OPUSZCZENIE JACHTU RZESZOWIAK PRZEZ
ZAŁOGĘ I ŚMIERĆ KAPITANA JACHTU W DNIU 9 SIERPNIA 2005 r.
( Wyciąg z orzeczenia Odwoławczej Izby Morskiej przy Sądzie Okręgowym w
Gdańsku z siedzibą w Gdyni z dnia 29 maja 2007 r. - sygn. akt OIM 1/07, zmieniającego
orzeczenie Izby Morskiej przy Sądzie Okręgowym w Gdańsku z siedzibą w Gdyni z
dnia 3 lipca 2006 r. - sygn. akt WMG 25/05 )
I. Najbardziej prawdopodobną
przyczyną opuszczenia przez załogę jachtu „RZESZOWIAK” na Morzu Bałtyckim w
dniach od 9 sierpnia 2005 r. do 10 sierpnia 2005r. na pozycji: 55°17’N,
019°21’E, przy sile wiatru WNW 8-10°B, w porywach do 12°B, stanie morza 6-7°,
było przekonanie o grożącym jachtowi i załodze niebezpieczeństwie wynikające z
oceny, że warunki hydrometeorologiczne przekraczają aktualne zdolności
psychofizyczne załogi - początkowo pogłębione błędnym określeniem pozycji
jachtu na mapie.
II. Przyczyną śmierci kapitana
jachtu w dniu 9 sierpnia 2005r. na pozycji: 55°20’N, 019°34’E, przy sile wiatru
WNW 11-12°B, stanie morza 6-7°, było utonięcie albo wstrząs hypowolemiczny bądź
oba te czynniki łącznie - po wypadnięciu albo wyskoczeniu z jachtu
„RZESZOWIAK”, podczas próby podjęcia członków załogi jachtu przez prom „F...”.
III. Nieprawidłowe było postępowanie
jachtu „RZESZOWIAK” polegające na uprawianiu żeglugi z naruszeniem wymogów
Karty Bezpieczeństwa jednostki w zakresie wymaganego składu załogi.
IV. Zastrzeżenia nasuwa postępowanie
jachtu RZESZOWIAK polegające na :
1.
wyjściu z portu
Lipawa w dniu 8 sierpnia 2005 r. w trudnych warunkach pogodowych,
2.
błędnym
nanoszeniu pozycji jachtu na mapie,
3.
akceptacji metody
ratowania załogi jachtu, wskazanej przez prom „F”;
V. Na przebieg akcji ratunkowej
prowadzonej przez prom „F” wpływ miały:
Przebieg
wypadku
S/y
RZESZOWIAK (POL-2310) jest jachtem
sportowym (18,24 BRT, dług. 13,74 m,
szer. 3,88 m, kadłub stalowy, zbudowany w 2000 r., napęd: żagle o powierzchni
80 m² i silnik spalinowy PUCK 44 kW, bandera polska). Jacht posiadał
r/tfn VHF IC-M601, r/tfn VHF przen. IC-MI, pławę EPIRB, dwa GPS: Garmin 12 (w zejściówce) i RayNav300 (w nawigacyjnej), Navtex, echosondę, 1
tratwę pneumatyczną dziesięcioosobową, 2 koła ratunkowe, 10 pasów ratunkowych i
kombinezony ratunkowe dla 10 osób. S/y RZESZOWIAK był dopuszczony do uprawiania
żeglugi, jako jacht żaglowy, w żegludze pełnomorskiej bez ograniczeń
pogodowych, mając na pokładzie minimum 2 a maksimum 10 członków załogi. Dla
poszczególnych członków załogi Karta Bezpieczeństwa określała następujące
kwalifikacje: kapitan jachtu - patent jachtowego sternika morskiego, oficerowie
pokładowi - patent sternika jachtowego. Nadto, zastrzeżono wymóg, by w rejsie
uczestniczyła 1 osoba posiadająca świadectwo radiotelefonisty. Jacht posiadał ważne
Świadectwo Klasy Jachtu.
W dniu 29.07.2005 r. na jacht zaokrętowali:
-
kapitan - lat 60,
jachtowy sternik morski, uprawiający żeglarstwo od lat 70-tych ( pierwszy rejs w charakterze kapitana ),
-
I oficer
- lat 55, jachtowy sternik morski, patent z 1977
r.,
-
II oficer - lat 21, żeglarz jachtowy, patent z 2001 r.,
-
III oficer - lat 20, żeglarz jachtowy, patent z 2000 r.,
-
załogant - lat
23, żeglarz jachtowy, patent z 1995 r.,
-
załogantka - lat
22, żeglarz jachtowy patent z 2000 r.,
-
załogant - lat
16, żeglarz jachtowy, patent z 2004 r.,
-
załogantka - lat
21 - bez uprawnień żeglarskich,
-
załogant - lat
23, żeglarz jachtowy, patent z 2003 r.,
-
załogantka - lat
20, żeglarz jachtowy, patent 2003 r.
Dnia 30 lipca 2005 r., s/y RZESZOWIAK rozpoczął rejs
na trasie: Górki Zachodnie - Visby - Sztokholm - Lipawa - Górki Zachodnie,
który miał trwać do 13.08.2005 r.
