło na spokojnym
morzu, w ciszy, spowodowanej brakiem wiatru (zakładając, że jacht szedłby
wówczas nadal na żaglach, a nie na silniku), to wówczas rzeczywiście odgłos
pracującej siłowni mógłby być słyszany na jachcie z odległości co najmniej
kilku kabli.
Nie można też z rozważań całkowicie wykluczyć i tej sytuacji, że
podczas prowadzenia jachtu zaniedbano prowadzenia obserwacji akwenu będącego za
jego rufą. Uwagi Z-cy Delegata Ministra, odnoszące się, do niestety dość
powszechnego nawyku wśród żeglarzy (i nie tylko wśród nich), obserwowania
akwenu li tylko przed dziobem i po obu burtach, a już zaniechania obserwacji
tego, co dzieje się za rufą jachtu, nie są pozbawione słuszności, tym bardziej,
że są one poparte kilkudziesięcioletnim doświadczeniem żeglarskim osoby, która
te uwagi zgłosiła.
Jeżeli taka sytuacja miała miejsce na s/y BIESZCZADY, to
wyjaśniałoby w racjonalny sposób przyczyny, dla których przystąpiono do zwrotu
przez sztag wówczas, gdy jacht był już na południe od kursu, którym szedł
statek. Gdyby południowy kurs jachtu
utrzymano, statek przeszedłby „czysto” chociaż bardzo blisko, za rufą jachtu.
Jak blisko ? Zważywszy na pozycję geograficzną
katastrofy, oraz zakładając, że jacht, gdyby szedł półwiatrem, rozwinął by
prędkość najprawdopodobniej, w granicach
5-6 w. (pamiętając, że przy
kursie KK = 10-20º, a więc ostrego baksztagu, szedł z prędkością ok. 7
w.), mając także na uwadze hipotetyczny czas łagodnie wykonywanego zwrotu przez
sztag wynoszący zapewne poniżej 1 min. można przyjąć, że w ciągu ok. 3 minut
(tj. czas jaki upłynął od chwili, gdy jacht, idąc na południe, przeciął kurs
statku, do chwili, kiedy nastąpiło zderzenie) pokonałby dystans ok. 3 kbl. Przy
kursie beidewindowym, a więc, w sytuacji rozwijania mniejszej prędkości niż
przy kursie półwiatrowym, ten dystans
byłby jeszcze mniejszy.
III. OCENA DZIAŁAŃ m/v LADY ELENA PO WYPADKU.
Na surową
ocenę zasługują działania statku w okresie ok. 20 min. bezpośrednio po wypadku.
Obowiązek
ratowania życia ludzkiego na morzu jest nie tylko podstawowym obowiązkiem moralnym
- wynika też z przepisów prawa morza. Zgodnie z artykułem 11 Konwencji
brukselskiej z dnia 23 września 1910 r. o ujednostajnieniu niektórych przepisów
dotyczących niesienia pomocy i ratownictwa morskiego ( tekst polski - Dz.U. z 1938 r. Nr 101, poz.
672 ) każdy kapitan jest obowiązany
przyjść z pomocą każdej osobie, nawet wrogiej, znajdującej się na morzu w
niebezpieczeństwie życia, jeżeli może to uczynić bez poważnego niebezpieczeństwa
dla swego statku, swojej załogi, swych pasażerów. Właściciel statku nie jest
odpowiedzialny z tytułu naruszeń poprzedniego postanowienia.
Podobnie
też, choćby w myśl artykułu 10 ust. 1 i 3 Międzynarodowej konwencji z
dnia 28 kwietnia 1989 r. o ratownictwie
morskim ( tekst polski - Dz.U. z 2006 r. Nr 207, poz. 1523 – Specjalny
Region Administracji Hongkong jest stroną tej konwencji od 1.07.1997 r.), każdy kapitan jest obowiązany, tak dalece,
jak to możliwe, bez narażania na poważne niebezpieczeństwo swego statku i znajdujących
się na nim osób, do udzielenia pomocy każdej osobie zagrożonej zaginięciem na
morzu. Armator statku nie
ponosi odpowiedzialności za naruszenie przez kapitana obowiązku określonego w
ustępie 1.
Jednoznacznie
zatem - i to zdecydowanie negatywnie - ocenić należy działania m/v LADY ELENA.
po wypadku, polegające na zaniechaniu natychmiastowego
powrotu na pozycję zderzenia, celem ewentualnego niesienia pomocy ludziom. Co
prawda, w chwili wypadku kapitana jednostki nie było na mostku, a znalazł się
na nim - wezwany - dopiero po kilku
minutach i zdarzenie znał tylko z relacji. W dodatku, mógł mieć wątpliwości co do okoliczności
zdarzenia, tym bardziej, że dostrzeżone białe światło za rufą zostało przez
niego uznane za światło rufowe jednostki, z którą zderzenie podejrzewano. Tym
nie mniej, nie mając absolutnej
pewności, że do kontaktu obydwu jednostek nie doszło ( a członkowie wachty - jak wynika z ich oświadczeń - sądzili, że jednak
kolizja miała miejsce ), w sytuacji,
gdy w grę wchodziło ludzkie życie, kapitan obowiązany był do zarządzenia
natychmiastowego powrotu na miejsce, celem ewentualnego podjęcia akcji ratowniczej,
względnie upewnienia się, że do zderzenia na pewno nie doszło. Tymczasem, z
zapisu kursografu, potwierdzonego zeznaniami kapitana gazowca A.V. i st.of. B.G.
wynika, że manewr powrotu na pozycję wypadku podjęto po upływie ok. 20 min. od
zderzenia to jest dopiero wówczas, kiedy zauważono czerwona rakietę (wystrzeloną z tratwy przez st.jacht.. M.K.)
Nie sposób
dziś stwierdzić, czy powrót taki ostatecznie przyczyniłby się do uratowania kogokolwiek więcej, albowiem
dla co najmniej trzech żeglarzy, których ciała
nurkowie z Sił Morskich Królestwa Danii wydobyli ze szczątków wraku 4 dni
po wypadku nie było, niestety, żadnych szans na uratowanie. W niczym to jednak nie zmienia jednoznacznie krytycznej
oceny działań m/v LADY ELENA po wypadku..
OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO
2. Odnośnie
pozostałych elementów działań gazowca po wypadku odnotować należy, że dowody
zgromadzone w postępowaniu co najmniej nie przeczą relacji o tym, że po
powzięciu podejrzenia kolizji statek zawrócił celem obserwacji (niczego jednak nie zobaczono), a zwrotem
tym mógł być, jak już wspomniano we wcześniejszej części uzasadnienia,
uwidoczniony na kursogramie zwrot z okolic godz. 0529. Podobnie, zapis w
arkuszu raportu z akcji ratowniczej o meldunku duńskiego statku CLARIA, że ok.
03.15 czasu lokalnego słyszano statek wywołujący
jacht żaglowy na częstotliwości VHF kanał 16, potwierdzać może relację o
próbach nawiązania przez m/v LADY ELENA łączności z jednostką potencjalnie
uczestniczącą w kolizji.
Dane z
raportu z akcji ratowniczej nie stanowią dowodu przeciwnego wersji, że m/v LADY
ELENA także ( tak jak uczynił to trawler
) meldował stacji brzegowej o zobaczeniu czerwonej rakiety – prawdopodobnie w raporcie
odnotowano jedynie pierwszy, inicjujący akcję, meldunek (ten ze strony m/t BRIAN KENT.), ale już nie następne, dotyczące
takiego samego zgłoszenia.
Podsumowując powyższe rozważania Odwoławcza Izba Morska uznała
stanowisko Izby Morskiej I instancji i jej rozważania w przedmiocie
przestrzegania przez jacht i gazowiec prawidła
Natomiast w pełnym zakresie należało podzielić oceny i
stanowisko Izby Morskiej I instancji dotyczące prowadzenia obserwacji na m/v
LADY ELENA w tym, z wykorzystaniem radaru oraz uwagi odnośnie prowadzenia
obserwacji na jachcie i trawlerze m/t BRIAN KENT. Odnośnie tej jednostki należy
przy tym wskazać, że gdyby szyper J.Mossel rzeczywiście uznał, że słabe
światło, które dostrzegł, należy do trudnego do wykrycia statku i stanowi on (ten
statek) niebezpieczeństwo nawigacyjne, to powinien o swoich spostrzeżeniach
powiadomić, z pomocą wszelkich środków będących w jego dyspozycji, wszystkie
statki będące w pobliżu oraz kompetentne władze w pierwszym punkcie wybrzeża, z
którym można się skomunikować nie tylko w związku z potrzebą przestrzegania
zasad dobrej praktyki morskiej. Obowiązek taki ciążyłby na nim z mocy prawidła
2 (a) Rozdziału V-go Konwencji SOLAS 74 wg. numeracji tekstu konwencji obowiązującej
we wrześniu 2000 r. (wg. tekstu jednolitego konwencji obowiązującego w 2002 r., prawidło to
oznaczone jest jako 31). Rzecz jednak w tym, że świadek ten, szczegółowo przesłuchany na tę okoliczność
przez duński sąd w Lemvig oraz przez duńską policję w Holstebro zeznał, że
wiele razy widział coś, co mogło być białym światłem - jak z latarki kieszonkowej – ale nie był
pewien, czy jest to światło czy odbicie (refleks) na fali. Samego jachtu jako takiego nie dostrzegł (k.
2440 i 2448).
Należy także w całej rozciągłości podzielić krytyczną ocenę Izby
Morskiej w Gdańsku odnoszącą się do działań m/v LADY ELENA już po wypadku.
Mając bardzo mocne i uzasadnione podejrzenia, że doszło do zderzenia z jachtem,
obowiązkiem statku było niezwłoczne wykonanie manewru powrotu na pozycję
zderzenia (pętla Williamsona). Tymczasem, z zapisu kursografu, potwierdzonego
zeznaniem st.of. B.Garia i kapitana statku A.Vasedevan wynika, że manewr
powrotu na pozycje wypadku podjęto po ok. 20 minutach od zderzenia, ok.godz.
05.46, t.j. dopiero wówczas, kiedy zauważono czerwoną rakietę (wystrzeloną z
tratwy przez M. Kądzielewską). Jakkolwiek nie można postawić prostego znaku
równości pomiędzy opóźnieniem manewru powrotu na pozycję wypadku, a ilością
ofiar śmiertelnych katastrofy – dla co najmniej trzech żeglarzy, których ciała
wydobyto z wnętrza wraku jachtu, nie było, niestety, żadnych szans na
uratowanie – tym nie mniej, z uwagi na międzynarodowe regulacje dotyczące zasad
niesienia pomocy osobom znajdującym się w niebezpieczeństwie (Konwencja o
ujednoliceniu niektórych przepisów dotyczących niesienia pomocy i ratownictwa
morskiego podpisana w Brukseli dnia 23.09.1910 r. czy też Międzynarodowa
konwencja o ratownictwie morskim podpisana w Londynie dnia 28.04.1989 r. –
Specjalny Region Administracyjny Hongkong jest stroną tej konwencji od
1.07.1997 r.), które stanowią, że każdy kapitan jest obowiązany, tak dalece jak
to możliwe, bez narażenia na poważne niebezpieczeństwo swego statku i
znajdujących się na nim osób, do udzielenia pomocy każdej osobie zagrożonej
zaginięciem na morzu, brak niezwłocznej reakcji na podejrzenie zaistnienia
zderzenia i opóźnienie manewru powrotu na pozycję wypadku należało ocenić krytycznie,
czemu słusznie dano wyraz w orzeczeniu.
2. Co do zarzutów odwołania zainteresowanej Marianny Bogusz
Zarówno zarzuty jak i argumentacja uzasadniająca treść zarzutów
odwołania nie zasługuje na uwzględnienie. Na wstępie należy zauważyć, iż
trafnie wskazuje odwołanie, że M.Kądzielewska jest jedynym członkiem załogi,
który ocalał z katastrofy i w związku z tym, z obiektywnych przyczyn, brak jest
dowodów w postaci zeznań czy też relacji pochodzących od innych członków załogi,
dzięki któ
.....................................................
Kwestii
braku świateł burtowych jachtu ( faktu, że
ich nie pokazywano ) dostępne dowody nie przesądzają jednak w sposób
niewątpliwy.
O ile zatem
przyjąć, że s/y BIESZCZADY niosły jednak oświetlenie nawigacyjne przewidziane w
Części C ( Światła i znaki )
m.p.z.z.m, w szczególności zaś w prawidle 25, to przyczyna, dla której statek o
napędzie mechanicznym (m/v LADY ELENA) nie podjął w porę działań w celu ustąpienia
drogi jachtowi pod żaglami ( s/y BIESZCZADY) leżałaby ( co najmniej w znacznej części - patrz uwagi co do możliwości wykrycia
radarowego ) po stronie m/v LADY ELENA nie prowadzącej w takim razie
prawidłowo ( skutecznie )
podstawowego wymaganego rodzaju obserwacji t.j. obserwacji wzrokowej.
*
Statek
uprzywilejowany (w tym wypadku jacht)
nie jest ograniczony w swej aktywności w sytuacji gdy, na skutek bierności
statku obowiązanego do ustąpienia drogi, znajdzie się tak blisko, że nie można
uniknąć zderzenia tylko przez działanie statku ustępującego z drogi - wówczas
powinien on podjąć takie działanie, które najlepiej przyczyni się do uniknięcia
zderzenia ( Prawidło 17b ). Nie są
jasne przyczyny, dla których s/y BIESZCZADY zaniechały owych działań we
właściwym czasie. Jacht nie usiłował zasygnalizować swej obecności czy zwrócić
uwagi statku na swą obecność w jego pobliżu ( brak prób nawiązania łączności, zwiększenia swej widzialności przez
podświetlenie żagli itp. ), co najmniej też nie wykonał w stosownej
odległości możliwego wówczas manewru odpowiedniej zmiany swego kursu.
W ocenie
Izby Morskiej, mało prawdopodobnym ( aczkolwiek
- z braku dowodów - nie niemożliwym do wykluczenia ) jest, by zaniechanie
przez jacht prób uniknięcia nadmiernego zbliżenia wynikało z nieprowadzenia w
tym czasie obserwacji, szczególnie, że na pokładzie, poza sternikiem,
znajdowały się jeszcze 2 osoby, w tym doświadczony, wysokiej klasy żeglarz,
jakim był kapitan jednostki. Z zeznań ocalałej sternik wynika przy tym, że już
po wyjściu na pokład, kapitan rozpoczął obserwowanie akwenu. Niezrozumiałym
byłoby późniejsze zaniechanie tej podstawowej dla bezpieczeństwa czynności.
Dostępne
w sprawie dowody
W kwestii zarzutu odwołania, podnoszącego wątpliwości co do
poprawności prowadzenia przez sterniczkę M.Kądzielewską obserwacji Odwoławcza
Izba Morska w tym zakresie podziela pogląd wyrażony w końcowym wystąpieniu
przez Z-cę Delegata Ministra Infrastruktury, że w chwili, kiedy kapitan jachtu
przejął bezpośrednie kierowanie wachtą nawigacyjną, to jednocześnie zwolnił
M.Kądzielewską z obowiązku prowadzenia obserwacji, powierzając jej zadanie
sterowania jachtem i utrzymywanie zadanego kursu kompasowego (co skutkowało
tym, że zainteresowana właśnie wskazaniom kompasu poświęcała najwięcej uwagi).
Brak jest racjonalnych przesłanek (a przynajmniej odwołanie
takich nie przedstawiło), by w tym zakresie kwestionować wiarygodność wyjaśnień
M.Kądzielewskiej. Tak więc, zasadniczym obowiązkiem sterniczki było „pilnowanie
i kontrolowanie” kursu jachtu i jak wynika z relacji żeglarki, tym właśnie się
zajmowała, skupiając swoją uwagę na róży kompasu. Reasumując rozważania
odnoszące się do zarzutów odwołania zainteresowanej Marianny Bogusz stwierdzić
należy, że odwołanie nie przedstawiło logicznych, przekonujących argumentów, a
tym bardziej dowodów, które uzasadniały by zmianę orzeczenia Izby Morskiej I
instancji w kierunku przypisania winy M.Kądzielewskiej za spowodowanie sytuacji
nadmiernego zbliżenia obydwu jednostek, a w konsekwencji, do spowodowania wypadku.
3. Zarzut naruszenia przepisów art. 42 ust
.2 pkt 1 i art. 47 ust. 1 ustawy
o
obszarach morskich R.P. i administracji morskiej z dnia 21.03.1991 r.
Dla oceny zarzutów odwołania, niezbędne było uzupełnienie analizy
przepisów regulujących zagadnienia bezpieczeństwa żeglugi morskich statków
sportowych, przeprowadzonej przez Izbę Morską w Gdańsku. Obejmuje ona zarówno
okres poprzedzający datę wypadku jak i stan prawny na dzień wypadku.
Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że w dacie
wypadku obowiązywały jeszcze regulacje zawarte w Kodeksie morskim – ustawy z
dnia 1.12.1961 r. (tekst jednolity: Dz.U. Nr 102
IV. Przyczyny zderzenia:
Zakres
informacji możliwych do uzyskania – tak w oparciu o dowody pozyskane
bezpośrednio przez Izbę Morską jak i zgromadzone w efekcie pracy Prokuratury
Okręgowej w Gdańsku oraz organu dochodzeniowego państwa bandery gazowca -
uniemożliwia jednoznaczne odtworzenie szczegółowych okoliczności wypadku, w
tym, kategoryczne wykluczenie wersji zawartych w hipotezach postawionych w
Raporcie w sprawie dochodzenia, w analizie kpt. S. Tierney’a, w opinii biegłych
Akademii Morskiej w Gdyni, czy też, przedstawianych pod rozwagę Izby Morskiej
przez strony postępowania.
Analiza
możliwych do ustalenia okoliczności sprawy pozwala jedynie na snucie rozważań o
tym czy, w świetle znanego obecnie Izbie Morskiej, materiału dowodowego, wersje
owe ocenić można jako wysoce prawdopodobne.
Bez względu
na to, którą z prezentowanych hipotez o sytuacji nawigacyjnej by przyjąć,
niewątpliwym jednak jest to, że do wypadku doszło z powodu znalezienia się m/v
LADY ELENA (statku obowiązanego do ustąpienia
drogi) i s/y BIESZCZADY ( statku
mającego pierwszeństwo drogi ) w sytuacji nadmiernego zbliżenia i podjęcia
przez jednostki prób uniknięcia kolizji dopiero wówczas, gdy ich wzajemna
odległość wymuszała już „manewry ostatniej chwili”.
Zgodnie z
Prawidłem 18 a-c m.p.z.z.m, jeżeli prawidła 9, 10, i 13 nie stanowią inaczej:
a) Statek
o napędzie mechanicznym w drodze powinien ustąpić z drogi:
iii) statkowi zajętemu połowem;
iv) statkowi żaglowemu.
b) Statek
żaglowy w drodze powinien ustąpić z drogi:
iii) statkowi zajętemu połowem.
c) Statek
zajęty połowem w drodze powinien w miarę możności ustąpić z drogi:
i) statkowi, który nie odpowiada za swoje
ruchy;
ii) statkowi o ograniczonej zdolności manewrowej.
Prawidło 17
m.p.z.z.m, zatytułowane: „Działanie
statku mającego pierwszeństwo drogi”, stanowi natomiast, że:
a) i) Jeżeli
jeden z dwóch statków ma ustąpić z drogi, to drugi statek powinien zachować
swój kurs i szybkość.
ii) Ten drugi statek może jednak podjąć działanie
w celu uniknięcia zderzenia jedynie własnym manewrem, skoro tylko stanie się
oczywiste dla niego, że statek obowiązany do ustąpienia z drogi nie podejmuje
właściwego działania stosownie do niniejszych prawideł.
b) Jeżeli z jakiejkolwiek przyczyny statek
obowiązany do zachowania swego kursu i szybkości znajdzie się tak blisko, że
nie można uniknąć zderzenia tylko przez działanie statku ustępującego z drogi,
wówczas powinien on podjąć takie działanie, które najlepiej przyczyni się do
uniknięcia zderzenia.
c) Statek o
napędzie mechanicznym, który w sytuacji przecinania się kursów podejmuje
działanie zgodnie z ustępem a) ii) niniejszego prawidła w celu uniknięcia
zderzenia z innym statkiem, powinien, jeżeli okoliczności na to pozwalają, nie
zmieniać kursu w lewo, jeżeli z lewej jego burty znajduje się statek.
d) Niniejsze
prawidło nie zwalnia statku mającego ustąpić z drogi od dopełnienia tego
obowiązku.
Nie sposób
kategorycznie wskazać przyczyny, dla których m/v LADY ELENA i jacht znalazły
się w sytuacji nadmiernego zbliżenia, a następnie, w sytuacji gdy już tylko
jednoczesne działania obu jednostek dawać mogły szanse na uniknięcie kolizji.
Brak jest
jednak obiektywnych podstaw do odrzucenia wersji m/v LADY ELENA, że jacht
zaobserwowany został ( w tym wypadku
wzrokowo ) dopiero w odległości liczonej w kablach przed dziobem gazowca.
Jak wynika z
opinii biegłego do spraw radarowych, już nawet teoretyczna ( bo wynikająca
z wyliczeń ) możliwość wykrycia jachtu na radarach gazowca była niezwykle
ograniczona - do 2 stosunkowo krótkich odcinków czasu, w trakcie których
prawdopodobieństwo wykrycia jachtu było wysokie. Wskazać należy, że w praktyce
możliwość ta mogła być jeszcze bardziej ograniczona zważywszy na fakt, że
reflektor radarowy zamontowany skośnie na achtersztagu, na jachcie płynącym po
sfalowanym akwenie, tylko okresowo mógł znajdować się w pozycji optymalnej ( pionowej ), a taką biegły musiał założyć
dla potrzeb wyliczeń.
Nawet
wyliczone teoretycznie wartości już w pełni uzasadniają ocenę biegłego, że w
takiej sytuacji, tylko prowadzenie stałej obserwacji radarowej stwarzałoby
realną szansę wykrycia jachtu przez operatora radarów na m/v LADY ELENA.
Prawidło 5
m.p.z.z.m stanowi, że każdy statek powinien stale prowadzić właściwą obserwację
zarówno wzrokową i słuchową, jak i za pomocą wszystkich dostępnych środków w
istniejących okolicznościach i warunkach, odpowiednich do pełnej oceny sytuacji
i ryzyka zderzenia.
Z
treści tego prawidła wynika, że obowiązek użycia radaru do zapewnienia należytej
obserwacji rozciąga się na wszelkie warunki widzialności. Obowiązek ten wynika
również z prawidła 7 b) m.p.z.z.m stanowiącego, że w celu uzyskania wczesnego
ostrzeżenia o ryzyku zderzenia należy w sposób właściwy używać znajdujących się
na statku zdatnych do użytku urządzeń radarowych, łącznie z przeszukiwaniem na
dalekim zasięgu, oraz właściwie korzystać
Odnosząc się do zarzutu odwołania dotyczącego niewystarczającego
wyjaśnienia ostatnich (przed samym zderzeniem) manewrów wykonywanych przez stern.jacht.
M.Kądzielewską oraz niewyjaśnienia, czy manewry te wykonywała na polecenie
kapitana czy też samodzielnie, z własnej inicjatywy stwierdzić należy, że
odwołanie nie wskazało żadnych dowodów (oczywiście poza wyjaśnieniami samej
zainteresowanej) dzięki którym można by zweryfikować to, co działo się na jachcie w ostatnich
kilkunastu - kilkudziesięciu sekundach przed zderzeniem. Materiał dowodowy
pozwala na ustalenie w sposób pewny jedynie tylko dwóch elementów końcowej fazy
drogi jachtu:
Pierwszy –
pomimo, że zapamiętany przez stern.jacht. M.Kądzielewską, a także
zaobserwowany przez marynarzy pełniących wachtę nawigacyjną na m/v LADY ELENA,
kurs jachtu względem kursu statku wskazywał na to, że przed zderzeniem jacht b y ł
u s t a w i o n y l e w ą b u r t ą
do dziobu statku to jednakże, z
nie budzącej zastrzeżeń pod względem rzetelności i fachowości opinii
mechanoskopijnej wynika, że został on uderzony gruszą dziobową,
Prawidło 21 b) m.p.z.z.m. stanowi zatem o dopuszczalności połączenia
w jednej latarni świateł burtowych ( na
każdej jednostce do
Prawidło 25
c) m.p.z.z.m. stanowi, że statek żaglowy w drodze może, oprócz świateł burtowych
i rufowego, pokazywać na szczycie masztu lub w pobliżu szczytu masztu, w
miejscu, skąd będą najlepiej widoczne, dwa światła widoczne dookoła widnokręgu,
umieszczone w linii pionowej, górne czerwone, a dolne zielone.
Skoro
6)
a nie podczas zwrotu w
prawo, jak przyjęła Izba Morska I instancji.
Podstawą takich ustaleń jest również uwzględnienie okoliczności,
że wszyscy członkowie wachty nawigacyjnej na statku relacjonowali zgodnie, że
jacht, a właściwie jego żagiel – (bo sylwetki kadłuba nie dostrzegli) zobaczyli
w bardzo bliskiej odległości i to tylko dzięki temu, że prowadzili obserwację
przy pomocy lornetki. Kadet T. Nirmit zeznał: „Ponieważ było ciemno, nie mogłem
zauważyć żagla gołym okiem. Musiałem użyć lornetki” (k 80). Nie sposób dokładnie
ustalić odległości w jakiej obydwie jednostki były oddalone od siebie w chwili,
gdy jacht został zauważony przez statek. Z relacji M. Kądzielewskiej wynika, że na jachcie także zauważono statek,
ale działo się to wtedy, gdy był on już bardzo blisko. M. Kądzielewska
wyjaśniła, że: „...Zauważyłam, że dzieje się coś nie tak, bo Pan Rafał Makowski
wydał mi się bardzo przerażony sytuacją,
która była za moimi plecami, więc ja, siedząc na lewej burcie wstałam,
trzymając rumpel i odwróciłam się, żeby zobaczyć, co się dzieje. Zobaczyłam
jednostkę, która płynie na nas w pewnej odległości. Trudno mi powiedzieć w
jakiej” (dowód: wyjaśn
godz. 0525 ( ok. 0525,(5) ). Szacunkowo oceniać
można, że kolizja mogła mieć zatem miejsce gdzieś około godz. 05.26. Wprawdzie
odnaleziony zegarek żegl. R.Makowskiego zatrzymał się o godz. 05.24 ( lecz już zegarek kpt. jacht. L.Łuczaka
zatrzymał się na godz. 05.52 ); nie
mając jednak pewności, że w ogóle zegarek zatrzymał się w związku z kolizją ( mogło do tego dojść np. dzień wcześniej
), jak też, że jego wskazania były precyzyjne, nie można było na tej podstawie
dokonać jednoznacznego ustalenia czasu wypadku. Czas i pozycja, na której
doszło do wypadku wskazywana w dokumentach m/v LADY ELENA i relacjach jej
załogi stanowi tylko efekt odtwarzania sytuacji przez załogę po zdarzeniu (
szer.gegr.56o36,3N,
dług.geogr. 007o27,0E ) i bywa odmiennie określana w
poszczególnych źródłach pochodzących z tego statku ( dziennik okrętowy wskazuje czas zderzenia na godz. 05.25 – dziennik
manewrowy na godz. 05.30 ). W momencie zderz
ztagu jachtu rażąco odbiegały
od wymagań i nie zapewniały możliwości normalnego wykrycia jachtu radarami
statków, co potwierdzają opinie opracowane przez mgr inż. Andrzeja
Szklarskiego, dr hab. inż. Wojciecha Kiszczaka profesora Akademii Morskiej w
Szczecinie, a także, sporządzony przez brytyjskiego eksperta kpt.ż.w.
S.Tirney’a „Raport w sprawie nawigacji”. Zarówno więc wzrokowe jak i radarowe
wykrycie płynącego w ciemności jachtu było niezwykle trudne. Szyper statku
rybackiego tylko dlatego zwrócił uwagę na ślad echa zbliżającego się do niego kursem
kolizyjnym, że zapalone światła pokładowe utrudniały mu bezpośrednią obserwację
wzrokową i dlatego dla obserwacji posługiwał się radarem w większym stopniu
aniżeli robiłby to płynąc z wygaszonymi światłami pokładowymi.
Jeśli około godz. 05.12-05.13 m/t
BRIAN KENT zobaczył światło rufowe jachtu, który do tej pory zbliżał się kursem
na zderzenie, to znaczy, że w tym samym czasie jacht wykonał zwrot i oddalając
się od statku rybackiego popłynął kursem południowo - wschodnim.
Około godz. 05.22-05.23
niezauważony wszedł przed dziób m/v LADY ELENA, przechodząc z prawej strony
jego kursu na lewą. Tam, prawie na kursie statku, przystąpił do wykonywania drugiego
zwrotu przez sztag, w trakcie którego skierował swój dziób pod wiatr i inercją,
łukiem, przemieszczał się przed dziobem statku, tym razem z jego lewej na prawą
stronę. Właśnie w tej fazie zwrotu został zauważony przez obserwatora stojącego
na lewym skrzydle mostku. Aby uniknąć zderzenia oficer wachtowy zmienił wówczas
kurs o 40º w lewo. Kursograf odnotował, że miało to miejsce o godz. 05.23΄30".
Biorąc pod uwagę, że statek płynął z prędkością 13 w i że jego załoga
odnotowała moment zderzenia o godz. 05.25, jacht musiał znajdować się wówczas w
odległości zaledwie około
Niemożliwe jest poznanie
motywacji decyzji kapitana jachtu, które sprowadziły na jacht stan najwyższego
zagrożenia. Jedynym logicznym wnioskiem wydaje się postawienie tezy, że na
jachcie nie prowadzono obserwacji sektora rufowego, że przystępując do zwrotu
zupełnie nie zdawano sobie sprawy z bliskiej obecności doganiającego ich
statku. Tylko to może wyjaśnić zaskoczenie i przerażenie załogi jachtu, która
odkryła obecność statku dopiero w trakcie wykonywanego zwrotu. Jest oczywiste,
że gdyby widziała statek przed rozpoczęciem zwrotu przez sztag, to jacht
utrzymując swój kurs uniknąłby zderzenia. Podobnie byłoby, gdyby zamierzając
położyć się na kursie 010º, wykonano wówczas zwrot przez rufę, co
wymagałoby jednak pracy szotami, grotami i bezanem.
Można, w oparciu o zebrane
dowody, podjąć próbę ustalenia najbardziej prawdopodobnej mechaniki ruchu
jachtu bezpośrednio przed tragedią. Jacht, płynący początkowo kursem północnym
ku wschodowi przy zachodnim wietrze, a więc lewym halsem, miał żagle wybrane do
nieco przebranego baksztagu. Z zeznania sternik jacht. M.Kądzielewskiej wynika,
że w trakcie dwóch wykonywanych przez nią zwrotów i po nich, nie zmieniano
wybrania szotów grota i bezana. To wyjaśnia, dlaczego wykonywano zwrot przez
sztag. W ten sposób unikano silnych i niebezpiecznych szarpnięć jakie musiałyby
wystąpić przy przerzucaniu bomów, na luźnych szotach, podczas przechodzenia
rufą linii wiatru.
Po pierwszym zwrocie, kiedy
jacht płynął w kierunku południowo- wschodnim, baksztagiem prawego halsu, żagle
były zbyt wybrane, co jednak nie można uznać za działanie zamierzone, mające na
celu zarówno uniknięcie głębszych bocznych kołysań jak i uchronienie żagli
przed ocieraniem się o wanty i salingi. Miało to jednak ten skutek, że kiedy
przystąpiono do drugiego zwrotu przez sztag, kładąc ster na prawą burtę, tuż po
przecięciu linii kursu przed dziobem, nie obserwowanego, doganiającego ich
statku, jacht w pierwszej fazie zwrotu nie zmniejszył swej prędkości, co
wpłynęło wprawdzie na zwiększenie jego początkowej inercji, którą jednak szybko
tracił, wobec wcześniejszego wchodzenia żagli w hamujący łopot. Wtedy właśnie,
kiedy jacht podczas zwrotu jeszcze przed kursem pod wiatr wytracał inercję,
zauważony został z pokładu m/v LADY ELENA. Jacht wykonywał wówczas łuk w prawo
przed jego dziobem i powróciwszy resztką inercji na prawą stronę kursu statku,
kontynuował swój zwrot. Po całkowitym wytraceniu inercji, kiedy prędkość jachtu
spadła prawie do zera stał się silnie zawietrzny. Luźne szoty grota i bezana
nie umożliwiły zatrzymania obrotu jachtu na kursie KK=10º. Nie bez
znaczenia mogła być przy tym sprawność obsługi szotów genui. Ten dziobowy
żagiel mógł również znacząco wpłynąć na zwiększenie początkowej zawietrzności
jachtu. Wykonanie kolejnego polecenia kapitana „wysterować” - zresztą na
niewidoczne z dziobowego sektora - światło rufowe statku było po prostu
niemożliwe. Jacht odpadał nadal, aż - po minięciu półwiatru i wypełnieniu
wiatrem żagli - nabrał znowu prędkości i zaczął słuchać steru.
Sternik jacht. M.Kądzielewska
zeznała, że w tej fazie zwrotu jacht przeszedł prawie do fordewindu.
Przyspieszając, przy sterze położonym w lewo, wchodził wówczas ponownie przed
bardzo już bliski dziób statku, tym razem z jego prawej strony. Z relacji M.Kądzielewskiej
wynika, że usiłowała sterem obrócić jacht w lewo, kierując go dziobem wzdłuż
lewej burty statku dla złagodzenia skutków zderzenia. Kapitan pomagał jej
ciągnąć rumpel. Działając zbyt gwałtownie, w panice, przeciągnęli jednak ten
zwrot. Jacht wystawił swą prawą burtę na zderzenie.
Według zeznań świadków
zderzenie nastąpiło o godz. 05.25. Zegarek żeglarza R.Makowskiego zatrzymał się
o godz. 05.24. Warto zwrócić tutaj uwagę na nerwowość zmian kursu statku
pomiędzy 05.23.30, a 05.25.55 - to są dane z kursografu. Początkowo w lewo z
214º na 174º, następnie w prawo na 232º i w końcu znowu w lewo
na 216º. Może to również poświadczać, że w tym właśnie przedziale czasu,
tzn. około 0524-0525 miało miejsce zderzenie.
Analizując wykres kursu m/v
LADY ELENA, sporządzony w oparciu o kursograf nie sposób nie zauważyć, że
statek ten zmieniając kurs przy pełnej prędkości, ostro w prawo o godz. 05.28.53
realizował zamiar powrotu na miejsce zderzenia. Wykres ten obrazuje rozpoczętą
nieco opóźnioną, a więc wydłużoną pętlę Wlliamsona, manewr właściwy w przypadku
alarmu „człowiek za burtą”. Manewr ten, zdecydowanie ratowniczy, przerwał kapitan
wywołany na mostek przez starszego oficera wachtowego o godz. 05.30. Polecił
powrócić na pierwotny kurs 214º, spowodował tym samym znaczne opóźnienie
przystąpienia do akcji ratowniczej, na którą zdecydował się dopiero po
zauważeniu czerwonej rakiety”.
Z-ca Delegata Ministra
Gospodarki Morskiej wniósł o orzeczenie, że przyczyną zderzenia m/v LADY ELENA
z jachtem BIESZCZADY w czasie, na pozycji i w warunkach - jak w orzeczeniu z
dnia 20 września 2001r. - wskutek czego jacht uległ rozbiciu i zatonął, a
śmierć poniosło (łącznie z kapitanem) 7 osób, było - na jachcie nie niosącym
przewidzianych przepisami świateł i wyposażonym w niespełniający wymogów
reflektor radarowy, a więc, prawie niewidocznym - nieprowadzenie obserwacji
sektora rufowego, skutkujące nieświadomością zbliżania się statku LADY ELENA od
strony rufy i podjęcie manewru zwrotu przez sztag, tuż przed dziobem tego
statku, w sposób bezpośrednio prowadzący do zderzenia.
Z-ca Delegata Ministra uznał
przy tym, że zebrane w sprawie dowody nie dają podstawy do postawienia
wachtowej załodze statku m/v LADY ELENA zarzutów zaniedbania lub błędu mogącego
mieć związek ze zdarzeniem. Podniósł, że „nie można stawiać temu statkowi zarzutu,
że nie zauważył wcześniej jachtu płynącego jak widmo bez lub z niewidocznym
oświetleniem nawigacyjnym i z atrapą reflektora radarowego”. Z-ca Delegata
Ministra Gospodarki Morskiej wniósł natomiast o orzeczenie, że opóźnione
przystąpienie m/v LADY ELENA do akcji ratowniczej, w której czynnik czasu jest
podstawowym warunkiem jej powodzenia, było rażącym naruszeniem przez kapitana
tego statku zasad niesienia pomocy.
2. Urząd Morski w Gdyni
Pełnomocnik dyrektora Urzędu
Morskiego w Gdyni podniósł, że jacht wybudowany był w 1974 r. zgodnie z
obowiązującymi przepisami i w ramach tych obowiązujących przepisów, po
dokonanym w maju 1997 r. przeglądzie dla odnowienia klasy uzyskał w Polskim
Rejestrze Statków potwierdzenie, że jacht, jego wyposażenie i urządzenia
odpowiadają wymogom przepisów klasyfikacji budowy jachtów morskich i klasa ta
obowiązywała do maja 2002r. Dnia 30 marca 2000 r. inspektorzy UM w Gdyni
dokonali okresowej kontroli jachtu i wydali kartę bezpieczeństwa. Świadczą o tym bezspornie protokoły z dnia 30
marca 2000 r. jak i wydana karta bezpieczeństwa z dnia 11 kwietnia 2000 r.
