OPUSZCZENIE
s/y BLOOM
POCZAS
SZTORMU NA BAŁTYKU
w
nocy 28 czerwca 2007 r.
/Orzeczenie Izby Morskiej przy Sądzie Okręgowym w
Gdańsku z siedzibą w Gdyni z dnia 20 stycznia 2008 r. – sygn. akt WMG 27/07/
I Przyczyną opuszczenia s/y BLOOM
przez załogę w dniu 28 czerwca 2007 r. o godz. 02.55 na pozycji: szer.geogr. 55° 29,16´ N i dług.geogr. 019° 30,10´ E, przy
wietrze SW 9° B i stanie morza 6-7 było:
nabranie wody przez jacht
po położeniu go przez falę na burtę i
złamanie masztu po uderzeniu w kadłub prowadzącego akcję ratowniczą m/s
ALEXANDER von HUMBOLDT, co wywołało u kapitana przekonanie, że jacht zatonie;
II S/y BLOOM zdryfował i został wyrzucony na
Mierzeję Kurońską;
III Do wypadku
przyczynił się kapitan s/y BLOOM - st.jacht. A.D.–D. przez to, że mimo
ostrzeżeń przed sztormem na Bałtyk Południowo-Wschodni nie zmienił planu rejsu i
prowadził jacht w
kierunku Zatoki Gdańskiej, a gdy się znalazł
w sztormie, nadal żeglował na wiatr,
zamiast sztormować;
STAN FAKTYCZNY:
S/y
BLOOM (typ: Carter 30; slup; laminat; dł. 8,31; szer. 3,08; zbudowany w 2000
r.; pow. żagli
W
drodze, z powodu choroby morskiej M.Z., jacht wchodził do Kłajpedy i Liepaji. W
dniu 24.06.2007 r., przy dobrej pogodzie, zacumował w Fårösund.
Następnego dnia - tj. 25.06.2007 r. o zmierzchu, wyruszył w drogę powrotną do
Gdyni. Kapitan wiedział, że nad rejon południowo-wschodniego Bałtyku nadejdzie niż. Pierwsza doba upłynęła przy dobrej pogodzie. Początkowo
jacht szedł na silniku, a kiedy siła
wiatru odpowiednio wzrosła, na pełnych żaglach. Na początku drugiej doby
ciśnienie zaczęło spadać. Wkrótce, wobec zmiany kierunku tężejącego wiatru z W na SSW, żeglarze
zamienili żagle na foka sztormowego o powierzchni ok.
Już prognoza nadana w dniu 26.06.2007r. w
południe, ważna do godz. 24.00, ostrzegała przed sztormem na Bałtyku zachodnim,
południowo-wschodnim i centralnym. Prognoza orientacyjna, podawana na następne
12 godzin dla Bałtyku południowo-wschodniego, przewidywała wiatr S do SW 5-6° B, skręcający
do W o sile 8-10° B, w porywach do 11° B. Również prognoza z dnia 27.06.2007r.
ostrzegała przed silnym sztormem (9-11°B) na Bałtyku południowym i południo-wo-wschodnim.
Jacht halsował na południe. Kapitan
prowadził go na wiatr, żeby sprawdzić samoster w jak najcięższych
warunkach, który funkcjonował "tym
lepiej im mocniejszy był wiatr". Kiedy fok
wchodził w łopot przy schodzeniu z kursu wskutek chwilowej,
nieprawidłowej pracy samosteru, kapitan natychmiast kurs korygował.
W dniu 27.06.2007 r. s/y BLOOM kontynuował
żeglugę na wiatr, który od S przechodził
do SW, a jego siła
rano osiągała od 5-6°
w porywach do 8° B. W ciągu dnia stopniowo wzrosła do 9-10°, w porywach do 11°
B. Od godzin południowych stan morza wynosił 7-8. Wtedy ster kontrolował już
tylko kapitan. Czasami schodził do mesy żeby się rozgrzać. Pozostali żeglarze
nie wychodzili na zewnątrz, gdyż jacht szedł w dużym przechyle i fale zalewały
pokład. Przez otwartą, ale osłoniętą daszkiem przeciwbryzgowym zejściówkę, do
kabiny wpadały niewielkie ilości wody, które moczyły koje. Po północy, w dniu 28.06.2007
r. wiatr nie tracąc na sile skręcił na W. Między godziną
OCENA
IZBY MORSKIEJ:
Istotą
sprawy określającą rodzaj wypadku morskiego było opuszczenie jachtu przez załogę, a przedmiotem badania
przez Izbę Morską w Gdańsku, przyczyna tego zdarzenia. Jego dalszy skutek -
zatonięcie jachtu, nie było bezpośrednim następstwem opuszczenia, lecz
ściągania go z brzegu na wodę, a więc działań świadomie podjętych przez
właściciela. Zdryfowanie opuszczonego jachtu na Mierzeję Kurońską świadczy o
tym, że przekonanie kapitana o rozszczelnieniu kadłuba sprowadzającym
niebezpieczeństwo zatonięcia, było nieuzasadnione. Wcześniejsze - przed położeniem przez falę na burcie -
dzielne sprawowanie się jachtu w
ciężkich warunkach sztormowych pozwala
przyjąć, że gdyby został on poddany inspekcji, uzyskałby kartę bezpieczeństwa.