W dniu 08.08.2005 r., około godz. 1755 ( UTC ), przy
wietrze o sile 5°B s/y RZESZOWIAK wyszedł z Lipawy w drogę powrotną do Górek
Zachodnich. Kapitan jachtu posiadał prognozę pogody, zapowiadającą silny wiatr
NW-W o sile 5-8°B. Prognoza pogody opracowana przez Biuro Meteorologiczne
Prognoz Morskich O/Morskiego IMGW w Gdyni na Bałtyk Południowo-Wschodni
zapowiadała zaś od godz. 1900 do 0700 z 08 na 09.08.2005 r. ostrzeżenie przed
silnym wiatrem : NW 4-5, wzrastającym 6-7°B, orientacyjna na następne 12 godzin:
wiatr NW do W 7 wzrastający do 8 °B. Od godz.0700 do godz.1900 dnia
09.08.2005r. : ostrzeżenie przed sztormem, wiatr NW 6-7 wzrastający do 8°B,
stan morza 3-4, potem 4, orientacyjna na następne 12 h: wiatr NW-W 7-8 °B a od
godz. 1300 do 0100 dnia 09-10.08.2005 r. ostrzeżenie przed silnym sztormem:
wiatr NW do W 7-8 wzrastający do 9-10 °B, stan morza 4-5, później 6,
widzialność dobra do umiarkowanej. Postępujące od E opady deszczu.
Około godz. 1810 ( UTC ), po minięciu główek
wejściowych, postawiono foka marszowego, grota zarefowanego na pierwszym refie
i bezana. O godz. 1900 ( UTC ) jacht położył się na KD 260° i z szybkością ok.
3,5 w szedł w kierunku Helu. Szedł tym kursem do ok. godz. 0200 ( UTC ) dnia
09.08.2005 r. Jacht zachowywał się prawidłowo na fali. Włączone były 2 GPS ( tj. mniejszy, zasilany na baterie,
zamontowany w zejściówce i GPS RayNav300 w kabinie nawigacyjnej). Na koniec
wachty oficer wachtowy odczytywał pozycję z GPS-u znajdującego się w
zejściówce, odnotowywał ją w brudnopisie dziennika jachtowego i nanosił na
mapę. W czasie całego rejsu nie wszystkie pozycje z GPS załoga nanosiła na
mapę. Sporadycznie porównywano wskazania obu GPS, odczytując niewielkie
odchylenia pozycji.
Przed godz. 0200 (UTC) w dniu
09.08.2005 r., wykonano zwrot przez sztag ( z użyciem silnika z powodu silnego
wiatru ) i położono się na kurs ok. 190°. Siła wiatru wynosiła ok. 6 °B.
Ponieważ wiatr się wzmagał, zrzucono grota. O godz. 0330 (UTC) postawiono foka
sztormowego i bezana sztormowego. Po wymianie żagli jacht szedł kursem 220°,
zachowywał się prawidłowo na fali, utrzymywano zamierzony kurs. O godz. 0600 (UTC)odnotowano
pozycję: 55°51`N, 019°29`E, kierunek wiatru NW. Potem jacht szedł kursem KD
około 180°, z szybkością 7,3 w. O godz. 0700 (UTC) dokonano ostatniego wpisu w brulionie
określającego pozycję jachtu: 55°48`N, 019°30`
E.
W godzinach przedpołudniowych wiatr
NW zaczął przybierać na sile, a około południa osiągnął 8-9 °B przy stanie
morza 7. Utrzymanie kursu było już utrudnione z powodu silnego dryfu jachtu. O
godz. 0900 (UTC) jacht szedł KD 194°, szybkością 5,8 w. Wiatr NW o sile 9°B,
stan morza 8, opady deszczu.
O godz. 1000 (UTC) trzymano KD 200°, szybkość wynosiła
5,5 w. Wiatr NW 9 °B, stan morza 8, widzialność 5.
O godz. 1100 (UTC) naniesiono na mapę pozycję jachtu:
55°19`N, 020°15` E, zaś na godzinę 1400 pozycję: 55°16`N, 020°18` E. Według
wskazań GPS-u o godzinie 1100 (UTC) jacht znajdował się w pozycji: 55°26`N,
019°23`E, zaś o 1400 55°21` N, 019°21`E.
Po godz. 1200 (UTC) założono ref na
bezanie sztormowym. Warunki pogodowe były trudne. Wiatr, wg oceny załogi, o sile
10°B wciąż wzmagał się, rosła fala, która co pewien czas zalewała pokład, padał
deszcz. O godz. 1200 ( UTC ) załoga dokonała ostatniego zapisu w brudnopisie dziennika jachtowego.
O godz. 1400 (UTC) po raz ostatni naniesiono pozycję
na mapę - była to pozycja 55°09` N, 020°03` E. GPS pod pokładem zapisał na
godz. 1400 (UTC) pozycję: 55°12,783 N, 019°17,990E, kurs 191°, odl. 1,7 Mm od
poprzedniej pozycji zapisanej o 1330.