Również PRS z datą 31 marca 2000 r. wydał potwierdzenie utrzymania klasy,
dokonując przeglądu w dniach 30 i 31 marca 2000r.. Inspektorzy PRS jednoznacznie
stwierdzili, że reflektor radarowy jest na maszcie. W trakcie tej ostatniej
inspekcji okresowej, jak i w dniu wypadku, obowiązywały przepisy rozporządzenia
Ministra Żeglugi z dnia 12 lipca 1968 r., w sprawie bezpieczeństwa morskich
statków sportowych, w którym nie jest wymieniony jako wymagany, reflektor radarowy.
Jedynie w § 7 zaznaczono, że statki i ich urządzenia podlegają w zakresie spraw
objętych w § 5 nadzorowi technicznemu. Nadzór techniczny, w zakresie
regulowanymi przepisami technicznymi PRS, sprawuje PRS, na zasadach ustalonych
w swoich przepisach, stwierdzając dopełnienie wymagań technicznego sta-nu bezpieczeństwa, wydaniem odpowiednich dokumentów.
Stało się to w dniu 31 marca 2000 r. W przepisach PRS klasyfikacji i budowy
jachtów morskich, w części trzeciej „Wyposażenie i stateczność” z 1996 r., w
załączniku: „Wyposażenie ruchome” w pkt 2: „Środki sygnałowe” widnieje zapis
„zaleca się, aby jacht był wyposażony w reflektor radarowy”. Jak z powyższego widać
nigdzie nie wspomina się o atestach, ani o polskich normach dotyczących jakości
tego typu urządzeń. W tym czasie, ukazywały się w sklepach specjalistycznych zajmujących
się sprzedażą wyposażenia jachtowego i reflektory radarowe – rurowe, ze znakiem
zgodności CE, czyli uznawanych w Unii Europejskiej i z instrukcją producenta, w
której podawany był sposób jego
montażu na jachcie
jak i zasięg wykrywalności
(
W ocenie Urzędu Morskiego należało zatem przyjąć, że jacht był widzialny,
a członkowie załogi m/v LADY ELENA nie dopełnili należytej staranności w
prowadzeniu obserwacji w trakcie podróży. W tym okresie statek wykonywał
manewry, mające generalnie na celu ominięcie kutra, a całkowicie zgubił z pola
widzenia jacht.
3. Polski Rejestr Statków
Odnosząc się do sprawy
wyposażenia jachtu w reflektor radarowy strona argumentowała o nieuregulowanym
od 1979 r. stanie prawnym, w zakresie bezpieczeństwa jachtów morskich. Brak rozporządzenia
wykonawczego do ustawy o bezpieczeństwie morskim z 2000 r. i nadal posługiwanie
się przez administrację morską „prawem powielaczowym" jest nie do
zaakceptowania w państwie prawa. Sytuacja ta nie pozostawała bez wpływu na
wymagania dotyczące wyposażenia ruchomego jachtów. W wydanym przez PRS „Wykazie
wyposażenia ruchomego jachtu BIESZCZADY, ważnym do dnia 01.07.1996 r., figurował
„atestowany reflektor radarowy”. Wymóg ten był wówczas egzekwowany przez PRS.
Odnosząc się do kwestii
niepokazywania przez jacht świateł nawigacyjnych wskazano, że jest to dość
powszechna praktyka, zwłaszcza na starszych, gorzej wyposażonych, polskich
jachtach, wynikająca z oszczędzania akumulatorów, naładowanych jeszcze przed
wyjściem w morze, zamiast regularnego ich doładowywania silnikiem, podczas
żeglugi pod żaglami. Brak wyposażenia
jachtu w mierniki
napięcia i prądu (nie wymagane na tej
wielkości jednostkach) nie ma tu istotnego znaczenia, bo nie wskazują one
rzeczywistej pojemności nadmiernie rozładowanych baterii. Najczęściej do
oświetlenia jachtów wykorzystuje się baterie typu rozruchowego, które są
wrażliwe na głębokie rozładowywanie, t.j. poniżej 60% pojemności nominalnej.
Wiedza na temat właściwej eksploatacji tych akumulatorów jest wśród żeglarzy najczęściej
niewystarczająca. Sytuacja ta, związana z unikaniem obciążania akumulatorów
odbiornikami dużej mocy, jakimi są światła nawigacyjne, może ulec znacznej poprawie,
o ile armatorzy zaczną stosować lampy - nie tylko nawigacyjne - z diodami świecącymi
(LED), których pobór mocy jest kilkakrotnie mniejszy od stosowanych dotychczas
żarówek.
Przedstawiciel PRS wskazał, że
oba przedstawione aspekty mogły pośrednio przyczynić się do zatonięcia jachtu
BIESZCZADY.
4. Polski Związek Żeglarski
W ocenie pełnomocnika PZŻ,
przyczyną wypadku było nieprzestrzeganie przez statek LADY ELENA konwencyjnych
przepisów o zapobieganiu zdarzeniom na morzu, w szczególności, dotyczących
relacji: statek o napędzie mechanicznym - statek o napędzie żaglowym, oraz
relacji: statek doganiający - statek doganiany. Zdaniem pełnomocnika PZŻ,
problemy jakie powstały, wynikają z przepisów konwencyjnych, które nie opierają
się na rzeczywistych możliwościach manewrowych jednostek małych i dużych
jednostek żaglowych. W związku z tym, występuje dziś powszechna praktyka
lekceważenia mniejszych jednostek przez duże statki o napędzie mechanicznym.
Potwierdzają to okoliczności zderzeń innych polskich jachtów z jednostkami o
napędzie mechanicznym, gdzie tylko w jednym przypadku, w oczywisty sposób, przyczyną
było zachowanie się jachtu. Natomiast składnik zawinienia, jaki jachtowi
przypisywano, zwykle wynikał z nieporadnych manewrów ostatniej chwili, które
ten jacht wykonywał. Tak dokładnie było i w tym przypadku - jacht rzeczywiście wykonywał
manewry nieporadnie, nieskładnie. Natomiast były to manewry, które był
zobowiązany wykonać, gdyż statek, który powinien był ustąpić drogi, nie
ustępował.
5. Związek Harcerstwa Polskiego
Pełnomocnik właściciela i
armatora jachtu BIESZCZADY odwołał się do
argumentów podniesionych w odwołaniu od orzeczenia Izby Morskiej z dnia 20 września
2001r.
6. Morska Służba Poszukiwania i
Ratownictwa
Pełnomocnik MSPiR wyraził
ocenę, że akcja ratownicza służb duńskich przeprowadzona została
profesjonalnie.
7. Zainteresowani: Marek Makowski, Elżbieta i Zygmunt Romaniuk oraz Kamila i Dariusz Malinowscy
Na wstępie, pełnomocnik
zainteresowanych, kpt.ż.w. Marek Błuś podniósł, że autorzy relacji stanowiących
podstawy ustaleń w sprawie, używają terminów i zwrotów, które cechuje bardzo
często duża niejednoznaczność, mogąca prowadzić niejednokrotnie do błędnych
interpretacji. Dobitnym tego przykładem jest pojawiające się w zeznaniach
załogi gazowca, określenie: „blisko
dziobu” - mogące oznaczać nie tylko, że coś jest bliskie, nieodległe, ale
informujące, że kąt kursowy obserwowanego obiektu jest ostry, czy nawet bardzo
ostry. Podobnie jest z podobieństwem lub nawet identycznością poleceń
wydawanych sternikowi w zupełnie różnych sytuacjach nawigacyjnych. Podczas
utrzymywania szyku liniowego, lub wchodzenia w taki szyk drugiego statku,
polecenia zwykle odnoszą się do rufy, albo światła rufowego statku: „Proszę trzymać na rufę tego statku przed
nami”, „Trzymać za rufą”, „Proszę wejść za rufę”. Inna zaś sytuacja
to ustępowanie z drogi statkowi przecinającemu nasz kurs, na zasadzie prawidła
15 m.p.z.z.m, szczególnie na ograniczonych wodach np. w wąskich przejściach,
albo w sytuacji, kiedy nie staramy się oddalać od dotychczasowej linii drogi.
Manewr polega najczęściej na zdecydowanym zwrocie w prawo, tak, żeby zademonstrować
nasze intencje, po czym następuje powrót na kurs zwrotem w lewo, z zamiarem
wejścia blisko za rufą statku, któremu ustąpiono z drogi. Polecenia wydawane
sternikowi mają różną indywidualną stylistykę, ale chodzi o to, żeby sternik
celował w rufę, lub blisko za rufę statku.
Mówimy wówczas: „proszę położyć
się na rufę tego z prawej”, albo „proszę
iść za rufę tego z prawej i potem przytrzymać” itd. Żadne z tych poleceń
nie oznacza, że zamierzamy podążać za tym statkiem, że chcemy przeciąć jego
kilwater blisko jego rufy. W obu tak odmiennych
przypadkach występuje słowo „rufa” jako punkt odniesienia w kilku odmianach
gramatycznych. Pełne zrozumienie znaczenia takich pleceń wymaga znajomości
kontekstu sytuacyjnego, co najmniej w takim stopniu jak zna go zwykle sternik –
odbiorca tych poleceń.
W odniesieniu do przyczyn
wypadku, pełnomocnik zainteresowanych wywodził, że sytuacja, która wyłania się
z dostępnych w sprawie skrawków informacji jest „dość banalna”: jacht robi
zwrot przez sztag ( drugi - ostatni -
zwrot ). Załoga, po pierwsze, zajęta jest manewrowaniem żaglami, więc przez
pewien czas prawdopodobnie nie obserwuje, po drugie, widok na północ ma zasłonięty.
Potem odsłania się statek idący w prawo, kursem na pierwszy rzut oka SSE. Żeby
się z nim minąć bezpiecznie, trzeba przytrzymać na kursie, który w danym
momencie, prowadzi na rufę tej jednostki. W tym momencie pada polecenie ze
słowem „rufa” w treści, którego zamiarem jest celowanie w rufę. Mamy tutaj oczywiście
lustrzane odbicie sytuacji ze względu tego, że statek idzie z lewej na prawą, a
nie z prawej na lewą – jak to się zdarza przy ustępowaniu na zasadzie prawidła
15. Statek oczywiście porusza się i wkrótce zejdzie z linii kursu jachtu, jeśli
ten „przytrzyma” na tę rufę i oddali się od linii kursu. Zamiar kapitana jachtu
był oczywisty, a sposób przewidywania przez niego zachowania drugiego statku
też był oczywisty. To co działo się dalej, jest łatwe do odczytania z materiału
dowodowego. Na obu jednostkach nie przewidziano dalszego postępowania
kontrpartnera: jacht BIESZCZADY ostrzy, czyli zmienia kurs rzeczywisty w lewo,
natomiast m/v LADY ELENA. skręca w prawo i uderza w burtę jachtu. Można
powiedzieć, że mamy do czynienia wręcz z klasyczną kolizją radarową, w której
oba statki, z powodu niepełnej informacji o ruchu oraz o intencjach drugiej
strony, zmieniają kursy na prowadzące do kolizji. Jednak najbardziej zagmatwaną
i trudną sprawą to kwestia tego, co działo się na jachcie i na gazowcu przed tą
chwilą, w której zainteresowana dostrzegła po raz pierwszy statek. Otóż, co
najmniej przez kilka minut od godz. ok. 05.12, czy 05.14, m/v LADY ELENA.
znajdowała się w sytuacji statku doganiającego jacht. Obydwa statki płynęły
kursami z jednej ósemki róży kompasowej - kursami prawie równoległymi. M/v LADY
ELENA miała prędkość w przybliżeniu dwa razy większą niż jacht. Mówiąc kolokwialnie:
gazowiec „siedział s/y BIESZCZADY na rufie”, nie ustępował jachtowi z drogi i
kapitan jachtu „musiał z tym problemem coś zrobić”.
Z dowodów wynika, że światła
burtowe na jachcie prawdopodobnie nie paliły się. Natomiast światło rufowe
paliło się. Przypomnijmy tu oświadczenie, szypra Jana Mossela z trawlera BRIAN
KENT, który widział białe światło z odległości kilku kabli. Co prawda szyper
twierdzi, że było to słabe światło, ale tu trzeba zauważyć, iż widział je w
chwilę po wyłączeniu świateł roboczych, czyli miał po prostu nieodpowiednio
zakomodowany wzrok. Dodajmy tylko, że na pokładzie współczesnego statku
rybackiego po włączeniu oświetlenia roboczego jest jasno jak w dzień, więc
obserwatorzy z pokładu trawlera mieli wzrok nie przystosowany do ciemności.
Ok. godz. 05.18 odległość
między gazowcem i jachtem zwróconym do niego światłem rufowym wynosiła mniej
więcej jedną milę, a w następnych minutach malała do kabli, a wachtowi na
statku wciąż s/y BIESZCZADY nie widzieli. Pojawia się tutaj kolejne ważne
pytanie, czy tak samo było na jachcie? Czy s/y BIESZCZADY też nie widziały
doganiającego ich m/v LADY ELENA? W poprzednich orzeczeniach, znajdujemy
twierdzenia, że kapitan L. Łuczak po raz pierwszy zauważył statek właśnie w
chwili wykonywania drugiego zwrotu przez sztag. Nie ma na takie twierdzenie
żadnego dowodu. To jest stwierdzenie czysto hipotetyczne, wzięte z braku
dowodów. Nie można braku dowodów, albo dowodów bardzo słabych zastępować
dowolnymi konstrukcjami myślowymi oderwanymi od doświadczenia życiowego i zasad
logiki. Z faktu, że M.Kądzielewska, jako sternik, nie prowadziła obserwacji do
tyłu nie wynika, że nie prowadziły jej pozostałe osoby znajdujące się na
pokładzie jachtu. Z tego co mówi zainteresowana wynika, że obserwowano
intensywnie, przez całe wyjaśnienia przewija się temat lornetki, konsultacji w
sprawie dostrzeżonych obiektów. W ostatnich minutach rejsu widok za rufę nie
był niczym zasłonięty, a przypomnijmy, że jacht wykonał zwrot na kurs zbliżony
do południowego z powodu sytuacji która pozostała oraz rozwijała się za rufą.
Kapitan niewątpliwie chciał jak najszybciej wrócić na kurs prowadzący w
kierunku Skagen, więc był żywotnie zainteresowany tym, co działo się w miejscu,
gdzie wykonał pierwszy zwrot przez sztag.
Z lektury akt płynie
spostrzeżenie, że uczuciem, które towarzyszyło kapitanowi jachtu w ostatnim
kwadransie życia, było nieustanne zdziwienie, któremu towarzyszył lęk. Najpierw
musiał się zdziwić, gdy statek rybacki wykonał zwrot na wschód z kursu
południowego, na kurs prowadzący co najmniej do sytuacji nadmiernego zbliżenia
ze statkiem idącym z północy i także z jachtem. Następnie zdziwił się zapewne,
że statek w drodze ( m/v LADY ELENA ) nie ustąpił statkowi zajętemu połowem i
następnie depcze po piętach doganianemu jachtowi. Takiego statku trzeba się po
prostu bać; może jest tam samotny, przemęczony oficer wachtowy i do tego śpi.
To jest codzienność żeglugi - co potwierdzają liczne dokumenty, orzeczenia,
raporty; w ubiegłym roku taki raport wydało brytyjskie biuro badania wypadków
morskich ( MAIB ) na temat przemęczenia oficerów wachtowych i zjawiska spania
na mostku.
Potem nastąpiły dwa kolejne
zdziwienia. Rysuje się tu pewna hipoteza w związku z tajemnicą tego ostatniego
zwrotu przez sztag, w którym z jakiś powodów jacht doszedł aż do fordewindu,
czyli do kursu rzeczywistego może nawet 90º. Otóż to, co uważamy za
przypadek, albo błąd, mogło być zamierzone. W tej sprawie znowu nie mamy
żadnych dowodów. Kapitan jachtu doganianego przez gazowiec mógł powziąć decyzję
zejścia mu z drogi i ucieczki na wschód fordewindem lub kursem zbliżonym do
wschodniego przez szybki zwrot przez sztag wykonany pół mili przed dziobem tego
statku. Kwestia wybrania, czy nie wybrania szotów, o którą tu zainteresowana
była intensywnie pytana, mogła wynikać z zamierzonego zwiększenia nawietrzności
- przez zmianę kąta natarcia, właśnie żeby przyspieszyć ten zwrot. To pozostali
obsługiwali żagle, więc zainteresowana może o tym nie wiedzieć. Kiedy kapitan zaczął
wykonywać manewr, prawdopodobnie widział statek w aspekcie ok. 0º, czyli
od dziobu - prawdopodobnie z pewnym odchyleniem ku lewej burcie. Musiał się
więc zdziwić, gdy w trakcie wykonywania tego zwrotu zauważył, że statek zmienia
kurs w tym samym kierunku co jacht. Wówczas oczywiście zmienił decyzję, zaczął
ostrzyć, próbował pójść w lewo - pada wówczas to polecenie ze słowem „rufa”,
które jest tutaj kontrowersyjne. Przestał obserwować, bo pomagał Małgorzacie
Kądzielewskiej przy sterze. Może nie jest w tej chwili najważniejsze, czy
kapitan siedział po lewej burcie i żagle zasłoniły mu widok na m/v LADY ELENA.,
czy siedział po prawej burcie i miał statek za plecami. W każdym razie ostatnie
zdziwienie wiązało się z niespodziewanym odkryciem, że statek drugi raz zmienił
kurs i celuje prosto w burtę.
Pierwszym ogniwem łańcucha zdarzeń, które doprowadziły do
katastrofy był zwrot trawlera w lewo - z kursu południowego na kurs około
70º. Ten nowy kurs przecinał linię drogi obu jednostek, które później
zderzyły się. Bez tego zwrotu nie byłoby „zamieszania”, którego finalnym
skutkiem była śmierć pokrzywdzonych. Rozważyć trzeba oczywiście, czy trawler, wykonując ten zwrot,
był w zgodzie z przepisami konwencji o zapobieganiu zderzeniom na morzu. Jak
wywodził pełnomocnik zainteresowanych, polskie podręczniki dotyczące
zapobiegania zderzeniom na morzu milczą na temat tego rodzaju przypadków ( gdy statek rybacki jest doganiany ). W
jego ocenie, trawler naruszył przepisy konwencji o zapobieganiu zderzeniom na morzu
zarówno w stosunku do m/v LADY ELENA jak i w stosunku do s/v BIESZCZADY.
Zgodnie bowiem z komentarzem Crockrofta i Lameijera, członków delegacji
brytyjskiej na konferencję z 1972 r. ( a
więc - jak podkreślono - faktycznych
redaktorów obecnie obowiązujących przepisów ), prawidło 17 dotyczące obowiązków
statku mającego prawo drogi stosuje się do statków uprzywilejowanych postanowieniami
prawidła 18. Czyli trawler był obowiązany utrzymywać swój kurs do czasu
wyprzedzenia go przez m/v LADY ELENA Jeśli chodzi zaś o relację między statkiem
rybackim i jachtem., to położenie się na kurs kolizyjny z jednostką obserwowaną
na radarze - a nie ma żadnych wątpliwości, że trawler obserwował na radarze
zarówno jacht jak i gazowiec. - stanowiło naruszenie prawidła 2 ust. b)
m.p.z.z.m., które jest interpretowane jako zakaz tworzenia sytuacji
kolizyjnych.
W związku z tym, zainteresowani
wnieśli o przypisanie trawlerowi BRIAN KENT zarzutu przyczynienia się do
wypadku. z powodu naruszenia ww. przepisów, pozostającego w związku
przyczynowym z wypadkiem, oraz z powodu niepodjęcia obowiązku nałożonego
prawidłem 31 rozdziału V konwencji SOLAS, tzn. z powodu zaniechania
rozgłoszenia komunikatu o zauważeniu obiektu, który na tym statku został
oceniony jako nieoświetlony.
Co do gazowca m/v LADY ELENA -
zainteresowani wnieśli o stwierdzenie w orzeczeniu, że katastrofę spowodował w
sposób zawiniony ten statek, gdyż nie
ustąpił on odpowiednio wcześnie, mającemu pierwszeństwo drogi, statkowi doganianemu,
naruszając prawidła 13 i 16 m.p.z.z.m., przez co doprowadził do sytuacji
nadmiernego zbliżenia. Natomiast w powstałej sytuacji nadmiernego zbliżenia
podjął działania nieprawidłowe i wykonał dwa następujące po sobie zwroty w
przeciwnych kierunkach, przy czym drugi zwrot został podjęty bez uwzględnienia
zmiany kursu jachtu i doprowadził tym do wypadku.
Pełnomocnik zainteresowanych
podkreślił, że nie należy utożsamiać ryzyka nadmiernego zbliżenia z ryzykiem
kolizji. Oczywiście, przepisy wymagają, aby także nie dopuszczać do sytuacji
nadmiernego zbliżenia, ale w tym przypadku mamy do czynienia ze zdarzeniem, w
którym dopiero zmiana kursu statku, który ma obowiązek ustąpić z drogi,
prowadzi do wytworzenia sytuacji kolizyjnej i kolizji. Kolizja była, między
innymi, wynikiem zaniedbania stałej i uważnej obserwacji wzrokowej, co
spowodowało, że na statku nie wykryto obecności jachtu przed dziobem, gdy
gazowiec był w stosunku do tego jachtu statkiem doganiającym - a następnie, w
chwili zauważenia go wzrokowego, uchybienie dokładnej obserwacji polegało na
tym, że nie ustalono precyzyjnie kursu i zmian kursu jachtu.
Na gazowcu prowadzono
obserwacje nieciągłą, co spowodowało, że nieprawidłowo oceniano manewry i kursy
jachtu, albo w ogóle ich nie oceniano. M/v LADY ELENA naruszył w ten sposób prawidło 5 i prawidło 7
mpzzm.
Zainteresowani domagali się
także stwierdzenia w orzeczeniu, że służba wachtowa na
mostku gazowca była nieprawidłowo zorganizowana, co pozostaje w związku
przyczynowym z katastrofą. Starszy oficer - kierownik wachty, osobiście
sterował statkiem podczas manewrów ustępowania z drogi jachtowi., chociaż w
składzie wachty był marynarz z pełnymi kwalifikacjami. Starszy oficer pozbawił
się swoim działaniem możliwości ciągłej obserwacji jachtu, tym samym, warunków
do kontroli słuszności podejmowanych decyzji oraz możliwości ich naprawiania.
Czyn ten podpada pod prawidło 24 ust. 1) konwencji SOLAS oraz pod prawidło VIII
rozdziału kodeksu konwencji STCW. Przepisy te wprowadzają de facto zakaz
sterowania przez oficera wachtowego.
Odnośnie zachowania się gazowca
po wypadku, zainteresowani wnieśli pod rozwagę Izby Morskiej stwierdzenie w
orzeczeniu, że postępowanie to było nieprawidłowe. Po kolizji statek oddalał
się od miejsca wypadku przez około 15 minut, zamiast natychmiast przystąpić do
akcji ratunkowej. Ponadto, m/v LADY ELENA. nie nadał sygnału Mayday Relay, ani
w żaden inny sposób nie podniósł alarmu, nie nawiązał łączności ze stacją
brzegową, nie zawiadomił morskiego ratowniczego ośrodka koordynacyjnego o
wypadku i o swoim udziale w akcji poszukiwawczo – ratowniczej. Naruszył w ten
sposób przepisy art. 8 Międzynarodowej konwencji o ujednoliceniu niektórych
przepisów dotyczących zderzeń i przepisy
prawiła 9 ust. 1) rozdział IX konwencji o poszukiwaniu i ratownictwie.
Zainteresowani domagali się też
stwierdzenia, że jacht był niezdatny do żeglugi z powodu braku właściwego
reflektora radarowego według standardu opisanego w rezolucji Międzynarodowej
Organizacji Morskiej nr A.384. pozostawiając IM ocenę kto, to zaniedbanie
zawinił.
Wnieśli też o pozbawienie
zainteresowanej stern.jacht. M.Kądzielewskiej prawa wykonywania funkcji
oficerskich na jachtach na czas choroby wraz z warunkiem przywrócenia tego
prawa na zasadzie ponownego nabycia praktyki i uzyskania pozytywnych opinii.
Zainteresowany Dariusz
Malinowski wniósł ponadto, o szczególne podkreślenie w orzeczeniu drastycznych
skutków zaniechania przez m/v LADY ELENA niezwłocznego podjęcia akcji
ratowniczej.
8. Zainteresowana Marianna Bogusz
Zainteresowana domagała się stwierdzenia, iż winę
za wypadek ponosi ster. jacht. M.Kądzielewska zaniedbująca obowiązków oficera
wachtowego; podniosła między innymi, że z wyjaśnień zainteresowanej wynika, że
gdy na jachcie zobaczono m/v LADY ELENA kapitan jachtu przebywał pod pokładem. Zainteresowana
podniosła, że „wachtowi m/v LADY ELENA winni ponieść odpowiedzialność za
nieudzielanie pomocy i ucieczkę z miejsca wypadku”.
9. Agnieszka Szczepkowska
Zainteresowana podkreśliła
między innymi, że szczególnie istotne w sprawie dowody to:
-
kursogram m/v LADY ELENA, który ujawnia,
że statek ten przed zderzeniem wykonał dwa zdecydowane zwroty, a nie jeden
zwrot, jak zgodnie zeznali wszyscy członkowie wachty nawigacyjnej z tego
statku,
-
szczątki jachtu i analiza
mechanoskopijna, które ujawniają, że jacht został uderzony w prawą burtę a nie
w lewą, jak zeznali zgodnie członkowie załogi statku i zainteresowana
M.Kądzielewska,
-
wyjaśnienia M.Kądzielewskiej, w których
opisuje ostatnie chwile przed kolizją, czyli zwrot statku w prawo oraz
-
oświadczenie szypra statku rybackiego
BRIAN KENT, w którym stwierdza, że widział jacht BIESZCZADY na ekranie radaru i
że przed powstaniem kilku kolejnych sytuacji kolizyjnych z udziałem wszystkich
wymienionych dotychczas statków trawler płynął w kierunku południowym.
Dowody te, świadczą o tym, że w
tragicznym zdarzeniu brały udział trzy statki, a nie tylko dwa. W związku z tym,
wniosła o rozważenie zachowania się trawlera przed wypadkiem i zakres jego
przyczynienia do katastrofy przez:
- nieprawidłowe
manewrowanie, oraz
-
zaniechanie nadania przez radio
komunikatu ostrzegawczego o obiekcie, który w ocenie szypra był nieprawidłowo
oświetlony.
Odnośnie zachowania m/v LADY
ELENA, to, w ocenie zainteresowanej, dowody zgromadzone w aktach świadczą o tym,
że wachta nawigacyjna dostrzegła jacht dostatecznie wcześnie, żeby podjąć
skuteczne manewry w celu uniknięcia kolizji, skoro statek ten zdążył wykonać dwa
zwroty przed staranowaniem jachtu. W związku z tym, traci na znaczeniu
zagadnienie faktyczne, czy na jachcie paliły się, czy nie paliły światła
pozycyjne. To jest w rzeczywistości kwestia formalna. Istotne jest przede
wszystkim, dlaczego statek obowiązany do ustąpienia z drogi wykonał dwa zwroty,
skoro pierwszy, gdyby był kontynuowany, przyniósłby zamierzony skutek, dlaczego
pierwszy oficer, kierownik wachty nawigacyjnej, osobiście stanął na sterze i
jak to wpłynęło na przebieg zdarzenia?
Co do zachowania statku m/v
LADY ELENA po wypadku zainteresowana podkreśliła fakt, że kapitan statku
polecił wrócić na kurs do Rotterdamu, mimo, że pierwszy oficer chciał od razu
wrócić na miejsce wypadku. Przy ocenie tego zagadnienia należy też uwzględnić
fakt zachowania przez gazowiec ciszy radiowej.
Jeśli chodzi o postępowanie
załogi jachtu i jego kapitana to, w ocenie zainteresowanej, nie ma dowodów
wskazujących na to, iż uczyniono cokolwiek wbrew zasadom dobrej praktyki i
obowiązującym przepisom. W odniesieniu do okresu poprzedzającego tragedię,
każde zdarzenie na jachcie można zinterpretować w świetle ujawnionych faktów i
dowodów jako racjonalne i zgodne z przepisami:
-
pierwszy zwrot, na południe, był
spowodowany koniecznością ustąpienia z drogi trawlerowi, który kilka minut
wcześniej zmienił kurs z południowego na wschodni,
-
drugi zwrot, mógł być spowodowany chęcią
ustąpienia z drogi statkowi LADY ELENA, który był statkiem doganiającym i nie
ustępował z drogi, ani statkowi rybackiemu, ani jachtowi.
Zainteresowana wniosła „o orzeczenie, z którego będzie wynikało, że
wobec luk w prawie bezpieczeństwa żeglugi i w praktyce jego stosowania, wobec
braków w kwalifikacjach, jakie prezentowali zawodowi ludzie morza - w tym
przypadku kapitan oraz obecni na mostku LADY ELENA. - jacht BIESZCZADY był bez
szans”.
10. Pełnomocnik zainteresowanej
ster. jacht. Małgorzaty Kądzielewskiej
Pełnomocnik zainteresowanej
podkreślił, że pracujące silniki statku przeciwnego musiały być wyraźnie
słyszalne dla żeglarzy na jachcie zwłaszcza, iż pogoda nie była sztormowa.
Dlatego nieprawdopodobnymi są hipotezy, jakoby przed wypadkiem s/y BIESZCZADY
nie zdawały sobie sprawy ze zbliżania się statku.
Podzielił oceny wyrażone przez
pozostałych zainteresowanych co do nieprawidłowego zachowania są wachty na
gazowcu po zauważeniu jachtu, a w szczególności, starszego oficera. Podniósł
też, że ani żeglarze ani armator jachtu nie mieli podstaw do kwestionowania
jakości reflektora radarowego, w który jacht wyposażono.
Pełnomocnik zainteresowanej
wniósł o orzeczenie, że winę za wypadek ponosi statek LADY ELENA oraz, że jego
zachowanie po wypadku nie tylko naruszało wszelkie dobre zasady, ale także,
obowiązujące na całym świecie, przepisy karne.
Odnosząc się do żądania
pozbawienia mandantki możliwości sprawowania funkcji oficerskich na czas choroby
wniósł o jego nie uwzględnianie, jako bezzasadnego i całkowicie pozbawionego
podstaw.
11. Pełnomocnik armatora i kapitana m/v LADY ELENA
Pełnomocnik podzielił, co do
zasady, oceny wyrażone przez Delegata Ministra Gospodarki Morskiej co do
okoliczności i przyczyny zderzenia. Odnosząc się do prezentowanych wobec m/v
LADY ELENA zarzutów podniósł, ze wynikają one z dowolnych wniosków - konkluzji
jakoby:
- m/v LADY ELENA naruszył prawo drogi na morzu,
- trawler BRIAN KENT naruszył przepisy prawa drogi na morzu,
- s/y BIESZCZADY żeglowały zgodnie z tymi przepisami prawa
drogi,
- jacht był zdatny do żeglugi.
Podniósł, że postępowanie przed Izbą Morską zostało
wzbogacone o istoty materiał dowodowy w postaci opinii biegłego A.Szklarskiego
oraz S.Tirney’a. Te opinie pozwalają na
sformułowanie właściwych wniosków i ocen odnośnie rozpatrywanego zdarzenia jak
i tego, dlaczego jacht nie mógł być zauważony przez statek LADY ELENA, dlaczego
tenże jacht również nie mógł być obserwowany przez trawler BRIAN KENT, który
znajdował się nieopodal i widział tylko plamkę na tym ekranie.
Było to niezwykle ważne,
zwłaszcza, że Odwoławcza Izba Morska zwróciła uwagę w swoim orzeczeniu właśnie
na kwestie zdatności jachtu do żeglugi.
Jak wywodził pełnomocnik, nie
jest możliwe odtworzenie kursów jachtu - te wynikają jedynie z niewiarygodnych
wyjaśnień zainteresowanej M.Kądzielewskiej. Kursy jachtu i jego manewry, o
których wspomina zainteresowana, są irracjonalne wobec sytuacji w której
znajdował się jacht w stosunku do dwóch innych statków.
Jacht szedł na zderzenie.
Gazowiec nie mógł gonić jachtu, bo jednostki szły prawie kontrkursami. Zapis z
kursografu wskazuje dokładnie kurs m/v LADY ELENA.
W przekonaniu armatora statku zeznania
zainteresowanej stanowiły próbę obciążenia odpowiedzialnością za doprowadzenie
do zderzenia zmarłego kapitana jachtu. Według niej, kapitan rzekomo nie
potrafił zinterpretować świateł nawigacyjnych statków, które go otaczały. Jak
mogło się zdarzyć, że kapitan polecił sternikowi t.j. II oficerowi kierować
jacht na dziób innego statku, którego światła jakoby widział myśląc, że to jest
rufa tego statku? Jak mogła to być rufa, skoro m/v LADY ELENA była obserwowana
rzekomo od dłuższego czasu, co najmniej 20 minut? Podane przez zainteresowaną
czasy też nie były - jak wywodził pełnomocnik - adekwatne do przebiegu wydarzeń
i w zasadzie nie powinny być brane pod uwagę. Zresztą, sama przyznała, że nie
obserwowała zegarka i ma to charakter jedynie teoretyczny. Takie opisy, nie do
końca konsekwentne, również powodują supozycje, że ta sekwencja wydarzeń mogła
zaistnieć w zupełnie innym czasie. Te wydarzenia mogły odbywać się później, niż
zaobserwowane. Dotyczy to również czasu przyjścia kapitana jachtu na wachtę. To
prowadzi do kolejnego wniosku - lecz jak przyznał pełnomocnik, nie ma na to
żadnego dowodu - że kapitana wcale nie było na tej wachcie, do czasu, kiedy m/v
LADY ELENA kierował się rzeczywiście na jacht. Dopiero wtedy pojawił się
kapitan i podjął manewry w ostatniej chwili. To tłumaczy niewytłumaczalność poprzednich
manewrów. Pełnomocnik armatora m/v LADY ELENA wyraził przekonanie, że gdyby
kapitan znajdował się na wachcie, to nie doszłoby do tego, że pomylono światła.
Dopiero wtedy, kiedy zainteresowana nie potrafiła wybrnąć z trudnej sytuacji
poleciła udanie się po kapitana. Późniejsze manewry były nieefektywne i nie
mogły spowodować uniknięcia kolizji, do której doprowadzili wachtowi.
Jednocześnie R.Makowski odbywał swój pierwszy rejs i była to ważna - zdaniem
pełnomocnika - okoliczność. Nie miał odpowiedniego doświadczenia morskiego żeby
móc należycie ocenić wszystkie okoliczności nautyczne, nie był też w stanie
należycie zinterpretować świateł, ani tego, co go otacza. Cierpiał przy tym na
chorobę morską.
Zainteresowana konsekwentnie
podawała, że jacht nie niósł świateł. Potwierdzeniem tego faktu są zeznania
załogi m/v LADY ELENA, zeznania szypra trawlera BRIAN KENT oraz przełącznik
świateł, który był w pozycji wyłączonej.
Jacht był też niezdatny do
żeglugi. Zdaniem pełnomocnika, z wyjaśnień zainteresowanej i zeznań świadków
oraz z opinii biegłego A.Szklarskiego wynika, że kadłub jachtu przeciekał.
Instalacja elektryczna była notorycznie zalewana przez wodę. Akumulatory
nieustannie wyładowywały się, co było przyczyną uprawiania żeglugi nocnej bez świateł.
Akumulatory nie posiadały wskaźnika ich naładowania. Echosondy i log były
niesprawne. W karcie bezpieczeństwa jachtu wpisano GPS Furuno - a ten nie był sprawny. Na jachcie korzystano
z pożyczonego GPS-u. Obowiązkiem właściciela będącego jednocześnie armatorem,
było zgłoszenie do Urzędu Morskiego, że będzie używany inny GPS. Wpisano
również: reflektor radarowy - nic więcej. Nie określono nawet jaki to
reflektor, nawet nie sprawdzano jego parametrów czy nazwy. Właściciel i armator
statku nie wiedział nawet jakie parametry ma sprzęt używany przez niego i
przerzucał winę za zakup takiego urządzenia na bosmana. Istotne jest - jak
wywodził pełnomocnik - kto dopuścił do używania sprzętu niewłaściwego, niezdatnego
- atrap, którymi w istocie były te reflektory radarowe, używane na 50% jachtów
sportowych. Reflektor radarowy powinien być - jego zdaniem - atestowany, jak
każdy sprzęt używany na statkach. Reflektor radarowy posiadał parametry daleko
odbiegające od normy. Powierzchnia odbicia była tak niewielka, że nie mogła
dawać właściwego obrazu na radarze. Faktycznie jacht był przez to
niewykrywalny. Reflektor zamontowano też niezgodnie z instrukcją producenta.
Kolejny element niezdatności jachtu do żeglugi, to silnik - nie był sprawny, co
powodowało nieustanne wyładowanie się akumulatorów. Skoro jacht służył do celów
szkoleniowych, pływała na nim młodzież, to powinien spełniać szczególne względy
bezpieczeństwa.
W związku z tym pełnomocnik
argumentował, że jacht nie powinien być używany w żegludze, z mocy art. 39
kodeksu morskiego.
Polemizując z ocenami o
naruszeniu prawa drogi morskiej przez trawler
BRIAN KENT i m/v LADY ELENA pełnomocnik replikował, że aby statki mogły
stosować wobec siebie reguły prawa drogi, to muszą widzieć się wzajemnie.
Odnosząc się przy tym do ocen
dotyczących trawlera BRIAN KENT podniósł też, że na akwenie znajdowały się
wtedy trzy jednostki: nieuprzywilejowany statek handlowy - i dwa statki
uprzywilejowane: poławiający trawler oraz jacht. To właśnie jacht, jak wywodził
dalej pełnomocnik, powinien ustąpić drogi trawlerowi. Jacht, doganiał trawler.
Powinien go obserwować, bo trawler znajdował się przed jachtem, a tego nie
czynił.
