1. Wstęp:
W
tym roku zaplanowałem rejs do St. Petersburga – miejsca dla nas ciągle dość
egzotycznego i stosunkowo rzadko odwiedzanego.
Przed
rejsem szukałem informacji mogących służyć za wskazówki w żegludze na tym
akwenie – jedyne sensowne co znalazłem to opis rejsu
kolegów z s/y „Rzeszowiak” z 2002 roku (www.rejsymorskie.net/locja/petersburg).
Zawarte
tam wskazówki okazały się bardzo przydatne – dziękuję i polecam, jednak już
nieco nieaktualne. Aby ułatwić zadanie tym z Kolegów którzy
zechcą się wybrać w tamten region przedstawiam swoje doświadczenia w żegludze
po tym akwenie.
2. Wiza:
Aby
płynąć do Rosji potrzebujemy wizy. Wystarczy zwykła wiza turystyczna (ważna do
30 dni). Aby załatwić taką wizę potrzebne jest zaproszenie lub vołczer.
Wysłałem
e-maila do komandora Centralnego Klubu Rosji w St. Petersburgu Ivana Pankanina
(vladimir@sailrussia.spb.ru) z prośbą o zaproszenie i
ku ogromnemu zdziwieniu (w kontekście doświadczeń kolegów z Radomiaka) już na
drugi dzień otrzymałem odpowiedź że w ciągu dwu dni
otrzymamy zaproszenia i kosztuje to 25 EUR/osoby.
W
między czasie zwróciliśmy się do kilku biur podróży specjalizujących się w
załatwianiu wiz do Rosji o załatwienie nam zaproszeń i wiz, Jedno z biur
zaproponowało nam wizy (wraz z zaproszeniami) oraz obowiązkowe
ubezpieczenia za ok. 300 zł/osoby.
Skorzystaliśmy z tej oferty jako że samodzielne
załatwianie zaproszeń i wiz kosztowałoby nas tyle samo (jak nie więcej) i
naglił nas już czas (załatwianie wiz to ok. 2 tygodnie).
3. Wejście do St.
Petersburga:
Przy
końcu zatoki fińskiej już na wodach terytorialnych Rosji tuż przy farwaterze
znajduję się wysepka Gogland. Znajduję się tam punkt kontroli ruchu. Zbliżając
się do Gogland należy obowiązkowo zgłosić się przez radio (kanał 16 lub
11). Ja zgłosiłem się jeszcze przed
Gogland na kanale 16 po angielsku – w odpowiedzi usłyszałem jakiś bełkot z
którego byłem wstanie domyśleć się tylko nazwy jachtu i że mam przejść na kanał ? – kilka razy pytałem na jaki
kanał i za każdym razem słyszałem w odpowiedzi ten sam bełkot, w końcu
zapytałem po rosyjsku – ten sam bełkot tylko jeszcze szybszy. Olałem wychodząc
z założenia że przecież próbowałem. Gdy mijaliśmy
Gogland wywołano nas po rosyjsku – zmienił się już dyżurny i z porozumieniem nie
było żadnych problemów. Otrzymałem polecenie przejścia na kanał 11 i udzielenia
odpowiedzi na kilka standartowych pytań (skuda, dokuda, skolko czełowieków itp.). W tym rejonie należy uważać na duży ruch statków – w
końcu Petersburg to największy port na Bałtyku, a w tym rejonie jest dosyć
wąsko.
Zgodnie
z opisem kolegów z Rzeszowiaka następny punkt kontroli powinien znajdować się
przy wejściu do Kronsztadu (gdzie koledzy przechodzili wstępną odprawę).
Przed
podejściem do Kronsztadu usiłowałem wywołać na kanale 16 Russian Coast Guard
najpierw po angielsku, później po rosyjsku. Po ponad 10 próbach dałem spokój.
Zrezygnowałem też (jak się później okazało słusznie) z wejścia do Kronsztad na
odprawę (później dowiedziałem się, że od 2 lat Rosjanie zrezygnowali ze
wstępnej odprawy jachtów na Kronsztadzie). Popłynąłem dalej wychodząc z
założenia, że jak coś będą chcieli od nas to najpierw wywołają nas przez radio,