O godz. 1400 (UTC) siła wiatru w
porywach osiągała 11°B, przy stanie morza 8, tworzyły się wysokie fale.
Po godz. 1400 (UTC) kapitan zebrał
załogę pod pokładem i omawiał z nią sytuację na jachcie. Załoga była zmęczona
sztormową pogodą i niewyspana. Kapitan powiedział, że obawia się zdryfowania
jachtu i rozbicia o brzeg rosyjski - wymienił półwysep Taran. Rozważano
możliwość schronienia się w porcie Bałtijsk lub osadzenia jachtu na
piaszczystej mieliźnie.
O godz. 1430 (UTC) GPS "RayNav300" zapisał
pozycję: 55°10,062 N, 019°17,254 E, kurs
186°, odl. 2,8 Mm od pozycji z 1400.
Około godz. 1500 (UTC) kapitan
polecił uruchomić silnik i wykonać zwrot przez sztag dla przejścia na
kontrkurs. Nie poprawiło to jednak sytuacji jachtu, który na kursie N, około
030°, nawet przy pełnych obrotach silnika, dryfował szybkością ok. 3-4 w na SE.
Wkrótce wyłączono silnik ze względu na ograniczony zapas paliwa.
O godz. 1500 (UTC) GPS "RayNav300" zapisał
pozycję: 55°10,662 N, 019°17,791 E, kurs 024° i odległość 2.8 Mm od poprzedniej
pozycji z 1430 (UTC).
Po zwrocie kapitan stwierdził: „jest źle”, zszedł pod pokład i po dłuższej rozmowie z załogą, pod
jej presją, zdecydował się wezwać pomoc drogą radiową. Kapitan mówił, że są w
odległości ok. 20 mil lub mniejszej od brzegu. Stwierdził, że są w
niebezpieczeństwie, ale wyczuwalne było u niego niezdecydowanie.
Jacht nie miał przecieków, nie
nabierał wody, wszystkie urządzenia były sprawne.
Drugi z jachtowych sterników
morskich, odradzał wzywanie pomocy, proponował, by stanąć jachtem w dryfie do
czasu „aż wszystko się uspokoi i będzie
można podjąć dalsze decyzje”.
W czasie dyskusji kapitana z załogą stwierdzając, że:
„możemy wysłać swoją pozycję” wciśnięto
przycisk DSC umieszczony przy stanowisku nawigatora. Po pewnym czasie przyjęto
potwierdzenie odbioru sygnału przez stację Kaliningrad-1. Transmisja była złej
jakości. Stacja poprosiła o pozycję, zapytała co stanowi problem i oznajmiła,
że przyjęła informację. Kapitan prosił o wzięcie jachtu na hol i odholowanie do
portu. Stacja nie odpowiedziała lub odpowiedziała, że nie może udzielić pomocy.
Potem z s/y RZESZOWIAK dwukrotnie nadano May-Day na kanale 16 UKF. O godz. 1541
( UTC ) ( godz. 1741 czasu polskiego
) MRCK w Gdyni odebrało potwierdzenie Distress Alertu - DSC, kanał 70 VHF z
jachtu na pozycji 55°11` N, 019°18` E z rosyjskiej CRS. O godzinie 1543 (UTC) (godz.1843 czasu statkowego) mv „F”
odebrał potwierdzenie Distress Alertu - DSC z jachtu.
M/f „F” (statek
ro-ro, poj. 19.524 BRT, dł.156 m, szer. 24 m, bandera-norweska, 2 SG, 2 śruby
nastawne, 2 płaty sterowe, ster strumieniowy na dziobie) był na Bałtyku w
drodze do St. Petersburga.
O godz. 15.43 (UTC) I oficer, pełniący wachtę na
mostku m/f „F”, odebrał informację DSC, że jacht o numerze SPG2941, na pozycji
55°11` N i 019°19`E wzywa pomocy. Zidentyfikował go jako s/y RZESZOWIAK. Jacht
znajdował się ok. 20 Mm na płn.- zach. od m/f „F”. Wkrótce stacja brzegowa na
kanale 16 UKF potwierdziła odebranie tego alarmu. Również na kanale 16 UKF I
oficer skontaktował się z centrum ratowniczym w Kaliningradzie. Po potwierdzeniu,
że m/f „F” jest najbliższym statkiem dla jachtu wzywającego pomocy, prom został
wyznaczony przez RCC Kaliningrad jako statek koordynujący prowadzenie akcji.
Polecono mu udać się w miejsce niebezpieczeństwa, zidentyfikować jednostkę,
ocenić sytuację i skontaktować się z jachtem.
Obecny na mostku m/f „F” kapitan, wyznaczył I oficera
(Polaka) do komunikacji z jachtem. M/f
„F” zmienił kurs na płn. - zach. i z szybkością 18 w, przy
stanie morza 6-7, wietrze NW-W
15-16 m/sek. skierował się do jachtu. I oficer m/f„F” nawiązał na kanale
16 UKF kontakt z s/y RZESZOWIAK. Otrzymał informację, że jacht jest w
niebezpieczeństwie, nie jest w stanie utrzymać kursu i prędkości, że dryfuje,
ma uszkodzony silnik. Na pytanie o rodzaj pomocy, pierwszą odpowiedzią było
pytanie o najbliższą mieliznę, na którą mogliby zdryfować by poczuć się pewnie.