Zdaniem pełnomocnika, do
zdarzenia by nie doszło gdyby jacht palił światła zgodnie z prawidłem 25
m.p.z.z.m. oraz gdyby jacht ustąpił z drogi statkowi rybackiemu, zgodnie z
prawidłem 18 pkt 3 m.p.z.z.m., a nie wymuszał na nim zmianę kursu. Nie doszłoby
przy tym do zderzenia gdyby nie eksploatowanie jachtu w stanie niezdatnym do
żeglugi.
Analizując zachowanie gazowca po
zderzeniu pełnomocnik podkreślił, że nie jest
trafne twierdzenie jakoby statek opuścił miejsca kolizji - bo w
ostatniej chwili zobaczono na statku coś w rodzaju żagla, kadłuba
przemieszczającego się w okolicy. Wówczas, po wykonaniu gwałtownego manewru, obudzono
kapitana, który przyszedł na mostek i - jak zeznał: zobaczył mijane białe
światło z tyłu, z boku. Przypuszczał, że jest to rufa obiektu mijanego, a
zatem, że jest wszystko w porządku. Ostatecznie opóźnienie akcji ze strony m/v LADY
ELENA wynosiło około 20 min. Jest kwestią ocenną, czy jest to dużo, czy mało.
W opinii pełnomocnika armatora
i kapitana m/v LADY ELENA., to Polski Rejestr Statków, który ograniczył się
jedynie do zalecenia posiadania reflektora radarowego wykazał zaniedbanie w tej
mierze.
W konkluzji, pełnomocnik strony
domagał się uznania, to że właściciel i armator jachtu. ponoszą
odpowiedzialność za zderzenie i jego skutki.
III. Izba Morska w Gdańsku zważyła co
następuje:
1.
Czas i pozycja kolizji
Analizując
materiał dowodowy, dotyczący przebiegu wypadku, zwrócono uwagę na brak
wzajemnego powiązania czasowego i przestrzennego dostępnych relacji ( poszczególne źródła zawierają dane co do
czasu a nie pozycji i odwrotnie ) oraz, niejednokrotnie, podawanie danych
co do kursu, prędkości, czy pozycji jednie szacunkowo ( w przybliżeniu, na podstawie pamięci - jak w przypadku M.Kądzielewskiej).Okoliczności
te poważnie ograniczały możliwość szczegółowego odtworzenia sytuacji
nawigacyjnej. Dostępny w sprawie materiał dowodowy był, w ocenie Izby Morskiej,
wystarczający do odtworzenia - z wysokim stopniem prawdopodobieństwa - zasadniczego
mechanizmu zdarzeń, który doprowadził do kolizji, lecz niedostateczny dla
poczynienia stanowczych i nie budzących wątpliwości ustaleń, co do faktów
niezbędnych dla jednoznacznego określenia winy jednostek. Było to podyktowane w
dużej mierze także brakiem źródeł informacji o charakterze obiektywnym (poza opisem szczątków jachtu dla potrzeb
opinii mechanoskopijnej i danymi urządzeń dla potrzeb opinii odnośnie wykrywalności
radarowej oraz ewentualnie zapisami dziennika m/v LADY ELENA o pozycjach i
utrzymywanym przez gazowiec wcześniej kursie ). W odniesieniu do przebiegu
samego wypadku, w zasadzie jedynie zapis zawarty w kursogramie pretendować może
do tego charakteru - co najmniej w odniesieniu do parametrów manewrów gazowca,
lecz już co do ich dokładnego umiejscowienia czasowego - li tylko przy
założeniu, że taśma kursografu, z nadrukowaną podziałką czasową, rzeczywiście
została wcześniej prawidłowo (czyli precyzyjnie)
umieszczona w urządzeniu – tak, by zapisy dokonywane przez kursograf nanoszone
były na taśmę w punkcie o oznaczeniu czasu odpowiadającym rzeczywistemu czasowi
zapisu.
Z
pewnością obiektywnym i nie budzącym wątpliwości dowodem - już co do samej
zasady - nie są relacje załóg obydwu jednostek - tak m/v LADY ELENA jak i jachtu. Trzeba bowiem zwrócić uwagę na
subiektywność odczuć osób bezpośrednio uczestniczących w zdarzeniu, a znajdujących
się wówczas w sytuacji ekstremalnego stresu, jak też, na potencjalne
zainteresowanie tych osób ewentualnym zatajeniem własnych uchybień. Dopiero
konfrontacja takich relacji z innymi dostępnymi dowodami pozwoliłaby na pełną
ocenę ich wiarygodności.
Analizując
dostępny w sprawie materiał dowodowy, Izba Morska zważyła, że w wielu ważnych
kwestiach, jedynym dostępnym źródłem informacji o faktach istotnych dla
ustalenia przyczyn wypadku, były relacje wachty m/v LADY ELENA i ocalałej
żeglarki z s/y BIESZCZADY. Brak danych z innych źródeł uniemożliwiał pełną weryfikację
owych relacji. W tej sytuacji, za podstawę ustaleń przyjęto właśnie te relacje
- a to wobec braku podstaw do ich odrzucenia. W przeciwnym wypadku, zdaniem
Izby Morskiej, nie sposób byłoby uniknąć zarzutu całkowitej dowolności ustaleń.
Dopiero w sytuacjach gdy o tej samej okoliczności relacjonowały różne osoby lub
dotyczył jej też inny dowód ( np. zapis
z kursografu ) możliwym było
weryfikowanie relacji przez konfrontowanie dowodów.
Przedstawione
wyżej niedostatki materiału dowodowego powodowały, że nawet ustalenie
dokładnego czasu i pozycji zderzenia mogło być dokonane jedynie w przybliżeniu
i to tylko jako jednej z najbardziej prawdopodobnych - z możliwych do przyjęcia
w tej sytuacji hipotez. Jak wskazano wyżej, sądzić można, że do uderzenia
jachtu przez gazowiec doszło podczas zwrotu m/v LADY ELENA w prawo -
rozpoczętego ( przy założeniu, iż czasy
zdarzeń na taśmie kursografu wskazane są prawidłowo ) - po godz. 0525 ( ok. 0525,(5) ). Szacunkowo oceniać
można, że kolizja mogła mieć zatem miejsce gdzieś około godz. 05.26. Wprawdzie
odnaleziony zegarek żegl. R.Makowskiego zatrzymał się o godz. 05.24 ( lecz już zegarek kpt. jacht. L.Łuczaka
zatrzymał się na godz. 05.52 ); nie
mając jednak pewności, że w ogóle zegarek zatrzymał się w związku z kolizją ( mogło do tego dojść np. dzień wcześniej
), jak też, że jego wskazania były precyzyjne, nie można było na tej podstawie
dokonać jednoznacznego ustalenia czasu wypadku. Czas i pozycja, na której
doszło do wypadku wskazywana w dokumentach m/v LADY ELENA i relacjach jej załogi
stanowi tylko efekt odtwarzania sytuacji przez załogę po zdarzeniu ( szer.gegr.56o36,3N, dług.geogr. 007o27,0E
) i bywa odmiennie określana w poszczególnych źródłach pochodzących z tego
statku ( dziennik okrętowy wskazuje czas
zderzenia na godz. 05.25 – dziennik manewrowy na godz. 05.30 ). W momencie zderzenia
nie zdjęto pozycji, ani nie odczytano czasu.
Podejmując
próbę ustalenia rzeczywistego czasu i pozycji zderzenia, Izba Morska
dysponowała danymi co do pozycji tratwy po jej odnalezieniu przez trawler BRIAN KENT ( szer.geogr.56o36’51N, dług. geogr. 007o30’20E
), a także pozycji, na której, w dniu 12.09.2000 r., zlokalizowano wrak ( szer.
geogr.56o36’380N, dług. geogr.007o29’657E
). Wprawdzie prądy morskie doprowadzić mogą do przemieszczania się szczątków
jednostki na dnie - lecz zważywszy, że datę kolizji od dnia odnalezienia wraku
dzieliły zaledwie dwa dni, dystans ten nie mógł być odległy, a zatem i pozycja
wraku najpewniej zbliżona jest do pozycji, na której jacht faktycznie zatonął.
Za powyższym przemawiają też wnioski płynące z danych co do pozycji, na której
odnaleziono tratwę i z której trawler podjął ocalałą M.Kądzielewską. Jak wynika
z odpisu Arkusza Raportu z Akcji Poszukiwawczo-Ratowniczej SAR, tratwę
odnaleziono po godz. 05.55 ( meldunek o
czerwonej rakiecie ), ale jeszcze przed godz. 06.02, skoro o tej godzinie
„jednostka rybacka” (m/v BRIAN KENT.
) już zgłaszała „7 osób w wodzie”, a dane o liczbie żeglarzy mogły pochodzić
tylko od M.Kądzielewskiej. Tratwę odnaleziono więc po upływie około 30 min od chwili
wypadku (uwzględnić trzeba czas samego
podejmowania rozbitka, nawiązywania z nim kontaktu, a następnie, raportowania do
stacji brzegowej ). Gdyby przyjąć,
jako pozycję wypadku, punkt wskazywany
przez m/v LADY
ELENA, to tratwa, od chwili zwodowania do chwili odnalezienia, przebyłaby
dystans niemalże dwóch mil morskich. Odległość zaś pozycji, na której odnaleziono
tratwę w stosunku do pozycji odnalezienia wraku jachtu jest dużo mniejsza - przekracza
zaledwie tylko pół mili morskiej. Określenie więc pozycji wypadku na podstawie
oceny załogi gazowca
prowadziłoby do mało
prawdopodobnego wniosku, że tratwa w warunkach hydromete- orologicznych jakie
istniały w chwili wypadku płynąć musiała z prędkością zbliżoną do 4 w. Określenie
pozycji wypadku jako zbliżonej do pozycji wraku wskazywałoby na znacznie
mniejszą, a zatem bardziej prawdopodobną prędkość tratwy - to jest prędkość rzędu 1w.
Dlatego też
czas i pozycję kolizji ustalono na godzinę ok.05.26 na pozycji: szer. geogr.
ok. 56o36,4’N i dług. geogr.007o29,7’E.
2. Interpretacja
manewrów jachtu przez wachtę na m/v LADY ELENA
Roztrząsając
dowody, Izba Morska zważyła, że relacje członków załogi gazowca są zgodne,
wersja zdarzeń prezentowana przez nich jest spójna, konsekwentna oraz logiczna
i brak jest obiektywnych podstaw do uznania jej - co do samej zasady - za
niezgodną z prawdą, w szczególności, w odniesieniu do generalnego twierdzenia, że
jachtu wcześniej, mimo obserwacji, nie zobaczono, że w momencie jego wykrycia
wzrokowego, przed dziobem gazowca widoczny był już jedynie zarys części
ożaglowania oraz, że w tym czasie, manewry jachtu zostały zinterpretowane jako
przechodzenie przed dziobem statku, a następnie, powrót i próba przejścia na
drugą stronę. To ostatnie zachowanie się jachtu jawi się jako zrozumiałe
zważywszy na fakt, że s/y BIESZCZADY w tym okresie wykonywały zwrot przez
sztag. Jacht, początkowo, bezpośrednio po zwrocie, odpadał do pełnego
pierwotnie zadanego kursu, a następnie ostrzył - do nowego, zadanego przez
kapitana w fazie po przejściu linii wiatru. W sytuacji, gdy bliskość jednostek
powodowała konieczność natychmiastowego podejmowania decyzji - już bez
możliwości dłuższej obserwacji celem ustalenia zmian namiarów obiektu -
twierdzenie o takiej interpretacji manewrów jachtu, jak dokonano to z pokładu
m/v LADY ELENA, jest wiarygodne.
3. Skład wachty s/y
BIESZCZADY
Podobnie, za
zgodne z prawdą Izba Morska uznała wyjaśnienia zainteresowanej ster.jacht.M.Kądzielewskiej
co do okoliczności poprzedzających kolizję z gazowcem, w tym, co do konsekwentnie
podawanego faktu, że na pokładzie nie była sama. Zważyć należy, że nie istnieje
żaden bezpośredni dowód sprzeczny z wersją zainteresowanej, w której to podała,
że wraz z nią, na pokładzie, znajdowali się kpt. jacht. L.Łuczak i żegl.R.Makowski.
W ocenie
Izby Morskiej, nie istnieje też dowód, który w sposób przekonujący wskazywałby
na to, że ster. jacht. M.Kądzielewska w przedstawieniu tej okoliczności nie
była konsekwentna. Za taki dowód nie mogą być uznane zeznania Joanny
Mioduszewskiej-Wojtalik, w których podała między innymi, że pierwotnie
M.Kądzielewska relacjonowała, iż była na wachcie z żegl. R. Makowskim - ale on
źle się czuł i dlatego dołączył kapitan - zaś później ta świadek miała słyszeć,
że zainteresowana zmieniła tę wersję wydarzeń. Sama J.Mioduszewska-Wojtalik nie
słyszała owej nowej wersji i dlatego nie można zweryfikować ani prawdziwości tej
informacji, że wersja wydarzeń rzeczywiście uległa zmianie, ani też tego, czy zmiana ta była istotna i niezrozumiała. Takim dowodem nie mogą też być
zeznania Michała Wojtalika mówiącego o tym, że wie, iż zainteresowana zmieniała
wersje: raz mówiła, że wykonywali manewry, że kapitan stracił kontrolę nad
jachtem, gdy po manewrach jacht stracił prędkość blisko statku, a potem zaczęła
mówić, że R.Makowskiego nie było na pokładzie. Świadek sam przyznał, że
nakładają mu się wersje zdarzenia przekazane przez zainteresowaną z wersjami,
które zna z relacji innych osób, którym zainteresowana przebieg wypadku
przedstawiała. Zeznając na rozprawie świadek nie krył, że szczegółów relacji
pochodzących od M.Kądzielewskiej dokładnie już nie pamięta. Swoje zeznanie
rozpoczął od tego (mówiąc o pierwszej poznanej relacji): „nie wiem co żona mówiła wtedy, co powiedziała pani Kądzielewska. Na
tyle co pamiętam mówiła ...” zaś kończąc opis jednego ze szczegółów owej
pierwszej relacji dodał też : „ ... ale nie
jestem pewny, że to mówiła w rozmowie z żoną”. Przedstawiając informację o
innych relacjach zasłyszanych od zainteresowanej, świadek powiedział, że w
rozmowie przeprowadzonej już po powrocie z Danii M.Kądzielewska powiedziała, że:
„Rafał źle się poczuł i miał chorobę
morską i położył się. Ona była z kapitanem”.
Odnosząc się na
rozprawie do różnic w relacjach M.Kądzielewskiej świadek ten powiedział w -
odniesieniu do pierwszej poznanej wersji prezentowanej jakoby przez
zainteresowaną: „z tej relacji
zrozumieliśmy, że na pokładzie była ona
i Rafał – z tym, że Rafał na dziobie - żona tak zrozumiała:. Mówiąc o
drugiej relacji świadek wskazał, że z wypowiedzi, którą sam słyszał z ust
M.Kądzielewskiej, wynikało, że na pokładzie były dwie osoby: ona i kapitan - „bo za drugim razem ona pomstowała na tego
kapitana”.
Po odczytaniu świadkowi
treści zeznań składanych wcześniej w sprawie prowadzonej przez Prokuraturę
Okręgową w Gdańsku VDs 121/2000, świadek przyznał
jednak, że składając zeznanie na temat relacji usłyszanej w rozmowie
prowadzonej przez jego żonę pomylił ją z relacją przedstawioną w rozmowie z
inną osobą. Oświadczył przy tym, że widocznie pomylił się też zeznając, iż z
pierwszej znanej mu relacji M.Kądzielewskiej wynikało, że na pokładzie były
tylko 2 osoby - skoro zeznając w Prokuraturze mówił, że relacja owa dotyczyła
jednak 3 osób na pokładzie. Ostatecznie powiedział : „dzisiaj za dużo czasu minęło i zaczyna mi się wszystko mylić : kto, kiedy, co
powiedział. Najważniejsza dla mnie była śmierć przyjaciela, a mniejsza, kwestia,
kto zawinił”.
Nie poddając
w żadnej mierze w wątpliwość dobrej wiary świadków i szczerości przywołanych wyżej
zeznań, wskazać należy, że zeznania te nie są dowodem nie budzącym wątpliwości,
jakoby rzeczywiście wersja zainteresowanej, co do obecności na pokładzie żegl.
R.Makowskiego ulegała zmianie. Odmienne przekonanie o tym świadków, może być
efektem mylnej interpretacji wypowiedzi czy też zasłyszanych później twierdzeń
innych osób, o tym, co rzekomo ktoś powiedział lub coś usłyszał na temat
relacji zainteresowanej bądź innych osób. Truizmem jest przy tym teza, że
dowody pośrednie traktować należy z daleko idącą ostrożnością; odtworzenie
zdarzenia na podstawie informacji pozyskanej od osób trzecich, o tym, co usłyszeli o zdarzeniu
z kolei jeszcze od innych osób, może być dotknięte błędem, wynikającym z
niedokładnego zrozumienia relacjonowanej wypowiedzi, jak też efektem
nieuniknionego procesu interpretowania wypowiedzi rozmówcy przez osobę pośredniczącą
w przekazywaniu relacji. To zaś może niekiedy prowadzić do poważnego zniekształcenia
informacji pierwotnej, przechodzącej przez poszczególne ogniwa łańcucha osób ją
przekazujących.
Na przykład: Agnieszka
Szczepkowska ( k.
1507 akt VDs 121/2000 ) zeznała, że usłyszała od Michała Rybaka,
jakoby Wiktor Wróblewski będąc na s/y ZJAWA opowiadał, że M.Kądzielewska
relacjonowała mu, iż w momencie zagrożenia zarówno kapitan jak i Rafał Makowski
byli najprawdopodobniej w zejściówce (chcieli
coś zrobić pod
pokładem). Przy tym, z opowiadania
W. Wróblewskiego nie wynikało, że na morzu były robione zwroty i nie odniósł on
wrażenia, że M.Kądzielewska płynęła wykonując komendy ojca świadka. Z kolei Władysław
Dąbrowski, w rozmowie telefonicznej, przekazał też A. Szczepkowskiej, że
pamięta z opowiadania W.Wróblewskiego, że - gdy zainteresowana zobaczyła
światła i krzyknęła – wówczas kpt. jacht. L.Łuczak i żegl. R.Makowski wyskoczyli
spod pokładu.
Fakt udzielenia Agnieszce
Szczepkowskiej właśnie takich informacji o słowach W.Wróblewskiego potwierdzili
w swoich zeznaniach: M.Rybak ( k.1556
akt VDs 121/2000 ) i W.Dąbrowski ( k.
1559 akt VDs 121/2000 )
Z kolei, z zeznań samego
W.Wróblewskiego ( k. 583 akt VDs 121/2000
oraz k. 475 akt niniejszej sprawy, patrz też wydruk relacji świadka z rozmowy z
zainteresowaną, przeprowadzonej drogą radiową bezpośrednio po wypadku, a zamieszczonej
w Internecie - k. 93 akt ) wynika,
że zainteresowana ster. jacht. M. Kądzielewska w rozmowie z nim mówiła o obecności
na pokładzie trzech osób oraz o komendach kapitana - i tak relacjonował to
załodze s/y ZJAWA.
Tezy o tym, że
M.Kądzielewska w pewnym okresie przedstawiła w rozmowach inną wersję zdarzeń
nie przesądzają też, w ocenie Izby Morskiej,
zeznania świadka Edyty Anyżewskiej ( k.
284 akt VDs 121/2000 i k.347 akt sprawy ), że będąc
w autobusie usłyszała rozmowę dwojga młodych ludzi z A.Szczepkowską, o
tym, że M.Kądzielewska mówiła, jakoby na pokładzie był Rafał Makowski, który
był chory i dlatego kapitan musiał interweniować oraz, że kapitan był na
dziobie wpięty szelkami i podawał kierunek.
Odnosząc się do tych
zeznań zainteresowana zaprzeczyła, by kiedykolwiek mówiła coś takiego, podała
też, że owa dwójka ludzi z autobusu : „to byli bliscy znajomi Rafała i ta
dziewczyna (chodzi o E. Anyżewską) przyjeżdżając po powrocie z Danii do mnie do
domu, opowiadała mi, jaka głupia
sytuacja wynikła w autokarze, ponieważ jej coś tam się śniło i ona zaczęła to
opowiadać, ktoś usłyszał i zinterpretował, że to ona nie opowiada swojego snu,
tylko ona opowiada coś tam, co ja jej przekazałam”.
Przedstawianą przez
zainteresowaną w rozmowach z innymi osobami wersję o obsadzie wachty, jak w
wyjaśnieniach składanych w postępowaniu, potwierdzają natomiast swymi
zeznaniami - poza W.Wróblewskim ( o czym
już wyżej ) - także świadkowie Waldemar Mieczkowski ( k.643 akt VDs 121/2000 ), oraz Artur Kubacki ( k 687 akt VDs 121/2000
).
Okoliczność,
że M.Kądzielewska nie była jednak sama na pokładzie, pośrednio czyni
prawdopodobną np. fakt, że z analizy fotografii ( k.1018 i k.1562 akt VDs 121/2000
) można snuć wnioski o odzieniu sztormowym osób wskazywanych przez
zainteresowaną.
W ocenie
Izby Morskiej, za wiarygodnością wyjaśnień zainteresowanej w tej kwestii
przemawia też zeznanie świadka J.Mossela – że zaraz po podjęciu jej z tratwy
ratunkowej, właśnie w taki sposób zainteresowana mówiła o obsadzie jachtu
ratującym ją rybakom. Działo się to w sytuacji, gdy nie było przecież jeszcze
wiadomym, czy wypadku nie przeżyli także inni członkowie załogi jachtu, mogący
wszakże, w takim przypadku, zaprzeczyć nieprawdziwej wersji zainteresowanej. Co
prawda dostrzec należy, że w raporcie z akcji SAR ( k. 1519 - zapis poz.9 i 18 ) odnotowano, że o godz. 0625 i o godz.
0657 Ratownicze Centrum Koordynacyjne otrzymało od m/t BRIAN KENT informację
„... wszystkie pozostałe (7) osoby były pod pokładem i spały ...”, lecz wynikać
to mogło, czy to z początkowych nieporozumień w kontakcie z ocalałą, czy niedokładnością
przekazu ze strony trawlera lub jego mylnej interpretacji przez operatora stacji
brzegowej - Jan Mossel - jak już wskazano - zeznał bowiem kategorycznie, że
uratowana mówiła mu, że: „była na pokładzie wraz z 2 innymi” ( tak zeznając w dniu 07.04.2005 ) oraz,
że: „była w
sterówce wraz ze swoim narzeczonym oraz szyprem ( tak w zeznaniach w dniu 12.04.05 ).
Mało
prawdopodobnym natomiast jest, aby zainteresowana, w sytuacji ekstremalnego zagrożenia
życia, w jakiej znajdowała się po wypadku, już za wczasu przygotowała
nieprawdziwą wersję wydarzeń, mającą wyłącznie na celu ukrycie własnych uchybień.
Gdyby tak chciała zrobić, to równie dobrze mogłaby nie przyznawać się, że w
ogóle była na pokładzie przed wypadkiem. Za oceną o szczerości wyjaśnień zainteresowanej
przemawia fakt, że nie ukrywała ani niekorzystnej dla siebie okoliczności, iż obejmując
wachtę nie sprawdziła czy światła burtowe się palą. Analizując treść wyjaśnień
zainteresowanej, oczywiście nie sposób nie zauważyć niekonsekwencji czy sprzeczności
pomiędzy wielokrotnie składanymi wyjaśnieniami. Dotyczy to np. tego: jakimi
kursami szedł jacht przed ostatnim zwrotem tj. baksztag - bajdewind ( tak
podawała w większości relacji np. przed
inspektorem dochodzeniowym Izby Morskiej w dniu 29.09.2000 r. czy na rozprawie w
dniu 27.06. 2001 r. ) czy też
odwrotnie: bajdewind - baksztag ( tak na rozprawie 26.11.03 ), czy też
tego, czy po ostatnim zwrocie, zanim zobaczyła statek, przesiadła się już na
przeciwną burtę, czy też nie, czy któryś z członków wachty przypięty był
szelkami, kto podjął decyzję o wypięciu szelek przez zainteresowaną, czy
obiekt, na który, zgodnie z poleceniem, miała obrać kurs po ostatnim zwrocie
widziała jako światło czy jako bryłę jednostki, czy komendy co do kursu
podawane były jako kursy kompasowe czy w stosunku do wiatru. W ocenie Izby
Morskiej nie są to sprzeczności niezrozumiałe - wręcz przeciwnie - świadczą, o
szczerości i spontaniczności wyjaśnień oraz o naturalnych omyłkach generowanych
zwykłymi procesami ludzkiej pamięci, samym stresem sali rozpraw, składaniem
relacji co do pewnego faktu, raz swobodnie, a kolejny raz, w odpowiedzi na
liczne, bardzo szczegółowe pytania, zmęczeniem w trakcie wielogodzinnej
rozprawy, upływem czasu pomiędzy poszczególnymi relacjami, a przede wszystkim -
co podkreślała sama zainteresowana - skutkami urazu psychicznego w związku z
przeżytą tragedią i śmiercią współtowarzyszy rejsu, oraz efektami terapii i trwającej
rekonwalescencji po tym urazie. Zasadniczą sprzeczność pomiędzy treścią
wyjaśnień składanych w Polsce, a zeznaniami złożonymi w Danii, t.j. bezpośrednio
po wypadku, zainteresowana przekonująco wytłumaczyła, opisując okoliczności
przesłuchania i zaprzeczając, by zapis protokołu odpowiadał jej ówczesnej
relacji.
Wyjaśnienia
zainteresowanej co do kolejności kursów jachtu względem wiatru przed ostatnim
zwrotem, uzupełnione informacjami z zeznań J.Mossela o kursie wykrytego obiektu
mieszczącym się w pierwszej ćwiartce róży kompasowej i danymi, co do kierunku wiatru
pozwalają na ustalenie, że kursy te to najpierw baksztag, a potem, po pierwszym
zwrocie, bajdewind- t.j. tak, jak w większości przypadków podawała zainteresowana.
Wyjaśnienia ster.
jacht. M. Kądzielewskiej o tym, że widziała m/v LADY ELENA idący w lewą burtę s/y
BIESZCZADY nie pozostaje, w sprzeczności z pozostałymi dowodami zgromadzonymi w
sprawie, w tym, z wnioskami opinii mechanoskopijnej, że jacht został uderzony w
burtę prawą. Zainteresowana bowiem nie twierdziła, że zapamiętała uderzenie w
lewą burtę - a jedynie podała, że ostatnią rzeczą, którą zapamiętała to było
zbliżanie się statku do jachtu z jego lewej burty. Jak sama podkreśla, nie
pamięta tego, co działo się dalej. A zatem,
w późniejszym okresie, na skutek wzajemnego ruchu jednostek mogło dojść
ostatecznie do wystawienia na uderzenie właśnie prawej burty jachtu - czy to na
skutek manewru uniku czy też, na jednostce, która nie jest samosterowna - np.
po puszczeniu rumpla przez sternika.
4. Manewry
m/v LADY ELENA podjęte w celu uniknięcia kolizji
Oświadczenia
i zeznania członków wachty m/v LADY ELENA o przebiegu wypadku można skonfrontować
z wnioskami płynącymi z analizy kursogramu i relacją ster.jacht. M.Kądzielewskiej
co do faktu, że widząc statek idący na lewą burtę jachtu - zobaczyła najpierw jego
światło burtowe zielone, a potem światło czerwone.
Załoga gazowca
twierdziła, że podejmując próbę uniknięcia kolizji z jachtem, wykonano zwrot w
lewo. Z kolei, z wyjaśnień ster.jacht. M.Kądzielewskiej wynika, że m/v LADY
ELENA widziana z pokładu jachtu wyglądała jednak tak, jakby była w trakcie
zwrotu w prawo. Rekonstrukcja manewrów statku, zapisanych na wykresie
kursogramu stanowić może potwierdzenie, że relacja zainteresowanej o kolejności
świateł pokazywanych przez niego może odpowiadać rzeczywistości.
Z uwagi na
fakt, że zapis z kursografu m/v LADY ELENA ( kursogram ) dostępny jest jako kopia, jego odczytanie lub
powiększanie, w celu precyzyjnego ustalenia dokładnych wartości, powoduje
ryzyko błędu. Pozwala jednak na ustalenie skali i zasadniczych parametrów
manewrów ( kierunek zwrotu, jego
charakter - łagodny czy też zdecydowany, ostry, a także następstwo i porównanie
długości manewrów ).
Zdaniem
S.Tierney’a, (tabela 4.8 w opracowaniu: Zderzenie m/v LADY ELENA-BIESZCZADY
Raport w sprawie nawigacji - tłumaczenie k. 2461, nieco odmiennie w
części opisowej przyczyn kolizji ) gazowiec:
- od godz.
05.05 do godz. 05.15 utrzymywał kurs 214o,
- od godz.
05.15 do godz. 05.17 utrzymywał kurs 216o,
- od godz.
05.18 do godz. 05.25 ( tj. zdaniem
S.Tierney’a, do czasu kolizji )
szedł kursem 214o.
Dokonując
odczytu kursografu, Izba Morska, rozpoznająca sprawę po raz pierwszy - jak
wskazano w załączniku do uzasadnienia orzeczenia z dnia 20.09.2001 r. - doszła
zaś do następujących wniosków, co do manewrów m/v LADY ELENA w krytycznym czasie:
- w okresie od
godz. 05.24 do godz. 05.25,3 miał miejsce ostry zwrot w lewo, na 174o,
- w okresie od
godz. 05.25,3 do godz. 05.26,5 wykonano ostry zwrot w prawo, na 232o.
- w okresie od
godz. 05.26,5 do godz.05.28 wykonano zwrot w prawo, na 216o.
Natomiast zdaniem biegłych z AM kursogram wskazuje, że :
- o godz. 05.23,3 wykonano zwrot w lewo, na kurs 174 o
( z prędkością 30o/min, czas trwania zwrotu oceniono na 80 sek.
),
- o godz. 05.24,5 wykonano zwrot w prawo, na kurs 232o
( z prędkością 53,5o/min, czas trwania zwrotu oceniono na 65 sek.
)
- o godz. 05.25,55 wykonano zwrot w
lewo, na kurs 216o
W ocenie Izby Morskiej, w obecnym składzie, manewry m/v LADY ELENA
wyglądały następująco (wskazywana wyżej
niedokładność odczytu kursogramu wynosić może ok. +/- 0,5 czyli ok. 30 sek.
):
- o godz.
05.17 powrót na kurs 214o,
- o godz.
05. 18 statek szedł kursem 214o,
- o godz.
05.24,(5) zwrot na kurs 174o (zwrot
w lewo, z prędkością ok. 60o/min)
- o godz.
05.25,(5) statek osiąga kurs 174o, po czym nastąpił natychmiastowy
zwrot na kurs 231o ( zwrot w
prawo, z prędkością także ok. 60o/min ),
- o godz.
05.26,(5) statek osiąga kurs 231o , po czym powraca na kurs 216o,
- o godz.05.29
statek idzie kursem 216o i
robi zwrot na kurs 347o (ok.
60o/min),
- o godz.
05.31 osiąga kurs 347o , by
powrócić na kurs 215o,
- o godz.
05.35 idzie kursem 214,5 o,
- o godz.
05.46,5 zwrot w prawo.
W interpretacji kursogramu przedstawionej przez
S.Tierney’a wskazano na czas manewrów w zaokrągleniu do pełnych minut i dotyczy
ona wyłącznie manewrów gazowca poprzedzających następujące po sobie zwroty
statku: w lewo i prawo.
Natomiast zważywszy
na istniejący margines błędu, można ocenić, że w odniesieniu do manewrów statku
pomiędzy godz. 05.25 a godz. 05.27 ustalenia Izby Morskiej ( interpretacja kursogramu ) odnośnie
wykonanych kolejno po sobie, zwrotów w lewo i prawo, w zasadzie są zbieżne z
wnioskami, do których doszła Izba Morska w składzie rozpoznającym sprawę po raz
pierwszy, jak również co do kolejności i kierunków zwrotów - z wnioskami
biegłych Akademii Morskiej w Gdyni. Odmienne określenie przez biegłych
prędkości kątowej zwrotu w lewo na 174o (30o/min) wynikać może z operowania wartościami średnimi
i przyjęcia dłuższego czasu trwania zwrotu. Przeprowadzona przez Izbę Morską
analiza kursogramu wskazuje, że zwrot ten był jednak zwrotem zdecydowanym, a to
koresponduje z relacją st. of. B.Garii mówiącego o tym, że zwrot w lewo był manewrem
uniku: „odbiłem mocno na lewę burtę”.
Zapisy z
godzin 05.24-05.25 wskazują na bezpośrednio następujące po sobie manewry
gazowca: zdecydowany zwrot w lewo, a następnie - niezwłocznie - zdecydowany
zwrot w prawo. Wysoce zatem prawdopodobnym jest, że do zderzenia jednostek mogło
dojść nieco po godz. 05.25,5 – t.j. w fazie zwrotu gazowca w prawo. Przy przyjęciu
tej wersji, zrozumiałym staje się dlaczego ster. jacht. M.Kądzielewska mogła
zobaczyć m/v LADY ELENA właśnie jako statek skręcający w prawo. Samo
przemieszczanie się jachtu względem m/v LADY ELENA, nie mogło tego spowodować,
jacht bowiem dopiero co ostrzył po zwrocie przez sztag i - w porównaniu do
prędkości statku – miał prędkość stosunkowo niewielką. Relacje wachty z gazowca
mówią o wrażeniu przechodzenia jachtu z lewej na prawą stronę dziobu statku, a
następnie, powrotu jachtu z prawej na lewą burtę( ten ostatni kierunek jachtu potwierdza także relacja M..Kądzielewskiej,
że - w okresie, który pamięta –m/v LADY ELENA zbliżała się do jachtu właśnie od
strony jego lewej burty ). Skoro reakcją statku na przechodzenie s/y
BIESZCZADY z lewej na prawą było wykonanie zwrotu w lewo, to nie można
wykluczyć, że oceniając, iż jacht jednak zawraca, próbowano uniknąć kolizji wykonując
zwrot w prawą stronę.
O takim
manewrze, uniku załoga m/v LADY ELENA jednak milczy, natomiast wynika on
jednoznacznie z zapisów kursografu.
Przedstawiając
manewry gazowca, st. of. B.Garia ( jak i
pozostali członkowie wachty na gazowcu) mówił wyłącznie o ostrym zwrocie w
lewo, w celu uniknięcia kolizji i podawał, że: „po przypuszczalnym kontakcie zmieniłem kurs o 90° i w międzyczasie poprosiłem
a.b. i kadeta by obserwowali z tyłu. Nic nie zobaczyli, wezwaliśmy kapitana w
międzyczasie zmieniłem kurs na prawo, na poprzedni kurs”. W ocenie Izby,
mało prawdopodobnym jest by manewr zmiany kursu o 90°, o którym mowa, był owym manewrem z godz. 05.25,5. Jest on równie
gwałtowny co pierwotny zwrot w lewo i rozpoczyna się już po 1 min. od
rozpoczęcia zwrotu w lewo - jest zatem
zbyt wczesny jak, na manewr opisywany jako podjęty dopiero po podejrzeniu
kolizji. Zwrot w lewo m/v LADY ELENA
wykonała wtedy, gdy jacht - w ocenie obserwatorów na statku - znajdował
się już, co prawda po prawej stronie dziobu ( st. of. B.Garia: „w tym momencie widziałem żagiel blisko
prawej burty dziobu. Odbiłem mocno na lewę burtę” ), ale jeszcze przed tym,
zanim jacht - w ocenie obserwatorów - rozpoczął „zawracanie”, a potem ruch w
kierunku lewej strony dziobu. Dopiero po tym, gdy jacht powracał już na lewą
stronę, doszło, w ocenie załogi statku, do zetknięcia się jednostek. W związku
z tym 1 minuta to okres stanowczo zbyt krótki, by w tym czasie statek miał już
zawracać po wypadku. Zwrotem, o którym mówił st. of. B.Garia, jako o wykonanym
już po kolizji, był prawdopodobnie dopiero zwrot z okolic godz. 0529.
Gdyby jednak
m/v LADY ELENA rzeczywiście nie wykonywał po zwrocie w lewo kolejnego manewru
także jako uniku ( tym razem w prawo
) to - przyjmując hipotezę, iż podawana przez ster.jacht. M. Kądzielewską
kolejność świateł burtowych pokazywanych przez zbliżający się do jachtu statek
odpowiada rzeczywistości ( a w ocenie Izby
Morskiej, w przypadku relacji o przeżyciu traumatycznym, 100% gwarancji jednak
brak ) - można by dojść do wniosku, że do uderzenia doszło podczas zwrotu statku
(w błędnym przekonaniu, iż kolizja miała już miejsce
wcześniej ) w celu obserwacji.
Jak wskazano
wyżej, manewr zwrotu z przybliżonej godz. 05.25,5 był jednak podjęty zbyt
wcześnie, jak na manewr w celu obserwacji po wypadku. Wersja zainteresowanej o
kolejności widzianych świateł i kierunku, z którego zbliżał się statek oraz
dane z kursogramu i relacja o obserwowanych ze statku manewrach jachtu układają
się zaś w logiczną całość.
*
Analizując
zgromadzone informacje, stwierdzić należało, że - w odniesieniu do wielu
kwestii - brak było dostępnych, wyczerpujących źródeł wiadomości. Przede
wszystkim, wskazane wyżej osoby posiadały jedynie fragmentaryczną wiedzę
odnośnie samych okoliczności wypadku. Załoga gazowca zobaczyła s/y BIESZCZADY
dopiero wówczas, gdy jacht był już przed dziobem statku, tak więc, nic nie wie
na temat wykonywanych wcześniej przez jacht manewrów. Podobnie, jedyna ocalała
członek załogi jachtu zobaczyła gazowiec dopiero w ostatniej fazie zdarzenia i w
zasadzie nic nie wie na temat wcześniejszej sytuacji nawigacyjnej oraz motywów
manewrów wykonywanych przez własną jednostkę, a prowadzących do zbliżenia do
statku przeciwnego.
