WYRZUCENIE
s/y KLIO NA BRZEG W GDAŃSKU-STOGACH
w dniu
29.10.2006 r.
(Wyciąg z orzeczenia
Izby Morskiej w Gdańsku z dnia 06 lutego 2007 r. – sygn.akt WMG 36/06)
I. Przyczyną wyrzucenia s/y KLIO przez
fale
na plażę pomiędzy Górkami Zachodnimi a Stogami,
w dniu 29 października 2006 r. o godz. 13.20, przy
wietrze NE 7-9°, w porywach do 10°B, dobrej widzialności i temp. wody +
II. Do wypadku przyczynił się kapitan jachtu przez to, że
wyszedł w morze bez wcześniejszego zapoznania się z aktualną prognozą
pogody i ostrzeżeniami o sztormie.
PRZEBIEG WYPADKU
I 1. W dniu 29.10.2006
r. o godz.10.15 s/y KLIO (typ: Conrad 28 BM, laminatowy, dł.
Organizatorem rejsu był kapitan jachtu posiadający patent sternika
jachtowego. Pozostali członkowie załogi nie mieli uprawnień żeglarskich. Dla
dwojga z nich był to pierwszy rejs
morski.
2. Przed rozpoczęciem
rejsu kapitan przez kilka dni przeglądał w internecie prognozy pogody. W Helu,
w tawernie, usłyszał na kanale 71 UKF prognozę pogody GUM na następny dzień, która w
jego ocenie była
sprzyjająca. Następnego
dnia rano konsultował
ją jeszcze z załogami zacumowanych obok jachtów,
ale nie sprawdził
jej w Bosmanacie
Portu. W rezultacie, podjął decyzję
o
wyjściu w morze w przekonaniu, że napotka wiatr NE najwyżej o sile 6 - 8°B, z
kulminacją na godz. 15.00.
3. Tymczasem, komunikat
meteorologiczny Kapitanatu Portu Gdańsk z godz. 00.05 dnia 29.10.2006 r.
zawierał ostrzeżenie o sztormie i podawał orientacyjnie: wiatr NE 8 - 9 w
porywach 10°B, a z godz. 07.05: ostrzeżenie o sztormie i wiatr NW 6 – 7, skręcający na
NE 8 - 9°B.
4. Początkowo jacht szedł
na silniku, w ciszy, a gdy pojawił się
wiatr, postawiono grota. Ok.
Ok. godz. 11.40 uruchomiono silnik (2100 obr/min.), żeby ustabilizować
pracę jachtu na fali. Od tego czasu szedł on z prędkością 5 - 6 w.
5. W związku ze
wzmagającym się NE wiatrem, kapitan spodziewał się wysokiej fali przybojowej.
Ewentualną zmianę kursu do Nowego Portu w Gdańsku uzależnił jednak od
pojawienia się grzywaczy. Z uwagi na to, że do pławy „GW” załoga nie
zaobserwowała takiej fali, kapitan pozostał
przy pierwotnym zamiarze wejścia do
Górek Zachodnich.
6. Kiedy jacht był w
odległości ok.
W tej sytuacji kapitan polecił załodze by założyła pasy ratunkowe i
wezwała pomoc.
7. Żeglarze nie
zauważyli, że uderzenie tej fali spowodowało wyrwanie pokrywy komory
kotwicznej, w której to
przechowywano linę kotwiczną oraz cumę dziobową i nie
wiedzieli, że zostały one z niej wymyte.
Podczas startu silnika
jedna z lin wkręciła się w śrubę napędową i unieruchomiła ją.
Najprawdopodobniej wtedy też, ułamała
się aluminiowa część płetwy sterowej,
przez co, sterowność jachtu
została ograniczona.
8. Wzywaniem pomocy
zajęła się przebywająca w kabinie załogantka, która cierpiała na chorobę morską.