I oficer uświadomił załodze jachtu, że są mniej więcej pomiędzy Gotlandią i
Estonią, na głębokości ok. 100 m. - i nieprędko mogą się spodziewać mielizny.
Załoga jachtu nie mogła się zdecydować czy żądają pomocy czy chcą asysty
holownika. Kapitan jachtu podał I oficerowi m/f „F” pozycję jachtu z GPS:
56°12` N 019°19`E. I oficer poinformował, że przybędzie na pozycję jachtu za
około godzinę, spróbuje zamówić dla nich holownik, nie widzi ich na radarze z
powodu sztormu i prosi o częstsze podawanie pozycji z GPS-u. Do RCC
Kaliningrad-1 przekazał informację, że stan fizyczny i psychiczny załogi jachtu
jest dobry, mają problemy ze sterownością. Centrum ratownicze poleciło m/f „F”
podjąć działania ratownicze - mimo zwrócenia przez I oficera promu uwagi, że
udzielenie pomocy jachtowi, ze względu na wielkość ich statku, wysokość burt i
pogodę, będzie utrudnione. Prom nalegał na wysłanie do jachtu specjalistycznej
jednostki, helikoptera lub holownika. Otrzymał ostatecznie odpowiedź, że
centrum tego zrobić nie jest w stanie i statek musi udzielić pomocy.
W tym czasie wiał wiatr WNW o sile 25m/sek., (około 10°B), stan morza wynosił 8-9.
Stacja brzegowa podała, że pogoda nie poprawi się w ciągu najbliższych 12
godzin. Dopiero po przekazaniu tej informacji, załoga jachtu podjęła decyzję,
że chce ratowania życia na morzu. Po kilkukrotnym upewnieniu się, I oficer
przekazał ich decyzję RCC Kaliningrad-1. Po raz kolejny centrum ratownicze oznajmiło,
że prom ma ratować jacht mimo wspomnianych utrudnień ze względu na wielkość
statku.
Według zeznań załogi jachtu, ok.
godz. 1700 (UTC) stacja Kaliningrad-1 zaproponowała przysłanie holownika za
opłatą 1000 USD - na co kapitan ostatecznie przystał. Początkowo m/f „F”
potwierdziła informację, że zamówiony w Kaliningradzie holownik przybędzie i
będzie eskortować jacht do czasu jego przybycia. O godz. 1723
(UTC)
I oficer m/f „F” przekazał na jacht informację, że holownik nie przybędzie i promowi
powierzono prowadzenie akcji oraz, że prom zawiadomi jacht o procedurze
ewakuacji załogi.
Ostatecznie, na m/f „F” zdecydowano,
że najlepszym sposobem przyjęcia załogi na pokład promu będzie wystrzelenie na
pokład jachtu rzutki pirotechnicznej, do której zostanie doczepiona lina
holownicza. Po zamocowaniu jej na jachcie, zostanie on ściągnięty do drzwi
pilotowych m/f „F” usytuowanych na śródokręciu, na burcie zawietrznej. Po
zrównaniu jachtu z drzwiami pilotowymi poprzez popuszczanie liny przez załogę promu,
żeglarze przejdą na pokład. Rozważano również możliwość opuszczenie szalupy lub
wyrzucenie sieci za burtę, ale ostatecznie uznano to za zbyt ryzykowne przy tak
złej pogodzie.
Po zbliżeniu się do s/y RZESZOWIAK na
odległość ok. 5 kbl, I oficer promu poinformował załogę jachtu o sposobie
przeprowadzenia akcji i o ryzyku z nią związanym. Załoga jachtu zaakceptowała
sposób ratowania, jak i fakt, że jacht po podjęciu załogi może dryfować. Nikt z
załogi nie protestował. Padło stwierdzenie „nieważne
co stanie się z jachtem, byle uratować ludzi”. I oficer m/f „F” powiadomił
RCC Kaliningrad-1 o uzgodnieniach i o tym że zaczyna akcję.
W początkowej fazie m/f „F”
podchodził równolegle do lb s/y RZESZOWIAK. Na jachcie uruchomiono silnik,
który miał pomagać w manewrach. Manewry podejścia z powodu silnego wiatru (WNW 25 m/sek. - około 10° B) i wysokiej fali, były kilkakrotnie ponawiane, aż do
zajęcia przez m/f „F” dogodnej pozycji. Pierwszą rzutkę wystrzelono o godzinie
2100 czasu statkowego (1800 – UTC).
Wg załogi jachtu, przebieg zdarzeń podczas akcji
ratowniczej przedstawiał się następująco: pierwsze wystrzelenie rzutki z liną
było niecelne i załoga jachtu nie miała możliwości jej przechwycenia. W trakcie
manewrów mających na celu zajęcie dogodnej pozycji do wystrzelenia drugiej
rzutki jacht kilkakrotnie przepływał za lub przed m/f „F” miotany falami. W
czasie podejścia doszło do uderzenia koszem dziobowym jachtu o rufę promu.