Dostatecznie szczegółowych informacji o manewrach obydwu tych jednostek
nie posiadał też szyper trawlera BRIAN KENT.
5. Obserwacja prowadzona na jachcie BIESZCZADY
Na podstawie
dostępnego materiału dowodowego nie sposób udzielić przekonująco odpowiedzi na
pytanie, czy na jachcie zdawano sobie sprawę ze zbliżania się do m/v LADY ELENA
czy nie albowiem tego nie wie zainteresowana. Jedynie (mniej lub bardziej
trafnymi) domysłami pozostaną zatem interpretacje celu ostatniego zwrotu jachtu
oraz zachowania kapitana i drugiego członka wachty - dotąd spokojnych, a następnie
zaskoczonych, jak w ostatniej chwili przed wypadkiem zapamiętała ich
zainteresowana. Ich przerażenie mogło być wszak reakcją zarówno na uświadomienie
sobie istnienia statku, jak i reakcją na zbyt małą od niego odległość ( np. źle do tej pory ocenianą - trym gazowca na
rufę mógł powodować, że światło dziobowe widoczne było bliżej masztowego
białego sugerując, że jednostka znajduje się dalej ), jak też na sam manewr jego zwrotu w
kierunku jachtu. Podobnie, wcześniejszy spokój kapitana jachtu i jego
pozbawione szczególnych emocji komendy, nie muszą oznaczać braku świadomości
niebezpieczeństwa, a mogą być na przykład świadectwem jego opanowania i zimnej
krwi.
Zainteresowana
nie posiada jednoznacznej wiedzy na temat jakości prowadzonej na jachcie obserwacji
- szczególnie w czasie zbliżania się obydwu jednostek. Na to, że obserwacja była prowadzona wskazuje chociażby jej
relacja o tym, że kapitan, w celu weryfikacji swych wniosków, polecił
zainteresowanej obserwację wskazanych przez siebie obiektów. Dalsze prowadzenie
obserwacji, a już w szczególności, ewentualne wnioski z niej wyciągane przez
załogę jachtu, pozostają jednak w sferze domysłów.
6. Światła
nawigacyjne jachtu BIESZCZADY
Podobnie,
wskazane wyżej źródła nie pozwalają, na jednoznaczne ustalenie czy jacht
rzeczywiście nie pokazywał w krytycznym okresie świateł burtowych.
Zdaniem Izby
Morskiej, dopiero istnienie jednoznacznych dowodów w tym zakresie uzasadniałoby
ustalenie, że jacht w ten właśnie sposób walnie przyczynił się do wypadku. Sam
brak dowodów wskazujących na to, że światła burtowe rzeczywiście się paliły, to
zbyt mało, by jednoznacznie obciążyć jacht winą w tym zakresie.
*
Na wstępie należy
stwierdzić, że - co do zasady - dopuszczalnym było wyposażenie s/y BIESZCZADY -
jachtu żaglowego o długości poniżej
Zgodnie z
treścią prawidła 21 b) międzynarodowych przepisów o zapobieganiu zderzeniom na morzu
( dalej m.p.z.z.m. – Konwencja w sprawie międzynarodowych
przepisów o zapobieganiu zderzeniom na morzu z 1972 r., sporządzona w Londynie
20 października 1972 r. - Dz. U. z 1977
r. Nr 15, poz. 61 - załącznik ) określenie „światła
burtowe” oznacza zielone światło z prawej burty i czerwone światło z lewej
burty, każde oświetlające nieprzerwanie łuk widnokręgu równy 112,5 stopnia i
tak ustawione, aby świeciło od kierunku prosto w przód do 22,5 stopnia poza
trawers odpowiedniej burty. Na statkach o długości mniejszej niż 20 metrów,
światła burtowe mogą być połączone w jednej latarni niesionej w osi symetrii
statku.
W myśl prawidła 25 a) m.p.z.z.m., statek żaglowy w drodze powinien
pokazywać:
i) światła burtowe,
ii) światło rufowe.
Prawidło 21 b) m.p.z.z.m. stanowi zatem o dopuszczalności połączenia
w jednej latarni świateł burtowych ( na
każdej jednostce do
Prawidło 25 c)
m.p.z.z.m. stanowi, że statek żaglowy w drodze może, oprócz świateł burtowych i
rufowego, pokazywać na szczycie masztu lub w pobliżu szczytu masztu, w miejscu,
skąd będą najlepiej widoczne, dwa światła widoczne dookoła widnokręgu,
umieszczone w linii pionowej, górne czerwone, a dolne zielone.
Skoro zatem statek żaglowy w drodze
może na maszcie nieść światła
( dodatkowe)
widoczne dookoła widnokręgu - zamontowane na topie - to w przypadku wyposażenia
jachtu w latarnię kombinowaną dwukolorową ( światła
burtowe), jej umieszczenie w osi symetrii jachtu wymaga umieszczenia ich
już na dziobie (zamontowanie na maszcie poniżej
świateł dodatkowych powodowałoby zasłanianie światła burtowego przez przedni żagiel).
*
Analizując
dostępne dowody, dotyczące faktycznego oświetlenia jachtu w krytycznym czasie,
Izba Morska zważyła, że zarówno załoga gazowca jak i szyper trawlera zgodnie
opisują jacht jako nieoświetlony. Na wydobytej z morza tablicy rozdzielczej
jachtu przełącznik świateł burtowych znajduje się w pozycji wyłączonej. Ster.jacht. Małgorzata Kądzielewska nie sprawdziła czy światła burtowe
się palą i w odróżnieniu do światła rufowego nie twierdziła, że wie, że się
paliły. Z informacji o przebiegu rejsu poprzedzającego ostatni rejs wynika, że wcześniej
dochodziło do rozładowywania się akumulatorów jachtu oraz podejrzewano
nieszczelność obudowy latarni, w związku z czym, dodatkowo, uszczelniono ją taśmą.
Poszlaki te powodują,
że hipoteza, iż w krytycznym okresie, jacht. mógł nie palić świateł burtowych jest
co najmniej wysoce prawdopodobną.
Należy jednak podkreślić,
że przywołane wyżej okoliczności nie przesądzają jednoznacznie
wątpliwości co do świateł jachtu.
Szyper Jan
Mossel stwierdził, że w czasie, gdy jacht mijał trawler BRIAN KENT w
niewielkiej odległości, to z pokładu trawlera widział jedynie słabe, białe
światło. Sama ocena siły światła ma jednak charakter czysto subiektywny, a
wpływ na nią mogła mieć i ta okoliczność, że obserwacji dokonywano w nocy z
pokładu jeszcze przed chwilą intensywnie oświetlonego i wzrok obserwatora mógł
jeszcze dostatecznie nie przystosować się do braku oświetlenia. Oceny swej Jan
Mossel nie przedstawiał zresztą konsekwentnie i jednoznacznie gdyż np. - w dniu
7.04.2005 r. zeznał: że s/y Bieszczady
„nie zarejestrowano ani na radarze ani wizualnie”, a „wiele razy widział coś,
co mogło być białym światłem - jak z latarki kieszonkowej - ale nie jest pewien
tego, że mogło to być światło albo cokolwiek, ponieważ mogło to być odbicie od
wody/fal”. Zaś podczas kolejnego przesłuchania w dniu 12.04.2005 r. podał już,
że : „widział polską jednostkę tylko w postaci kropki na radarze. Nie wie czy jednostka
ta miała światła nawigacyjne”.
Jak
wskazywał przy tym, próbując zlokalizować wzrokowo obiekt sugerowany przez radar,
wyłączył światła robocze. A zatem, możliwość wcześniejszego wykrycia, nisko
umieszczonych nad wodą, świateł burtowych jachtu, płynącego na sfalowanym
morzu, w przechyle - przez (zajętego wówczas
połowami) trawler - byłaby poważnie ograniczona właśnie samym oświetleniem
pokładu kutra, wpływającym istotnie na ograniczenie percepcji wzrokowej
obiektów poza strefą światła. Nie można przeto wykluczyć i tego, że przed
wyłączeniem świateł roboczych, z pokładu trawlera nie zauważono jachtu mimo, że
niósł on światła, a w momencie, kiedy ostatecznie go zobaczono ( jego światła ) - jacht pokazywał już
trawlerowi wyłącznie światło rufowe ( białe
światło, o którym wspomina J.Mossel
).
Także
opisywanie przez załogę m/v LADY ELENA jachtu, jako nieoświetlonego, wynikać
mogło tylko z tego, że - co sami przyznają - niewielka odległość jachtu od
wysokich burt statku powodowała, iż zobaczyli już jedynie jego górną część
- to jest żagle - a nie sam kadłub, stąd,
nie widzieli także wszak palącego się ( tak
twierdzi konsekwentnie M.Kądzielewska, a pośrednio potwierdza to J.Mossel )
białego światła rufowego jachtu.
Samo
położenie włącznika świateł burtowych na tablicy rozdzielczej wydobytej wśród
szczątków jachtu, nie stanowi jeszcze niepodważalnego dowodu na to, że światła
te nie zostały włączone. Co prawda, położenie przełączników innych świateł: pokład - wyłączone, rufowe - włączone, stół nawigacyjny -
włączony, kabina nawigacyjna i kambuz wyłączone - co do zasady może korespondować
z wersją, że jacht - ze świateł nawigacyjnych - pokazywał tylko światło rufowe, lecz przełącznik światła silnikowego znajdował się między
pozycją włączoną a wyłączoną. Tymczasem, bosman CWM, świadek Tomasz Ostrowski zeznał,
że „pozycja neutralna” w tym urządzeniu nie
występuje. Położenie przełączników na
tablicy rozdzielczej nie stanowi jeszcze przesądzającego dowodu, że świateł
burtowych w ogóle nie włączono także dlatego, że do przemieszczenia
przełącznika mogło dojść później: czy to w czasie rozbijania jachtu przez dziób
statku lub przemieszczania się szczątków jachtu po dnie, czy też nawet dopiero
podczas samego wydobywania ich na powierzchnię.
Rozważając
okoliczność, że w trakcie poprzedniego rejsu występowały problemy z elementami
instalacji elektrycznej należało uznać, że co najmniej zbyt daleko idącym byłby
wniosek, iż skoro wcześniej zdarzało się rozładowanie akumulatorów to doszło do
tego i podczas ostatniego rejsu. Powyższe odnieść należy także do ewentualnej
utraty szczelności przez latarnię dziobową; fakt, że ją naprawiano nie
przesądza jeszcze obiektywnie, że naprawa w ogóle była potrzebna, a co najmniej
brak jest dowodów, że naprawa ta nie dała rezultatu - w szczególności, że, jak
zeznał odpowiedzialny za sprawy techniczne w poprzedniej załodze świadek Piotr
Kędzia: „ ...przy
następnych podlaniach lampy, już następne noce były wszystkie spokojne. Klosz
nie był pęknięty”. Podkreślić należy, że
występowania problemów z oświetleniem podczas feralnego rejsu, nie potwierdzała
też ster.jacht. M.Kądzielewska.
Co prawda,
świadek Łukasz Jurczyk zeznał, że w czasie krytycznego rejsu, widział s/y
BIESZCZADY wpływające w nocy do portu na Helgolandzie bez świateł, lecz
twierdził przy tym, że wtedy, na kei, było więcej osób z załogi s/y ZJAWA - zaś
żadna z nich, przesłuchana w sprawie w charakterze świadka, tego faktu nie potwierdziła.
Dlatego też, Izba Morska nie dała wiary przywołanej relacji - szczególnie, że
ten sam świadek, będąc wcześniej przesłuchiwany
( protokół, karta 260 akt VDs 121/2000 ) -
stwierdził, że nie pamięta czy jacht wchodził do portu nieoświetlony.
Tezie o
braku oświetlenia z powodu braku napięcia przeczą też wyjaśnienia ster. jacht. M. Kądzielewskiej o
palących się, co najmniej: świetle rufowym i oświetleniu kompasu oraz, o
zapaleniu przez zdającego wachtę świateł podsalingowych. Całkowicie
nieracjonalnym byłoby natomiast np. oszczędzanie przez jacht akumulatorów i
zapalanie w związku z tym tylko światła rufowego. O ile w ogóle coś takiego
rozważać, to w ocenie Izby Morskiej, kosztem światła rufowego zapalano by
właśnie światło burtowe, sygnalizujące wszak obecność jachtu jednostkom
zbliżającym się z potencjalnie bardziej niebezpiecznych, niż sektor rufowy,
kierunków.
Sam brak
wiedzy ster.jacht. M. Kądzielewskiej o tym, czy światła burtowe paliły się w
czasie jej wachty, interpretować można zarówno jako potwierdzenie ich braku -
jak i odwrotnie. Z jednej bowiem strony można argumentować, że brak wzmianki o
ewentualnej poświacie na żaglu czy odblasku na fali świadczyć może o tym, iż
światła nie palono - bo inaczej zjawiska takie powinny być widziane. Z drugiej
jednak, świadczyć może o tym, że światła paliły się, a brak zakodowania w
pamięci zainteresowanej tego, czy sektor dziobowy był oświetlony czy nie, może
wynikać z tego, że to co wtedy widziała
było widokiem zwyczajnym, dobrze znanym, nie budzącym jakiegokolwiek niepokoju;
widziany obraz nie odbiegał od normy. Skoro nie zaistniała jakakolwiek
szczególna sytuacja, to właśnie dlatego sytuacji rutynowej (banalnej) zainteresowana w swej pamięci
w ogóle nie przechowała.
Jeżeli brak
świateł burtowych nie był efektem świadomej decyzji, a o podjęciu takiej
przeczą wyjaśnienia zainteresowanej - to brak świateł burtowych musiałby
pozostać niezauważony nie tylko przez M.Kądzielewską, ale także przez dwie
pozostałe osoby przebywające na pokładzie, w tym, przez doświadczonego
kapitana. Hipoteza taka wydaje się być zaś mało prawdopodobna.
7. Skuteczność
reflektora radarowego jachtu
Dowody zgromadzone
w sprawie pozwalają na jednoznaczne ustalenie parametrów i faktycznej
przydatności reflektora radarowego jaki był na wyposażeniu jachtu podczas krytycznego rejsu.
Jak wynika z
informacji armatora, jacht wyposażono w reflektor radarowy POWER ECHO T-55. Zainstalowano
go na achtersztagu grotmasztu ok. pół metra pod topem tj. na wysokości ok.
( ECHO POWER T 55 był reflektorem kolumnowym)
- bo jako: „takie dwie płaszczyzny ze
sobą skrzyżowane”.
*
Jak wynika z
wyczerpującej, rzetelnej i fachowej oraz jednoznacznej w swych wnioskach opinii
biegłego, mgr inż. Andrzeja Szklarskiego bierny reflektor radarowy typu „ECHO-POWER
T - 55" produkcji włoskiej firmy TREM MARINE, jest reflektorem
kolumnowym, dziesięciopoziomowym. Na każdym z poziomów znajduje się jedno
naroże prostopadłościenne. Przesunięcie
pomiędzy narożami na poszczególnych poziomach wynoszą 36°. W związku z powyższym,
charakterystyka promieniowania w płaszczyźnie poziomej powinna być
charakterystyką dziesięciolistkową (dekagonalną).
Zgodnie z informacją producenta zamieszczoną w folderze dołączonym do
reflektora, ma on 2 m2 skutecznej powierzchni odbicia. Powinien być
mocowany na wysokości minimum
Oceny przydatności eksploatacyjnej reflektora dokonano w Kated-
rze Nawigacji
Technicznej WSM w
Gdyni, a badania
charakte-
rystyki promieniowania
reflektora w płaszczyźnie poziomej
przeprowadzono w komorze bezechowej Zakładu Radiokomunikacji Instytutu
Elektroniki i Akustyki Politechniki Wrocławskiej.
Do oceny
przydatności (możliwości wykrycia odbicia
dawanego przez reflektor) tego reflektora w warunkach rzeczywistych użyto,
w trakcie badań przeprowadzonych na wodach Zatoki Gdańskiej w dniu 18.01.2001
r., radarów:
-
Pathfinder ST/Mk2,
-
Racal Deca AC- 1690,
- SRN 422X ( - pracujących w paśmie X ) oraz
- Racal Deca S- 1690 ( pracującego w paśmie S ).
Badania
przeprowadzono przy wietrze SE 3oB, w lekkim zamgleniu i widzialności
ok.
Podczas
badania, na wszystkich radarach obserwowano zakłócenia pochodzące od fali
morskiej, występujące do odległości
Łódź
zlokalizowano na tle dużej ilości sygnałów zakłócających, za pomocą radaru Pathfinder
ST/Mk2. Po dokładnym sprawdzeniu zobrazowania radarowego
na innych urządzeniach stwierdzono, że w
odległości l Mm łódź była zaobserwowana
jedynie przez radary Pathfinder ST/Mk2 oraz Racal Deca AC - 1690. Łodzi
nie wykryto za pomocą radarów SNR 422X oraz Racal Deca S - 1690. Stwierdzono
również, że echo łódzi można śledzić w sposób ciągły jedynie przy ciągłej regulacji
układu tłumienia zakłóceń od fali morskiej ( Sea Clutter ). W
przeciwnym wypadku występują duże fluktuacje sygnału echa, powodujące zaniki sygnału na
ekranach radarów. Stwierdzono
również, że włączenie układu automatycznie tłumiącego zakłócenia od fali ( Auto-Sea
Clutter) powodowało natychmiastowy zanik echa łodzi na ekranie radaru.
Po oddaleniu
się na odległość
Łódź została
wówczas wykryta przez wszystkie używane radary. Po wykonaniu następnego zwrotu,
łódź ustawiono dziobem w kierunku obserwujących ją radarów i rozpoczęto powrót
do portu. Zmiana ustawienia łodzi w stosunku do obserwujących ją radarów spowodowała
zanik sygnału echa na radarach Racal Deca S - 1690 oraz SNR 422X. Po
optymalnym ustawieniu układów tłumienia zakłóceń od fali na pozostałych
radarach, stwierdzono zanik echa łodzi na odległości
Omawiając
wyniki analiz skuteczności odbicia reflektora biegły wskazał, że ze względu na
charakter, obiekty zdolne do odbicia energii elektromagnetycznej dzielone są
na:
- obiekty
pojedyncze wykonane z jednorodnego materiału,
- grupowe,
składające się z obiektów pojedynczych znajdujących się w zasięgu wiązki
impulsów sondujących,
- rozłożone
o charakterze ciągłym, obejmujące dużą powierzchnię lub objętość jak np. powierzchnia
morza, lądu, chmury, obszar opadów atmosferycznych.
W celu
określenia właściwości odbijających obiektów niezbędne jest określenie średniej
stałej wartości odbitej mocy, ażeby uzyskać możliwość analitycznego określenia zasięgu
radiolokacyjnego. W praktyce, za taką wartość przyjmuje się pojęcie skutecznej powierzchni
odbicia lub inaczej równoważnej powierzchni odbicia. Przez te terminy rozumie się
powierzchnię równoważną, zastępującą wykrywany obiekt - wyrażaną w m2. Jest to taka
powierzchnia, jaka - odbijając energię fali elektromagnetycznej padającej
izotropowo - powoduje odbiór przez urządzenie radiolokacyjne takiej, średniej
ilości energii, jaką odbija rzeczywisty obiekt.
Powierzchnię
skuteczną odbicia określa się doświadczalnie np. na podstawie bilansu
energetycznego. Jest ona zależna od:
- wymiarów
obiektu ( powierzchni jego rzutu na
kierunek prostopadły do impulsu sondującego ),
- kształtu
obiektu,
- położenia
obiektu,
- długości
fali nośnej impulsów sondujących,
- rodzaju
materiału.
Aby zapewnić
możliwość wykrycia reflektora przez radar szerokość boku przyprostokątnej naroża
powinna być wielokrotnie większa od połowy długości fali. W przypadku
reflektora Echo-Power T 55 wielkość
naroża wynosi
Do obliczeń
analitycznych przyjmuje się wartość średnią skutecznej powierzchni odbicia - natomiast
wartość rzeczywista ( często znacznie
różniąca się od wartości średniej ) określana jest przez charakterystykę promieniowania
obiektu w płaszczyźnie poziomej.
Skuteczna
powierzchnia odbicia reflektora POWER ECHO T-55 ostatecznie ustalona przez
biegłego wynosiła ( w m2
):
- deklarowana:
2,
- obliczona:
0,577,
- maksymalna:
0,528,
- minimalna:
0,003,
- średnia:
0,162,
- środkowa:
0,135.
Oprócz
reflektora radarowego wpływ na wykrycie jachtu mają też jego elementy
konstrukcyjne, w szczególności maszt i takielunek. W przypadku
jachtów wykonanych z tworzyw sztucznych lub z drewna z masztami aluminiowymi
szacuje się, że średnia wartość skutecznej powierzchni odbicia samego jachtu bez
reflektora radarowego waha się w przedziale 0,l -
Przy
przyjęciu m.in. tych założeń oraz założenia, że reflektor utrzymywał się przez
cały czas pionowo (maksymalna efektywność
odbicia), biegły wyliczył, że wykrycie s/y BIESZCZADY z prawdopodobieństwem
≥ 50% było możliwe w dwóch obszarach. Pierwszy z tych obszarów, o
szerokości 1,9 Mm wystąpił w odległości pomiędzy 4,8-6,7 Mm od statku. Maksymalne
prawdopodobieństwo wykrycia jachtu w tym obszarze wystąpiło w odległości 5,5 -
6 Mm i było bliskie 90%. Drugi, znacznie węższy obszar o szerokości 0,8 Mm
wystąpił pomiędzy 3,5-4,3 Mm. W tym obszarze, maksymalne prawdopodobieństwo wykrycia
echa jachtu wystąpiło w odległości 3,7 - 4 Mm i było bliskie 70%.
Oprócz tych
obszarów istniały inne, w których prawdopodobieństwo wykrycia było znacznie
mniejsze od 50%. Można przypuszczać, że mało wyraźne, fluktuujące echo jachtu
powinno być widoczne na ekranach radarów m/v LADY ELENA już z odległości około 11
Mm. W odległości około 9,5-10 Mm prawdopodobieństwo wykrycia tego echa wynosiło
około 45%. W miarę zmniejszania się odległości, fluktuacje echa wzrastały i
prawdopodobieństwo wykrycia malało. Można się spodziewać, że w odległości ok.
8,5 Mm jakość sygnału echa była już bardzo słaba. Ponieważ jeden z radarów
statku pracował na zakresie 12, a drugi w zakresie 6 Mm, a więc, zaobserwowanie
jachtu było możliwe jedynie na tym radarze, który pracował na zakresie 12 Mm.
Następnie, w
odległości ok. 6,7 Mm od statku echo jachtu pojawiło się powtórnie. W miarę
zmniejszenia się dystansu pomiędzy obydwoma jednostkami, jakość sygnału rosła i
na odległości ok. 6 Mm była najlepsza. Prawdopodobieństwo wykrycia było wówczas
bliskie 90%. Echo powinno być wyraźnie widoczne, a fluktuacje minimalne. Taki
stan rzeczy utrzymywał się do odległości
ok. 4,8 Mm, na której zaczął się ponowny wzrost fluktuacji i zanik echa. Po raz
kolejny echo jachtu pojawiło się, gdy statek znajdował się w odległości 4,3 Mm
i powinno być wyraźnie widoczne na ekranach obu radarów do odległości 3,5 Mm na
której nastąpił kolejny zanik. Następnie, echo jachtu pojawiło się na odległości
ok. 3 Mm, a jego zanik nastąpił na odległości ok. 2,5 Mm. Jednak w tym wypadku
prawdopodobieństwo wykrycia echa nie przekraczało już 30%. Należy więc
przypuszczać, że echo
silnie fluktuowało i było niewyraźne. Na odległościach mniejszych, mogło się
pojawiać niewyraźne echo jachtu, jednak jego prawdopodobieństwo wykrycia nie
przekraczało 10%.
Dodatkowym
elementem utrudniającym wykrycie jachtu na małych odległościach był włączony
układ Zasięgowej Regulacji Wzmocnienia (ZRW). Układ ten jest przeznaczony do tłumienia
zakłóceń pochodzących od powierzchni morza. Jego włączenie powoduje czasowe zmniejszenie
wzmocnienia, a więc i tłumienie wszystkich ech znajdujących się na małych odległościach.
Praktycznie
od odległości 2,7 do 0,2 Mm, wielkość sygnału echa jachtu była mniejsza od
wielkości sygnału odbitego od powierzchni morza. Można więc przypuszczać, że
włączenie układu ZRW spowodowało wytłumienie zakłóceń i jednocześnie sygnału
użytecznego echa jachtu. W efekcie prawdopodobieństwo wykrycia jachtu na małych
odległościach było mniejsze od obliczonego teoretycznie.
W miarę
zmniejszania się dystansu pomiędzy jachtem a statkiem, echo jachtu pojawiało
się i zanikało na ekranach radarów statku. Na odległościach większych echo było
niewyraźne, później wyraźnie widoczne, a na odległościach mniejszych znowu
słabe. Na odległościach mniejszych od ok. 2,5 Mm echo było już bardzo słabe i
niewyraźne.
Biorąc pod
uwagę prędkość statku, czasy pojawiania się i zanikania echa były krótkie i nie
przekraczały kilku minut. Wnioski
biegłego, co do zasady, podzielił i dodatkowo uzasadnił także autor wspomnianej
wyżej analizy sporządzonej na zlecenie armatora m/v LADY ELENA. - kpt.
S.Tirney.
IV. Przyczyny zderzenia:
Zakres
informacji możliwych do uzyskania – tak w oparciu o dowody pozyskane
bezpośrednio przez Izbę Morską jak i zgromadzone w efekcie pracy Prokuratury
Okręgowej w Gdańsku oraz organu dochodzeniowego państwa bandery gazowca -
uniemożliwia jednoznaczne odtworzenie szczegółowych okoliczności wypadku, w tym,
kategoryczne wykluczenie wersji zawartych w hipotezach postawionych w Raporcie
w sprawie dochodzenia, w analizie kpt. S. Tierney’a, w opinii biegłych Akademii
Morskiej w Gdyni, czy też, przedstawianych pod rozwagę Izby Morskiej przez
strony postępowania.
Analiza
możliwych do ustalenia okoliczności sprawy pozwala jedynie na snucie rozważań o
tym czy, w świetle znanego obecnie Izbie Morskiej, materiału dowodowego, wersje
owe ocenić można jako wysoce prawdopodobne.
Bez względu
na to, którą z prezentowanych hipotez o sytuacji nawigacyjnej by przyjąć, niewątpliwym
jednak jest to, że do wypadku doszło z powodu znalezienia się m/v LADY ELENA (statku obowiązanego do ustąpienia drogi)
i s/y BIESZCZADY ( statku mającego
pierwszeństwo drogi ) w sytuacji nadmiernego zbliżenia i podjęcia przez
jednostki prób uniknięcia kolizji dopiero wówczas, gdy ich wzajemna odległość
wymuszała już „manewry ostatniej chwili”.
Zgodnie z
Prawidłem 18 a-c m.p.z.z.m, jeżeli prawidła 9, 10, i 13 nie stanowią inaczej:
a) Statek
o napędzie mechanicznym w drodze powinien ustąpić z drogi:
iii) statkowi zajętemu połowem;
iv) statkowi żaglowemu.
b) Statek
żaglowy w drodze powinien ustąpić z drogi:
iii) statkowi zajętemu połowem.
c) Statek
zajęty połowem w drodze powinien w miarę możności ustąpić z drogi:
i) statkowi, który nie odpowiada za swoje
ruchy;
ii) statkowi o ograniczonej zdolności manewrowej.
Prawidło 17
m.p.z.z.m, zatytułowane: „Działanie
statku mającego pierwszeństwo drogi”, stanowi natomiast, że:
a) i) Jeżeli
jeden z dwóch statków ma ustąpić z drogi, to drugi statek powinien zachować
swój kurs i szybkość.
ii) Ten drugi statek może jednak podjąć działanie
w celu uniknięcia zderzenia jedynie własnym manewrem, skoro tylko stanie się
oczywiste dla niego, że statek obowiązany do ustąpienia z drogi nie podejmuje
właściwego działania stosownie do niniejszych prawideł.
b) Jeżeli z jakiejkolwiek przyczyny statek
obowiązany do zachowania swego kursu i szybkości znajdzie się tak blisko, że
nie można uniknąć zderzenia tylko przez działanie statku ustępującego z drogi,
wówczas powinien on podjąć takie działanie, które najlepiej przyczyni się do
uniknięcia zderzenia.
c) Statek o
napędzie mechanicznym, który w sytuacji przecinania się kursów podejmuje
działanie zgodnie z ustępem a) ii) niniejszego prawidła w celu uniknięcia
zderzenia z innym statkiem, powinien, jeżeli okoliczności na to pozwalają, nie
zmieniać kursu w lewo, jeżeli z lewej jego burty znajduje się statek.
d) Niniejsze
prawidło nie zwalnia statku mającego ustąpić z drogi od dopełnienia tego
obowiązku.
Nie sposób
kategorycznie wskazać przyczyny, dla których m/v LADY ELENA i jacht znalazły
się w sytuacji nadmiernego zbliżenia, a następnie, w sytuacji gdy już tylko
jednoczesne działania obu jednostek dawać mogły szanse na uniknięcie kolizji.
Brak jest
jednak obiektywnych podstaw do odrzucenia wersji m/v LADY ELENA, że jacht
zaobserwowany został ( w tym wypadku
wzrokowo ) dopiero w odległości liczonej w kablach przed dziobem gazowca.
Jak wynika z
opinii biegłego do spraw radarowych, już nawet teoretyczna ( bo wynikająca
z wyliczeń ) możliwość wykrycia jachtu na radarach gazowca była niezwykle
ograniczona - do 2 stosunkowo krótkich odcinków czasu, w trakcie których
prawdopodobieństwo wykrycia jachtu było wysokie. Wskazać należy, że w praktyce
możliwość ta mogła być jeszcze bardziej ograniczona zważywszy na fakt, że
reflektor radarowy zamontowany skośnie na achtersztagu, na jachcie płynącym po
sfalowanym akwenie, tylko okresowo mógł znajdować się w pozycji optymalnej ( pionowej ), a taką biegły musiał założyć
dla potrzeb wyliczeń.
Nawet
wyliczone teoretycznie wartości już w pełni uzasadniają ocenę biegłego, że w
takiej sytuacji, tylko prowadzenie stałej obserwacji radarowej stwarzałoby
realną szansę wykrycia jachtu przez operatora radarów na m/v LADY ELENA.
Prawidło 5 m.p.z.z.m
stanowi, że każdy statek powinien stale prowadzić właściwą obserwację zarówno
wzrokową i słuchową, jak i za pomocą wszystkich dostępnych środków w
istniejących okolicznościach i warunkach, odpowiednich do pełnej oceny sytuacji
i ryzyka zderzenia.
Z treści tego
prawidła wynika, że obowiązek użycia radaru do zapewnienia należytej obserwacji
rozciąga się na wszelkie warunki widzialności. Obowiązek ten wynika również z
prawidła 7 b) m.p.z.z.m stanowiącego, że w celu uzyskania wczesnego ostrzeżenia
o ryzyku zderzenia należy w sposób właściwy używać znajdujących się na statku
zdatnych do użytku urządzeń radarowych, łącznie z przeszukiwaniem na dalekim
zasięgu, oraz właściwie korzystać z nakresów lub równoważnej, systematycznej
obserwacji wykrytych obiektów.
Orzecznictwo
od dawna zgodnie uznało, że użycie radaru podczas ograniczonej widzialności
jest obowiązkowe. Uznano również za obowiązkowe użycie radaru podczas dobrej
widzialności, gdy statek nawiguje w akwenie o dużej intensywności ruchu w nocy,
w rejonach, gdzie spotykane są urządzenia i wieże wiertnicze - słowem tam, gdzie
wyłącznie w oparciu o obserwację wzrokową nie można w należyty sposób zapewnić
pełnej oceny sytuacji. W takich warunkach i okolicznościach, oprócz należytej
obserwacji wzrokowej, trzeba dodatkowo korzystać z radaru. Na otwartym
morzu na ogół najodpowiedniejsza jest skala 12-milowa, gdyż umożliwia wykrycie
obecności innych statków wystarczająco wcześnie, aby zdążyć ustalić parametry
ich ruchu i sprawdzić, czy nie zagraża ryzyko zderzenia względnie, czy nie
zagraża rozwinięcie się sytuacji nadmiernego zbliżenia i ryzyka zderzenia (tak
W. Rymarz w: Międzynarodowe prawo drogi
morskiej w zarysie, GDYNIA 2004 str. 61-62 ). W myśl
prawidła
W ocenie
Izby Morskiej brak było podstaw do uznania, że w sytuacji nocnej żeglugi w
warunkach dobrej widzialności, na otwartym akwenie, na którym nie panował wtedy
zwiększony ruch, m/v LADY ELENA zobowiązana była do prowadzenia stałej (
permanentnej ) - a nie, jak to czyniła, tylko uzupełniającej - obserwacji
radarowej. Warunki nawigacyjne i pogodowe uzasadniały stosowanie obserwacji
radarowej jako środka pomocniczego.
W tej zaś sytuacji
niewykrycie echa jachtu na radarze przez obserwatora na m/v LADY ELENA, nie
wynikało z naruszenia przez statek wskazanych wyżej prawideł, a spowodowane
było niedostateczną efektywnością reflektora radarowego jachtu.
Konwencja
STCW 78/95 w rozdziale VIII Kodeksu określając podstawowe zasady pełnienia
wacht stanowi, że: „Oficer pełniący wachtę nawigacyjną jest przedstawicielem
kapitana i przez cały czas jest przede wszystkim odpowiedzialny za bezpieczne
nawigowanie statku i przestrzeganie Międzynarodowych Przepisów o Zapobieganiu
Zderzeniom na Morzu, 1972".
Konwencja
określa również zasady prowadzenia obserwacji „służby na oku” przypominając,
że: prawidłowa obserwacja powinna być prowadzona przez cały czas, zgodnie z
prawidłem 5 Międzynarodowych Przepisów o Zapobieganiu Zderzeniom na Morzu, 1972
i powinna służyć następującym celom:
1. utrzymywaniu stałego
stanu czujności za pomocą obserwacji wzrokowej i nasłuchu, jak również za
pomocą wszelkich innych dostępnych środków obserwacji, odpowiednich do wykrycia
wszelkich istotnych zmian w otaczającym statek środowisku;
2.
pełnej oceny sytuacji i ryzyka zderzenia, wejścia na mieliznę i innych niebezpieczeństw
dla nawigacji; oraz
3. wykrywaniu statków i wodnosamolotów w
niebezpieczeństwie, rozbitków, wraków, pływających szczątków i innych zagrożeń
dla bezpiecznej nawigacji.
Obserwator
pełniący służbę „na oku” musi być w stanie skoncentrować całą swoją uwagę na
poprawnym pełnieniu tej służby i nie może podejmować ani być wyznaczany do
żadnych innych obowiązków, które przeszkadzałyby wykonaniu tego zadania.
Obowiązki
obserwatora „na oku” i sternika są oddzielne i sternik nie może być uważany za
obserwatora wtedy, gdy steruje ( z
wyjątkiem małych statków, gdzie z pozycji sternika jest niezasłonięty widok
dookoła widnokręgu i nie ma nocnego upośledzenia wzroku ani nie ma innej
przeszkody w prowadzeniu poprawnej obserwacji ).
Jak
przytacza W. Rymarz ( op. cit. str. 58-59
) na początku lat 90-tych w kilku państwach zachodnioeuropejskich
przeprowadzane były próby stosowania jednoosobowej wachty na mostku nawigacyjnym.
Próby te były prowadzone pod nadzorem IMO ( patrz
MSC/ Circ. STCW 22/19 ) i w oparciu o regulacje prawidła I/5 Konwencji STCW
1978, które na takie próby zezwalało. Ogłoszone wyniki prób były bardzo pozytywne.
Pomimo to, na Konferencji STCW w 1995 r. idea pełnego wprowadzenia wacht
jednoosobowych uzyskała tylko częściowe poparcie. W przyjętych poprawkach do
konwencji wprowadzono zapis, który ciągle obowiązuje, stanowiący, że oficer
pełniący wachtę nawigacyjną może jednoosobowo być obserwatorem ( pełnić służbę
„na oku”) podczas dnia pod warunkiem, że w każdym takim przypadku:
1. sytuacja jest ostrożnie oceniana i ustalono bez wątpliwości, że
jest to bezpieczne;
2. wzięto w pełni pod uwagę wszystkie istotne czynniki, w tym,
choć nie tylko, takie jak:
- stan
pogody,
- widzialność,
- intensywność
ruchu,
- bliskość
niebezpieczeństw nawigacyjnych, oraz
- niezbędna
uwaga podczas nawigowania w/lub w pobliżu systemów rozgraniczenia ruchu, oraz
3. pomoc na mostku jest natychmiast dostępna, jeżeli jakakolwiek
zmiana sytuacji tego może wymagać.
