Rejs do Saint Petersburga – 2009

 

1. Wstęp:

W tym roku zaplanowałem rejs do St. Petersburga – miejsca dla nas ciągle dość egzotycznego i stosunkowo rzadko odwiedzanego.

Przed rejsem szukałem informacji mogących służyć za wskazówki w żegludze na tym akwenie – jedyne sensowne co znalazłem to opis rejsu kolegów z s/y „Rzeszowiak” z 2002 roku (www.rejsymorskie.net/locja/petersburg).

Zawarte tam wskazówki okazały się bardzo przydatne – dziękuję i polecam, jednak już nieco nieaktualne. Aby ułatwić zadanie tym z Kolegów którzy zechcą się wybrać w tamten region przedstawiam swoje doświadczenia w żegludze po tym akwenie.

 

2. Wiza:

Aby płynąć do Rosji potrzebujemy wizy. Wystarczy zwykła wiza turystyczna (ważna do 30 dni). Aby załatwić taką wizę potrzebne jest zaproszenie lub vołczer.

Wysłałem e-maila do komandora Centralnego Klubu Rosji w St. Petersburgu Ivana Pankanina (vladimir@sailrussia.spb.ru) z prośbą o zaproszenie i ku ogromnemu zdziwieniu (w kontekście doświadczeń kolegów z Radomiaka) już na drugi dzień otrzymałem odpowiedź że w ciągu dwu dni otrzymamy zaproszenia i kosztuje to 25 EUR/osoby.

W między czasie zwróciliśmy się do kilku biur podróży specjalizujących się w załatwianiu wiz do Rosji o załatwienie nam zaproszeń i wiz, Jedno z biur zaproponowało nam wizy (wraz z  zaproszeniami) oraz obowiązkowe ubezpieczenia za ok. 300 zł/osoby.  Skorzystaliśmy z tej oferty jako że samodzielne załatwianie zaproszeń i wiz kosztowałoby nas tyle samo (jak nie więcej) i naglił nas już czas (załatwianie wiz to ok. 2 tygodnie).

 

3. Wejście do St. Petersburga:

Przy końcu zatoki fińskiej już na wodach terytorialnych Rosji tuż przy farwaterze znajduję się wysepka Gogland. Znajduję się tam punkt kontroli ruchu. Zbliżając się do Gogland należy obowiązkowo zgłosić się przez radio (kanał 16 lub 11).  Ja zgłosiłem się jeszcze przed Gogland na kanale 16 po angielsku – w odpowiedzi usłyszałem jakiś bełkot z którego byłem wstanie domyśleć się tylko nazwy jachtu i że mam przejść na kanał ? – kilka razy pytałem na jaki kanał i za każdym razem słyszałem w odpowiedzi ten sam bełkot, w końcu zapytałem po rosyjsku – ten sam bełkot tylko jeszcze szybszy. Olałem wychodząc z założenia że przecież próbowałem. Gdy mijaliśmy Gogland wywołano nas po rosyjsku – zmienił się już dyżurny i z porozumieniem nie było żadnych problemów. Otrzymałem polecenie przejścia na kanał 11 i udzielenia odpowiedzi na kilka standartowych pytań (skuda, dokuda, skolko czełowieków itp.). W tym rejonie należy uważać na duży ruch statków – w końcu Petersburg to największy port na Bałtyku, a w tym rejonie jest dosyć wąsko.

Zgodnie z opisem kolegów z Rzeszowiaka następny punkt kontroli powinien znajdować się przy wejściu do Kronsztadu (gdzie koledzy przechodzili wstępną odprawę).

Przed podejściem do Kronsztadu usiłowałem wywołać na kanale 16 Russian Coast Guard najpierw po angielsku, później po rosyjsku. Po ponad 10 próbach dałem spokój. Zrezygnowałem też (jak się później okazało słusznie) z wejścia do Kronsztad na odprawę (później dowiedziałem się, że od 2 lat Rosjanie zrezygnowali ze wstępnej odprawy jachtów na Kronsztadzie). Popłynąłem dalej wychodząc z założenia, że jak coś będą chcieli od nas to najpierw wywołają nas przez radio, a dopiero później będą strzelać.