Podana kolejna rzutka zaczepiła o kosz rufowy. Kiedy zaczęto jej wybieranie, z m/f
„F” powiadomiono przez radio, że na końcu rzutki nie ma liny. Rzutka została
odcięta przez załogę statku, jacht przeszedł za jego rufę. Odstawiono silnik (dym z komory) i dalsze manewry
prowadzono tylko na żaglach. Trzecia rzutka, zaczepiła o sztag. Po wybraniu
rzutki okazało się, że na jej końcu również nie było liny. Jacht cały czas,
targany falą i wiatrem, zmieniał swoje położenie względem statku.
W czasie prób podejścia do przyjęcia
czwartej rzutki, s/y Rzeszowiak kilkakrotnie znalazł się przed dziobem m/f „F”.
Ostatecznie udało się przyjąć rzutkę w części rufowej jachtu i zaczęto ją
wybierać. W czasie wybierania, jednostki zderzyły się burtami, w rezultacie czego
na jachcie złamał się bezanmaszt i uszkodził grotmaszt. Podaną z promu linę
holowniczą przymocowano do grotmasztu. W tym czasie nastąpiło kolejne zderzenie
statków prawymi burtami, w wyniku czego jeszcze bardziej uszkodzony został
grotmaszt.
Ewakuacja załogi miała nastąpić z
części dziobowej jachtu, z wysokości mocowania want grotmasztu. Przy otwartych
drzwiach pilotowych stał I oficer z drugim członkiem załogi i tłumaczył
żeglarzom jak będą podejmowani. Opuszczono do jachtu drabinkę i lifelinkę, do
której przypięła się II of. i weszła na prom. Na jacht podano kolejną linę, do
której przypięto załogantkę. Jednakże, z powodu dużego rozkołysu na fali,
jacht, obijając się o burtę m/f „F”, zaczął przesuwać się w kierunku rufy
statku. Wg załogi jachtu załoga statku odcięła linę, zamknęła drzwi pilotowe,
bo zaczęła ich zalewać fala.
Po przejściu jednego członka załogi
jachtu na m/f „F”, I oficer promu (stojący
przy drzwiach pilotowych) został
poinformowany z mostku, że pękła lina łącząca jednostki. Również on spostrzegł,
że jacht dryfuje w stronę rufy statku. Polecił zamknąć drzwi pilotowe, by
ograniczyć napływ wody do środka. Krzyknął, aby wychylono ster maksymalnie na
prawą burtę, aby rufę statku oddalić od jachtu. Po przyjściu I oficera na
mostek jacht już dryfował za rufą statku. Oficer nawiązał kontakt z jachtem i
poinformował, że nie ma możliwości dalszego ratowania, bo skończyły się rzutki
pirotechniczne oraz powiadomił RCC Kaliningrad, że statek nie ma dalszych
możliwości technicznych udzielenia pomocy a nadto pogarszająca się pogoda
uniemożliwia dalszą akcję. Ponownie zaproponował wysłanie specjalistycznej
jednostki, jednak odmówiono mu i polecono mu kontynuować akcję ratowniczą.
Kiedy jacht zaczął przesuwać się w
kierunku rufy statku, żeglarze zobaczyli uniesioną nad ich głowami rufę promu,
która przygniotła jacht aż po śródokręcie. Spowodowało to urwanie koła
sterowego, uszkodzenie grotmasztu, olinowania relingów i obudowy tratwy
ratunkowej. Załogant (z pb) i kapitan
(z lb) wyskoczyli lub wypadli do
wody. Byli w pasach ratunkowych.
Kapitan jachtu dostrzeżony został
przez załogę s/y RZESZOWIAK, gdy trzymał się foka sztormowego zwisającego do
wody po pb przy samym koszu dziobowym. Drugi ze znajdujących się w wodzie członków
załogi odpłynął kilka metrów od jachtu, bo pozostanie w jego pobliżu uważał za
niebezpieczne.
O godz. 1955 (UTC) m/f „F” otrzymał
z jachtu informację, że kilkunastoletni żeglarz dryfuje w kamizelce wyposażonej
w migające światełko i taśmy refleksyjne i oddala się od jachtu. Na promie
ustanowiono dodatkową wachtę celem obserwacji żeglarza w wodzie, którego
zaczęto oświetlać drugim reflektorem. I oficer powiadomił o tym RCC
Kaliningrad-1 i kolejny raz żądał kategorycznie wysłania pomocy.
Około godz. 2015 (UTC), prom otrzymał
informację z jachtu, że drugi członek załogi - kapitan jachtu - jest za burtą
zaplątany w olinowanie jachtu, mają z nim kontakt i starają się go wyciągnąć.