a dopiero później będą strzelać.
Po
przejściu przez bramę falochronu i minięciu Kronsztad należy ściśle trzymać się
toru wodnego (w Petersburgu stacjonuje większość ich floty wojennej i Rosjanie
są bardzo uczuleni na wszystkich co chcieliby zobaczyć
coś więcej niż oni chcą pokazać) i płynąć prosto do Dworca Morskiego (Morskij
Wokzal), gdzie znajduje się odprawa promowa i również odbywa się odprawa
jachtów (nasz znajomy popłynął bezpośrednio do Klubu, co skończyło się sporymi
kłopotami i karą). Jest to terminal dla promów i jachty stają w zatoczce po
prawej stronie cumując do (jeżeli stoją już tam jakieś
jednostki) do płotu. Do Dworca Morskiego można dopłynąć odbijając z głównego
farwateru w lewo w odpowiedni tor wodny, lub przepływając poprzez port handlowy
(jego fragment). Ja oczywiście nie mogłem sobie odmówić obejrzenia portu i
wielkiego napisu Leningrad przy wejściu do niego.
4. Odprawa:
Pływałem
już za czasów komuny i z różnych opowieści też wiedziałem
czego się spodziewać, ale bądźmy szczerzy odzwyczaiłem się już od tego
typu odpraw. Wszyscy byli bardzo mili, a celniczki to same młode i piękne dziewczyny
i tylko to rekompensowało absurd tej całej odprawy. Ale po kolei:
Podpłynęliśmy
do Dworca Morskiego, po prawej stronie znajduje się mała zatoczka z niższym
nabrzeżem, gdzie cumują jachty i małe łódki. Stały już tam dwie motorówki więc dla nas nie było miejsca przy pachołkach
cumowniczych. Wszedłem trochę głębiej w zatoczkę i zacumowałem do płotu – jacht
ma zanurzenie 2m, ale zostało mi jeszcze kilka centymetrów wody pod kilem. Po
kilku minutach, gdy szykowałem się już by podejść do celników podeszła do nas
bardzo ładna dziewczyna w mundurze celniczki i po krótkiej rozmowie
stwierdziła, że chciałaby zobaczyć nasze paszporty. Zaprosiłem ją na pokład –
przyjęła zaproszenie z pewną obawą ale i ciekawością
(później przyznała się, że trudno jej sobie wyobrazić tylu ludzi na tak małym
jachcie – ja uważam, że jacht wcale nie był taki mały, ale oczywiście to nie
prom z jakimi ona ma do czynienia na co dzień), porównała zdjęcia w paszportach
z twarzami załogi i poprosiła aby kapitan wziął dokumenty jachtu oraz paszporty
i poszedł z nią do biura. Poszliśmy do terminala promowego, gdzie przywitał się
ze mną kierownik zmiany, zabrał nasze paszporty, dał stertę kwitów do
wypełnienia i zostawił mnie z Tanią na całą godzinę. Kwity można było wypełniać
po rosyjsku lub angielsku – oczywiście wybrałem angielski, przynajmniej
wiedziałem, że wówczas nikt nie będzie tego czytał i szukał błędów. Pytania
dotyczyły tego ile broni, narkotyków czy złota wwożę na jachcie.
Jak
wrócił poszliśmy do biura, gdzie kilka następnych ładnych dziewczyn oglądało
telewizje (o tej porze nie było promów i dziewczyny najwyraźniej nie miały co robić), zaś kierownik wziął się namiętnie za
kserowanie wszystkich dokumentów jachtu, umowy najmu jachtu i naszych
paszportów, zaś mi kazali wypełniać następne idiotyczne kwity -wszyscy byli
bardzo mili i starali się mi pomóc. Po jakiś dwu godzinach odprawy kierownik
stwierdził, że odprawa się już skończyła i mogę wrócić na jacht, ale nie możemy
nigdzie płynąć, bo wizy mamy od następnego dnia, czyli za dwie godziny i
wówczas mam podejść z paszportami aby mogli przybić