Po przejściu przez bramę falochronu i minięciu Kronsztad należy ściśle trzymać się toru wodnego (w Petersburgu stacjonuje większość ich floty wojennej i Rosjanie są bardzo uczuleni na wszystkich co chcieliby zobaczyć coś więcej niż oni chcą pokazać) i płynąć prosto do Dworca Morskiego (Morskij Wokzal), gdzie znajduje się odprawa promowa i również odbywa się odprawa jachtów (nasz znajomy popłynął bezpośrednio do Klubu, co skończyło się sporymi kłopotami i karą). Jest to terminal dla promów i jachty stają w zatoczce po prawej stronie cumując do (jeżeli stoją już tam jakieś jednostki) do płotu. Do Dworca Morskiego można dopłynąć odbijając z głównego farwateru w lewo w odpowiedni tor wodny, lub przepływając poprzez port handlowy (jego fragment). Ja oczywiście nie mogłem sobie odmówić obejrzenia portu i wielkiego napisu Leningrad przy wejściu do niego.

 

4. Odprawa:

Pływałem już za czasów komuny i z różnych opowieści też wiedziałem czego się spodziewać, ale bądźmy szczerzy odzwyczaiłem się już od tego typu odpraw. Wszyscy byli bardzo mili, a celniczki to same młode i piękne dziewczyny i tylko to rekompensowało absurd tej całej odprawy. Ale po kolei:

Podpłynęliśmy do Dworca Morskiego, po prawej stronie znajduje się mała zatoczka z niższym nabrzeżem, gdzie cumują jachty i małe łódki. Stały już tam dwie motorówki więc dla nas nie było miejsca przy pachołkach cumowniczych. Wszedłem trochę głębiej w zatoczkę i zacumowałem do płotu – jacht ma zanurzenie 2m, ale zostało mi jeszcze kilka centymetrów wody pod kilem. Po kilku minutach, gdy szykowałem się już by podejść do celników podeszła do nas bardzo ładna dziewczyna w mundurze celniczki i po krótkiej rozmowie stwierdziła, że chciałaby zobaczyć nasze paszporty. Zaprosiłem ją na pokład – przyjęła zaproszenie z pewną obawą ale i ciekawością (później przyznała się, że trudno jej sobie wyobrazić tylu ludzi na tak małym jachcie – ja uważam, że jacht wcale nie był taki mały, ale oczywiście to nie prom z jakimi ona ma do czynienia na co dzień), porównała zdjęcia w paszportach z twarzami załogi i poprosiła aby kapitan wziął dokumenty jachtu oraz paszporty i poszedł z nią do biura. Poszliśmy do terminala promowego, gdzie przywitał się ze mną kierownik zmiany, zabrał nasze paszporty, dał stertę kwitów do wypełnienia i zostawił mnie z Tanią na całą godzinę. Kwity można było wypełniać po rosyjsku lub angielsku – oczywiście wybrałem angielski, przynajmniej wiedziałem, że wówczas nikt nie będzie tego czytał i szukał błędów. Pytania dotyczyły tego ile broni, narkotyków czy złota wwożę na jachcie.

Jak wrócił poszliśmy do biura, gdzie kilka następnych ładnych dziewczyn oglądało telewizje (o tej porze nie było promów i dziewczyny najwyraźniej nie miały co robić), zaś kierownik wziął się namiętnie za kserowanie wszystkich dokumentów jachtu, umowy najmu jachtu i naszych paszportów, zaś mi kazali wypełniać następne idiotyczne kwity -wszyscy byli bardzo mili i starali się mi pomóc. Po jakiś dwu godzinach odprawy kierownik stwierdził, że odprawa się już skończyła i mogę wrócić na jacht, ale nie możemy nigdzie płynąć, bo wizy mamy od następnego dnia, czyli za dwie godziny i wówczas mam podejść z paszportami aby mogli przybić pieczątkę z właściwą datą.