Kapitan jachtu początkowo był przytomny, nawiązał z
ratującymi go kontakt słowny. Wszystko wskazywało, że jest zaplątany w żagiel,
szoty i sztag, wisiał po pb blisko dziobu. Nie miał już na sobie kamizelki
ratunkowej. Próba wyciągnięcia nie przyniosła powodzenia. Użyto kabestanów,
znajdujących się na złamanym grotmaszcie, „na których wisiał”. Podciągnięto kapitana na tyle, że jego dłonie znalazły
się na pokładzie jachtu. Wówczas żeglarze udzielający kapitanowi pomocy
spostrzegli, że odległość między statkami szybko się zmniejsza i grozi kolejne
zderzenie burtami. Odskoczyli od burty, a po rozejściu się statków kapitana już
nie zobaczyli.
Statek, na prośbę z jachtu, oddalił się na odległość
ok. 3 kbl i zataczał koła by mieć jacht w polu widzenia. Oświetlano jacht i żeglarza
w wodzie za pomocą 2 reflektorów. Próbowano też szukać kapitana. O godz. 2050 (UTC)
nadeszła informacja o starcie z Gotlandii 2 szwedzkich helikopterów
ratowniczych.
Początkowo, z powodu złych warunków
pogodowych, helikoptery nie były w stanie podjąć żeglarzy. Dopiero między godz.
0300-0400 (UTC), szwedzki śmigłowiec SAR
podjął z jachtu wszystkich 7 członków załogi i przetransportował do
Gdańska.
W dniu 11.08.2005 r. na pozycji
020°50`E, 55°33`N dryfujący s/y RZESZOWIAK, odnalazła załoga jachtu S. i
przeholowała go do Kłajpedy - tam, poniżej linii wodnej z lewej części kadłuba,
odkryto zwłoki kapitana jachtu uwięzione w linach.
Zważywszy na potrzebę wskazania
okoliczności związanych z wypadkiem, których ujawnienie może mieć wpływ na
poprawę bezpieczeństwa żeglugi rozważono między innymi, co następuje:
1.
Obsada jachtu niezgodnie z
wymogami Karty Bezpieczeństwa polegała na braku na pokładzie (określonej w karcie bezpieczeństwa jako
wymagany członek załogi) osoby legitymującej się świadectwem operatora
radiotelefonisty VHF. Skrótowy zapis w
rubryce dotyczącej radiooperatora: „św.
r/tfn” nie budziło wątpliwości co do jego znaczenia, szczególnie w
kontekście przepisu § 7 ust. 1 rozporządzenia Ministra Łączności z dnia
28 maja 2001 r. w sprawie świadectw operatora urządzeń radiowych (Dz.U. Nr 57 poz. 599 z 2001 r. - obowiązującego
w dniu wypadku), ustalającej następujące rodzaje świadectw operatora
urządzeń radiowych w służbie radiokomunikacyjnej morskiej i żeglugi śródlądowej:
1)
świadectwo
radioelektronika pierwszej klasy (GMDSS),
2)
świadectwo
radioelektronika drugiej klasy (GMDSS),
3)
świadectwo ogólne
operatora (GMDSS),
4)
świadectwo
ograniczone operatora (GMDSS),
5)
świadectwo
operatora łączności dalekiego zasięgu,
6)
świadectwo
operatora łączności bliskiego zasięgu,
7)
świadectwo
operatora radiotelefonisty VHF.
Zgodnie z art. 22. 1 pkt 2
ustawy z dnia 9 listopada 2000 r. o bezpieczeństwie morskim (brzmienie
z dnia wypadku - Dz.U. z 2000 r. Nr 109, poz. 1156 z późn. zm.) skład
załogi statku niezbędny dla zapewnienia bezpieczeństwa morskiego ustala
dyrektor urzędu morskiego właściwego dla portu macierzystego statku i potwierdza
to:
1)
wydając
certyfikat bezpiecznej obsługi statku dla statków podlegających Konwencji
SOLAS;
2)
dokonując wpisu w
Karcie Bezpieczeństwa statku dla statków innych niż określone w pkt 1.
Bezwzględny obowiązek uprawiania
żeglugi zgodnie z tak określonymi wymogami co do kwalifikacji załogi wynika z
przepisu art. 57 ustawy z 18 września 2001 r. Kodeks morski ( Dz.U. z 2001
r. Nr 138, poz. 1545 z późn. zm. ).
Należy jednakże podkreślić, iż pomiędzy brakiem w
składzie załogi operatora radiotelefonisty VHF a wypadkiem nie ma związku
przyczynowego. W żadnym istotnym momencie nie doszło do niemożności nawiązania
kontaktu radiowego, w szczególności zaś
była utrzymywana korespondencja promu z jachtem.