pieczątkę z właściwą datą.
Po
północy podszedłem do panienki w terminalu aby podbiła
nam paszporty, ale okazało się że w dwu paszportach lekko odklejają się zdjęcia
ich właścicieli. Po dokładnym zbadaniu paszportów przez lupę kierownik zmiany
stwierdził, że tym razem daruję nam tak poważne uchybienie, ale następnym razem
te osoby jeżeli nie zmienią paszportów to na pewno nie zostaną wpuszczone na
teren Rosji .
W
między czasie wiatr stężał i wiało już ok. 7 B, ja zaś
wcale nie miałem ochoty włóczyć się po wąskich farwaterach w nocy, ale wówczas
kierownik ku mojemu zaskoczeniu sam zaproponował abyśmy poczekali do rana i
wówczas płynęli już prosto do Centralnego Klubu Rosji i broń Boże nie zbaczali
nigdzie indziej.
5. Port jachtowy:
Jachty
zagraniczne stają w River Yacht Club – stara nazwa, lub Central Yacht Club –
aktualna nazwa.
Rano
odeszliśmy od nabrzeża przy Dworcu Morskim i skierowaliśmy się w kierunku Klubu
Jachtowego. Farwater dosyć głęboki (powyżej 3m) i oznakowany stawami. „Polonus”
ma bardzo dobry silnik, ponadto ploter z aktualnymi mapami i gps-em, tak że żegluga pomimo silnego wiatru przebiegała całkiem
spokojnie aż do momentu gdy należało odbić do basenu jachtowego. Na mapie
zaznaczone były pławy, których na wodzie już zabrakło. Kilka minut stresu i
bezpiecznie wszedłem do portu jachtowego. Na nabrzeżu czekał już ktoś z
obsługi, pomógł mam zacumować i poprosił aby udać się
do biura załatwić formalności.
To co mnie uderzyło w tej marinie to duża ilość pracowników, szczególnie
ochrony – aby wyjść do miasta należało minąć dwie stróżówki (nas rozpoznawano z
daleka i nikt się nie czepiał), oprócz tego na kilka pomostów oddzielny stróż –
jacht z pewnością był całkowicie bezpieczny. Początkowo sądziłem, że jest to
ich sposób na walkę z bezrobociem, ale gdy przyjrzałem się samochodom
które podjeżdżały na keje (niektórzy lądowali nawet helikopterem na
niedalekim trawniku i stamtąd dojeżdżali najnowszym modelem mercedesa na swój
jacht) troszkę zmieniłem zdanie.
Za
przywilej postoju w tym porcie zapłaciliśmy 3200 rubli za 4 dni, czyli ok. 80 zł/dobę
na jacht. Warunki niezłe, prysznice wliczone w cenę.
Aby
dojechać do centrum należało przejść ok.
6. Zwiedzanie miasta:
O urokach miasta i zabytków nie będę pisał bo są one powszechnie znane. To co nas uderzyło to stosunkowo wysokie ceny i ogrom miasta – wszędzie jest daleko. Po 4 dniach wszyscy już mieli już dosyć, bolały nas nogi od ciągłego chodzenia i załoga nalegała aby wyjść w morze. Uważam, że popełniliśmy błąd próbując zwiedzać miasto na własną rękę, - należało skorzystać z usług którejś z firm na Newskim prospekcie oferujących zorganizowane zwiedzanie najważniejszych zabytków St.Petersburga, wyszło by to niewiele drożej a byśmy więcej mogli zobaczyć.
7. Wyjście z St.Petersburga:
Przed opuszczeniem portu należy znowu przejść odprawę przy Dworcu Morskim. Odprawa na wyjściu okazała się niemal identyczna ja ta na wejściu i trwała też ponad 2 godziny w czasie których Rosjanie po raz wtóry namiętnie kserowali wszystkie nasze dokumenty. Po odprawie dano nam 4 godziny abyśmy opuścili wewnętrzne wody zatoki i w żadnym wypadku nie zbaczali z farwateru, a już broń Boże nigdzie nie dobijali. Zbliżając się do Kronsztadu należy wywołać „Granit” na kanale 6 i zameldować że się opuszcza wody wewnętrzne zatoki.