Posłużyła się telefonem komórkowym, albowiem radiostacja także przestała
działać. Nie mogła skontaktować
się bezpośrednio z SAR,
gdyż telefon komórkowy kapitana, w którym były zapisane numery, wypadł za
burtę. Ostatecznie wezwała więc pomoc za pośrednictwem nr 112. W międzyczasie, inny załogant odpalił dwie czerwone flary, po czym, powrócił
do kabiny. Natomiast kapitan, który siedział
za sterem i trzeci załogant,
usiłowali manewrować jachtem.
9. Jacht znajdował się
już w strefie przyboju i przy wietrze NE 7 - 9, w porywach osiągającym 10°B oraz
dobrej widzialności, dryfował w kierunku
WSW. Manewrując fokiem i jarzmem steru, załoga
starała się ostrzyć i obrać kurs na Port Północny w Gdańsku.
10. O godz. 13.05 tj. 9
min. po wezwaniu pomocy - z Górek Zachodnich wyszedł statek ratowniczy WIATR. O godz. 13.15 doszedł na pozycję
odległą 1,5 kbl od brzegu plaży Stogi w Gdańsku, lecz
nie zdecydował się na dalsze
podchodzenie do jachtu, ze względu na zbyt małe głębokości i fale o wysokości 3-
11. Po zauważeniu
statku ratowniczego, żeglarze zaczęli przygotowywać się do holowania. O godz. 13.16, gdy s/y
KLIO był mniej więcej w połowie
odległości pomiędzy m/s WIATR a plażą –
kolejna, wysoka fala przechyliła jacht maksymalnie na lewą burtę, co
spowodowało wyrzucenie kapitana do wody.
Kapitan wypłynął na powierzchnię dopiero po rozwiązaniu węzła
ratowniczego i uwolnieniu się z linki
asekuracyjnej. Trzymał się achtersztagu. Krzyknął, żeby załoganci nie opuszczali leżącego na burcie jachtu.
Sam próbował wciągnąć się na jacht, ale
przez kolejną falę został przesunięty do
topu masztu. Puścił go, dzięki czemu jacht wyprostował się. Wtedy polecił załogantowi
trzymającemu ster, żeby skierował jacht na plażę. Załogant zaczął pracować
rumplem tak, aby fala
nie wchodziła skosem na
pokład lecz uderzała w burtę i pchała jacht w stronę brzegu. Pozostałych dwoje załogantów
już wówczas chciało wyskoczyć do wody, ale załogant trzymający rumpel im na to nie pozwolił.
Tymczasem, kapitan płynął do
plaży. Temperatura wody wynosiła + 6° C.
12. O godz.
13.20 s/y KLIO został
wyrzucony na plażę
pomiędzy Górkami Zachodnimi a Stogami w Gdańsku. Załoga wyskoczyła do wody i
przeszła na ląd, gdy od brzegu dzielił ją już krótki odcinek.
Kapitan był ok.
Załogą zajęło się pogotowie ratunkowe, a jacht został zabezpieczony
przed zepchnięciem na wodę.
13. Następnego dnia, po
ściągnięciu jachtu z plaży i
przeholowaniu do Górek Zachodnich, rzeczoznawca PZŻ przeprowadził inspekcję i stwierdził uszkodzenia kadłuba,
relingu, flagsztoka, urządzenia sterowego i śruby napędowej.
Defekt steru był spowodowany
ułamaniem płetwy sterowej na poziomie dolnej krawędzi jarzma oraz
zwiększonego oporu na łożyskach trzonu, co sugerowało skrzywienie go; natomiast
końce skrzydeł mosiężnej śruby napędowej uległy
wygięciom.