Obowiązki kapitana dotyczące ustalania składu osobowego
wachty nawigacyjnej określono w konwencji STCW 78/95 następująco: Przy
ustalaniu takiego składu osobowego wachty nawigacyjnej, który zapewni, że
będzie ona prawidłowo i w sposób ciągły prowadzona, kapitan ma obowiązek wziąć
pod uwagę wszystkie istotne czynniki, w tym i te, określone w rozdziale VIII
kodeksu A, jak również:
1. widzialność, stan pogody
i morza;
2. intensywność ruchu, a
także inną działalność prowadzoną w akwenie, na którym statek nawiguje;
3. zachowanie koniecznej
uwagi podczas nawigowania w/lub w pobliżu systemów rozgraniczenia ruchu albo
innych wyznaczonych tras;
4. wykonywanie dodatkowych
prac spowodowane rodzajem wykonywanych zadań przez statek, natychmiastowe
potrzeby eksploatacyjne oraz przewidywane manewry;
5. zdolność do pełnienia
obowiązków każdego członka załogi wyznaczonego jako członek wachty na wezwanie;
6. znajomość i zaufanie
odnośnie zawodowych kompetencji oficerów statkowych i załogi;
7. doświadczenie każdego
oficera wachtowego oraz jego znajomość wyposażenia, procedur i zdolności
manewrowych statku;
8. prace wykonywane na
pokładzie statku w danym czasie, w tym czynności radiokomunikacyjne oraz możliwość
otrzymania natychmiastowej pomocy na mostku w przypadku konieczności;
9. eksploatacyjny stan
wyposażenia mostka oraz urządzenia kontrolne, w tym systemy alarmowe;
10. urządzenia
kontrolne steru i śruby napędowej oraz właściwości manewrowe statku;
11. wymiary statku oraz
pole widzenia dostępne z pozycji kierowania (dowodzenia);
12. kształt mostka, który w pewnej mierze mógłby utrudniać
członkowi wachty wykrywanie za pomocą wzroku lub słuchu zewnętrznego rozwoju
sytuacji; oraz
13. każdą inną odpowiednią metodę, procedurę lub zalecenie
odnośnie organizacji wachty oraz zdolności do wykonywania obowiązków, które
zostały przyjęte przez IMO.
W
odniesieniu do obserwacji podczas dobrej widzialności powinno się zapewnić
przede wszystkim należytą obserwację wzrokową. Obserwacja powinna być
prowadzona z miejsca, skąd najlepiej można widzieć dookoła cały widnokrąg, a
zwłaszcza sektor dziobowy. Do pełnienia służby „na oku” powinno się wyznaczyć
miejsce, w którym marynarz mógłby skoncentrować się wyłącznie na uważnej obserwacji,
gdzie ewentualne rozmowy służbowe prowadzone na mostku nie rozpraszałyby jego
uwagi, a jednocześnie, byłby pod kontrolą oficera wachtowego. Miejscem takim
podczas dobrej widzialności bywa zazwyczaj skrzydło mostka lub pokład
namiarowy. Podczas ograniczonej widzialności marynarz pełniący służbę „na oku”
powinien znajdować się w części przedniej statku - zazwyczaj na dziobie ( ibidem k. 60-61 ).
Wachta na
m/v LADY ELENA była 3 osobowa: oficer wachtowy ( starszy oficer ), starszy marynarz i kadet - ci dwaj pełnili służbę
„na oku”. Skład wachty nie był więc nieprawidłowy.
Jak wynika z
relacji członków wachty m/v LADY ELENA - w momencie zauważenia jachtu - kadet
znajdował się na lewym skrzydle mostka, zaś starszy marynarz wewnątrz pomieszczenia
mostka, po stronie lewej burty statku. A zatem co najmniej w tym momencie obaj
pełniący służbę „na oku” marynarze prowadzili obserwację tylko z lewej burty -
brak jest jednak danych co do faktycznego umiejscowienia obserwatorów w okresie
wcześniejszym, ani co do celu, dla którego przed wykryciem jachtu, prawa burta
została opuszczona - i na jak długo.
Brak dowodów
przeciwnych czyni koniecznym założenie prawidłowości i racjonalności
postępowania m/v LADY ELENA w tym zakresie, zwłaszcza, że statek wcześniej
prawidłowo wykrył i zinterpretował działania trawlera, unikając nadmiernego z
nim zbliżenia.
Przyczyna zatem
tego, że jachtu nie zobaczono wcześniej, mimo ewentualnego prowadzenia przez
m/v LADY ELENA prawidłowej obserwacji wzrokowej, tkwić mogła po stronie jachtu.
Jak wskazano uprzednio, co najmniej prawdopodobnym jest, że jacht - z
nieznanych przyczyn - mógł nie pokazywać w tym czasie świateł burtowych. W
takiej sytuacji (zważywszy, że jacht
zbliżał się do gazowca w aspekcie, w którym winno być widoczne dla statku
właśnie światło burtowe jachtu ) m/v LADY ELENA pozbawiona byłaby realnej
możliwości także wzrokowego wykrycia jachtu - statek nie mógłby więc stosować w
odniesieniu do jachtu zasad prawa drogi: tak dotyczących pierwszeństwa jak i
działań w celu uniknięcia zderzenia przewidzianych w prawidle 8 m.p.z.z.m.
Generalnie bowiem zasady owe mają zastosowanie do statków wzajemnie widocznych
- wzrokowo ( prawidło 3k m.p.z.z.m.).
Kwestii
braku świateł burtowych jachtu ( faktu, że
ich nie pokazywano ) dostępne dowody nie przesądzają jednak w sposób
niewątpliwy.
O ile zatem
przyjąć, że s/y BIESZCZADY niosły jednak oświetlenie nawigacyjne przewidziane w
Części C ( Światła i znaki ) m.p.z.z.m,
w szczególności zaś w prawidle 25, to przyczyna, dla której statek o napędzie mechanicznym
(m/v LADY ELENA) nie podjął w porę działań w celu ustąpienia drogi jachtowi pod
żaglami ( s/y BIESZCZADY) leżałaby ( co
najmniej w znacznej części - patrz uwagi co do możliwości wykrycia radarowego
) po stronie m/v LADY ELENA nie prowadzącej w takim razie prawidłowo ( skutecznie ) podstawowego wymaganego
rodzaju obserwacji t.j. obserwacji wzrokowej.
*
Statek
uprzywilejowany (w tym wypadku jacht)
nie jest ograniczony w swej aktywności w sytuacji gdy, na skutek bierności
statku obowiązanego do ustąpienia drogi, znajdzie się tak blisko, że nie można
uniknąć zderzenia tylko przez działanie statku ustępującego z drogi - wówczas
powinien on podjąć takie działanie, które najlepiej przyczyni się do uniknięcia
zderzenia ( Prawidło 17b ). Nie są jasne
przyczyny, dla których s/y BIESZCZADY zaniechały owych działań we właściwym
czasie. Jacht nie usiłował zasygnalizować swej obecności czy zwrócić uwagi
statku na swą obecność w jego pobliżu ( brak
prób nawiązania łączności, zwiększenia swej widzialności przez podświetlenie
żagli itp. ), co najmniej też nie wykonał w stosownej odległości możliwego
wówczas manewru odpowiedniej zmiany swego kursu.
W ocenie
Izby Morskiej, mało prawdopodobnym ( aczkolwiek
- z braku dowodów - nie niemożliwym do wykluczenia ) jest, by zaniechanie
przez jacht prób uniknięcia nadmiernego zbliżenia wynikało z nieprowadzenia w
tym czasie obserwacji, szczególnie, że na pokładzie, poza sternikiem,
znajdowały się jeszcze 2 osoby, w tym doświadczony, wysokiej klasy żeglarz,
jakim był kapitan jednostki. Z zeznań ocalałej sternik wynika przy tym, że już
po wyjściu na pokład, kapitan rozpoczął obserwowanie akwenu. Niezrozumiałym
byłoby późniejsze zaniechanie tej podstawowej dla bezpieczeństwa czynności.
Dostępne w
sprawie dowody nie uzasadniają też w stopniu zadowalającym hipotezy, że jacht
szedł na zderzenie z m/v LADY ELENA mylnie biorąc jego światła masztowe za
światło rufowe. W szczególności, takiego wniosku nie uzasadniają wyjaśnienia
zainteresowanej M.Kądzielewskiej, że w trakcie ostatniego zwrotu kapitan
polecił jej obrać kurs w kierunku na białe światło ( „oświetloną bryłę”, „rufę”
), widoczne także dla sterniczki w tym czasie ( „przez moment”) przed dziobem. Jak wynika bowiem z tych wyjaśnień,
zobaczyła ona owo światło bezpośrednio przed wydaniem przez kapitana komendy -
a już chwilę później odwróciwszy się w przeciwnym kierunku, zobaczyła
światła burtowe gazowca, a zatem „białe światło” przed dziobem nie mogło być
światłem gazowca. Polecając obranie kursu na to światło kapitan nie mógł zatem
wskazać kursu na prowadzący ostatecznie w stronę gazowca - komenda ta padła już
bowiem „pod dziobem” statku. Białe
światło, o którym mówi zainteresowana ( określająca
też to, co widziała wtedy - w nocy, tylko przez moment i do tego tuż po oderwaniu
wzroku od oświetlonego kompasu - jako oświetloną bryłę ) prawdopodobnie
było oświetleniem widocznego z oddali m/v BRIAN KENT.
W odniesieniu
do prób odtworzenia przyczyn działań jachtu, podstawowym założeniem musiało być
przyjęcie, że działania te podejmowano racjonalnie i zgodnie z zasadami dobrej
praktyki morskiej. To powoduje, że należało uznać, iż bardziej prawdopodobną
przyczyną, dla której jacht (co najmniej
w porę) nie podjął działań w celu
uniknięcia własnym manewrem (czy
sygnałami) staranowania przez gazowiec mogła być błędna ocena wzajemnej
odległości jednostek - wynikająca, być może, z faktu przegłębienia m/v LADY
ELENA na rufę, powodującego, że widok białych świateł masztowych statku w
takiej sytuacji mógł wprowadzać w błąd co do oceny odległości.
Skoro jednak
motywy manewrów s/y BIESZCZADY nie są znane jedynemu ocalałemu członkowi
załogi, wskazane wyżej oceny, co do przyczyn działań jachtu., pozostaną jedynie
hipotezami.
Próbując
odtworzyć przebieg wydarzeń i ustalić przyczyny wypadku, Izba nie podzieliła
zatem, odmiennych w tym zakresie ocen biegłych Akademii Morskiej w Gdyni.
Pomijając argumenty przedstawione w uzasadnieniu orzeczenia Izby Morskiej z
dnia 20.09.2001 r. wskazać należy, na podniesiony także przez Delegata Ministra
Gospodarki Morskiej fakt, iż biegli nie dysponowali danymi co do miejsca
położenia wraku s/y BIESZCZADY. Nie mogli więc uwzględnić implikacji z tego płynących
w swej rekonstrukcji wydarzeń.
W ocenie
Izby Morskiej, próba rekonstrukcji wydarzeń na podstawie analizy uzyskanych
dowodów nie wymagała zaś wiedzy specjalnej przekraczającej wiedzę członków
składu rozpoznającego sprawę ( art. 193 §
1 kpk w zw. z art. 20 uoim ). Dlatego, zważywszy na treść art. 34 uoim
( Izba morska rozstrzyga
samodzielnie wszelkie zagadnienia wynikające w toku postępowania ), ponownie
rozpoznając sprawę nie prowadzono dowodu z opinii innych biegłych na
przedmiotową okoliczność.
Izba Morska,
dochodząc do omawianych w uzasadnieniu wniosków co do przyczyn wypadku, zważyła,
że wnioski te w licznych kwestiach nie pokrywają się z konkluzjami organu dochodzeniowego
państwa bandery m/v LADY ELENA oraz analizy przeprowadzonej za zlecenie
armatora gazowca. Wynikało to przede wszystkim z tego, że dysponowano
obszerniejszym materiałem dowodowym, pozwalającym na szerszą weryfikację i
krytyczną analizę dostępnych relacji ( organ
państwa bandery nie dysponował np. złożonymi w charakterze świadka zeznaniami
J.Mossela, zapisami późniejszych wyjaśnień zainteresowanej, czy uzyskaną w
sprawie opinią radarową. Z kolei kpt. Stephen Tierney dysponował jedynie nielicznymi
dokumentami wskazaniami przez niego we wstępie do Analizy - w szczególności, zapisem wyjaśnień ocalałej żeglarki, w których
na skutek omyłki ta błędnie relacjonowała kursy jachtu, a na tych wyjaśnieniach
autor oparł zaś swe rozważania ).
Izba Morska
nie podzieliła też części zarzutów formułowanych w toku postępowania przez
strony.
W związku z
tym odnosząc się do artykułowanych w postępowaniu negatywnych ocen manewrów m/t BRIAN KENT oraz stwierdzenia zawartego w Raporcie
państwa bandery m/v LADY ELENA, że szyper trawlera: „który obserwował jacht
płynący kursem na zderzenie z m/v LADY ELENA, nie ostrzegł ani jachtu, ani
statku” zważyć należy, że z zeznań świadka J. Mossela i pisemnych relacji
składanych w jego imieniu, nie wynika by z m/t BRIAN KENT obserwowano jacht
płynący kursem na zderzenie z m/v LADY ELENA. Szyper, jak twierdzi, jednorazowo
zlokalizował coś, co mogło być obiektem, a jak się dopiero później okazało, był
to właśnie jacht BIESZCZADY.
Mówiąc o
zlokalizowaniu „jachtu” (na radarze, w
postaci słabego echa i wzrokowo w postaci słabego światła) świadek czynił
to po wypadku, po tym, gdy dowiedział się już, że obiekt, który wtedy widział,
był faktycznie polskim jachtem.
Jak wynika z
zeznań świadka, w momencie dokonywania obserwacji nie był w stanie
zidentyfikować, czy to co widzi na radarze jest echem rzeczywistego obiektu. Obserwacja
wzrokowa także nie doprowadziła do rozwiania wątpliwości, bowiem widział tylko
coś, co wyglądało dla niego jak słabe światełko latarki, a równie dobrze mogło
to być odbicie czegoś ( refleks ) od
fal.
Gdyby szyper
J.Mossel istotnie wiedział, że zaobserwowany przez niego niezidentyfikowany
obiekt w rzeczywistości jest trudnym do wykrycia (i to obiektywnie, a nie tylko
dla niego) statkiem, zasady dobrej praktyki morskiej wymagałyby
przynajmniej ostrzeżenia m/v LADY ELENA, że na akwenie porusza się taka
jednostka.
Zaniechanie
takiego działania byłoby jednak nie tyle czynnikiem sprawczym wypadku, co
niepodjęciem działań mogących ewentualnie przyczynić się do uniknięcia wypadku.
Pomijając
polemikę z argumentami, że to manewry trawlera, sprzeczne z prawem drogi, wymusiły
na statku i jachcie takie zmiany kursów, które doprowadziły do zderzenia ( - tak
manewru jachtu nie oceniała wachta na
m/v LADY ELENA, a s/y BIESZCZADY nie
były widzialne dla trawlera ) to nawet przyjęcie takiej oceny nie zmieniałoby
konstatacji, że jacht i statek, po bezpiecznym minięciu trawlera winny i
obiektywnie mogły, podjąć dalsze działania - tym razem w celu uniknięcia
niebezpiecznego wzajemnego zbliżenia. Manewry m/t BRIAN KENT mogą więc pozostawać
w związku z wypadkiem
( być elementem łańcucha zdarzeń zakończonych
kolizją, podobnie jak wszystkie inne
zdarzenia od chwili wyjścia jednostek w morze ), lecz związek ten nie jest
związkiem przyczynowo-skutkowym - wypadek nie był bowiem bezpośrednim skutkiem
manewrów trawlera gdyż po minięciu gazowca obydwie jednostki miały jeszcze, co
do zasady, możliwość bezpiecznego minięcia się.
*
Odnosząc się
do podnoszonego w sprawie zarzutu, że wachta na m/v LADY ELENA była
nieprawidłowo zorganizowana ( uzasadnianego
treścią prawidła 24 Rozdziału V Konwencji SOLAS i 15 Kodu STCW - Rozdział VIII
Sekcja A-VIII/2 część 3-1 ) wskazać należy, że po minięciu trawlera na gazowcu
włączono autopilota. Zgodnie z prawidłem 24 ust. 2 Rozdziału V Konwencji SOLAS,
w przypadku używania autopilota, w niebezpiecznych sytuacjach nawigacyjnych
oficer wachtowy powinien mieć do dyspozycji wykwalifikowanego sternika,
bezzwłocznie gotowego do przejęcia sterowania. Osobą taką był starszy marynarz.
Skład wachty nie był więc, co do zasady, nieprawidłowy.
Co do organizacji
wachty wskazać należy, że przywoływane w zarzutach prawidło 15 Kodu STCW ( Rozdział VIII Sekcja A-VIII/2 część 3-1
- tekst polski Dz.U. z 1984 r. Nr 39
poz. 201 z późn. zm. ) nie stanowi o niedopuszczalności łączenia funkcji
oficera nawigacyjnego i sternika, lecz o zasadzie rozdzielenia obowiązków
obserwatora i sternika ( Obowiązki
obserwatora i sternika są oddzielne i sternik nie powinien przeprowadzać obserwacji
wzrokowej podczas sterowania, z wyjątkiem małych statków, na których z pozycji
sternika roztacza się niezakłócony, panoramiczny widok, który nie jest
zakłócony ani warunkami nocnymi, ani innymi przeszkodami (... ) ).
Z pewnością,
względy bezpieczeństwa żeglugi przemawiają za tym by oficer wachtowy, o ile to
możliwe ( patrz np. prawidło 35.2 Kodu STCW ) nie wykonywał
jednocześnie funkcji sternika ( patrz
prawidło 35.1 Kodu STCW ) - szczególnie w niebezpiecznych sytuacjach
nawigacyjnych. Wniosek ten poprzeć można analizą prawidła 24 Konwencji SOLAS, czy
chociażby prawidła 26 Kodu STCW stanowiącego, że oficer kierujący wachtą nie może mieć zlecanych obowiązków ani ich
podejmować, jeśli zakłócałyby one bezpieczną nawigację statku. Odmiennie
jednak należy potraktować sytuację w odniesieniu do fazy manewrów ostatniej
chwili - w której to wyłącznie ocenie kierującego wachtą poddana jest kwestia,
czy skuteczniejsze będzie niezwłoczne wykonanie manewru osobiście, czy też wydawanie
komend sternikowi. Niekiedy ( np. w
przypadku używania autopilota ) gdy zachodzi nagła i niespodziewana
potrzeba manewru, a kierujący wachtą znajduje się najbliżej urządzenia
sterowego, ta okoliczność może okazać się decydująca. Nie bez znaczenia będzie
w takiej sytuacji także ocena bieżącej kondycji psychofizycznej pozostałych
członków wachty i ich zachowania w sytuacji kryzysowej.
Faktyczne
więc wykonanie manewrów urządzeniem sterowym przez samego oficera wachtowego
m/v LADY ELENA ( po zobaczeniu jachtu
) nie uzasadnia jeszcze twierdzenia o nieprawidłowej organizacji wachty na
statku - a już szczególnie w kontekście winy za spowodowanie wypadku. Nie bez
znaczenia jest też i to, że stojący za sterem oficer widział nadal obiekt, który
usiłował ominąć ( a tak - w świetle
relacji B.Garii - było w momencie jego pracy sterem).
*
W związku z
przedstawionymi wyżej ocenami Izba Morska doszła do wniosku, że przyczyną
wypadku było niepodjęcie przez statek i jacht działań w celu uniknięcia
nadmiernego zbliżenia ( ustąpienie drogi
przez m/v LADY ELENA., zmiana kursu przez jacht. po stwierdzeniu bierności
gazowca). To z kolei doprowadziło do
tego, że jednostki znalazły się w sytuacji, w której już tylko manewry
ostatniej chwili mogły ewentualnie doprowadzić do uniknięcia kolizji. Manewry
te podjęto jednak bez powodzenia.
Przyczynami,
dla których m/v LADY ELENA nie podjął działań w celu uniknięcia nadmiernego
zbliżenia mogły być:
- niewątpliwie
wysoce ograniczona możliwość wykrycia jachtu przez radar ( wymagająca dla zlokalizowania przez obserwatora prowadzenia stałej obserwacji
radarowej ) oraz jednocześnie, prawdopodobnie:
- albo
bardzo ograniczona (ostatecznie jacht
wykryto wzrokowo) możliwość
wzrokowego wykrycia s/y BIESZCZADY z powodu braku właściwego oświetlenia
nawigacyjnego jachtu ( brak świateł
burtowych lub ich niewłaściwe parametry jasności np. na skutek spadku napięcia
),
- albo ( przy
przyjęciu, że s/y BIESZCZADY jednak pokazywały jednak prawidłowo światła
burtowe ) prowadzenie przez m/v LADY ELENA niewłaściwej obserwacji
wzrokowej.
Najbardziej prawdopodobnymi,
w ocenie Izby Morskiej, przyczynami dla których jacht nie podjął w odpowiednim
momencie działań w celu uniknięcia nadmiernego zbliżenia z m/v LADY ELENA
natomiast mogły być:
- albo
prowadzenie niewłaściwej obserwacji wzrokowej, skutkujące niewykryciem m/v LADY ELENA na czas ( brak wiedzy o zbliżaniu się statku )
albo
- błędna
ocena wzajemnej odległości, skutkująca brakiem świadomość ( lub spóźnioną świadomością )
konieczności niezwłocznego przeciwdziałania nadmiernemu zbliżaniu się ( zwrócenie uwagi, manewry ).
W ocenie
Izby Morskiej z samej istoty „manewrów ostatniej chwili” wynika natomiast
bardzo wysokie ryzyko ich niepowodzenia – stąd, przy wykonywaniu ich w dobrej
wierze, jeżeli nie dojdzie do uniknięcia kolizji, nie sposób mówić o winie
którejkolwiek z jednostek współmanewrujących. Podkreślenia wymaga okoliczność, że
decyzje - w tej fazie - muszą zapadać szybko, podejmowane są tylko na podstawie
szczątkowych informacji ( bo nie popartych
już np. ustalaniem zmiany namiaru ), niosących wysokie ryzyko błędu oraz na
podstawie li tylko przewidywań co do manewru drugiej jednostki. Nierzadko zatem
może dojść nawet do takiej sytuacji, w
której właśnie gdyby nie wykonano któregoś z manewrów, to do kolizji
ostatecznie by nie doszło.
Trudno
czynić starszemu oficerowi na m/v LADY ELENA zarzut, że po otrzymaniu od kadeta
meldunku o obiekcie przed dziobem jeszcze sam weryfikował tę informację własną
obserwacją wzrokową - skoro kadet meldował o zarysie sylwetki czy cieniu żagla,
a zarówno kadet jak i starszy marynarz nie potrafili wtedy ocenić odległości od
tego obiektu.
Jacht
znajdował się już wówczas w niewielkim, bo kilkukablowym oddaleniu od statku, a
od wypadku dzieliło go, co najwyżej, kilka minut ( czas potrzebny na wyjście na skrzydło mostka, odnalezienie w ciemności obiektu
za pomocą lornetki, powrót do steru, rozpoczęcie manewru zwrotu w lewo i
ewentualnie po ok. 60 sek. - zwrotu w prawo ).
Analizując
zachowanie wachty m/v LADY ELENA w tym czasie, nie zapominając o oczywistej w tych okolicznościach kwestii, że
marynarze działali w wielkim stresie i pośpiechu, nie można jednak nie zauważyć
faktu, że statek, podejmując próbę uniknięcia uderzenia w jacht, nie zastosował
się do reguły wyrażonej w prawidle 34 m.p.z.z.m.
nakazującej dźwiękowe sygnalizowanie wykonywanych manewrów ( o takiej sygnalizacji nie mówią ani
członkowie wachty m/v LADY ELENA. ani ocalała żeglarka ). Jeśli zaś prawdziwą
miałaby być wersja, że z pokładu jachtu zobaczono statek dopiero wówczas, gdy
był on już fazie zwrotu w prawo, to zasygnalizowanie wcześniej wykonywanego
zwrotu w lewo mogłoby zwrócić uwagę żeglarzy na statek i zwiększyć szanse na
uniknięcie kolizji. Nie sposób jednak stanowczo stwierdzić, że nadanie sygnału
skutkowałoby uniknięciem wypadku - toteż jego braku nie można było poczytać za
współprzyczynę wypadku.
Niedopuszczalnym
w sprawie okazało się – już co do samej zasady - jakiekolwiek orzekanie o winie
jednostek czy osób za spowodowanie wypadku - skoro przyczyny tego wypadku nie
dało się jednoznacznie ustalić ( art. 36
ust. 1 pkt 5 ustawy z dnia 1 grudnia 1961 r. o izbach morskich Dz.U. z 1961 r. Nr 58, poz. 320 z późn. zm. - zwana dalej uoim ).
Ponadto,
wypadku nie przeżyli pozostali ( poza
zainteresowaną ) członkowie załogi jachtu, w tym jego kapitan, który nie
mógł bronić w sprawie swego dobrego imienia. Nie sposób było skonfrontować
dostępnych relacji z jego relacjami - a to, być może, doprowadziłoby do
odrzucenia hipotez dlań krzywdzących.
Z drugiej
strony, powodowało to, że brak było obiektywnych podstaw do niebudzącego
wątpliwości potwierdzenia lub wykluczenia wersji zdarzeń prezentowanej przez
ocalałą żeglarkę, to jest wersji, że na pokładzie w krytycznym czasie nie była
sama. W ocenie Izby, co najmniej brak jest rzetelnych dowodów na to, że relacja
zainteresowanej miała nie odpowiadać prawdzie. W takiej natomiast sytuacji
możliwym byłoby, co najwyżej, zarzucenie jej, jako oficerowi wachtowemu,
jedynie uchybienia przy obejmowaniu wachty, polegającego na zaniechaniu
sprawdzenia prawidłowości oświetlenia nawigacyjnego - i to tylko w sytuacji,
gdyby rzeczywiście po wyjściu na pokład nie zarejestrowała wzrokowo poświaty w
sektorze dziobowym jachtu świadczącej o paleniu się lampy. Brak dostępnej informacji
co do tego czy jacht rzeczywiście nie palił wtedy świateł burtowych, względnie,
czy później nie uległy one ewentualnej awarii i tak nie pozwalałby na
sformułowanie w tym zakresie jakichkolwiek dalej idących ocen.
V. Działania po wypadku
W toku
postępowania wyrażono oceny o sprawnym i profesjonalnym prowadzeniu akcji
ratowniczej przez duńskie służby. Opinie te Izba Morska podziela.
*
1.
Natomiast, należy wyrazić surową ocenę w odniesieniu do zachowania się statku w
okresie bezpośrednio po wypadku.
Obowiązek
ratowania życia ludzkiego na morzu jest nie tylko podstawowym obowiązkiem
moralnym - wynika też z przepisów prawa morza. Zgodnie z artykułem 11 Konwencji
brukselskiej z dnia 23 września 1910 r. o ujednostajnieniu niektórych przepisów
dotyczących niesienia pomocy i ratownictwa morskiego ( tekst polski - Dz.U. z 1938 r. Nr 101, poz.
672 ) każdy kapitan jest obowiązany
przyjść z pomocą każdej osobie, nawet wrogiej, znajdującej się na morzu w
niebezpieczeństwie życia, jeżeli może to uczynić bez poważnego niebezpieczeństwa
dla swego statku, swojej załogi, swych pasażerów. Właściciel statku nie jest
odpowiedzialny z tytułu naruszeń poprzedniego postanowienia.
Podobnie
też, choćby w myśl artykułu 10 ust. 1 i 3 Konwencji z dnia 28 kwietnia
1989 r. o ratownictwie morskim (
tekst polski - Dz.U. z 2006 r. Nr 207, poz. 1523 ) każdy kapitan jest obowiązany, tak dalece, jak to możliwe, bez
narażania na poważne niebezpieczeństwo swego statku i znajdujących się na nim
osób, do udzielenia pomocy każdej osobie zagrożonej zaginięciem na morzu.
Armator statku nie ponosi
odpowiedzialności za naruszenie przez kapitana obowiązku określonego w ustępie
1.
Jednoznacznie
zatem - i to skrajnie negatywnie - ocenić należy zachowanie m/v LADY ELENA. po
wypadku, to jest zaniechanie natychmiastowego powrotu na miejsce
kolizji, celem ewentualnego niesienia pomocy ludziom. Co prawda, w chwili
wypadku kapitana jednostki nie było na mostku, a przybył tam - wezwany -
dopiero po kilku minutach i zdarzenie znał tylko z relacji. Mógł mieć zatem wątpliwości
co do okoliczności zdarzenia, w dodatku pogłębione dostrzeżeniem białego
światła, uznanego przez niego za światło rufowe jednostki, z którą kolizję
podejrzewano - lecz nie mając absolutnej pewności, że do wypadku nie doszło ( a członkowie wachty - jak wynika z
oświadczeń - sądzili, że jednak kolizja miała miejsce ), w sytuacji, gdy w grę
wchodziło ludzkie życie, kapitan obowiązany był do zarządzenia natychmiastowego
powrotu na miejsce, celem ewentualnego podjęcia akcji ratowniczej lub
upewnienia się, że do kolizji na pewno nie doszło.
Nie sposób
dziś stwierdzić, czy powrót taki przyczyniłby się ostatecznie do uratowania
kogokolwiek więcej, lecz w niczym nie zmienia to jednoznacznej oceny o niedopuszczalnym
zachowaniu się m/v LADY ELENA.
*
2. Odnośnie
pozostałych elementów działań gazowca po wypadku odnotować należy, że dowody
zgromadzone w postępowaniu co najmniej nie przeczą relacji o tym, że po
powzięciu podejrzenia kolizji statek zawrócił celem obserwacji (niczego jednak nie zobaczono), a zwrotem
tym mógł być, jak już wspomniano we wcześniejszej części uzasadnienia,
uwidoczniony na kursogramie zwrot z okolic godz. 0529. Podobnie, zapis w
arkuszu raportu z akcji ratowniczej o meldunku duńskiego statku CLARIA, że ok.
03.15 czasu lokalnego słyszano statek wywołujący
jacht żaglowy na częstotliwości VHF kanał 16, potwierdzać może relację o
próbach nawiązania przez m/v LADY ELENA łączności z jednostką potencjalnie
uczestniczącą w kolizji.
Dane z
raportu z akcji ratowniczej nie stanowią dowodu przeciwnego wersji, że m/v LADY
ELENA także ( tak jak uczynił to trawler
) meldował stacji brzegowej o zobaczeniu czerwonej rakiety – prawdopodobnie w raporcie
odnotowano jedynie pierwszy, inicjujący akcję, meldunek (ten ze strony m/t BRIAN KENT.), ale już nie następne, dotyczące
takiego samego zgłoszenia.
VI. Wymagania dotyczące wyposażenia
jachtu BIESZCZADY w reflektor radarowy
1. Oczywistym
okazało się, że jedną z istotnych okoliczności mających wpływ na zaistnienie
wypadku były niedostatki reflektora radarowego zainstalowanego na jachcie,
powodujące, że w praktyce nie spełniał on funkcji zapewnienia bezpieczeństwa
żeglugi.
W ocenie
Urzędu Morskiego w Gdyni, zobowiązanym do normatywnego określenia parametrów
technicznych reflektorów radarowych stanowiących wyposażenie jachtów morskich
był wówczas PRS, który czynił to w latach wcześniejszych. Odmienną ocenę
prezentował klasyfikator - wskazując administrację morską jako zobowiązanego de jure do określenia wiążących w tym
zakresie reguł.
Izba Morska
zważyła, że z dniem 24.01.1988 r. ( § 50 pkt 7 rozporządzenia Ministra-Kierownika
Urzędu Gospodarki Morskiej z dnia 14 października 1987 r. w sprawie bezpieczeństwie
żeglugi statków morskich Dz.U. z 1987 r. Nr 32, poz. 171 z późn. zm. ) utraciło moc, odnoszące się także do jachtów ( brak wyłączenia ), rozporządzenie Ministra Handlu Zagranicznego i
Gospodarki Morskiej z dnia 23 lutego 1976 r. w sprawie reflektorów radarowych
na statkach morskich ( Dz.U. z 1976 r. Nr
11, poz. 65 ) stanowiące między innymi, że:
- wszystkie polskie statki morskie o pojemności
brutto mniejszej niż 200 ton rejestrowych z wyjątkiem jednostek pływających marynarki
wojennej, wojsk ochrony pogranicza i Milicji Obywatelskiej, należy wyposażyć w reflektory radarowe
zapewniające w trudnych warunkach hydrometeorologicznych możliwość obserwacji
tych statków za pomocą radaru ( § 1
ust. 1 ),
- wymagania w zakresie konstrukcji reflektorów radarowych, o których mowa
w § 1, określi polska instytucja klasyfikacyjna, działająca pod nazwą „Polski
Rejestr Statków” ( § 3 ) oraz,
- urzędy morskie określają wymagania w zakresie instalowania reflektorów
radarowych na statkach morskich, objętych wydawanymi przez te urzędy przepisami
o technicznym bezpieczeństwie statków ( §
5 ust. 2 ).
Natomiast przepisy
rozporządzenia z dnia 14 października 1987 r. w sprawie bezpieczeństwa żeglugi
statków morskich jak i kolejnego (obowiązującego
w dacie wypadku) rozporządzenia Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z
dnia 2 września 1997 r. w sprawie bezpieczeństwa żeglugi statków morskich i
bezpieczeństwa życia na morzu (Dz.U. z 1997
r. Nr 132, poz. 879 z późn. zm.), zastępujące rozporządzenie z 1976r. zawierające
regulacje co do reflektorów radarowych, nie miały już zastosowania do morskich
statków sportowych ( § 2 ust. 2 obydwu kolejnych rozporządzeń
).
Co do
zasady, kompetencje do określenia wymagań technicznego stanu bezpieczeństwa
morskich statków sportowych ( tak w dacie
wypadku jak i wcześniej - to jest w dacie wystawiania świadectw i
przeprowadzania inspekcji poprzedzających rejs ) zastrzeżono dla organów
administracji morskiej ( urzędów morskich
) - co jednoznacznie wynikało z normy § 6 ust. 2 rozporządzenia Ministra Żeglugi z dnia 12 lipca 1968 r. w sprawie bezpieczeństwa morskich statków
sportowych ( Dz.U. z 1968 r. Nr 30 poz. 202 z późn. zm.). Przepis ten stanowił, że
w odniesieniu
do statków motorowych o mocy silników poniżej
Jacht
BIESZCZADY jako żaglowy statek sportowy o całkowitej długości poniżej
Wniosek
powyższy koresponduje przy tym :
- z
jednej strony, z normami art. 42 ust. 2 pkt. 1 i 47 ust. 1 ustawy z dnia 21 marca
1991 r. o obszarach morskich
Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej ( Dz.U. z
1991 r. Nr 32, poz. 131 z późn. zm. - wersja w
brzmieniu obowiązującym w 2000 r. ), z których wynikało, że sprawy bezpieczeństwa
żeglugi morskiej należą do kompetencji organów administracji morskiej zaś Dyrektorzy
Urzędów Morskich wydają przepisy prawne na podstawie upoważnień udzielonych im
w ustawach;
- z
drugiej strony, z normą § 7 ust. 1 w zw. z § 2 ust. 1 pkt 2
obowiązującego wówczas rozporządzenia Ministra Transportu i Gospodarki
Morskiej z dnia 2 września 1997 r. w sprawie bezpieczeństwa żeglugi statków
morskich i bezpieczeństwa życia na morzu (Dz.U. z 1997 r. Nr 132, poz. 879 z późn. zm.), z których wynika, że
do statków sportowych nie miała zastosowania generalna zasada, że w zakresie
technicznego stanu bezpieczeństwa statku uznaje się za obowiązujące przepisy
techniczne wydawane przez PRS.
W dacie tragicznego rejsu i okresie poprzedzającym de jure nie obowiązywał żaden przepis
prawa powszechnie obowiązującego, precyzujący
minimalne parametry reflektora radarowego
na morskim statku sportowym. Normy takiej nie zawierały bowiem przepisy powołanego wyżej rozporządzenia Ministra Żeglugi z dnia
12 lipca 1968 r. (zawierające delegacje
dla dyrektorów urzędów morskich do stanowienia przepisów) ani przepisy
prawa lokalnego stanowione przez organy administracji morskiej ( pomimo owej delegacji ).
Także
konwencja SOLAS - w brzmieniu obowiązującym w 2000 r. nie zawierała jeszcze
postanowień dotyczących obowiązku wyposażania jednostek w reflektory radarowe, tak
jak obecnie obowiązujące ( także w odniesieniu
do statków takich jak s/y BIESZCZADY)
prawidło V-19.2.26. Jacht BIESZCZADY nie był wówczas statkiem
konwencyjnym choćby w zakresie norm bezpieczeństwa.
Niedopuszczalnym
było (w świetle powołanej wyżej normy § 6
ust. 2 rozporządzenia Ministra Żeglugi z
dnia 12 lipca 1968 r. w sprawie
bezpieczeństwa morskich statków) dalsze upoważnianie przez Dyrektora UM do stanowienia przepisów, czy odsyłanie
do stanowionych przez PRS przepisów w zakresie wymogów wyposażenia. Zatem
wyłącznie charakter zaleceń ( bez formalnej
możliwości ich egzekwowania ) posiadały w tej sytuacji (i tak zostały określone ) normy
załącznika „Wyposażenie ruchome” do sformułowanych przez PRS Przepisów Klasyfikacji i
Budowy Jachtów Morskich (Część III Wyposażenie i stateczność), a więc także pkt. 2.7 stanowiący : „Zaleca się, aby
jacht był wyposażony w reflektor radarowy”. Taki też charakter miały, zawarte w
Części III „Środki sygnałowe” Pozaklasyfikacyjnych Przepisów Wyposażenia
Statków Morskich (odesłanie do tych
przepisów zawarto w pkt. 2.8 wspomnianych
zaleceń), wymagania ( pkt 3.6 ):
reflektory radarowe powinny być tak wykonane, aby ekwiwalentna powierzchnia
odbicia odniesienia do częstotliwości 9,3 GHz
(długość
fali 3,2 cm) mogła być wykryta przy użyciu zwykłego radaru nawigacyjnego w
granicach kręgu 360°. Ekwiwalentna powierzchnia odbicia powinna wynosić
W karcie
bezpieczeństwa jachtu widnieje wpis „reflektor
radarowy”. W myśl § 31 ust. 2 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 12
września 1997 r. w sprawie uprawiania
żeglarstwa ( Dz.U. z 1997 r. Nr 112, poz. 729 ) każdy jacht żaglowy i motorowy
powinien być wyposażony w środki ratunkowe lub asekuracyjne oraz środki
przeciwpożarowe, zgodnie z wpisem w dokumencie rejestracyjnym lub w karcie
bezpieczeństwa jachtu, wydanymi zgodnie z odrębnymi przepisami. Przepis ten
obowiązywał do dnia 1.12.2005 r. ( uchylenie
pośrednie na mocy art. 1 pkt 22 i art. 5 ust. 4 ustawy z
15.04.2005 r. o zmianie ustawy o kulturze fizycznej oraz ustawy o żegludze
śródlądowej ).