2. Dane o pozycji s/y RZESZOWIAK w dniu
9.08.2005 r., odnotowane przez urządzenia (GPS
- wg czasu polskiego) oraz w dokumentach jachtu, przedstawiały się następująco
:
|
Godz. |
Pozycja wg GPS |
Pozycja wg brulionu |
Pozycja wg mapy |
|
0800 |
|
55°51 N 19°29 E |
|
|
0830 |
55°51 N 19°29 E |
|
|
|
0900 |
55°48 N 19°30 E |
55°48 N 19°30 E |
|
|
1300 |
55°26 N 19°23 E |
|
55°19 N 20°15 E |
|
1400 |
55°21 N 19°21 E |
|
55°16 N 20°18 E |
|
1500 |
55°15 N 19°20 E |
|
55°12 N 20°12 E |
|
1600 |
55°12 N 19°17 E |
|
55°09 N 20°03 E |
Pozycje naniesione na mapę przez
załogę z godzin od 1300 do 1600 (ostatnia
naniesiona) różniły się od pozycji prawidłowo wskazywanej przez GPS. Pozycja
naniesiona na godzinę 1600: 55°09` N, 20°03` E. - prawdopodobnie zakładana
przez załogę jako pozycja jachtu w chwili wezwania pomocy - odbiegała od tej rzeczywistej;
około godziny 1741 ( czasu polskiego,
1541 UTC ) s/y RZESZOWIAK faktycznie znajdował się bowiem na pozycji:
55°11`N 19°19`E. Od około godziny 1600 (1400
UTC) załoga jachtu rozważała możliwość bądź to wejścia do portu w
Bałtijsku, bądź sztrandowania jak i w końcu skorzystania z pomocy innej
jednostki. Związane to było z występującymi warunkami atmosferycznymi jak i z przekonaniem
załogi, iż jacht znajduje się w nieznacznej odległości od brzegu rosyjskiego.
Zakładano, iż w wypadku dalszego naporu wiatru z kierunku N-NW, jacht ostatecznie
zostanie zdryfowany i po upływie około pięciu godzin rozbije się o brzeg.
2. Jedną z przyczyn samego wezwania pomocy
było przekonanie o pozycji jachtu niebezpiecznie blisko brzegu. Decydując się
jednak na opuszczenie jachtu, załoga - dzięki informacjom przekazanym przez
prom - zdawała sobie już sprawę z faktycznej pozycji jednostki. Coraz
trudniejsze warunki pogodowe, trudności z wykonaniem zwrotu (pomimo pracy silnikiem) z uwagi na
wysokość fali i siłę wiatru, narastający stres i przedstawianie kapitanowi
przez załogantów sugestii zwrócenia się o pomoc, pozwalają uznać, że ostatecznie
decyzja o opuszczeniu jachtu wynikać musiała z oceny, iż jachtowi i jego
załodze grozi niebezpieczeństwo, albowiem warunki hydrometeorologiczne
przekraczają już aktualne zdolności psychofizyczne załogi. Do konkluzji takiej
dojść można jako do bardzo prawdopodobnej - ograniczonej jednak niemożnością
jej ostatecznego zweryfikowania wyjaśnieniami samego kapitana.
Istotnym jednak jest, iż w momencie
podejmowania decyzji o opuszczeniu jachtu nie istniały żadne techniczne
przyczyny, które by przemawiały za
opuszczeniem jednostki. Jacht nie był pozbawiony możliwości sztormowania lub
rzucenia dryfkotwy, jego urządzenia były sprawne, warunki nie przekraczały zaś
jego dzielności morskiej. Prawidłowa obsługa urządzeń powinna była pozwolić na
skuteczne kontynuowanie żeglugi, a skoro zdecydowano się na opuszczenie jachtu,
to logicznym powodem takiego zachowania musiała być ocena, że załoga nie była
już w stanie bezpiecznie żeglować.
Okoliczność ta może stanowić
przesłankę do opuszczenia jednostki równie istotną jak ta, której przyczyny
leżą po stronie natury technicznej. Rzeczą kapitana było dokonanie oceny czy, w
danych warunkach hydrometeorologicznych, zdolności psychofizyczne załogi jachtu
(w tym umiejętności) pozwalają
jeszcze na żeglugę, czy też jej kontynuowanie grozi już poważnym
niebezpieczeństwem oraz czy niebezpieczeństwo owo jest rzeczywiście większe niż
wysokie ryzyko związane z opuszczaniem jednostki. Jak stanowi art. 61 § 1
kodeksu morskiego, kapitan jest obowiązany przedsięwziąć wszystkie środki dla
uchronienia statku oraz znajdujących się na nim osób i ładunku przed szkodą.
Niewątpliwym priorytetem jest przy tym bezpieczeństwo ludzi.
3. Z punktu widzenia ograniczeń formalnych,
wyartykułowanych w zapisach Karty Bezpieczeństwa, jacht miał zdolność do uprawiania
żeglugi w każdych warunkach pogodowych i to już z załogą składającą się minimum
z 2 osób o odpowiednich kwalifikacjach. Jednakże każdorazowo, trudne warunki
hydrometeorologiczne obligują kapitana do kalkulacji ryzyka, jakie niesie za
sobą w tych warunkach żegluga - wynika to zarówno z zasad dobrej praktyki
morskiej jak i dyspozycji powołanego już wyżej art. 61 § 1 kodeksu
morskiego.