II. IZBA MORSKA ZWAŻYŁA, CO NASTĘPUJE:
1. Kapitan jachtu wypadek
nazwał "sztrandowaniem" i objął
tym określeniem cały ciąg wydarzeń. Miało to na celu zapobieżenie przypisania
mu winy za spowodowanie wypadku. Terminu tego użył w formularzu raportu, nazywając
tak rodzaj wypadku oraz w raporcie opisowym : "Opis
sztrandowania s/y KLIO w dniu 29.10.06 r.". Na rozprawie kapitan wyjaśnił,
iż termin ten rozumie jako manewr ostatniej szansy uratowania jachtu, który tym
różni się od wyrzucenia na plażę, że jest kontrolowany. Zaznaczył przy
tym, że manewr ten przeprowadził
załogant, któremu kazał "kierować na plażę".
Z kolei pełnomocnik kapitana zdefiniował sztrandowanie jako: manewr
awaryjny, podjęty w konsekwencji
wadliwej nawigacji i/lub złego stanu technicznego, w subiektywnie trudnych
warunkach, którego istotę stanowią działania podjęte dla uratowania jachtu i
załogi, przez ewakuację na brzeg.
2. Definicje te, choć
różnią się od wielu innych opisów sztrandowania, są poprawne. Podkreślają bowiem, iż musi to być manewr
kontrolowany.
Zazwyczaj pojęcie
"sztrandowanie" odnosi się do manewru polegającego na celowym
osadzeniu jachtu na mieliźnie, przy płaskim, piaszczystym brzegu.
Manewr taki, sam w sobie, przeprowadzony np. w wyniku awarii
uniemożliwiającej żeglowanie i szybkie sprowadzenie pomocy, nie jest wypadkiem
morskim. Natomiast może być takim wypadkiem poprzedzająca go awaria, np.
urządzenia sterowego. Mogą też być uszkodzenia spowodowane na jachcie podczas
osadzania go na mieliźnie lub po osadzeniu na niej. Nie będzie
natomiast wypadkiem świadomie podjęte i kontrolowane sztrandowanie. Działanie
takie nie jest bowiem ani nagłe, ani
nieoczekiwane, a więc, pozbawione jest cech, które odróżniają wypadek od zamierzonych działań.
3. S/y KLIO nie został
wprowadzony na brzeg świadomie i pod kontrolą, lecz został na niego wyrzucony
przez fale przyboju, a załoga nie mogła temu zapobiec. Gdyby załoga panowała
nad jachtem, to po pierwszym, głębokim przechyle, po którym został unieruchomiony silnik, kiedy
kapitan uznał, że nie jest w stanie wprowadzić jachtu do Górek Zachodnich,
utrzymanoby kurs na Port
Północny. Tymczasem, załoga nie zdołała
wyprowadzić jachtu z przyboju, w którym
druga, wysoka fala, położyła go na burtę i wyrzuciła kapitana z pokładu.
S/y KLIO stracił zdolność manewrową już po uderzeniu pierwszej fali, jeszcze
przed wejściem na Wisłę Śmiałą. To, że kapitanowi udało się w tym miejscu
zrobić zwrot, nie świadczy o tym, że jacht będąc w takim stanie w jakim był,
mógł w tych warunkach hydrometeorologicznych manewrować. Kapitan nie zdołał
utrzymać kursu pomiędzy falochronem i ostrogą, gdyż dryf jachtu przekraczał jego prędkość
do przodu. Gdyby silnik
był sprawny, jacht wyszedłby z przyboju. Manewr ten mógłby
powieść się także wówczas, gdyby niósł zarefowanego grota. Żeglowanie na samym
rollfoku ograniczało zdolności manewrowe jachtu.
Od miejsca, w którym jacht podniósł się, po wyprzedzeniu go przez
pierwszą falę, był on nieustannie
spychany na brzeg w Gdańsku-Stogach, a to na skutek wiatru działającego na jego
prawą burtę. Nie może być więc mowy o kontrolowanym przez załogantów kierowaniu jachtu na brzeg.
A zatem, wyrzucenie jachtu na brzeg, wskutek utraty zdolności
manewrowych, a w konsekwencji tego powstanie poważnych szkód, było wypadkiem morskim. W związku z
wypadkiem nastąpiło zagrożenie życia
załogi.