Armator s/y
BIESZCZADY obowiązany był wyposażyć jacht w reflektor radarowy, obowiązek ten
był słuszny z punktu widzenia dobrej praktyki morskiej i zasad bezpieczeństwa
żeglugi na morzu. Z powodu braku szczegółowych przepisów określających w sposób
wiążący minimalne parametry techniczne reflektora radarowego na morskich
statkach sportowych, inspektorzy PRS i UM nie mieli natomiast formalnych podstaw
do domagania się, aby jacht BIESZCZADY był wyposażony w inny, niż faktycznie
zamontowany, reflektor radarowy i w związku z tym odmowy wystawienia dokumentów
bezpieczeństwa jednostki.
*
2. W tej
sytuacji należało uznać, że winną dopuszczenia do żeglugi jachtu wyposażonego w
reflektor radarowy, de facto, nie
spełniającego wymogów bezpieczeństwa ( nie
zapewniający realnego zwiększenia możliwości wykrycia jednostki przez radar
) była administracja morska, która skutecznie nie określiła wymogów
technicznych reflektorów radarowych na morskich statkach sportowych. Obowiązek
ten wynikał z przywołanej już wyżej normy § 6 ust. 2 rozporządzenia Ministra Żeglugi z dnia 12 lipca 1968 r. w sprawie bezpieczeństwa morskich statków oraz,
co najmniej ( w sytuacji gdy
administracji morskiej wiadomym było, że PRS odstąpił od wcześniejszej praktyki
formułowania kategorycznych przepisów w zakresie wyposażenia ruchomego jachtów
i robił to już tylko w formie zaleceń
) z przepisów ustawy o
obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej
określających, że sprawy bezpieczeństwa żeglugi morskiej, w tym, stanowienie
norm prawnych w tym zakresie, należą do kompetencji organów administracji
morskiej ( powołane już wyżej art. 42
ust. 2 pkt. 1 i 47 ust. 1 ustawy ).
VII. Zważywszy to wszystko, Izba Morska
w Gdańsku orzekła, że:
I.
Przyczyną zdarzenia m/v LADY ELENA z s/y BIESZCZADYw dniu 10
września 2000r. ok. godz. 0526 na pozycji ok φ=56°36,4’N i λ=007°29,7’E
przy wietrze W ok. 5B, stanie morza 4 i bardzo dobrej widzialności, było
niepowodzenie manewrów ostatniej chwili, które to manewry spowodowane zostały
wcześniejszym brakiem działań jednostek w celu uniknięcia nadmiernego
zbliżenia,
II.
Prawdopodobnymi przyczynami nadmiernego zbliżenia się m/v LADY
ELENA i s/y BIESZCZADY mogły być:
a)
po stronie s/y BIESZCZADY:
1.
prowadzenie niewłaściwej obserwacji skutkującej:
- brakiem
świadomości zbliżania się m/v LADY ELENA lub
- błędną
oceną wzajemnej odległości i nie podjęciem w związku z tym działań w celu zasygnalizowania
statkowi swojej obecności i statusu oraz zwrócenia uwagi w sytuacji, gdy miał
wątpliwości, czy statek podejmie wystarczające działanie w celu uniknięcia zderzenia,
2.ograniczona
możliwość wykrycia jachtu BIESZCZADY wynikająca:
- z
wyposażenia jachtu w reflektor radarowy nie dający echa zapewniającego
odpowiednią możliwość wykrycia jednostki, a nadto
- mogąca
dodatkowo wynikać z ewentualnego niepalenia się świateł burtowych lub palenia
się ich z niedostateczną jasnością
b) po
stronie m/v LADY ELENA brak świadomości zbliżania się do s/y BIESZCZADY
wynikający z:
1. wysoce
ograniczonej możliwości wykrycia jachtu nie niosącego oświetlenia burtowego lub
niosącego oświetlenie palące się z niedostateczna jasnością, a nadto
wyposażonego w reflektor radarowy nie dający echa zapewniającego odpowiednią
możliwość wykrycia jednostki lub
2.
prowadzenie niewłaściwej obserwacji wzrokowej skutkującej niewykryciem
prawidłowo oświetlonego jachtu przy jednoczesnej ograniczonej możliwości
wykrycia jachtu przez radar
III. m/v LADY ELENA po
zderzeniu zachował się wysoce niewłaściwie, dlatego, że nie podjął niezwłocznie
manewru powrotu na miejsce wypadku
IV. Urząd Morski w Gdyni
dopuścił do żeglugi jacht wyposażony w reflektor radarowy, który nie spełniał
wymogów bezpieczeństwa żeglugi statków morskich i bezpieczeństwa życia na
morzu.
VIII. Od powyższego orzeczenia odwołania
wnieśli: kpt.ż.w. Marek Błuś, działający w imieniu zainteresowanych: Marka
Makowskiego oraz Elżbiety i Zygmunta Romaniuków, zainteresowana Marianna Bogusz
oraz pełnomocnik Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni:
1.
Kpt.ż.w. Marek Błuś, wniósł o zmianę zaskarżonego orzeczenia w
pkt.pkt.I i II i przyjęcie, że przyczyną kolizji m/v LADY ELENA i s/y BIESZCZADY
było zawinione, nieprawidłowe wykonanie manewru ustąpienia z drogi przez m/v
LADY ELENA, polegające na przerwaniu manewru prawidłowego i zastąpieniu go
manewrem tworzącym nową sytuację kolizyjną, względnie o przekazanie sprawy do
ponownego rozpoznania Izbie Morskiej I instancji. Odwołujący się zarzucił orzeczeniu:
a)
obrazę przepisów postępowania, która mogła mieć wpływ na treść
orzeczenia przez zaniechanie rekonstrukcji przedmiotowej kolizji i tym samym,
zaniechanie przedstawienia i zbadania kolejnych, wzajemnych relacji między statkami,
tzn. odległości między nimi oraz wzajemnych manewrów i aspektów w
poszczególnych fazach sytuacji kolizyjnych.
b)
błędną wykładnię przepisów Konwencji o zapobieganiu zdarzeniom na
morzu (COLREG), Konwencji o wyszkoleniu, certyfikacji i pełnieniu wacht (STCW)
oraz Konwencji o bezpieczeństwie życia ludzkiego na morzu (SOLAS) przez
uznanie, że:
- przepisy
prawidła 17 COLREG dotyczyły w jednakowym stopniu obu statków uczestniczących w
kolizji, i że oba wykonały manewr ostatniej chwili lub były do wykonania takiego
manewru zobowiązane,
- przepisy
kodeksu STCW (m.in. rozdział VIII, sekcja A-VIII/2) i przepisy konwencji SOLAS
(rozdział V, prawidło 24) wzięte w całości, nie powinny być interpretowane jako
zakaz sterowania statkiem przez oficera wachtowego, w okolicznościach
przedmiotowej kolizji.
Odwołanie
wskazuje, że Izba Morska I instancji wspominając w uzasadnieniu orzeczenia o rekonstrukcji
lub „próbie rekonstrukcji” kolizji nie przedstawiła jej ani w formie opisowej
ani w formie graficznej, w związku z czym, nie wiadomo, czy jej dokonała. Izba
nie zweryfikowała różnych hipotez przebiegu wypadku i nie wyeliminowała tych
najmniej prawdopodobnych, a nawet zasugerowała swego rodzaju „równość”
wszystkich hipotez. Tymczasem, dopiero rekonstrukcja przebiegu kolizji może być
podstawą analizy zachowań zainteresowanych i subsumcji ich działań przez
pryzmat przepisów Konwencji COLREG.
Tymczasem,
Izba Morska w wyniku analizy kursogramu i ustalenia czasu kolizji przyjęła, że
do uderzenia jachtu doszło zapewne podczas zwrotu statku w prawo. To powinno implikować
dalsze ustalenia co do kursów i odległości pomiędzy statkami, we wcześniejszych
fazach rozwoju sytuacji kolizyjnej. Tym samym, orzeczenie oparto na ustaleniu tylko
jednej ujawnionej okoliczności, t.j. na fakcie nadmiernego zbliżenia. Z braku prawidłowych
ustaleń, subsumcja Izby Morskiej jest błędna, gdyż przypisuje obu statkom
jednakowe obowiązki, wynikające z prawidła 17 m.p.z.z.m, podczas, gdy prawidło
to, w żadnej fazie zdarzenia, nie regulowało postępowania m/v LADY ELENA. A
zatem, statek ten nie był obowiązany do wykonania manewru „ostatniej chwili”. W
sentencji orzeczenia pominięto kwestię, w jaki sposób statek ustępował z drogi
jachtowi, a w uzasadnieniu orzeczenia nie rozważano, czy pierwszy zwrot statku
w lewo, jeżeli był manewrem antykolizyjnym, był prawidłowy i czy był skuteczny.
Gdyby zaś ustalono, że manewr ten był nieskuteczny (co wydaje się wysoce
prawdopodobne) to należało rozważyć, jak powinien postąpić statek w kolejnej
fazie. W barku takiej analizy, w pkt I sentencji orzeczenia nieprawidłowo przypisano
obu jednostkom brak działań w celu uniknięcia nadmiernego zbliżenia i podjęcie
nieskutecznych działań ostatniej chwili, chociaż tylko s/y BIESZCZADY były
statkiem uprzywilejowanym. Ponadto, na podstawie dowodów nie można ustalić, czy
ostatni zwrot jachtu przez sztag był w zamiarze kapitana L. Łuczaka zwrotem
podjętym na zasadzie prawidła 17 ust.a) pkt ii) m.p.z.z.m.
Ponadto,
pełnomocnik skarżących zarzucił dokonanie przez Izbę Morską I instancji nieprawidłowej
wykładni przepisów konwencyjnych, dotyczących obowiązków oficera wachtowego w
zakresie kierowania wachtą nawigacyjną i sterowania statkiem i wewnętrzną sprzeczność
rozważań izby w tym zakresie przez przywołanie – z jednej strony - prawidła 26 Kodeksu STCW stanowiącego o
niełączeniu jednocześnie funkcji oficera wachtowego z funkcją sternika - z
drugiej zaś – że w fazie manewrów „ostatniej chwili”, których m/v LADY ELENA
nie wykonywała, oficer wachtowy może odrzucić wiążące go ograniczenia i podjąć
obowiązki sternika.
Odwołanie
zarzuca także, że Izba Morska przyjmując tezę o tym, iż: „stojąc za sterem
oficer nadal widział obiekt, który usiłował ominąć” nie uwzględnia, że „widzieć”
nie jest tożsame z „obserwowaniem” w rozumieniu Konwencji COLREG, gdyż nie
obejmuje ono oceny i interpretacji zachodzących zdarzeń, która jest niezbędną
m.in. do wypełniania obowiązku kontroli skuteczności działań antykolizyjnych,
nałożonych przez prawidło 8 ust.2 zd.drugie
m.p.z.z.m. W tym przypadku, oficer wachtowy podjął decyzje o przerwaniu
(najprawdopodobniej prawidłowego) manewru ustąpienia zwrotem w lewo i wykonał
zwrot w prawo, prowadzący do kolizji. Nie prowadził więc obserwacji w
rozumieniu Konwencji COLREG, ani kontroli wykonanego poprzednio manewru
antykolizyjnego. A zatem, związek przyczynowy pomiędzy nieprawidłowym
zachowaniem oficera wachtowego a kolizją jest, co najmniej, prawdopodobny.
2.
Zainteresowana Marianna Bogusz, wnosząc o zmianę zaskarżonego orzeczenia
przez przyjęcie, że oprócz przyczyn wskazanych w tym orzeczeniu, do wypadku przyczyniła
się pełniąca wachtę w chwili zderzenia Małgorzata Kądzielewska, względnie, o
uchylenie zaskarżonego orzeczenia w całości i przekazanie sprawy do ponownego
rozpoznania, zarzuciła orzeczeniu obrazę przepisów postępowania t.j. art. 2§2 kpk i art. 7 k.p.k poprzez
pominięcie ustalenia przyczynienia się do wypadku M. Kądzielewskiej, na skutek
jej działań i zaniechań jako II - go oficera pełniącego wachtę.
W uzasadnieniu
odwołania zarzucono, że orzeczenie nie odniosło się do winy osób, które
spowodowały wypadek, że całkowicie pomija niewątpliwe przyczynienie się M.
Kądzielewskiej do spowodowania katastrofy, w której zginęło 7 żeglarzy. Skarżąca
zarzuciła M. Kądzielewskiej, że jest niewiarygodna w swoich wyjaśnieniach, gdyż
jest w nich zbyt wiele sprzeczności, zasłaniania się niepamięcią czy mylenia
kolejnych manewrów. Zdaniem skarżącej, żeglarka stara przedstawić siebie w jak
najlepszym świetle, sugerując pomyłkę kapitana i wskazując, że wachtę pełnił
kapitan, a nie ona sama i to on decydował o przeprowadzanych manewrach, a tym
czasem wątpliwe jest, czy kapitan w ogóle przyszedł na wachtę, o czym może
świadczyć ubiór, kiedy odnaleziono jego ciało. Odwołanie stwierdza, iż w
trakcie postępowania powstało wiele niejasności, które Izba Morska pominęła w
swoim orzeczeniu, w szczególności, nie zostało wyjaśnione, jakie były ostatnie
manewry wykonywane przez tę żeglarkę i czy wykonywała je jako osoba pełniąc
wachtę, czy też realizowała je na polecenie kapitana. M. Kądzielewska nie potrafiła
ocenić, gdzie kto stał w czasie wachty i jakie podejmował czynności. Takie
chaotyczne i nieskładne wyjaśnienia nie mogą stanowić podstawy orzekania.
Skarżąca podkreślała,
że M. Kądzielewska, wiedząc o wcześniejszych, poważnych problemach jachtu z
instalacją elektryczną o godz. 04.00 przejmując wachtę od poprzednika, zawierzyła
bezkrytycznie jego informacjom o tym, że światła się palą i świateł tych nie
sprawdziła. Z niewiadomych powodów nie poleciła załogantowi R. Makowskiemu
skontrolowania tych świateł wtedy, kiedy, jak twierdzi, wachtę z nimi trzymał
kapitan. Odnosząc się do obserwacji, która z pokładu jachtu prowadziła M.
Kądzielewska skarżąca wskazała na fakt, ze żeglarka w tym czasie nosiła okulary
korygujące jej krótkowzroczność -1,75 dioptrii, że okularów tych nigdy nie zdejmowała,
a lornetka, którą wręczył jej kapitan, nie była ustawiona odpowiednio do
okularów. Nadto wskazała, że żeglarka będąc zajęta rumplem (sterowaniem) nie
miała możliwości jej odpowiedniego dostrojenia. W konsekwencji można przyjąć, że
obserwacja była krótka, obraz, jaki widziała, mógł być na tyle nieostry, że błędnie
oceniła światła jednostki, a nawet odległość do niej, tym bardziej, że jak
wynika z jej wyjaśnień, ma ona duże problemy z oceną przestrzeni. Tego rodzaju
błąd w obserwacjach nie może przytrafić się żeglarzowi, który pełniąc wachtę, odpowiada
za życie innych ludzi.
W konsekwencji
skarżąca podkreśliła, że żeglarka M. Kądzielewska zaniedbała swoje obowiązki i
w ten sposób, niewątpliwie, przyczyniła się do tragicznej śmierci 7 osób.
Tymczasem, wystarczyło dbać o dobre oświetlenie, a w razie niepewności co do
kursów i typu jednostek pływających w pobliżu, można było nawiązać z nimi
łączność drogą radiową, ustalić pozycje, kursy i manewry. To wszystko mogła i
powinna była wykonać M. Kądzielewska, ale nie zrobiła tego.
3. Pełnomocnik
Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, wnosząc o zmianę zaskarżonego orzeczenia
przez wykreślenie z jego treści pkt IV względnie, o uchylenie zaskarżonego
orzeczenia w tym punkcie i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania,
zarzucił orzeczeniu naruszenie prawa materialnego t.j. art. 42 ust. 2 pkt 1 i
art. 47 ust.1 ustawy z dnia 21.03.1991r o obszarach morskich RP i administracji
morskiej (Dz.U. Nr 32 poz. 131 z późn.
zmian.) oraz § 6 ust. 2 rozp. Ministra Żeglugi z dn. 12.07.1968r. (Dz.U. Nr 30
poz. 202 z późn. zmian.) poprzez przyjęcie, że „Urząd Morski w Gdyni dopuścił
do żeglugi jacht wyposażony w reflektor radarowy, który nie spełnił wymogów
bezpieczeństwa żeglugi statków morskich i bezpieczeństwa życia na morzu”
W
uzasadnieniu odwołania skarżący wskazując na ten fragment uzasadnienia
orzeczenia Izby Morskiej I instancji, w którym to krytycznie oceniono działania
administracji morskiej w realizacji obowiazku określonego w przepisie §6 ust. 2
przywołanego wyżej rozporządzenia, podniósł, że stanowisko Izby Morskiej I
instancji w tym zakresie jest błędne i narusza przepisy przywołanej wyżej ustawy.
Jednocześnie wskazano, że po wejściu w życie ustawy z dn. 21.03.1991r. o
obszarach morskich RP i administracji morskiej, podstawą do wydania przez
Dyrektora Urzędu Morskiego przepisów regulujących kwestie, o których mowa w
art. 42 ust.2 tejże ustawy byłoby zawarte w ustawie upoważnienie do wydania
przepisu prawa w konkretnej sprawie. Przywołana ustawa nie udzieliła dyrektorom
urzędów morskich upoważnienia do wydawania aktów prawnych w formie zarządzeń
regulujących kwestie z zakresu bezpieczeństwa żeglugi morskiej. Nadto, żadna z
innych ustaw wydanych w okresie od marca 1991r. do września 2000r. takiego
upoważnienia ustawowego nie udzieliła. Wydanie aktu prawnego - bez upoważnienia
ustawowego - skutkuje nieważnością aktu wydanego przez organ administracji
morskiej i może rzutować na odpowiedzialność dyrektora. W uzasadnieniu
odwołania podniesiono także, że Izba Morska w Gdańsku przyjmując, iż Urząd
Morski w Gdyni dopuścił do żeglugi jacht wyposażony w reflektor radarowy, który
nie spełniał wymogów bezpieczeństwa żeglugi statków morskich, nie wskazała
jednocześnie, jakich to wymogów bezpieczeństwa reflektor ten nie spełniał.
Wskazano, ze to administracja rządowa nie doprowadziła do takiej sytuacji, w
której to parlament uchwaliłby ustawę, w której to expressis verbis znalazłyby
się przepisy upoważniające Dyrektora Urzędu Morskiego do wydania zarządzenia.
Wskazano
także na błędne – zdaniem skarżącego - sformułowanie, które znalazło się w
uzasadnieniu orzeczenia mówiące np. o „normie” art. 42 ust. 2 pkt 1 i art. 47 ust. 1 ustawy, podczas, gdy
jednostka redakcyjną tekstu ustawy (lub podobnego aktu) w sensie gramatycznym
jest zdanie, zwane w tym przypadku przepisem prawidłowym (artykuł, paragraf czy
ustęp). Zazwyczaj jest tak, ze na podstawie kilku przepisów, czasami umieszczonych
w zupełnie różnych ustawach, odtwarza się jakąś obowiązującą normę prawną, a
także odwrotnie, w jednym przepisie zawarte są elementy potrzebne dla
odtworzenia wielu obowiązujących w danym systemie norm prawnych.
4. W
odpowiedzi na odwołanie zainteresowanych, adw. Roman Olszewski działający jako
pełnomocnik firmy EXMAR N.V. będącej armatorem m/v LADY ELENA wniósł o oddalenie wniesionych
odwołań i o utrzymanie zaskarżonego orzeczenia w mocy.
W
uzasadnieniu odpowiedzi podniesiono, że zarzuty odwołań Urzędu Morskiego w
Gdyni oraz zainteresowanych M. Makowskiego i małżonków E i R. Romaniuków nie są
trafne, a orzeczenie Izby Morskiej I instancji jest prawidłowe. Jednocześnie
podzielono argumentację oraz zarzuty odwołania wniesionego przez zainteresowaną
M. Bogusz, wskazując na rażące zaniedbania pełniącej funkcję II of. na s/y
BIESZCZADY M. Kądzielewskiej.
Odnosząc się
do odwołania zainteresowanych: M. Makowskiego oraz małżonków E. i R . Romaniuk
wskazano na niekonsekwencje ich stanowiska, gdzie z jednej strony domagano się
uznania winy m/v LADY ELENA za spowodowanie katastrofy z drugiej zaś, o
stwierdzenie niezdatności jachtu do żeglugi jak i orzeczenia wobec ster.jacht. M.
Kądzielewskiej sankcji pozbawienia prawa pełnienia funkcji oficerskich na jachtach.
Oceniając
przestrzeganie przez poszczególne statki reguł ruchu statków na morzu wskazano,
że w tym przypadku, w stosunku do m/v LADY ELENA nie mogło mieć zastosowania
prawidło 17 Konwencji COLREG, gdyż Rozdział III tejże konwencji, w którym
zamieszczono m.in. to prawidło, reguluje zachowanie się statków wzajemnie widocznych.
Tymczasem, z materiału dowodowego wynika, że wzajemnie widoczne wobec siebie
były tylko trawler BRIAN KENT i m/v LADY ELENA (które dostosowały się do prawideł
tej konwencji) natomiast jachtu z obydwu jednostek nie widziano, a przez to,
nie był on obserwowany. Udowodnione zostało, że jacht nie przestrzegał żadnego z
prawideł Konwencji COLREG (jak chociażby 34 oraz 25 lit. b)c)), które – gdyby
je przestrzegano – pozwalałyby na uniknięcie jakiegokolwiek wypadku. Z tych
względów, wywody tychże zainteresowanych są niekonsekwentne i nielogiczne. Skoro
bowiem z m/v LADY ELENA nie widziano jachtu tzn., że go nie obserwowano, a tym
samym, statek nie mógł „ustępować z drogi s/y BIESZCZADY”
W odpowiedzi
na odwołanie pełnomocnik armatora także uważa, że domaganie się od Izby
Morskiej rekonstrukcji wydarzeń jest chybione, ponieważ w danym stanie rzeczy
nie jest to możliwe i jakkolwiek nie wszystkie ustalenia izby armator podziela,
to jednakowoż, wobec wielu wątpliwości orzeczenie nie narusza prawa.
Przyczyną
kolizji była niezdatność jachtu do żeglugi (wina armatora –ZHP) i zaniedbania
oficera wachtowego oraz – być może – kpt. Lecha Łuczaka. Żadnego wpływu na
uratowanie żeglarzy nie miała okoliczność nieznacznego opóźnienia powrotu m/v
LADY ELENA na miejsce zdarzenia o czym świadczą protokoły sekcji zwłok
żeglarzy. Kapitan statku nie miał świadomości zaistnienia wypadku do czasu
dostrzeżenia czerwonej flary, gdyż widziane wcześniej białe światło uznano za
światło jachtu, co, jak później się okazało, było błędem, gdyż było ono światłem
pochodzącym od koła ratunkowego.
*
IX. 1. Odwoławcza Izba Morska w toku
przewodu odwoławczego uzupełniła materiał dowodowy w postaci ksero pisma z dnia
z dnia 6.11.1979r. sygn. DM-II-BŻ- 8110/17/79 wystawionego przez ówczesnego
z-cę dyrektora Departamentu Morskiego Ministerstwa Handlu Zagranicznego i
Gospodarki Morskiej, adresowanego do dyrektorów wszystkich urzędów morskich,
klasyfikatora – Polskiego Rejestru Statków oraz Polskiego Związku Żeglarskiego,
w którym to poinformowano adresatów pisma, że z dniem 2.11.1979r.- wiceminister
handlu zagranicznego i gospodarki morskiej wyraził zgodę na przejęcie przez PRS
całości spraw nadzoru technicznego nad wszystkimi morskimi statkami sportowymi
, który określony jest w rozdziale 2 rozporządzenia Ministra Żeglugi z dn.
12.07.1968r.w sprawie bezpieczeństwa statków sportowych (Dz.U. Nr 30 z 1968r.,
poz. 202) i w związku z tym: PRS obejmie nadzorem technicznym - oprócz
nadzorowanych dotychczas - statki sportowe nadzorowane przez urzędy morskie, a
nadto
- jako
jedynie obowiązujące należy uznać przepisy wydawane w tym zakresie przez PRS
(lub przez PRS uznane).
2. W
końcowych wystąpieniach:
a)
Pełnomocnik Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni adw. M. Kanawka, podtrzymując
zarzuty odwołania i wnosząc o usunięcie z treści orzeczenia pkt IV, wskazał
jednocześnie na pewną praktykę „stanowienia prawa” funkcjonującą we
wcześniejszych latach, jeszcze przed zmianami ustrojowymi państwa, kiedy to
kierownik resortu lub urzędu centralnego wydawał decyzje lub polecenia „zastępujące”
akty prawa,
b)
Pełnomocnik zainteresowanych: M. Makowskiego oraz małżonków E. i Z. Romaniuk,
kpt.ż.w. M. Błuś podtrzymując zarzuty i wnioski odwołania wskazał jednocześnie,
że - w jego ocenie - Izba Morska w Gdańsku nie wypełniła wskazania zawartego w
orzeczeniu Odwoławczej Izby Morskiej, uchylającego pierwsze orzeczenie Izby
Morskiej I instancji, dotyczącego obowiązku ustalenia wzajemnego położenia
statków w oparciu o pełną i wnikliwą analizę materiału dowodowego. Pełnomocnik wskazał
także na te okoliczność, że w początkowej fazie zdarzenia, pomiędzy jachtem a
statkiem zaistniała sytuacja : „doganiajacy-doganiany”, kiedy obydwie jednostki
szły kursami rzędu 200°. W tej sprawie nie ma żadnych rozważań dot. prawnych
aspektów tej fazy zdarzenia. Całe to zdarzenie można opisać od strony
nautycznej i wówczas można dokonać jego oceny z punktu widzenia przestrzegania
przepisów konwencji COLREG tudzież, można ewentualnie rozważać kwestię
zawinienia lub przyczynienia się do wypadku.
c)
Zainteresowana Marianna Bogusz także podtrzymując zarzuty i wnioski odwołania wskazała
na to, że – w jej opinii – wypadek zawiniły osoby, które pełniły wachtę nawigacyjną
na obydwu jednostkach, a zwłaszcza na jachcie. Stwierdziła też, że jacht mógł
być słabo widoczny, ale żeby z jachtu nie dostrzec takiego statku, jeżeli na jachcie
prowadzona jest obserwacja, tego już zrozumieć nie można.
d) W
odpowiedzi na zarzuty odwołania, pełnomocnik z urzędu ster. jacht M.
Kadzielewskiej adw. A. Meszczyński przychylił się do zarzutu odwołania
kpt..ż.w. M. Błusia wskazującego na to, ze celem postępowania powinno być
zrekonstruowanie przebiegu wypadku, czym Izba Morska, rozpatrując sprawę po raz
drugi, już się nie zajęła, zwracając uwagę generalnie na zagadnienia możliwości
wykrycia jachtu za pomocą radaru. Odnosząc się do odwołania zainteresowanej M.
Bogusz wniósł o nieuwzględnienie zarzutów tego odwołania.
e) W odpowiedzi
na zarzuty odwołań, pełnomocnik armatora m/v LADY ELENA, adw. R.Olszewski także
podtrzymał oceny i wywody zawarte w pisemnej odpowiedzi na odwołania
zainteresowanych, wskazując przy tym na błędy popełnione przez pełniącą wachtę
sternik M. Kądzielewską.
f) Z-ca Delegata Ministra Infrastruktury, kpt. jachtowy Bohdan Prusinkiewicz w obszernym
wystąpieniu ustosunkował się do zarzutów wszystkich trzech odwołań, podkreślając
przy tym, ze zarówno na statku jak i na jachcie zadziałał element zaskoczenia w
sytuacji, gdy wachtowi na obydwu jednostkach w końcu dostrzegli statek
przeciwny tj. na jachcie – statek, a na statku – jacht.
Z-ca
Delegata Ministra krytycznie odniósł się do braku inicjatywy ze strony administracji
morskiej, która inspirowałaby właściwego resortowo ministra do wydania stosownych
przepisów regulujących zagadnienia związane z bezpieczeństwem żeglugi, a także
wskazał na - jego zdaniem - nadmierną liberalizację aktualnie obowiązujących
przepisów dotyczących wyposażenia jachtów w środki ratunkowe i sygnalizacyjne
oraz zwolnienia jachtów rekreacyjnych o
dług. całk. do 15m z obowiązku poddawania ich inspekcjom wstępnym i okresowym
oraz posiadania właściwego dokumentu bezpieczeństwa.
X. Odwoławcza Izba Morska, mając na
uwadze całość materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie i ustalony na jego
podstawie stan faktyczny, treść wywodów odwołań oraz stanowiska zarówno Z-cy
Delegata Ministra Infrastruktury jak i pełnomocników: armatora m/v LADY ELENA
oraz ster. jacht. M. Kądzielewskiej zważyła co następuje:
1. Co do zarzutów odwołania pełnomocnika zainteresowanych: p. Marka Makowskiego
oraz pp. Elżbiety i Zygmunta Romaniuk.
1) Zarzuty odwołania dotyczą zarówno ustaleń odnośnie przebiegu wypadku (a właściwie – zdaniem odwołania – ich
braku), jak również przedstawiają odmienną interpretację prawideł Konwencji:
COLREG-72, SOLAS-74 i STCW 78/95.
Mając na względzie treść
art. 43 ust.1 i 3 ustawy z dnia 1.12.1961r. o izbach morskich (Dz.U. Nr 58,
poz. 320 z późn. zmian., zwana dalej u.o.i.m.) stanowiącego, że Odwoławcza Izba
Morska orzeka na podstawie wyników przewodu w izbie morskiej pierwszej
instancji, a nadto, że nie jest związana wnioskami ani granicami odwołania,
zasadnym było rozpoznanie zarzutów tego odwołania w połączeniu z pogłębioną
analizą materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie, dotyczącą zarówno
okoliczności jak i przyczyn wypadku. Odwołanie podnosi, że zasadnicze znaczenie
dla rozstrzygnięcia o przyczynie wypadku miało przeprowadzenie (a przynajmniej próba
przeprowadzenia) rekonstrukcji przebiegu zdarzenia. W tym przypadku - co słusznie
podkreśliła Izba Morska w Gdańsku – możliwości dowodowe wyjaśnienia przebiegu, okoliczności
oraz przyczyn wypadku były w znaczący sposób ograniczone, a to przede wszystkim
z uwagi na śmierć kapitana jachtu Lecha Łuczaka oraz żeglarza Rafała Makowskiego.
W tej sytuacji dowodowej oczekiwanie, że możliwym będzie ustalenie np. kursów
jachtu w okresie ostatnich 20 min. poprzedzających wypadek, względnie powodów, które legły u podstaw
podjęcia takiej lub innej decyzji co do zmiany w tym czasie kursów, stanowią
postulat niemożliwy do zrealizowania.
Tym niemniej, analizując
powtórnie zabrany materiał dowodowy Odwoławcza Izba Morska doszła
do przekonania, że należy nieco skorygować czas wypadku i przyjąć, że miał on
miejsce ok. godz. 05 25 00, a więc, co najmniej o 1 minutę wcześniej w porównaniu do czasu,
który ustaliła Izba Morska w Gdańsku.
Podstawą do dokonania powyższej korekty były następujące
przesłanki:
7)
Jedyny obiektywny dowód, pozwalający na ustalenie manewrów m/v
LADY ELENA, to zapis taśmy
kursografu, z którego wynika, że zdecydowany zwrot w lewo, z dotychczasowego
kursu statku, idącego kursem 214°, rozpoczął się pomiędzy godz. 05.24.00 a
godz. 05.24.30 (należy podzielić ocenę Izby Morskiej w Gdańsku odnośnie
precyzji czasów, w których to zarejestrowano na kursografie poszczególne
manewry tj., że było to z dokładnością ok. 30 sek.).
8)
Powodem zmiany kursu było zaobserwowanie (przy użyciu lornetki) najpierw
przez kadeta T. Nirmita, stojącego na zewnątrz, na lewym skrzydle mostka,
następnie, przez st. mar. R.T. Granada stojącego także po lewej stronie ale
wewnątrz mostka, a w końcu, przez st. of. B. Garia, stojącego z prawej strony
od diametralnej statku, pomiędzy kołem sterowym a kolumną radaru, żagla
względnie zarysu żagla, przechodzącego blisko dziobu statku i przecinającego
jego kurs z lewej na prawą burtę. Wówczas to st. of. B. Garia podbiegł do
steru, wyłączył autopilota i upewniwszy się, że żagiel był widoczny już po
prawej burcie wykonał zdecydowany manewr wykładając ster „lewo na burtę” w celu:
„... odwrócenia naszego dziobu od statku przeciwnego. Dokładnie w chwili, kiedy
nasz statek poszedł
w lewo zobaczyłem,
że żagiel stał skośnie do góry, z czego wywnioskowałem,
że mógł nastąpić
kontakt między naszym statkiem a statkiem żaglowym, zmieniłem kurs naszego
statku o 90°..... i w między czasie poprosiłem a.b. (st. marynarz – przyp. OIM)
i kadeta, aby poszli do tyłu statku zobaczyć, czy coś będą mogli widzieć” (dowód:
zeznania k. 86-87). W kolejnych zeznaniach, złożonych w dniu
13.09.2000 r. przed organem dochodzeniowym w Hong-Kongu st. of. B. Garia te
okoliczności przedstawił w sposób następujący: „... ujrzałem cień żagla blisko
lewej burty dziobu. Natychmiast pospieszyłem do steru i zmieniłem na ręczny
(chodzi o zmianę sposobu sterowania z automatycznego na ręczny – przyp. OIM). W
tym momencie widziałem żagiel blisko prawej burty dziobu. Odbiłem mocno na lewą
burtę. Gdy dziób zaczął obrót na lewą burtę widziałem żagiel płynący blisko
naszego dziobu. W tym momencie widziałem żagiel stojący prosto. Po kilku
sekundach widziałem, jak żagiel się przechyla (w oryginale: After few second I
saw the sail tilting – dowód: k. 155 i tłumaczenie na k. 209).
9)
Z zapisu kursografu wynika, że pomiędzy godz. 05.25.00, a godz.
05.25.30 na gazowcu wykonano zwrot z kursu 174° (który to kurs osiągnął podczas
zwrotu na lewą burtę), tym razem
na prawa burtę,
po czym, pomiędzy
godz. 05.26.00 a godz. 05.26.30 statek doszedł do kursu 231°, by ponownie zmienić
kurs w lewo i dojść do kursu 216°, czyli prawie odpowiadającemu kursowi (214°)
z którego rozpoczęto gwałtowne manewry.
10)
Zegarek, który miał przy sobie zmarły żeglarz Rafał Makowski, zatrzymał
się na godz. 05.24. Nie można przejść do porządku dziennego nad tym faktem i relatywizować
ten dowód przez stwierdzenie, że nie ma pewności, czy zegarek ten zatrzymał się
w związku z kolizją. Wprost przeciwnie, dowód ten, w powiązaniu z przedstawionymi
wyżej zapisami kursografu, zeznaniem st. of. B. Garia oraz zapisem w dzienniku
okrętowym statku świadczy w przekonujący sposób o tym, że do zderzenia doszło pomiędzy godz. 0524.00 a 0525.00 tj. w
czasie, kiedy statek wykonywał
zwrot w lewo i to w początkowej jego fazie, a nie podczas zwrotu w prawo, jak
przyjęła Izba Morska I instancji.
Podstawą
takich ustaleń jest również uwzględnienie okoliczności, że wszyscy członkowie
wachty nawigacyjnej na statku relacjonowali zgodnie, że jacht, a właściwie jego
żagiel – (bo sylwetki kadłuba nie dostrzegli) zobaczyli w bardzo bliskiej
odległości i to tylko dzięki temu, że prowadzili obserwację przy pomocy
lornetki. Kadet T. Nirmit zeznał: „Ponieważ było ciemno, nie mogłem zauważyć
żagla gołym okiem. Musiałem użyć lornetki” (k 80). Nie sposób dokładnie ustalić
odległości w jakiej obydwie jednostki były oddalone od siebie w chwili, gdy
jacht został zauważony przez statek. Z relacji
M. Kądzielewskiej wynika, że na
jachcie także zauważono statek, ale działo się to wtedy, gdy był on już bardzo
blisko. M. Kądzielewska wyjaśniła, że: „...Zauważyłam, że dzieje się coś nie
tak, bo Pan Rafał Makowski wydał mi się bardzo przerażony sytuacją, która była za moimi plecami, więc
ja, siedząc na lewej burcie wstałam, trzymając rumpel i odwróciłam się, żeby
zobaczyć, co się dzieje. Zobaczyłam jednostkę, która płynie na nas w pewnej
odległości. Trudno mi powiedzieć w jakiej” (dowód: wyjaśnienia k.- 1522).