Warunki, jakich kapitan winien
spodziewać się na podstawie dostępnych prognoz, były ciężkie, wymagające nie
tylko sprawnej jednostki, ale i praktyki, odporności i wysokich umiejętności
załogi. Tymczasem, większość załogi jachtu stanowili młodzi żeglarze, z
niewielkim jeszcze doświadczeniem. Kierunek wiatru i odległość do portu
docelowego sprawiały, iż kalkulacja ryzyka winna obejmować zatem także
zmęczenie długotrwałą żeglugą w ciężkich warunkach, obniżające stopniowo
sprawność nawet doświadczonych członków załogi, najbardziej obciążonych pracą w
trakcie takiej żeglugi. Wprawdzie faktycznie warunki hydrometeorologiczne (wiatr w porywach do 12°B) przekroczyły początkowo
prognozowane orientacyjnie - lecz nie w sposób niespotykany. Z taką sytuacją na
morzu można było się zatem liczyć. Nawet pierwsze orientacyjne prognozy
wskazywały, że żegluga stanowić może bardzo poważne wyzwanie dla jednostki i
jej załogi. Nie istniała przy tym żadna obiektywna konieczność szybkiego
powrotu jachtu do Górek Zachodnich.
Podejmowanie w takiej sytuacji niepotrzebnego
ryzyka żeglugi w sztormie budzi zatem zastrzeżenia.
4. W chwili przybycia na miejsce akcji,
promu „F” załoga jachtu była zdezorientowana i wyczuwalne były objawy paniki.
Po nawiązaniu pierwszego kontaktu z promem, załoga s/y RZESZOWIAK nie była do
końca zdecydowana czego oczekuje: holowania (rozumianego jako ratowanie mienia) czy też ratowania ludzi (ratowania życia). Dopiero po
kilkudziesięciominutowych negocjacjach ostatecznie ustalono, iż akcja
ratownicza odpowiadać będzie pojęciu ratowania życia na morzu.
M/f „F” miał obowiązek udzielenia
pomocy załodze jachtu. Statek wezwany sygnałem May-Day, miał bezwzględny
obowiązek podjęcia działań zmierzających do zapewnienia załodze jednostki
ratowanej wszelkiej możliwej pomocy. Każdorazowo pomoc udzielana załodze
jednostki ratowanej winna jednak uwzględniać takie elementy jak: możliwości
techniczne jednostki ratującej i ratowanej, wzajemne gabaryty poszczególnych
statków, warunki pogodowe, jak i w końcu, dostępne siły i środki pozwalające na
bezpieczne udzielenie pomocy. Prom pozostaje jednostką wysoce „nieprzystosowaną”
do działań ratowniczych (znacząca boczna
powierzchnia nawiewu, brak specjalistycznego sprzętu do ratowania ludzi, jak i
w końcu - w tym przypadku - znaczące różnice w wielkości poszczególnych
jednostek).
Nie można podważać pełnego
zaangażowania członków załogi promu w akcję ratowniczą. Zwrócić należy uwagę,
iż na przebieg akcji miały wpływ ekstremalnie ciężkie warunki
hydrometeorologiczne jak i ograniczone środki ratownicze znajdujące się w
dyspozycji promu. Zważyć jednak trzeba, iż do chwili rozpoczęcia akcji, po
stronie jachtu nie istniało zagrożenie zatonięcia jednostki. Podjęcie więc
przez prom działań ratowniczych nie nastąpiło w sytuacji bezpośredniego
zagrożenia życia ludzkiego.
W
konsekwencji, budzi wątpliwości sposób ratowania przyjęty obopólnie przez jacht i prom, a polegający na
przyciągnięciu, za pomocą liny holowniczej, jachtu do burty promu. Każdorazowe
zetknięcie dwóch jednostek burta w burtę niesie ze sobą ryzyko ich uszkodzenia.
Zagrożenie takie jest tym większe, gdy dochodzi do niego w trudnych warunkach
atmosferycznych w sposób niekontrolowany i dotyczy ono jednostek o zasadniczo
różnej wielkości.
Przy wietrze osiągającym 10-12°B i
stanie morza 6-7, zetknięcie burtami jachtu i promu pociągało za sobą realne
niebezpieczeństwo zgniecenia lub co najmniej poważnego uszkodzenia jachtu. Każdorazowe
uniesienie promu na fali, groziło dostaniem się jachtu bezpośrednio pod kadłub m/f
„F” lub w okolice działania jego śrub. Sposób (metoda)
ratowania, nie tylko naruszał zasady dobrej praktyki morskiej, ale przede
wszystkim wprowadzał nieuzasadniony element ryzyka polegający na realnym
zagrożeniu rozbicia lub zmiażdżenia jednostki ratowanej przez statek ratujący.
Użycie szalup, tratwy ratunkowej, czy
też w końcu wyrzucenie sieci, po której dostać miałaby się załoga RZESZOWIAKA
na pokład promu - podobnie obarczone byłoby bardzo dużym ryzykiem dla życia
osób ratowanych. W konsekwencji akcja ratownicza winna ograniczyć się jedynie
do asekuracji i osłony ( w istocie
przecież sprawnego technicznie) jachtu przed naporem wiatru i fali. W
dalszej zaś kolejności, dopiero w sytuacji realnej poprawy pogody, można było
podjąć samodzielne działania ratownicze.