7. Zatoka Ryska:
Z St.Petersburga płynęliśmy już prosto do kraju, okazało się jednak, że Neptun dalej nam sprzyja i w dalszym ciągu serwuje dosyć silny wiatr z kierunków rufowych, co oznacza, że możemy po drodze coś jeszcze zobaczyć. Postanowiłem przepłynąć poprzez Zatokę Ryską – też tam jeszcze nie byłem, a poza tym brałem ją pod uwagę jako wariant zapasowy rejsu (gdybyśmy np. nie uzyskali wiz). Wcześnie rano przepłynęliśmy cieśninę pomiędzy Hiiumaa i Vormsi i weszliśmy na Zatokę Ryską. Wiatr nadal nam sprzyjał, zaproponowałem więc odwiedzenie jakiegoś portu. Rygę zwiedzaliśmy po drodze jadąc busem do Tallina (gdzie rozpoczynaliśmy nasz rejs), załoga więc postanowiła odwiedzić maleńką wyspę Ruhnu o której czytaliśmy w opisie rejsu „Rzeszowiak”. Na Ruhnu dotarliśmy przy zapadającym zmroku. Jak tylko zacumowaliśmy na maszcie pojawiła się polska flaga. Okazało się, że na wyspie znajduję się piękny port jachtowy wybudowany niedawno za środki unijne. Wyspa to też nie całkiem zapomniany świat gdzieś na końcu morza, ale wspaniały kurort z pięknymi plażami. Pytaliśmy miejscowych jak to możliwe, że przepływając całą Zatokę Ryską praktycznie nie spotkaliśmy żadnego jachtu. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że właśnie kilka godzin wcześniej Ruhnu opuściło ponad 60 jachtów które brały udział w regatach.
8. Ventsplis
(Widawa):
Następnego dnia ruszyliśmy dalej, a ponieważ wiatr nadal nam sprzyjał postanowiłem odwiedzić jeszcze jeden port. Wybór padł na Ventspils. Po wejściu do portu nigdzie nie było widać jachtów, dopiero kapitan portu przez radio podpowiedział nam, że port jachtowy znajduję się zaraz przy wejściu do portu po prawej stronie w głębi portu rybackiego, - faktycznie po wejściu do portu rybackiego dostrzegliśmy maszty. Sam port jachtowy jest wspaniale wyposażony (posiada nawet saunę, z której oczywiście skorzystaliśmy), lecz niestety znajduję się nie tylko w pobliżu wspaniałej plaży, ale także w pobliży jakiejś fabryki przetwórstwa ryb, zapachy z której skutecznie uprzykrzają postój w tym porcie.
9. Podsumowanie:
Przez 2 tygodnie startując z Tallina zdążyliśmy odwiedzić St.Petersburg, Zatokę Ryską wyspę Ruhu, Ventsplis i wrócić do kraju. Fakt, dokonaliśmy tego na dobrze wyposażonym jachcie jakim bez wątpienia jest Polonus (ploter, radar, echosonda i wspaniały silnik).
Petersburg naprawdę wart jest tego aby popłynąć go zobaczyć.
Kapitan s/y Polonus
Piotr Molenda

Nie dadzą pospać

Bliskie spotkanie

Resztki falochronu na podejściu do St.Petersburga

Jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości gdzie dopłynął

Dworzec Morski

Cumowanie przy Dworcu Morskim

Central Yacht Club

Takimi furami należy dojeżdżać na jacht

Koncert skrzypcowy na “Polonusie” w wykonaniu Henryka Witackiego, 80-letniego żeglarza który samotnie opłynął Europę,a teraz usiłuje popłynąć na południe wielkimi rzekami Rosji

Emitraż

Carskie Sioło

„Aurora” mile nas zaskoczyła

Na Ruhnu jest aż

Ale i tutaj miał już miejsce wypadek drogowy

Ruhnu to przede wszystkim piękne puste plaże

Żeglarska pogoda
Załoga