Oczywiście,
nie da się też ustalić, czy wzajemne dostrzeżenie się obydwu jednostek miało
miejsce w tym samym czasie, natomiast istnieją podstawy ku temu, aby uznać,
że do zderzenia
doszło podczas początkowej fazy zwrotu m/v LADY ELENA na lewą burtę. Pamiętać należy,
że przed rozpoczęciem zdecydowanego zwrotu „lewo na burtę”, gazowiec szedł z
prędkością 13 w (a nie 15 w, jak mylnie przyjęła Izba Morska I instancji - dowód: ksero zapisów dziennika okrętowego
k-185). Nadto, że st. of. B. Garia
zeznał, iż zwrot na lewą burtę rozpoczął wówczas, gdy: „... widziałem już
żagiel po stronie prawej burty naszego statku....
dałem w tym momencie, dla pewności,
ostro na lewą burtę” (k-86). W ciągu 1 minuty, to jest w okresie czasu, w jakim
gazowiec wykonywał zwrot na lewą burtę, przy ruchu prostoliniowym statek idący
z prędkością 13 w pokonałby dystans 402m. W tym przypadku, w ciągu tej 1 minuty
był to dystans mniejszy aniżeli 402m, bo podczas zdecydowanego zwrotu, prędkość
statku malała. Gdyby do zderzenia miało dojść w końcowej fazie zwrotu w lewo
lub - jak przyjęła to Izba Morska w Gdańsku – w fazie zwrotu w prawo, to
oznaczałoby, że dystans dzielący obydwie jednostki w chwili rozpoczęcia zwrotu
w lewo musiałby wynosić kilka kabli, a to już nie odpowiada ocenom o bardzo
bliskiej odległości dzielącej obydwie jednostki. Nadto, jeżeli gazowiec
rozpoczął zwrot w lewo w tym czasie, kiedy jacht widziano już przed dziobem po
prawej burcie statku, po czym, w ocenie wachtowych na statku, jacht ponownie
wykonał zwrot, oceniony przez nich nawet na 180°, kładąc się na kurs, tym razem
przecinający kurs statku z prawej na lewa burtę, to z uwagi na zdecydowane różnice
w prędkości obydwu jednostek - statek rozwijał 13 w, jacht będący po zwrocie przez sztag
zaledwie kilka w, m/v LADY
ELENA zdołałby „uciec” i pozostawić
jacht po prawej burcie.
Nie bez
znaczenia dla oceny, w której fazie zwrotu doszło do zderzenia są także
zeznania st. of. B. Garia, który podał,
że od momentu, kiedy kadet zauważył nieoświetlony obiekt po raz pierwszy, do
chwili, kiedy nieoświetlony obiekt przeszedł na prawą burtę (to wówczas
rozpoczął manewr zwrotu statku na lewą burtę), by nagle
zawrócić w stronę prawej burty, upłynęło ok. 45 sek. (dowód:
k 212 i k 219 akt V Ds 121/2000).
Z kolei, jak
się wydaje, gdyby na jachcie dostrzeżono gazowiec wtedy, gdy był on oddalony np. 4 lub więcej kabli, to z uwagi na różnice w
wielkości obydwu jednostek, a przede wszystkim różnice w ich zwrotności –
oczywiście na korzyść s/y BIESZCZADY – zapewne na jachcie podjęto by manewry w
celu uniknięcia zderzenia a nadto, sama reakcja na dostrzeżenie statku nie
byłaby taka, jak ją opisała M. Kądzielewska. Tym nie mniej, z uwagi na brak
dowodów w tym zakresie, prowadzenie dalszych rozważań, czy próbowano podjąć jakikolwiek
manewr dla uniknięcia zderzenia, czy też, nie panowano już nad sterami, byłoby
tylko spekulacjami, nie znajdującymi oparcia w materiale dowodowym. Dlatego też
pytanie o to, dlaczego jacht został uderzony w prawą burtę (opinia mechanoskopijna
biegłego) mimo, że wg zgodnych wyjaśnień M. Kądzielewskiej i zeznań wachtowych
na m/v LADY ELENA, wzajemne położenie statku i jachtu przed zderzeniem zdawałoby
się wskazywać na to, że jacht powinien zostać uderzony w lewą burtę, pozostaje
nadal otwarte i bez odpowiedzi.
Poszukiwanie
odpowiedzi na pytanie, jakimi kursami szedł jacht w ciągu ok. 20 min. poprzedzających
wypadek, również nie znajduje jednoznacznego rozwiązania. O ile bowiem można
uznać za wiarygodne wyjaśnienia M. Kądzielewskiej, że przed pierwszym zwrotem
przez sztag, s/y BIESZCZADY szły kursem KK=10° (wg zeznań szypra trawlera J.
Mossala, był to kurs KK= 20° - dowód k-201), to już po wykonaniu tego zwrotu
nie da się ustalić kursu jachtu nawet z takim przybliżeniem. Przyczyny takiego
stanu rzeczy są dwie:
Po pierwsze
– przez następne ok. 20 min. zarówno na gazowcu jak i na trawlerze nie
zaobserwowano śladu echa jachtu, mimo, że na obydwu jednostkach używano radaru
dla prowadzenia obserwacji, np. na m/v LADY ELENA ostatnia przed zderzeniem
kontrola akwenu przy użyciu radaru miała miejsce o godz. 05.18,
Po drugie – sterująca
M. Kądzielewska nie potrafiła określić w sposób jednoznaczny, jakim kursem
szedł jacht po pierwszym zwrocie: czy był to kurs ostrego baksztagu (czyli w
przedziale od ok. 135° do 180°) czy kurs pełnego beidewindu (czyli w przedziale
od 180° do 225°). Stąd przyjęcie założenia, że po zwrocie przez sztag, z kursu
KK=10°-20°, jacht szedł generalnie kursem południowym, jest w tej sytuacji jedynym
możliwym do zaakceptowania, podobnie jak hipoteza o tym, że najprawdopodobniej
ok. godz. 05.24 rozpoczął wykonywanie ponownego zwrotu przez sztag, by powrócić
na poprzedni kurs tj.: KK=10°-20° i w tym czasie na
m/v LADY ELENA dostrzeżono jacht (a właściwie jego żagiel) przechodzący
przed dziobem statku z lewej na prawą burtę. Należy podzielić w tym zakresie
stanowisko Izby Morskiej I instancji, że zbyt mała ilość informacji
pochodzących z jachtu, w dodatku niemożliwa do zweryfikowania zarówno dowodami pochodzącymi
ze statku jak i z trawlera rybackiego spowodowały, że bardziej dokładne
określenie wzajemnych relacji pomiędzy wszystkimi trzema jednostkami w
porównaniu do tego co zrobiła Izba Morska jest niemożliwe.
2. Co
do zastrzeżeń odnośnie interpretacji prawideł konwencji COLREG -72 i Konwencji STCW 78/95.
Analiza
materiału dowodowego oraz treści zarzutów odwołania prowadzą do wniosku, że
zarzuty te nie są pozbawione słuszności, przy czym, podstawą do takiej oceny
nie jest trafność argumentacji odwołania, lecz ocena materiału dowodowego
zebranego w sprawie. Na wstępie należy zauważyć, że prawidła Rozdziału II-go
Konwencji COLREG - 72 regulują zachowania się statków wzajemnie się widzących,
przy czym, definicja „wzajemnie widoczne” zawarta w prawidle 3 „k” m.p.z.z.m.
określa, że za „wzajemnie widoczne” należy uważać statki tylko wtedy, gdy jeden
statek może być obserwowany wzrokowo z drugiego statku. Należy przy tym podkreślić,
że chodzi tu o sytuację ,w której to statki widzą się wzajemnie wzrokowo, a nie
sytuację, w której obserwowane są ich echa na obrazach radarów, gdyż za pomocą
radarów można jedynie echa statków wykrywać, a nie widzieć.
Podstawowe
znaczenie dla rozważań poprawności działania wszystkich trzech statków jest odpowiedź
na pytanie, kiedy można mówić o tym, że statki widzą się wzajemnie? Czy tylko
wówczas, gdy panują, obiektywnie rzecz biorąc, takie warunki widzialności, że z
obydwu statków można dostrzec wzrokowo, względnie za pomocą lornetki (lunety)
statek przeciwny czy też, chodzi tu o sytuację, w której to rzeczywiście, a
więc w rezultacie poprawnie, odpowiadającej wymaganiom prawidła 5 m.p.z.z.m.
prowadzonej obserwacji statek przeciwny zostanie dostrzeżony. A zatem, jeżeli
nawet w dobrych warunkach widzialności statek przeciwny nie jest dostrzeżony
(widoczny) przez inny statek czy to na skutek źle prowadzonej obserwacji (a
czasem nawet z powodu jej braku, z uwagi np. na zaśnięcie na mostku czy w
sterówce nawigatora, odpowiedzialnego za bezpieczną nawigację statku – przykładem
takich zdarzeń są orzeczenia izb morskich w sprawach: WMS 86/2000, WMG 18/2000,
WMS 23/07, WMS 28/07) czy też, np. z powodu braku świateł nawigacyjnych w nocy,
na małej jednostce (np. łodzi rybackiej, kutrze czy jachcie żaglowym), czy można
wówczas także mówić o tym, ze statki widzą się wzajemnie i dla oceny
poprawności ich zachowania stosować reguły Rozdziału II-go Konwencji COLREG -72?
Na tak
postawione pytanie, odpowiedź musi brzmieć przecząco co oznacza, że jeżeli
nawigator lub obserwator („oko”) z jednego statku z jakiegokolwiek powodu nie
widzi wzrokowo statku przeciwnego, to wówczas nie można oceniać poprawności
zachowania się poszczególnych statków w oparciu o reguły prawideł 17 i 18
m.p.z.z.m., lecz na podstawie ogólnych
reguł postępowania t.j. na podst. postanowień Rozdziału I-go konwencji
COLREG-72, czyli prawideł: 5 (zasady obserwacji), 7 (ryzyko zderzenia), 8
(działanie w celu uniknięcia zderzenia)m.p.z.z.m. W tym przypadku, przy
założeniu, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że jacht nie
pokazywał świateł burtowych, natomiast białe światło rufowe było tak słabe, że
jego zasięg widzialności nie tylko, że nie spełniał wymogu określonego w
prawidle 22(b) m.p.z.z.m. (t.j. zasięg 2 Mm) ale kiedy z trawlera zostało zaobserwowane
w odległości ok. 300m tj. 1,5 kbl, nie zostało uznane za światło nawigacyjne, to
spowodowało, że jacht nie został dostrzeżony zarówno wtedy, kiedy szedł kursem
południowym jak i wówczas, gdy wykonywał drugi zwrot przez sztag, po
wcześniejszym przecięciu kursu przed dziobem m/v LADY ELENA.
W przypadku
małych statków żaglowych (jachtów) pewność wzajemnej widoczności statków, które
zbliżają się do siebie, ma podstawowe znaczenie dla ich bezpiecznego wyminięcia
się. Niewątpliwie w warunkach nocy, w dodatku bezksiężycowej, dużo trudniej i
dużo później można dostrzec jacht z dużego statku o napędzie mechanicznym i to
nawet wówczas, kiedy jacht niesie światła
zgodnie z przepisami, w porównaniu do
tego, jak i kiedy można z jachtu dostrzec tego rodzaju statek. Natomiast,
jeżeli jacht w ogóle nie niesie świateł, względnie są one słabe, dostrzeżenie jachtu
jest co najmniej bardzo utrudnione i powoduje po stronie statku niemożność podjęcia
zawczasu manewrów, o których mowa w prawidłach 17 i 18 m.p.z.z.m. W sytuacji
uzasadnionych wątpliwości co do pokazywania przez s/y BIESZCZADY świateł
znajduje racjonalne wytłumaczenie fakt, dlaczego wachta na m/v LADY ELENA tak
późno dostrzegła jacht, (właściwie jego żagle) mimo, że była pełniona w
obsadzie liczniejszej aniżeli wymaga tego dobra praktyka morska (oficer
kierujący wachtą nawigacyjną oraz marynarz- obserwator). Reakcja wachtowych
była prawidłowa, a decyzja st. of. B. Garia, po dokonaniu oceny co do kursu
jachtu, przecinającego kurs statku z lewej na prawą burtę jedynie słuszna tzn.
zdecydowany zwrot w lewo. Niestety, w tym momencie obydwie jednostki dzieliła zbyt
mała odległość, aby można było podjąć jakiekolwiek inne manewry. Można by rzec,
że w tym przypadku działanie st. oficera było zgodne z wręcz podręcznikowym
wzorcem zachowania się w takich przypadkach. W podręczniku kpt.ż.w. Aleksandra
Nowickiego „Wiedza o manewrowaniu statkami morskimi. Podstawy teorii i
praktyki”. (Wyd. Trademar - Gdynia 1999r.) autor pisze: „Do wypadku nagłego
spostrzeżenia niebezpieczeństwa na kursie i w niewielkiej odległości przed
dziobem może dojść pomimo prowadzenia starannej obserwacji. Przykładami w tej
mierze mogą być... spostrzeżenie w nocy nieoświetlonego statku...Prawidłowym
działaniem w takich przypadkach jest natychmiastowe wyłożenie steru w położenie
skrajne. Kierunek wychylenia zależy od okoliczności wypadku, takich jak:
obecność niebezpieczeństw nawigacyjnych, innych statków, położenie
wymijanego obiektu względem kursu, aktualnego wychylenia własnego steru (
str. 315). Dlatego też działania st. of. B. Garia należy uznać za prawidłowe, odpowiadające
także standardom poprawnego pełnienia wachty nawigacyjnej ujętym w Rozdziale
VIII – Część 2 Kodu konwencji STCW, a w tym, w pkt 29 stanowiącym, że gdy
zachodzi taka potrzeba, oficer kierujący wachtą bez wahania powinien użyć przyrządów
układu sterowego. Działanie to odpowiadało także wymogom prawidła 8 (a)(b)
m.p.z.z.m., przewidującego, że każde działanie podjęte w celu uniknięcia
zderzenia powinno być, jeżeli okoliczności na to pozwalają, zdecydowane, wykonane
wystarczająco wcześnie, z należytym uwzględnieniem zasad dobrej praktyki
morskiej. W tym przypadku, działanie st. oficera było zdecydowane, rozsądne i
wynikało z właściwej oceny sytuacji tj. obserwacji ruchu jachtu.
Odwoławcza
Izba Morska podziela ocenę Z-cy Delegata Ministra, że od chwili zauważenia
jachtu do zderzenia czas był liczony już nie w minutach, a w sekundach (st. of.
B. Garia ocenił ten czas na ok. 45 sek.). Z tego powodu nie można czynić
zarzutu oficerowi kierującemu wachtą, że osobiście wykonał manewr zwrotu na
lewą burtę, zamiast wydać stosowną komendę sternikowi (st. mar. R. T. Granada).
Wprawdzie prawidło 19(a)(b) Rozdziału V Konwencji SOLAS -72 ( wg numeracji
przepisów obowiązujących we wrześniu 2000r., a nie prawidła 24 ust.2, jak
przyjęła Izba Morska I instancji, gdyż ta numeracja w Rozdziale V Konwencji SOLAS
obowiązuje dopiero od 2002r, a więc po dacie wypadku) stanowiło, że w przypadku
żeglugi z włączonym autopilotem na obszarach o dużym natężeniu ruchu należy
zapewnić możliwość natychmiastowego przejęcia sterownia statkiem przez
człowieka i w takich okolicznościach oficer wachtowy powinien mieć bezzwłocznie
do dyspozycji wykwalifikowanego sternika, stale przygotowanego do przejęcia
steru, co zdawałoby się wskazywać na to, że manewr zwrotu powinien wykonać
sternik, ale jednocześnie w tym samym prawidle 19 oznaczonym lit. (c) jest
wskazówka, że przejście ze sterownia autopilotem na ręczne powinno być
przeprowadzone przez odpowiedniego oficera lub pod jego nadzorem. W tym
przypadku, konwencja odnosi się do zmiany sposobu sterownia statkiem w sytuacji
standardowej, gdy nie występuje nagłe zagrożenie wymagające podjęcia przez
oficera natychmiastowych działań, w czasie liczonym już nie w minutach, lecz w
sekundach. W sytuacji, jaka rozwijała się przed dziobem statku, po prostu nie
było czasu na zachowanie standardowej procedury, lecz reakcja musiała być
natychmiastowa i taka właśnie była. Nie można też zgodzić się z zarzutem,
jakoby st. oficer B.Garia, będąc zajęty wykonywaniem manewru zaniedbał
prowadzenia obserwacji. Wprost przeciwnie, to właśnie dzięki temu, że
obserwował czyli analizował i oceniał ruch jachtu, wykonał jedyny w tym
przypadku rozsądny manewr t.j. zwrot na lewą burtę. Nie mógł przewidzieć tego, że
na jachcie, właściwie aż do końcowych kilkudziesięciu sekund poprzedzających
zderzenie, statku nie zaobserwowano i że przystępując do wykonywania zwrotu
przez sztag na jachcie nie było świadomości tego, że z jego lewej burty, z
sektora rufowego, zbliża się statek. Nie mógł też przewidzieć tego, że jacht,
podczas wykonywania zwrotu, odpadnie prawie do fordewindu co na statku zostało
zaobserwowane i ocenione jako zwrot właściwie na kontrkurs i ponowne wchodzenie
przed dziób ale tym razem z prawej burty.
Okoliczności
towarzyszące zderzeniu świadczą o tym, że jakkolwiek brak jest podstaw do
twierdzenia, że na jachcie w ogóle zaniechano prowadzenia obserwacji, to jednakże
są przesłanki do uznania, że nie była ona prowadzona tak, jak wymaga tego prawidło
5 m.p.z.z.m. W szczególności, dotyczy to niedostrzeżenia świateł nawigacyjnych prawidłowo
oświetlonego statku, który pokazywał nie tylko 2 białe światła masztowe, o zasięgu
widzialności wynoszącym 6 Mm ale także światła burtowe (co przyznała nawet sama
ster. jacht. M. Kądzielewska), których zasięg widzialności wynosił 3 Mm.
Zważywszy na kurs statku pomiędzy godz. 05.00 a 05.24 mieszczący się w
przedziale 215°-217,5° - 214° oraz kurs jachtu, od godz. 05.05, może 05.10
generalnie prowadzący na południe, białe światła m/v LADY ELENA powinny być widoczne
już od ok. godz. 05.00, a więc od czasu, kiedy jacht szedł jeszcze kursem
KK=10°-20° i zbliżał się do trawlera m/t BRIAN KENT, natomiast zielone światło
burtowe gazowca przez kolejne kilkanaście minut, już po wykonaniu zwrotu na
południe (czas widoczności zielonego światła uzależniony od tego, z jaką prędkością
jacht szedł po zwrocie).
Tak więc,
jedyny logiczny wniosek, który nasuwa się w wyniku powyższych ustaleń to ocena,
że na jachcie nie dostrzeżono odpowiednio wcześnie, prawidłowo pokazywanych
przez statek świateł nawigacyjnych, tzn. na tyle wcześnie, że możliwe było np.
podjęcie działań, w celu zwrócenia uwagi na jacht np. przez oświetlenie żagli
latarką, włączenie świateł podsalingowych lub polegających na zmianie kursu na
nie prowadzący do nadmiernego zbliżenia, albo najlepiej, na obydwa te działania
jednocześnie. Nie można też całkowicie wykluczyć tego, że błędnie
zidentyfikowano światła nawigacyjne statku przeciwnego, uznając białe światło masztowe
za światło rufowe. W tym drugim przypadku popełnieniu omyłki mogło, ale tylko do
pewnego stopnia, sprzyjać nieznaczne przegłębienie statku na rufę, wynoszące 1
m, co z kolei mogło powodować dla obserwatora będącego na jachcie złudne
przekonanie o tym, że widzi jedno, białe światło. Przepisy regulujące
rozmieszczenie świateł masztowych stanowią, że pionowa odległość pomiędzy nimi
powinna być taka, aby w normalnych warunkach przegłębienia, tylne światło było
widoczne nad przednim światłem i oddzielnie od niego, z odległości 1000m (czyli
5,4 kbl) od dziobnicy, przy obserwacji z poziomu morza. Obserwacja z pokładu jachtu
była prowadzona z poziomu morza, tak
więc, nie da się całkowicie wykluczyć
tego, że obserwator który widział te światłą z odległości np. 1 Mm lub większej,
wziął je za jedno światło i nie dostrzegając zielonego światła burtowego, uznał
je za światło rufowe.
Omawiając
temat obserwacji należy pamiętać także o tym, że jednym z jej elementów jest
obserwacja słuchowa. W tym przypadku nie ma jakiegokolwiek dowodu, który świadczyłby
o tym, że na jachcie usłyszano odgłos pracującego silnika statku, zanim
dostrzeżono jego sylwetkę i światła. Jak się wydaje, słyszalność na jachcie z
odległości kilku kabli (i większej), pracującej siłowni statku mogła być ograniczona
nie tylko z uwagi na odgłosy pochodzące od uderzeń kadłuba o fale o wysokości dochodzącej
do ok. 2 m, ale także, ze względu na kierunek wiatru, który wiał z zachodu, gdy
tymczasem statek zbliżał się do jachtu z kierunku północnego wschodu. W takim
przypadku wiatr niósł dźwięk w kierunku odchodzącym od kursu, którym szedł
jacht. Gdyby do wypadku doszło na spokojnym morzu, w ciszy, spowodowanej
brakiem wiatru (zakładając, że jacht szedłby wówczas nadal na żaglach, a nie na
silniku), to wówczas rzeczywiście odgłos pracującej siłowni mógłby być słyszany
na jachcie z odległości co najmniej kilku kabli.
Nie można też z rozważań całkowicie wykluczyć i tej sytuacji, że
podczas prowadzenia jachtu zaniedbano prowadzenia obserwacji akwenu będącego za
jego rufą. Uwagi Z-cy Delegata Ministra, odnoszące się, do niestety dość powszechnego
nawyku wśród żeglarzy (i nie tylko wśród nich), obserwowania akwenu li tylko przed
dziobem i po obu burtach, a już zaniechania obserwacji tego, co dzieje się za
rufą jachtu, nie są pozbawione słuszności, tym bardziej, że są one poparte kilkudziesięcioletnim
doświadczeniem żeglarskim osoby, która te uwagi zgłosiła.
Jeżeli taka sytuacja miała miejsce na s/y BIESZCZADY, to
wyjaśniałoby w racjonalny sposób przyczyny, dla których przystąpiono do zwrotu
przez sztag wówczas, gdy jacht był już na południe od kursu, którym szedł
statek. Gdyby ten południowy kurs jachtu utrzymano, statek przeszedłby „czysto”
chociaż bardzo blisko, za rufą jachtu. Jak blisko ? Zważywszy na pozycję geograficzną katastrofy,
oraz zakładając, że jacht, gdyby szedł półwiatrem, rozwinął by prędkość najprawdopodobniej,
w granicach 5-6 w. (pamiętając, że przy kursie KK = 10-20º,
a więc ostrego baksztagu, szedł z prędkością ok. 7 w.), mając także na uwadze
hipotetyczny czas łagodnie wykonywanego zwrotu przez sztag wynoszący zapewne
poniżej 1 min. można przyjąć, że w ciągu ok. 3 minut (tj. czas jaki upłynął od
chwili, gdy jacht, idąc na południe, przeciął kurs statku, do chwili, kiedy
nastąpiło zderzenie) pokonałby dystans ok. 3 kbl. Przy kursie beidewindowym, a
więc, w sytuacji rozwijania mniejszej prędkości niż przy kursie półwiatrowym, ten dystans byłby jeszcze mniejszy.
Podsumowując powyższe rozważania Odwoławcza Izba Morska uznała
stanowisko Izby Morskiej I instancji i jej rozważania w przedmiocie
przestrzegania przez jacht i gazowiec prawidła
Natomiast w pełnym zakresie należało podzielić oceny i
stanowisko Izby Morskiej I instancji dotyczące prowadzenia obserwacji na m/v
LADY ELENA w tym, z wykorzystaniem radaru oraz uwagi odnośnie prowadzenia
obserwacji na jachcie i trawlerze m/t BRIAN KENT. Odnośnie tej jednostki należy
przy tym wskazać, że gdyby szyper J.Mossel rzeczywiście uznał, że słabe
światło, które dostrzegł, należy do trudnego do wykrycia statku i stanowi on (ten
statek) niebezpieczeństwo nawigacyjne, to powinien o swoich spostrzeżeniach
powiadomić, z pomocą wszelkich środków będących w jego dyspozycji, wszystkie
statki będące w pobliżu oraz kompetentne władze w pierwszym punkcie wybrzeża, z
którym można się skomunikować nie tylko w związku z potrzebą przestrzegania
zasad dobrej praktyki morskiej. Obowiązek taki ciążyłby na nim z mocy prawidła
2 (a) Rozdziału V-go Konwencji SOLAS 74 wg. numeracji tekstu konwencji obowiązującej
we wrześniu 2000 r. (wg. tekstu jednolitego konwencji obowiązującego w 2002 r., prawidło to
oznaczone jest jako 31). Rzecz jednak w tym, że świadek ten, szczegółowo przesłuchany na tę okoliczność
przez duński sąd w Lemvig oraz przez duńską policję w Holstebro zeznał, że
wiele razy widział coś, co mogło być białym światłem - jak z latarki kieszonkowej – ale nie był
pewien, czy jest to światło czy odbicie (refleks) na fali. Samego jachtu jako takiego nie dostrzegł (k.
2440 i 2448).
Należy także w całej rozciągłości podzielić krytyczną ocenę Izby
Morskiej w Gdańsku odnoszącą się do działań m/v LADY ELENA już po wypadku.
Mając bardzo mocne i uzasadnione podejrzenia, że doszło do zderzenia z jachtem,
obowiązkiem statku było niezwłoczne wykonanie manewru powrotu na pozycję
zderzenia (pętla Williamsona). Tymczasem, z zapisu kursografu, potwierdzonego
zeznaniem st.of. B.Garia i kapitana statku A.Vasedevan wynika, że manewr
powrotu na pozycje wypadku podjęto po ok. 20 minutach od zderzenia, ok.godz.
05.46, t.j. dopiero wówczas, kiedy zauważono czerwoną rakietę (wystrzeloną z
tratwy przez M. Kądzielewską). Jakkolwiek nie można postawić prostego znaku
równości pomiędzy opóźnieniem manewru powrotu na pozycję wypadku, a ilością
ofiar śmiertelnych katastrofy – dla co najmniej trzech żeglarzy, których ciała
wydobyto z wnętrza wraku jachtu, nie było, niestety, żadnych szans na
uratowanie – tym nie mniej, z uwagi na międzynarodowe regulacje dotyczące zasad
niesienia pomocy osobom znajdującym się w niebezpieczeństwie (Konwencja o
ujednoliceniu niektórych przepisów dotyczących niesienia pomocy i ratownictwa
morskiego podpisana w Brukseli dnia 23.09.1910 r. czy też Międzynarodowa
konwencja o ratownictwie morskim podpisana w Londynie dnia 28.04.1989 r. –
Specjalny Region Administracyjny Hongkong jest stroną tej konwencji od
1.07.1997 r.), które stanowią, że każdy kapitan jest obowiązany, tak dalece jak
to możliwe, bez narażenia na poważne niebezpieczeństwo swego statku i
znajdujących się na nim osób, do udzielenia pomocy każdej osobie zagrożonej
zaginięciem na morzu, brak niezwłocznej reakcji na podejrzenie zaistnienia
zderzenia i opóźnienie manewru powrotu na pozycję wypadku należało ocenić krytycznie,
czemu słusznie dano wyraz w orzeczeniu.
2. Co do zarzutów odwołania zainteresowanej Marianny Bogusz
Zarówno zarzuty jak i argumentacja uzasadniająca treść zarzutów
odwołania nie zasługuje na uwzględnienie. Na wstępie należy zauważyć, iż
trafnie wskazuje odwołanie, że M.Kądzielewska jest jedynym członkiem załogi,
który ocalał z katastrofy i w związku z tym, z obiektywnych przyczyn, brak jest
dowodów w postaci zeznań czy też relacji pochodzących od innych członków
załogi, dzięki którym można by zweryfikować wiarygodność, względnie odrzucić
jako nieprawdziwe, wyjaśnienia tej żeglarki, zarówno co do przebiegu rejsu jak
i tego, co wydarzyło się na jachcie w ostatnich kilkunastu minutach poprzedzających
katastrofę. A pomimo tego, jakby w opozycji do wcześniejszych wywodów,
odwołanie nie tylko, że kwestionuje wiarygodność wyjaśnień stern.jacht.
M.Kądzielewskiej, ale wręcz stawia zarzut składania wyjaśnień na pograniczu
matactwa: „…Zbyt wiele jest w nich sprzeczności, zasłaniania się niepamięcią,
czy mylenia kolejnych manewrów… odnosi się wrażenie, że jej zasłanianie się
niepamięcią jest celowe, że stara się ukryć prawdziwy przebieg wachty z
10.09.2000 r.”.
Na poparcie tej tezy odwołanie stwierdza, ze wątpliwym jest, czy
kapitan w ogóle przyszedł na wachtę, o czym miałby świadczyć jego ubiór, kiedy
zostało odnalezione jego ciało.
Zarzut ten jest niezrozumiały, gdyż z dokumentacji
fotograficznej przedstawiającej wygląd ciał ofiar katastrofy wydobytych z
morza, zarówno dwie godziny po wypadku przez śmigłowiec duńskich służb SAR
(kpt. Lech Łuczak i III of. Arkadiusz Jakubiszyn) jak i 4 dni po katastrofie,
ze szczątków wraku, przez nurków z Sił Morskich Królestwa Danii (stern.jacht.
Tomasz Bruś, stern.jacht. Paweł Romaniuk, żegl.jacht. Rafał Makowski) wynika,
że zarówno kapitan jachtu L.Łuczak jak i żeglarz R.Makowski ubrani byli w
spodnie typu „sztormiak” koloru żółtego, przy czym, żeglarz R.Makowski miał
dodatkowo założoną kurtkę koloru ciemno-niebieskiego, a na niej szelki służące
do wpięcia linki asekuracyjnej, natomiast kpt. L.Łuczak miał założoną kurtkę
koloru żółtego. Pozostali żeglarze (A.Jakubiszyn, T.Bruś i P.Romaniuk) ubrani
byli w dresy (dowód: dokumentacja fotograficzna k. 1016-1018, k. 1043 oraz
meldunek Attaché Obrony przy Ambasadzie RP w Kopenhadze płk.dr R.Biernacika k.
1038-1042 akt V Ds. 121/2000 Prok.Okręg. w Gdańsku). Należy przy tym nadmienić,
że ubiór ten odpowiada opisowi ubioru obydwu żeglarzy przedstawionemu przez
stern.jacht. M.Kądzielewską zarówno w postępowaniu przed Izbą Morską: „kapitan
wyszedł w pełnym ubraniu, był w sztormiaku i kaloszach” (dowód: wyjaśnienia k.
504) jak i w Prokuraturze Okręgowej w
Gdańsku: „R.Makowski ubrany był chyba w
niebieski sztormiak, pod spodem miał takie gumowe spodnie koloru żółtego.
Kapitan chyba miał żółtą, gumową kurtkę, żółte spodnie i kalosze. Rafał miał
kalosze albo buty trekkingowe” (dowód: zeznania k. 1575 akt V Ds. 121/2000).
Tak więc, podana w odwołaniu wątpliwość co do obecności kapitana na pokładzie jachtu podczas wachty
M.Kądzielewskiej nie może być argumentowana ubiorem kapitana, gdyż w tym
zakresie zarówno dowody w postaci dokumentacji fotograficznej jak i wyjaśnień
żeglarki są absolutnie zbieżne, na co zresztą słusznie wskazała Izba Morska I
instancji w uzasadnieniu orzeczenia.
Oczywiście, zarzuty o braku absolutnej konsekwencji w składaniu przez nią
wyjaśnień, mylenie zdarzeń lub ich kolejności, a także niepamięć co do pewnych
okoliczności, w szczególności co do wydarzeń
z ostatnich kilkunastu – kilkudziesięciu sekund przed zderzeniem, mogłyby być
zarzutami uzasadnionymi, gdyby na ich poparcie przedstawiono rzeczową
argumentację wspartą dowodami. Odwołanie pomija tę okoliczność, że Izba Morska
I instancji podjęła próbę weryfikacji wiarygodności tych wyjaśnień poprzez
zebranie i przeprowadzenie dowodów pośrednich jakimi były zeznania niektórych
świadków (A.Szczepkowska, E.Anyżewska, W.Mieczkowski, W.Wróblewski) na
temat prowadzonych z M.Kądzielewską
rozmów lub zasłyszanych od niej i osób trzecich relacji dotyczących przebiegu rejsu. Dowody te
zarówno zostały przeprowadzone ale także
zanalizowane i ocenione w sposób wyważony, z zachowaniem zasady
swobodnej oceny dowodów ujętej w treści przepisu art. 7 k.p.k. t.j.
z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia
życiowego (w tym, praktyki żeglarskiej).Odwoławcza Izba Morska wyraża pogląd,
że poza wyjaśnieniami M.Kądzielewskiej, uzupełnionymi dowodami w postaci
dokumentacji fotograficznej przedstawiającej ubiór żeglarzy w ostatnich
chwilach ich życia (żeglarze, którzy spali ubrani byli w dresy, ci, którzy
pełnili wachtę, mieli założone sztormiaki) jest jeszcze jeden argument
przemawiający za tym, że w czasie ostatniej wachty, na pokładzie był obecny także
kapitan. Otóż z zeznań żeglarza Michała Rybaka, członka załogi s/y ZJAWA IV,
zeznań złożonych w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku wynika, że jeszcze zanim
doszło do wypadku, spotkał się na wyspie Helgoland z częścią załogi s/y
BIESZCZADY, od której usłyszał, że miała ona zastrzeżenia do umiejętności
żeglarskich M.Kądzielewskiej. Dziwiono się, że właśnie jej powierzono funkcje
II-go oficera, podczas gdy większość żeglarzy posiadała patent sternika
jachtowego. Na potwierdzenie tych zastrzeżeń opisali zdarzenie, kiedy to
podczas rejsu z Cuxhaven do Helgolandu, podczas silnego wiatru, żeglarka
chciała zrobić bardzo niebezpieczny przy tym wietrze, zwrot przez rufę, który
zresztą jej się udał (dowód: zeznania k. 1556-1587 w aktach V Ds. 121/2000).
Sama żeglarka także wyjaśniła, że: (co trafnie przytacza w odwołaniu M.Bogusz):
„Ja patrzyłam w innym kierunku i wydawało mi się, że jacht płynie dokładnie w
tym samym kierunku, w którym ja patrzę. W gruncie rzeczy to było chyba 90
stopni różnicy” (dowód k. 514v).
W tej sytuacji są podstawy ku temu aby przypuszczać (ale tylko
przypuszczać, z uwagi na niemożność przesłuchania kpt. L.Łuczaka), że
kapitan jachtu również nie miał pełnego
zaufania do umiejętności swojej II oficer i dlatego wyszedł na wachtę, którą
miała pełnić w nocy, z jeszcze mniej
doświadczonym żeglarzem R.Makowskim. Zresztą,
M.Kądzielewska w swoich pierwszych wyjaśnieniach złożonych na policji w
Holstebro w dniu 10.09.2000 r., a więc zaledwie kilka godzin po katastrofie
wyjaśniła, że w jej ocenie: „o godz. 04.30 bez szczególnych komentarzy – z
pewnością dlatego, że były to wody o dużym natężeniu ruchu – (kapitan – przyp.
OIM) przejął kierownictwo (sterowanie jachtem) jako najstarszy, z największym
doświadczeniem… decyzja ta … była prawdopodobnie spowodowana częściowo tym, że
była ona dziewczyną, a częściowo jej młodym wiekiem, i tym samym brakiem
doświadczenia w prowadzeniu statku na otwartym morzu” (dowód: k. 31 –
tłumaczenie na k. 45). Jednocześnie, niezależnie od powyższych ocen, Odwoławcza
Izba Morska nie podziela zarzutów odwołania o celowym pomieszaniu przez
żeglarkę pewnych faktów dotyczących przebiegu rejsu, a w szczególności tego,
co wydarzyło się na jachcie od momentu
zobaczenia świateł statku przeciwnego (czyli m/v LADY ELENA) do chwili
zderzenia. Gdyby rzeczywiście zamiarem żeglarki było celowe ukrywanie
okoliczności wypadku, względnie zachowania poszczególnych członków załogi, to
bez trudu mogłaby usprawiedliwić swoją niewiedzę w tym zakresie traumą przeżytą
w następstwie katastrofy względnie, amnezją powypadkową spowodowaną głębokością
i intensywnością dramatycznych przeżyć. Odwoławcza Izba Morska podziela
stanowisko Izby Morskiej w Gdańsku, że gdyby zainteresowana chciała uchylić się
od jakiejkolwiek odpowiedzialności (nawet tej niewymiernej bo moralnej, względnie, związanej z groźbą ostracyzmu ze strony
środowiska żeglarskiego) to mogłaby mówić nieprawdę twierdząc, że w chwili
wypadku nie było jej na pokładzie, bo np. zeszła do kambuza, aby przygotować
herbatę dla zziębniętych pozostałych członków wachty. A mimo to, nie zrobiła
tego i przedstawiła przebieg wydarzeń tak, jak je zapamiętała, a w tym, przyznając okoliczności, które stawiają ją w
niekorzystnym świetle t.j. brak z jej
strony kontroli świecenia burtowych świateł nawigacyjnych, niesionych w
zintegrowanej lampie, zainstalowanej na koszu dziobowym jachtu. Rozważając
kwestie ewentualnej odpowiedzialności stern.jacht. M.Kądzielewskiej za
spowodowanie wypadku nie można przejść do porządku dziennego nad faktem, że od
1998 r. (patrz: Komunikat Głównej Komisji Morskiej PZŻ z 15.03.1993 r.)
przestał obowiązywać tzw. „Regulamin służby morskiej jachtu” wprowadzony
Zarządzeniem Nr 25 Przewodniczącego GKKFiT z dnia 19.06.1972 r. w sprawie
regulaminu służby morskiej statków sportowych
– (Dz.Urz. GKKFiT nr 8 z 1972 r. poz. 26). To spowodowało, że od tej pory brak
jest przepisów regulujących zarówno organizację wachty jak i obowiązki poszczególnych jej członków, w szczególności
tych, którzy tą wachtą na jachcie kierują. Nie można oceniać organizacji i przebiegu
wachty morskiej przez pryzmat przepisów Konwencji STCW 78/95, gdyż nie stosuje
się ich do jachtów rekreacyjnych, statków żaglowych nie uprawiających handlu.