Wtenczas jeszcze (do dnia 24.09.2007 r.) armator takiego statku jak s/y BLOOM,
miał obowiązek zgłosić jacht do inspekcji. Niedochowanie tego obowiązku,
nie miało jednak związku z wypadkiem. Opuszczenie
jachtu i pozostawienie go dryfującego na morzu, zazwyczaj jest niebezpieczne
dla załogi i w ogóle dla żeglugi. Podjęcie takiej decyzji jest więc
usprawiedliwione tylko wtedy, gdy sytuacja uzasadnia przekonanie, że jest to
jedyny sposób uratowania się. A zatem, pod tym kątem należało ocenić wnioski
jakie kapitan wyciągnął z położenia w jakim się znaleźli. Prawdopodobne jest, że
dopuszczał on możliwość zatonięcia jachtu. W każdym bądź razie, po tym jak maszt się złamał uznał, że samotnie na jachcie
nie przetrwa. Przecież bez takiej obawy
nie porzucałby tak wartościowej dla siebie rzeczy. Przekonanie o tym, że jacht
zatonie uzasadniało nadanie sygnału MAYDAY, przy czym, kapitan powinien był
raczej ograniczyć się do zawiadomienia o niebezpieczeństwie i prośby o asystę.
Wezwanie pomocy oraz informacje o mocnym nabieraniu wody i możliwości
utrzymania się na powierzchni jeszcze przez 2-3 godz., od razu zasugerowały
ewakuację załogi, na którą nastawił się i przygotował do niej m/s A.v H.
Tymczasem, po przybyciu statku można było, korzystając z jego osłony, starać
się ustalić jaki jest rzeczywisty stan
kadłuba. Już wcześniej, wybranie wody do poziomu który umożliwił
uruchomienie silnika, powinno było nasunąć wniosek, że wnętrze zalane zostało tylko przez
zejściówkę, wtedy gdy jacht leżał na burcie. O ile nie można mieć pretensji do
kapitana o decyzję ewakuacji załogi - w tych warunkach tylko on mógł ocenić ich
formę - to już wykonanie jej, nasuwa zastrzeżenia. Bezpośrednie przechodzenie
na statek przy kilkumetrowych falach, jest niebezpieczne. Szczęśliwie tym
razem, doszło jedynie do złamania masztu. Konsekwencją tego było przekonanie
kapitana, że jacht utracił zdolność do żeglugi, co w tej sytuacji było zrozumiałe. Dlatego nie przypisano mu winy za opuszczenie
jachtu. Uznano natomiast, że kapitan przyczynił się do wypadku przez
to, że pomimo ostrzeżeń przed sztormem na Bałtyku Południowo-Wschodnim, nie
zmienił planu rejsu i prowadził jacht w
kierunku Zatoki Gdańskiej. Wyjście z Fårösund w rejon zapowiedzianego niżu,
było nieroztropne. Odwieść go od tej decyzji powinna była chociażby
odpowiedzialność za niedoświadczonego i chorującego już przy średnim stanie
morza żeglarza.
Z
kolei kierowanie się na Bałtyk Południowo-Wschodni przy ostrzeżeniach o silnym
sztormie, było ryzykanckie i świadczyło
o tym, że
nie zdawał sobie
sprawy z zagrożeń. Wreszcie, kiedy już znalazł
się w sztormie, wykazał się brakiem wiedzy, doświadczenia oraz instynktu samozachowawczego.
Zamiast sztormować, żeglował. Wbrew opinii kapitana, utrzymywanie zaplanowanego
kursu na Zatokę Gdańską, ostro na wiatr, pod zbyt dużym fokiem, nie było sztormowaniem.
Gdy w ciągu dnia, kilkanaście godzin przed
wypadkiem, stan morza
wzrósł do
Niezależnie od tego, podczas rozprawy kapitan
jachtu z odpowiednim dystansem odniósł się do swoich wcześniejszych relacji z
przebiegu zdarzeń, co pozwala przyjąć, iż w przyszłej praktyce nie powtórzy
błędów przez które naraził załogę na niebezpieczeństwo i utracił jacht.