4. Oceniając postępowanie kapitana jachtu należało stwierdzić, że przed wyjściem z Helu na Zatokę Gdańską, nie wolno mu
było zakładać, że pogoda będzie taka, jaką zapowiadały prognozy sprzed
kilku dni. Należało zasięgnąć
informacji - najprościej w Bosmanacie Portu - odnośnie aktualnych komunikatów
meteorologicznych. Te zaś zawierały
ostrzeżenia o sztormie, w którym zresztą
później, zgodnie z prognozą, jacht się
znalazł.
Z uwagi na to, że prognozy określały siłę wiatru na 9°B, w porywach do 10° B, oznaczało
to, że siła wiatru przekroczy granicę 8°B dopuszczoną kartą bezpieczeństwa i
tym samym, nie wolno było wychodzić w morze. Błędne było przeświadczenie
kapitana, że skala ta odnosi się wyłącznie do żeglugi przybrzeżnej, wymienionej
w karcie bezpieczeństwa, gdyż ta, określa jedynie maksymalne warunki odnośnie
rejonu, siły wiatru i stanu morza.
Wydana została na podstawie orzeczenia zdolności żeglugowej, gdzie takie
same warunki przewidziano dla żeglugi przybrzeżnej jak i osłoniętej.
Kapitan także później, tj. wtedy,
kiedy jacht był w drodze, już po
zrzuceniu grota, a najpóźniej wtedy, gdy włączył silnik,
żeby ustabilizować pracę jachtu na fali, mógł telefonicznie dowiedzieć się, czego
może spodziewać się na podejściu do Górek Zachodnich. Uzależnienie decyzji o
zmianie kursu na prowadzący do Nowego Portu w Gdańsku, od pojawienia się
grzywaczy, było nierozważne.
5. Niezależnie od oceny
decyzji o wyjściu z Helu, bez aktualnej informacji o pogodzie, sposób żeglowanie przez Zatokę Gdańską nie
odpowiadał wymogom zwykłej praktyki morskiej. Kapitan, który mimo
pogarszających się warunków nie zrezygnował z zamiaru wejścia do Górek
Zachodnich, realizował go nieodpowiednio. W gruncie rzeczy reagował tylko na
wiatr. Kiedy się pojawił, postawił grota. Gdy jego siła zaczęła rosnąć, zmienił
grota na zarefowanego foka. Na koniec, żeby dostosować prędkość jachtu do prędkości
fali, włączył silnik. W żadnym momencie nie było to sztormowanie z wiatrem. Jacht
trzymał kurs i szedł ruchem ustalonym, aż do miejsca, gdzie zaczynał się
przybój, a tam, nie zdołał się oprzeć pierwszej, załamanej fali. W tej sytuacji,
kapitan powinien był wcześniej, dla lepszego zrównoważenia żaglowego i zwiększenia
zdolności manewrowych, podjąć decyzję o dodatkowym postawieniu maksymalnie
zarefowanego grota. Przy takim ożaglowaniu jacht miałby szansę nie dać się
wyprzedzić fali. Mógł też, jeszcze przed
strefą przyboju, zrolować foka i podchodzić do wejścia na Wisłę Śmiałą na samym
silniku. Wtedy, idąc pod falę, przy odpowiednim ustawieniu się do niej, mógłby uniknąć położenia jachtu na burtę.
6. W rezultacie okazało się, że
siła wiatru i
stan
morza, w jakich dzielny jacht, w żegludze osłoniętej, powinien
bezpiecznie zawinąć do Górek Zachodnich, przerosły umiejętności prowadzącego go
kapitana. Gdyby zapoznał się z prognozą pogody i przyjął do wiadomości, że dla s/y KLIO
bezpieczną granicą skali B było 8°, to nie wychodziłby z portu, a przez to, nie
przyczyniłby się do wypadku.