Oczywiście, w takim przypadku, oceniając postępowanie poszczególnych członków
wachty, można i należy odnieść się do zasad ujętych w Konwencji COLREG-72, a także, do dobrej praktyki morskiej,
wypracowanej i utrwalonej przez szereg lat uprawiania żeglarstwa, a w tym,
także do postanowień przywołanego wyżej regulaminu, który można pomocniczo
traktować jako pewien punkt odniesienia, jako zbiór zasad dobrej praktyki
morskiej.
§ 11 ust. 6 przywołanego regulaminu stanowił, że kapitan jachtu
w każdym czasie może przejąć odpowiednie kierowanie służbą lub inne, określone
przez siebie, obowiązki oficera wachtowego.
Z kolei § 12 ust. 2 pkt 1 stanowił, że niezależnie od rodzaju
wachty (czy to morskiej, kotwicznej lub portowej) oficer wachtowy obowiązany
jest pełnić służbę zgodnie z poleceniami kapitana i wymaganiami dobrej praktyki
morskiej i odpowiada m.in. za okazywanie przez statek znaków i świateł latarni
okrętowych przewidzianych przepisami.
§ 13 ust. 1 pkt 2, 3
i 4 regulaminu przewidywał, że w
czasie wachty morskiej oficer wachtowy obowiązany jest prowadzić żeglugę
odpowiednio do napędu statku i odpowiada za: prawidłowe sterowanie i
wykonywanie manewrów, stałe obserwowanie sytuacji na morzu i prowadzenie
nawigacji oraz określanie pozycji statku.
Z poczynionych przez Izbę Morską I instancji ustaleń,
dotyczących składu wachty nawigacyjnej na jachcie od godz. 04.00, które to
ustalenia, z powodów o których była wyżej mowa, Odwoławcza Izba Morska w pełni
podziela i akceptuje wynika, że od godz. 04.00 do ok. godz. 04.15 wachtą
dowodziła II of. M.Kądzielewska, po czym, wobec wyjścia na pokład kapitana i
przejęcia obowiązków dowodzącego wachtą (patrz § 11 ust. 6 regulaminu) jej rola
sprowadzona została do obowiązków sternika i utrzymywania jachtu na kursie zadanym
przez kapitana, czy to kursie kompasowym, czy też sterowania na wskazany obiekt
lub światło.
Z kolei rola żeglarza R.Makowskiego pozostawała niezmienna t.j.
miał za zadanie prowadzenie obserwacji i ewentualnego obsługiwania szotów żagli.
Tak więc, przez ok. 15 min. t.j. do czasu przekazania obowiązków dowodzącego
wachtą kapitanowi, II of, M.Kądzielewska była odpowiedzialna za to, by jacht
nawigował bezpiecznie, a więc, za prowadzenie obserwacji, właściwe rozpoznanie
świateł pokazywanych przez inne statki i prawidłową ocenę ich kursu, za
kontrolowanie własnych świateł nawigacyjnych.
Z chwilą, kiedy kapitan objął dowodzenie wachtą, te wszystkie
obowiązki spoczęły na jego barkach, w tym także, ewentualne wydanie polecenia żegl.
R.Makowskiemu aby skontrolował światła na dziobie. Na marginesie, wydaje się, że
mało rozważnym poleceniem byłoby wysłanie żeglarza w nocy, na dziób jachtu pracującego
w dodatku na
O słabości światła rufowego świadczy także i ta okoliczność, że
już po wypadku, w kilka minut po zderzeniu, prowadzący obserwację z prawego
skrzydła mostka m/v LADY ELENA
członkowie wachty nawigacyjnej, a także kapitan statku wezwany przez st.
oficera na mostek, dostrzegli w odległości od 1 do
Jeśli zważyć, że zgodnie z treścią prawidła 22 (b) m.p.z.z.m.,
na statkach o długości pomiędzy
Odnosząc się do zarzutu odwołania dotyczącego niewystarczającego
wyjaśnienia ostatnich (przed samym zderzeniem) manewrów wykonywanych przez
stern.jacht. M.Kądzielewską oraz niewyjaśnienia, czy manewry te wykonywała na
polecenie kapitana czy też samodzielnie, z własnej inicjatywy stwierdzić należy,
że odwołanie nie wskazało żadnych dowodów (oczywiście poza wyjaśnieniami samej
zainteresowanej) dzięki którym można by zweryfikować to, co działo się na jachcie w ostatnich
kilkunastu - kilkudziesięciu sekundach przed zderzeniem. Materiał dowodowy pozwala
na ustalenie w sposób pewny jedynie tylko dwóch elementów końcowej fazy drogi
jachtu:
Pierwszy – pomimo, że
zapamiętany przez stern.jacht. M.Kądzielewską, a także zaobserwowany przez
marynarzy pełniących wachtę nawigacyjną na m/v LADY ELENA, kurs jachtu względem
kursu statku wskazywał na to, że przed zderzeniem jacht b y ł
u s t a w i o n y l e w ą b u r t ą
do dziobu statku to jednakże, z
nie budzącej zastrzeżeń pod względem rzetelności i fachowości opinii
mechanoskopijnej wynika, że został on uderzony gruszą dziobową, z kierunku
prostopadłego, lub do niego zbliżonego
ale w
burtę p r a w ą (dowód: opinia k.
673 oraz sprawozdanie z badań k. 638 uzupełnione opiniami przedstawionymi na
rozprawie: k. 722, k. 728, k. 1771v).
Drugi - żeglarz Rafał
Makowski zdążył wejść (wskoczyć ?) pod pokład i skutecznie zaalarmować
przynajmniej część załogi – o czym świadczy fakt, że jeden z żeglarzy, a był
nim Tomasz Bruś, trzymał w zaciśniętych dłoniach kamizelkę ratunkową, jakby
podczas jej nakładania, natomiast sam R.Makowski nawet zdążył taką kamizelkę
założyć ale wnętrza jachtu jemu także nie udało się opuścić (dowód:
dokumentacja fotograficzna k. 108 i k. 1043, raport Attaché Obrony Ambasady RP
k. 1040).
Z uwagi na wyjaśnienie, ponad wszelką wątpliwość, że jacht
został uderzony w prawą burtę, to logicznym wnioskiem wypływającym z tego faktu
jest także ustalenie, że jacht, tuż przed dziobem statku wykonał ponownie zwrot
przy czym, z uwagi na brak dowodów w tym zakresie nie da się ustalić, czy stało
się tak na skutek zamierzonego, celowego działania ster. jacht. M.Kądzielewskiej
bądź też kapitana L.Łuczaka (R.Makowskiego należy z tego grona wykluczyć, gdyż
on znalazł się pod pokładem, alarmował pozostałą załogę i sam zakładał
kamizelkę ratunkową) względnie, czy był to manewr odruchowy, niekontrolowany
względnie, porzucono rumpel i wobec paniki jaka zapanowała na pokładzie nikt
nad nim nie panował, a jacht jako nawietrzny, z uwagi na zachodni kierunek
wiatru, poszedł jeszcze bardziej w lewo w stosunku do tego kursu do jakiego
doszedł podczas kontrowania (ostrzenia właśnie w lewo) przez sterniczkę
M.Kądzielewską po tym, jak jacht odpadł na pełniejszy kurs w stosunku do tego
jaki zamierzano osiągnąć po drugim
zwrocie przez sztag (planowano iść ponownie kursem KK = 10-20º).
W kwestii zarzutu odwołania, podnoszącego wątpliwości co do
poprawności prowadzenia przez sterniczkę M.Kądzielewską obserwacji Odwoławcza
Izba Morska w tym zakresie podziela pogląd wyrażony w końcowym wystąpieniu
przez Z-cę Delegata Ministra Infrastruktury, że w chwili, kiedy kapitan jachtu
przejął bezpośrednie kierowanie wachtą nawigacyjną, to jednocześnie zwolnił
M.Kądzielewską z obowiązku prowadzenia obserwacji, powierzając jej zadanie
sterowania jachtem i utrzymywanie zadanego kursu kompasowego (co skutkowało
tym, że zainteresowana właśnie wskazaniom kompasu poświęcała najwięcej uwagi).
Brak jest racjonalnych przesłanek (a przynajmniej odwołanie
takich nie przedstawiło), by w tym zakresie kwestionować wiarygodność wyjaśnień
M.Kądzielewskiej. Tak więc, zasadniczym obowiązkiem sterniczki było „pilnowanie
i kontrolowanie” kursu jachtu i jak wynika z relacji żeglarki, tym właśnie się
zajmowała, skupiając swoją uwagę na róży kompasu. Reasumując rozważania
odnoszące się do zarzutów odwołania zainteresowanej Marianny Bogusz stwierdzić
należy, że odwołanie nie przedstawiło logicznych, przekonujących argumentów, a
tym bardziej dowodów, które uzasadniały by zmianę orzeczenia Izby Morskiej I
instancji w kierunku przypisania winy M.Kądzielewskiej za spowodowanie sytuacji
nadmiernego zbliżenia obydwu jednostek, a w konsekwencji, do spowodowania wypadku.
3. Zarzut naruszenia przepisów art. 42 ust
.2 pkt 1 i art. 47 ust. 1 ustawy
o
obszarach morskich R.P. i administracji morskiej z dnia 21.03.1991 r.
Dla oceny zarzutów odwołania, niezbędne było uzupełnienie analizy
przepisów regulujących zagadnienia bezpieczeństwa żeglugi morskich statków
sportowych, przeprowadzonej przez Izbę Morską w Gdańsku. Obejmuje ona zarówno
okres poprzedzający datę wypadku jak i stan prawny na dzień wypadku.
Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że w dacie
wypadku obowiązywały jeszcze regulacje zawarte w Kodeksie morskim – ustawy z
dnia 1.12.1961 r. (tekst jednolity: Dz.U. Nr 102/1998 r. poz. 36 z późn.zmian.)
albowiem nowy Kodeks morski, obowiązujący w dacie wydania orzeczeń zarówno
przez Izbę Morską I instancji jak i przez Odwoławczą Izbę Morską został
uchwalony w rok po dacie wypadku tj. w dniu 18.09.2001 r., a jego postanowienia
weszły w życie dopiero w dniu 4.06.2002 r. (Dz.U. Nr 138 z 2001 r. poz. 1545). Ta
uwaga dotyczy także przepisów regulujących wymagania bezpieczeństwa w zakresie
budowy, stałych urządzeń i wyposażenia statków oraz określających zasady
przeprowadzania inspekcji statków. W dacie wypadku były to przepisy Tytułu I-go, Rozdziału 4-go, od art. 39 do art. 51
k.m. (wg numeracji przyjętej w tekście jednolitym Kodeksu morskiego opublikowanym
w Dz.U. Nr 22 z 1986 r. poz. 112) albowiem Ustawa o bezpieczeństwie morskim,
niejako „wyjmująca” powyższą problematykę z Kodeksu morskiego, została
uchwalona dopiero w dniu 9.11.2000 r. (Dz.U. Nr 109 z 2000 r., poz. 1156 –
patrz art. 55 tejże ustawy), a więc także po dacie wypadku.
Rozporządzenie Ministra Żeglugi z dnia 12.07.1968r. w sprawie
bezpieczeństwa morskich statków sportowych
(Dz.U. Nr 30 z 1968 r. poz. 202 z późn.zmian.) zostało wydane w oparciu
o delegację zawartą w art. 46 § 1 k.m. (art. 49 § 1 k.m. wg numeracji w tekście jednolitym – patrz uwaga jak wyżej)
oraz art. 47 k.m. (art. 50 k.m. wg nowej numeracji – patrz uwaga jak wyżej)
stanowiących, że przepisy w zakresie bezpieczeństwa żeglugi wydaje Minister
Żeglugi w porozumieniu z zainteresowanymi ministrami w drodze rozporządzenia
przy czym, minister ten może w drodze rozporządzenia wyłączyć spod działania
wszystkich lub niektórych przepisów niniejszego rozdziału (czyli Rozdziału
4-ego – przyp. OIM) statki nie objęte postanowieniami umów międzynarodowych o
bezpieczeństwie życia na morzu i przekazać podległym organom swoje uprawnienia
do wydawania przepisów dotyczących bezpieczeństwa i inspekcji tych statków.
Minister Żeglugi, korzystając z tego uprawnienia, przekazał
obowiązek wydania przepisów regulujących kwestie bezpieczeństwa żeglugi statków
nie objętych postanowieniami międzynarodowych umów na „podległe sobie organy”
czyli na urzędy morskie, co wynika wprost – jak trafnie wskazała Izba Morska I instancji – z
treści § 6 ust. 2 przywołanego wyżej
rozporządzenia stanowiącego m.in.,
że: „w odniesieniu do statków innych niż
motorowe (czytaj: do jachtów żaglowych) o długości całkowitej poniżej
Stawiając pytanie o czasokres obowiązywania rozporządzenia stwierdzić należy – co także
trafnie ustaliła izba – że obowiązywało ono od daty wejścia w życie tj. od dnia
10.11.1968 r. do dnia 2.01.2002 r., albowiem w myśl regulacji zawartej w art.
60 Ustawy o bezpieczeństwie morskim, przez okres 12-tu m-cy od dnia wejścia jej
w życie (co stało się w dniu 1.01.2001 r.) zachowały moc
dotychczasowe przepisy wykonawcze wydane na podst. uchylonych przepisów ustawy
Kodeks morski (czyli : m.in. przepisów Tytułu I
Rozdziału 4 k.m.).
Stawiając kolejne pytanie: czy urzędy morskie wydały przepisy, o
których mowa w treści § 6 ust. 2 przywołanego wyżej rozporządzenia należy stwierdzić, że zarówno Dyrektor
Szczecińskiego Urzędu Morskiego (Zarządzenie Porządkowe nr 3 z dn. 21.12.1972
r. – publik. Dziennik Urzędowy WRN w Szczecinie Nr 1 z 1973 r. poz. 6) jak i
Dyrektor Gdańskiego Urzędu Morskiego (Zarządzenie Porządkowe nr 2 z dn. 6.03.1973 r.
publik. Dziennik Urzędowy WRN w
Gdańsku Nr 6 z 1973 r. poz. 53) obowiązek ten zrealizowali i - formalnie rzecz
biorąc - wydali przepisy zatytułowane: „W sprawie bezpieczeństwa morskiego
statków sportowych nie objętych technicznym nadzorem instytucji klasyfikacyjnych”.
Jednocześnie, (jak należy sądzić, wzorując się na rozwiązaniu
przyjętym w treści § 6 ust. 1 przywołanego wyżej rozporządzenia Ministra
Żeglugi, w myśl którego, w zakresie wymagań technicznych dotyczących np.: konstrukcji kadłuba, urządzeń sterowych i
kotwicznych, masztów wraz z ich olinowaniem stałym i ruchomym oraz ożaglowaniem
zasadniczym i sztormowym, statecznością i niezatapialnością, urządzeń
nawigacyjnych i sygnałowych oraz okrętowych świateł nawigacyjnych, odesłano do
obowiązujących przepisów polskiej instytucji klasyfikacyjnej czyli Polskiego
Rejestru Statków), obydwa zarządzenia porządkowe dyrektorów urzędów morskich w
stosunku do jachtów żaglowych o długości poniżej
Tak więc, zarządzenia nie tylko, że de facto nie zawierały
przepisów technicznych, tak jak wymagało tego rozporządzenie ale także, nie
zawierały nawet odesłania do konkretnych
przepisów technicznych np. Polskiego Związku Żeglarskiego. Zapis o konieczności
zatwierdzania przez Komisję Nadzoru Technicznego PZŻ np. wyposażenia jachtu
zgodnie z dokumentacją techniczną nie wskazywał wg jakich przepisów komisja ta
miała ustalać czy jacht odpowiada wymaganiom technicznego stanu bezpieczeństwa,
czy według przepisów technicznych tworzonych np. przez PZŻ czy przez instytucję
klasyfikacyjną.
Takie rozwiązanie problemu przez urzędy morskie oraz późniejsze
decyzje resortu gospodarki morskiej, które znalazły swój wyraz w przywołanych
przez Izbę Morską I instancji przepisach rozporządzeń dotyczących
bezpieczeństwa żeglugi (rozporządzenie z dnia 14.10.1987 r. i uchylające je
rozporządzenie z dnia 2.07.1997 r.) spowodowały chaos legislacyjny oraz
zamieszanie w sprawowaniu merytorycznej kontroli nad przestrzeganiem tychże
przepisów przez budowniczych jachtów,
armatorów bądź kapitanów.
Zamieszanie to jeszcze dodatkowo pogłębiło pismo z Ministerstwa Handlu
Zagranicznego i Gospodarki Morskiej z dnia 6.11.1979 r. adresowane do wszystkich
urzędów morskich oraz Polskiego Rejestru Statków i Polskiego Związku Żeglarskiego
informujące o wydanej w dniu 2.11.1979
r. zgodzie kierownika resortu na p r z
e j ę –
c i e w c a
ł o ś c i przez Polski Rejestr Statków
spraw nadzoru
technicznego nad wszystkimi
statkami sportowymi, nadzoru określonego w Rozdziale 2 rozporządzenia Ministra Żeglugi z dnia
12.07.1968 r.
W konsekwencji tej decyzji stwierdzono, że:
- PRS obejmie swoim nadzorem technicznym – oprócz nadzorowanych
dotychczas – statki sportowe nadzorowane przez urzędy morskie a nadto,
- jako jedynie obowiązujące należy uważać przepisy wydawane w
tym zakresie przez PRS (lub przepisy przez PRS uznane).
Jest rzeczą oczywistą, że nawet w wówczas obowiązującym systemie
prawnym tego rodzaju decyzja nie miała żadnego umocowania w obowiązujących
przepisach, gdyż była sprzeczna z prawem, w tym przypadku było Rozporządzenie
Ministra Żeglugi z dnia 12.07.1968 r.
Chaos i bałagan w tym zakresie dodatkowo pogłębiały przepisy
wydawane przez Polski Związek Żeglarski – Zespół Nadzoru Technicznego (czy też
Radę Techniczną tak jak określono to w tzw. tymczasowych przepisach obowiązujących
w latach 1986-1994) dotyczące nadzoru i wyposażenia jachtów żeglujących po
morskich wodach przybrzeżnych tzw. „Regulamin nadzoru technicznego dla morskich
statków sportowych” z 1994 r.
Obowiązujące w dacie wypadku przepisy techniczne PZŻ wydane w 1994
r. odnosiły się do jachtów uprawiających żeglugę przybrzeżną czyli żeglugę w
odległości nie przekraczającej
Co ciekawe, w rozdziale I pkt 4 tychże przepisów zamieszczone
jest zalecenie, że polskie jachty przybrzeżne powinny być projektowane i
budowane wg przepisów dowolnie wybranej instytucji klasyfikacyjnej,
posiadającej „Certyfikat Jakości” wystawiony przez International Association Of
Classification Societes (IASC) i wskazuje się, że przepisy takie opracował i
wydał PRS pod nazwą: „Przepisy Klasyfikacji i Budowy Jachtów Morskich”,
polecając przy tym korzystanie z tych przepisów przez polskich projektantów i
budowniczych jachtów.
Z drugiej zaś strony, w preambule do tychże przepisów
technicznych mowa jest o tym, że opracowano je na podst. rozporządzenia Ministra
Żeglugi z dnia 12.07.1968r. w sprawie bezpieczeństwa morskich statków
sportowych i treść ich uzgodniono z Urzędami Morskimi w: Gdyni, Słupsku i
Szczecinie.
Tak więc, mimo że rozporządzenie Ministra Żeglugi z dnia
12.07.1968 r. wyłączyło stosowanie przepisów PRS do jachtów o długości
całkowitej poniżej
Już tylko na marginesie tych rozważań można dodać, że w przepisach
regulaminu nadzoru technicznego PZŻ, wydanych w 1994 r., dokonano podziału jachtów
nie wg. kryterium ich długości całkowitej t.j. tak, jak przyjęto to w rozporządzeniu
z dnia 12.07.1968 r. lecz wedle rejonu żeglugi, w którym jacht mógł być
eksploatowany (żegluga przybrzeżna, osłonięta, portowa), co niewątpliwie
wprowadzało dodatkowy element zamieszania.
Odwołanie podnosi zarzut, że obowiązująca w dacie wypadku ustawa
z dn. 21.03.1991 r. o obszarach morskich RP i administracji morskiej (Dz.U. Nr
32 z 1991 r., poz. 131 z późn.zmian.) nie zawiera żadnego zapisu upoważniającego
Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni do wydania zarządzenia dotyczącego
bezpieczeństwa żeglugi morskiej. Przywołuje przy tym treść art. 47 ust. 1 tejże
ustawy który stanowi, że dyrektorzy urzędów morskich wydają przepisy prawne na
podstawie upoważnień udzielonych im w ustawach. Odwołanie dalej wywodzi, że
zważywszy na to, iż w okresie od marca 1991 r. do września 2000 r. nie została
uchwalona żadna ustawa dotycząca gospodarki morskiej, która udzieliłaby takiego
upoważnienia, to Dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni, w tym okresie czasu, nie
miał podstawy do wydania zarządzenia określającego wymagania techniczne reflektora
radarowego.
Zarzut ten jest niezasadny, albowiem nie uwzględnia on treści
art. 68 przywołanej wyżej ustawy stanowiącego, że dyrektorzy urzędów morskich
ustalą i opublikują, w formie obwieszczeń, we właściwych wojewódzkich
dziennikach urzędowych, w terminie 6 m-cy od dnia wejścia w życie ustawy,
wykazy powszechnie obowiązujących na obszarach ich działania przepisów prawnych
wydanych przed dniem wejścia w życie ustawy, natomiast przepisy nie objęte
takim wykazem tracą moc.
Naczelny Dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni realizując ten
ustawowy wymóg, w dniu 13.11.1991 r. zamieścił w Dzienniku Urzędowym Województwa
Gdańskiego (Nr 22/91 poz. 149) obwieszczenie w sprawie wykazu zarządzeń
porządkowych Dyrektora Gdańskiego Urzędu Morskiego oraz Naczelnego Dyrektora
Urzędu Morskiego w Gdyni, wydanych przed dniem 1.07.1991 r. i nadal
obowiązujących po tej dacie na obszarze działania Naczelnego Dyrektora tego
Urzędu. W wykazie tym, pod poz. 4 figuruje, omawiane wyżej, Zarządzenie
porządkowe nr 2 z dnia 6.03.1973 r. Tak więc, wbrew stanowisku odwołania, po
dniu 21.03.1991 r. Dyrektor Urzędu Morskiego wcale nie musiał oczekiwać na
wydanie odrębnej ustawy, w której to znalazła by się delegacja stanowiąca
podstawę do wydania zarządzenia regulującego zagadnienia dotyczące bezpieczeństwa
żeglugi jachtów żaglowych, gdyż nadal
(t.j. po dniu 1.07.1991 r., w tym także, we wrześniu 2000 r.)
obowiązywały przepisy Zarządzenia Porządkowego nr 2 wydanego w 1973 r.
Uchwalenie w dniu 21.03.1991 r. Ustawy o obszarach morskich RP i administracji
morskiej przecież nie spowodowało niejako „automatycznej” utraty mocy
obowiązującej wszystkich aktów wykonawczych wydanych przed dniem wejścia w
życie tej ustawy.
Co więcej, Dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni uznał, że art. 48
ust. 1 ustawy z dnia 21.03.1991 r. może stanowić podstawę do wydania nowego
zarządzenia porządkowego regulującego sprawy bezpieczeństwa żeglugi morskich
statków sportowych, a w tym, jachtów żaglowych o długości całkowitej do
Analiza treści przepisów art. 47 ust. 1 i art. 48 ust. 1 Ustawy
z dnia 21.03.1991 r. o obszarach morskich RP i administracji morskiej przy
zastosowaniu wykładni celowościowej i funkcjonalnej prowadzi do następujących
konkluzji:
- Zawarta w treści art. 47 ust. 1 delegacja odsyła do innych
aktów prawnych w randze ustawy, w których to powinny się znaleźć przepisy
upoważniające dyrektora urzędu morskiego do wydawania przepisów prawnych w
formie zarządzenia.
Przykładem realizacji tego upoważnienia są np. wydane na podst. art. 47 ust. 1 ustawy z dn.
21.03.1991 r. i art. 37 ustawy z dnia
9.11.2000 r. o bezpieczeństwie morskim (tekst jednolity Dz.U. Nr 99 z 2006 r.
poz. 693) przez dyrektorów
poszczególnych urzędów morskich przepisy portowe.
Taką podstawę do wydania aktów prawnych prawa miejscowego
zawiera także art. 39 Ustawy z dnia 9.11.2000 r. o bezpieczeństwie morskim.
- Art. 48 ust. 1 zawiera upoważnienie dyrektora urzędu morskiego
do wydawania przepisów porządkowych w zakresie spraw określonych w art. 42 ust.
2 tejże ustawy (do których należą m.in. sprawy z zakresu bezpieczeństwa żeglugi
– regulacja art. 42 ust. 2 pkt 1) zawierających zakazy lub nakazy określonego zachowania
się. Przepisy takie wydaje się w formie zarządzenia porządkowego które, z uwagi na potrzebę pilnego, natychmiastowego
wprowadzenia w życie, można ogłosić nie tylko poprzez promulgację w wojewódzkim
dzienniku urzędowym, właściwym ze względu na terytorialny zakres obowiązywania
tego zarządzenia, ale także poprzez wywieszenie stosownych obwieszczeń, drogą radiową,
czy też, w inny sposób, zwyczajowo przyjęty w żegludze. Niewątpliwie już sama
forma ogłaszania aktu prawa miejscowego świadczy o tym, że chodzi tu o doraźne,
natychmiastowe załatwienie problemu o charakterze lokalnym, miejscowym i
dotyczącym spraw wymienionych w art. 42 ust. 2 ustawy z dnia 21.03.1991 r.
Wśród tych spraw, w pkt 1 wymienia się sprawy dotyczące bezpieczeństwa żeglugi
morskiej. Przekładając to na język praktyki, upoważnienie, o którym mowa w art.
48 ust. 1 w zw. z art. 42 ust.1 pkt 1 może dotyczyć wydania przepisów np. w
celu niezwłocznego wyłączenia
określonego rejonu czy akwenu dla żeglugi, z uwagi na wrak czy inną przeszkodę
nawigacyjną lub z powodu lokalnego zanieczyszczenia środowiska względnie, na
czasowe wprowadzenie obowiązkowego pilotażu na akwenie, który w myśl postanowień
przepisów portowych, do tej pory takim
obowiązkiem nie był objęty.
- Sprawy dotyczące wymagań w zakresie budowy statku, jego
stałych urządzeń i wyposażenia względnie, rodzaju i trybu przeprowadzania
przeglądów i inspekcji należy zaliczyć do materii ustawowej (np. ustawa z dn.
9.11.2000 r. o bezpieczeństwie morskim) względnie do aktów prawnych niższego
rzędu, jakimi są rozporządzenia ministra właściwego ds. gospodarki morskiej,
wydanymi oczywiście na podstawie ustawowego upoważnienia.
Takie ustawowe upoważnienie do wydania przepisów obejmujących
wymagania w zakresie budowy, stałych urządzeń i wyposażenia statków, nieobjętych
umowami międzynarodowymi (a zatem, także statków sportowych o długości
całkowitej do
- Tymczasem, wydane na podstawie upoważnienia zawartego w art.
15 ust. 1 pkt 1 Ustawy z dnia 9.11.2000 r. o bezpieczeństwie morskim
rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 28.05.2002 r., w sprawie
określenia wymagań w zakresie budowy statku, jego stałych urządzeń i
wyposażenia dla statków nieobjętych umowami międzynarodowymi (Dz.U. Nr 74 z
2002 r. poz. 679), wbrew postanowieniom ustawy, wyłącza spod stosowania
przepisów tegoż rozporządzenia statki sportowe, a co za tym idzie, także jachty
o długości całkowitej do
Ten stan prawny, istniejący od 2002 r. i
funkcjonujący do dnia wydania orzeczenia w niniejszej sprawie powoduje
sytuację, w której:
1) właściwy resortowo minister wydał akt prawny, nie obejmujący w
rzeczywistości wszystkich statków, o których mowa w upoważnieniu ustawowym
(art. 15 ust. 1 pkt 1 Ustawy z dnia 9.11.2000 r. o bezpieczeństwie morskim),
2) dyrektorzy urzędów morskich wydali przepisy regulujące materię w
istocie należącą do kompetencji ministra (gdyż dotyczą wymagań technicznych w
zakresie konstrukcji kadłuba, stałych urządzeń i wyposażenia).
Wydaje się, że przyczyn takiego stanu rzeczy należy doszukiwać
się, z jednej strony, w trosce Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni (i dyrektorów
pozostałych urzędów morskich) o
stan bezpieczeństwa żeglugi i dostrzeżenie
potrzeby jak najszybszego
rozwiązania problemu prawnej regulacji wymagań bezpieczeństwa statków
sportowych, gdyż zarządzenia z lat
1972-73 w rzeczywistości niczego nie załatwiły i, niestety, braku inicjatywy
legislacyjnej w tym zakresie ze strony resortu żeglugi, z drugiej zaś, uznanie
przez resort żeglugi, że skoro dyrektorzy poszczególnych urzędów morskich
wydali przepisy dotyczące statków sportowych, to problem nie istnieje i nie ma
potrzeby „dublowania” inną regulacją prawną materii, która, w ich ocenie,
została już załatwiona (stąd, wyłączenie spod obowiązujących przepisów
rozporządzenia Ministra Infrastruktury statków sportowych).
Tymczasem, niezależnie od uwag natury legislacyjnej, celowym
jest wskazanie, że wydane przez wszystkich trzech dyrektorów urzędów morskich
przepisy dotyczą tej samej kategorii
statków sportowych i zawarte w nich regulacje są takie same. Jest to jeszcze
jeden argument (tym razem nie o charakterze legislacyjnym lecz celowościowym)
przemawiający za jednolitym uregulowaniem tych spraw w rozporządzeniu ministra
właściwego d/s gospodarki morskiej.
Należy przy tym nadmienić, że problemu tego nie rozstrzyga
wydane w dniu 31.03.2003 r. przez Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki
społecznej rozporządzenie w sprawie zasadniczych wymagań dla rekreacyjnych
jednostek pływających (Dz.U. Nr 91 z 2003 r. poz. 857) w późniejszym czasie
zastąpione nowym rozporządzeniem, wydanym w dniu 19.11.2004 r. przez Ministra
Gospodarki i Pracy (Dz.U. Nr 258 z 2004 r. poz. 2584) albowiem zawarte w nim
regulacje odnoszą się do jednostek będących w budowie, a nie tych, które są już
od wielu lat eksploatowane. Nadto, przepisy rozporządzenia nie zawierają
szczegółowych wymagań technicznych dotyczących np. konstrukcji kadłuba,
masztów, takielunku, wyposażenia itp.
Trafnie Izba Morska I instancji wskazała, że zarówno w dacie
wypadku jak i okresie poprzedzającym (praktycznie od 1988 r.) nie było
powszechnie obowiązujących uregulowań dotyczących reflektorów radarowych, gdyż
zarówno administracja morska jak też Polski Rejestr Statków nie wydały w tym
okresie stosownych przepisów. Przywołane
przez Izbę Morską w Gdańsku przepisy PRS – Część III – Środki sygnałowe –
wydanie 1992 r., określające parametry techniczne, jakie powinien spełniać
reflektor radarowy, były przepisami pozaklasyfikacyjnymi, a więc, nie miały charakteru
powszechnie obowiązującego. Mogły być zatem traktowane jedynie jako pewna
wskazówka, zalecane postępowanie. Podobnie rzecz się miała z Przepisami
Klasyfikacji i Budowy Jachtów Morskich PRS – Część III „Wyposażenie i
stateczność” z 1996 r., które to przepisy jedynie zalecały, a nie nakazywały, ażeby jacht o długości całkowitej
nie większej niż
Przywołane wyżej przepisy PRS odpowiadają wymaganiom
techniczno-eksploatacyjnym dla reflektorów radarowych przyjętych w zaleceniach
Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO) – rezolucja A.384(X), uchwalonej w dniu 14.11.1977 r.
Należy wszakże nadmienić, że wskazane parametry skutecznej
powierzchni odbicia dotyczą reflektorów radarowych zamontowanych przed
1.07.2005 r. natomiast dla zamontowanych po tej dacie, skuteczna powierzchnia
odbicia winna wynosić co najmniej
Tak więc, dopiero wraz z wejściem w życie przedstawionych wyżej
przepisów PRS oraz wydania przez Dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni ( i
pozostałych dyrektorów) Zarządzenia Porządkowego nr 1 z dnia 2.04.2002 r. (przy
wszystkich wyżej przedstawionych zastrzeżeniach legislacyjnych) sprawa wymagań
technicznych odnoszących się do jachtów o długości całkowitej do
Stąd też należy podzielić stanowisko Izby Morskiej w Gdańsku, że
z uwagi na brak bezwzględnie obowiązujących przepisów określających minimalne
wymagania techniczno-eksploatacyjne reflektora radarowego na morskich statkach
sportowych, zarówno inspektorzy klasyfikatora jak i Urzędu Morskiego w Gdyni
nie mieli podstaw do kwestionowania modelu reflektora radarowego zainstalowanego
na s/y BIESZCZADY i odmowy wystawienia armatorowi dokumentu bezpieczeństwa
jachtu.
Jeśli zatem, w dacie wypadku, nie zostały określone wymagania
techniczno-eksploatacyjne reflektorów radarowych, to nie można Urzędowi Morskiemu
w Gdyni stawiać zarzutu, że dopuścił do żeglugi jacht wyposażony w reflektor radarowy
nie spełniający wymogów bezpieczeństwa żeglugi statków morskich i bezpieczeństwa
życia na morzu.
Z tego względu, jakkolwiek nie podzielono argumentacji
odwołania, to jednakże orzeczenie Izby Morskiej I instancji, na podst. art. 43
ust. 3 u. o i.m. należało w tym zakresie zmienić z urzędu.
Odnośnie zarzutu – w ocenie skarżącego – błędnego określenia, w
uzasadnieniu orzeczenia j a k o n o r m y
treści art. 42 lub art. 47 ust. 1 ustawy z dnia 21.03.1991 r. o
obszarach morskich RP i administracji morskiej względnie, treści § 7 ust. 1 w zw. z § 2 ust. 1 pkt 2
rozporządzenia Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z dnia 2.09.1997 r. w
sprawie bezpieczeństwa żeglugi statków morskich i bezpieczeństwa życia na
morzu, Odwoławcza Izba Morska rozpatrując ten zarzut na podstawie art. 425 §
2 k.p.k w zw. z art. 20 u. o i.m. stanowiącego,
że można zaskarżyć samo uzasadnienie orzeczenia stwierdza, że zarzut ten nie
jest zasadny.
Na wstępie należy zauważyć, że norma prawna jest szczególną
normą postępowania, która bezpośrednio nakazuje (zakazuje) jej adresatowi, aby
w określonych okolicznościach, w określony sposób się zachował. Trafnie
wskazuje odwołanie, że norma prawna może być wyrażona w kilku przepisach
prawnych, rozrzuconych w różnych, zupełnie odrębnych aktach normatywnych. Może
też zdarzyć się tak, że jeden przepis prawa może zawierać kilka norm prawnych
ale może też być i tak, że norma prawna będzie zawarta w jednym przepisie prawa
(patrz: St.Wrokowska, M.Zieliński: „Problemy i zasady redagowania tekstów
prawnych” wyd. Urząd Rady Ministrów 1993
r., T.Leśko, M.Szadkowska, E.Wisłocki „Prawoznawstwo” Wydawnictwo Szkolne i
Pedagogiczne 1979 r., „Mała encyklopedia prawa” Praca zbiorowa – wyd. PWN-1960
r.).
W tej sytuacji, stawianie znaku równości
pomiędzy wyrazem „norma” (w domyśle prawna), a wyrazem „przepis” jest nieprecyzyjne
i nieco ryzykowne, ale mimo wszystko, dopuszczalne, szczególnie wtedy, gdy w danym przepisie prawa zawarta jest
określona, konkretna norma postępowania. Podobne określenia można znaleźć także
w orzecznictwie Sądu Najwyższego (patrz: Uchwała Składu Siedmiu Sędziów z dn.
20.12.2007 r. sygn.akt I KZP 37/07 opublikowana
w OSN KW 12/2007 poz. 86, gdzie skład zwykły Sądu Najwyższego przedstawił
powiększonemu składowi Sądu Najwyższego do rozstrzygnięcia zagadnienie prawne
m.in. dotyczące tego: „… czy Sąd był zwolniony z obowiązku respektowania normy
art. 61 dekretu o stanie wojennym ?”).
Jeśli zatem pojęcie „norma” interpretować
jako równoważne pojęciu „przepis”, to wówczas określenia takie zawarte w
krytykowanym uzasadnieniu orzeczenia są
do zaakceptowania, jakkolwiek wydaje się, że z punktu widzenia poprawności
logiczno-językowej, bardziej trafne byłoby posługiwanie się ogólnym określeniem
„przepis”, względnie artykuł, paragraf, ustęp, jako jednostki redakcyjnej aktu
prawnego.
XI. Koszty postępowania
Orzeczenie o kosztach postępowania odwoławczego oparto na mocy
art. 53 ust. 1 i art. 55 u. o i.m.
Rozstrzygnięcie o pokryciu kosztów nieopłaconej pomocy prawnej
udzielonej z urzędu dla zainteresowanej
M.Kądzielewskiej oparto na mocy art. 20 u.o i.m. oraz § 2, § 14 ust. 1 pkt 5
oraz § 19 pkt 1 Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dn. 28.09.2002 r. w
sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa
kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu (Dz.U. Nr 163 z 2002 r.
poz. 1348 z późn.zmian.).
P r z e w o d n i c z ą c y
/Witold
Kuczorski/
Sędzia SO