Po północy podszedłem do panienki w terminalu aby podbiła nam paszporty, ale okazało się że w dwu paszportach lekko odklejają się zdjęcia ich właścicieli. Po dokładnym zbadaniu paszportów przez lupę kierownik zmiany stwierdził, że tym razem daruję nam tak poważne uchybienie, ale następnym razem te osoby jeżeli nie zmienią paszportów to na pewno nie zostaną wpuszczone na teren Rosji .

W między czasie wiatr stężał i wiało już ok. 7 B, ja zaś wcale nie miałem ochoty włóczyć się po wąskich farwaterach w nocy, ale wówczas kierownik ku mojemu zaskoczeniu sam zaproponował abyśmy poczekali do rana i wówczas płynęli już prosto do Centralnego Klubu Rosji i broń Boże nie zbaczali nigdzie indziej.

 

5. Port jachtowy:

Jachty zagraniczne stają w River Yacht Club – stara nazwa, lub Central Yacht Club – aktualna nazwa.

Rano odeszliśmy od nabrzeża przy Dworcu Morskim i skierowaliśmy się w kierunku Klubu Jachtowego. Farwater dosyć głęboki (powyżej 3m) i oznakowany stawami. „Polonus” ma bardzo dobry silnik, ponadto ploter z aktualnymi mapami i gps-em, tak że żegluga pomimo silnego wiatru przebiegała całkiem spokojnie aż do momentu gdy należało odbić do basenu jachtowego. Na mapie zaznaczone były pławy, których na wodzie już zabrakło. Kilka minut stresu i bezpiecznie wszedłem do portu jachtowego. Na nabrzeżu czekał już ktoś z obsługi, pomógł mam zacumować i poprosił aby udać się do biura załatwić formalności.

To co mnie uderzyło w tej marinie to duża ilość pracowników, szczególnie ochrony – aby wyjść do miasta należało minąć dwie stróżówki (nas rozpoznawano z daleka i nikt się nie czepiał), oprócz tego na kilka pomostów oddzielny stróż – jacht z pewnością był całkowicie bezpieczny. Początkowo sądziłem, że jest to ich sposób na walkę z bezrobociem, ale gdy przyjrzałem się samochodom które podjeżdżały na keje (niektórzy lądowali nawet helikopterem na niedalekim trawniku i stamtąd dojeżdżali najnowszym modelem mercedesa na swój jacht) troszkę zmieniłem zdanie.

Za przywilej postoju w tym porcie zapłaciliśmy 3200 rubli za 4 dni, czyli ok. 80 zł/dobę na jacht. Warunki niezłe, prysznice wliczone w cenę.

Aby dojechać do centrum należało przejść ok. 1 km i wsiąść w trolejbus (18 rubli), lub przejść ok. 2 km do pobliskiej stacji metra (20 rubli).

 

6. Zwiedzanie miasta:

O urokach miasta i zabytków nie będę pisał bo są one powszechnie znane. To co nas uderzyło to stosunkowo wysokie ceny i ogrom miasta – wszędzie jest daleko. Po 4 dniach wszyscy już mieli już dosyć, bolały nas nogi od ciągłego chodzenia i załoga nalegała aby wyjść w morze. Uważam, że popełniliśmy błąd próbując zwiedzać miasto na własną rękę, - należało skorzystać z usług którejś z firm na Newskim prospekcie oferujących zorganizowane zwiedzanie najważniejszych zabytków St.Petersburga, wyszło by to niewiele drożej a byśmy więcej mogli zobaczyć.

 

7. Wyjście z St.Petersburga:

Przed opuszczeniem portu należy znowu przejść odprawę przy Dworcu Morskim. Odprawa na wyjściu okazała się niemal identyczna ja ta na wejściu i trwała też ponad 2 godziny w czasie których Rosjanie po raz wtóry namiętnie kserowali wszystkie nasze dokumenty. Po odprawie dano nam 4 godziny abyśmy opuścili wewnętrzne wody zatoki i w żadnym wypadku nie zbaczali z farwateru, a już broń Boże nigdzie nie dobijali. Zbliżając się do Kronsztadu należy wywołać „Granit” na kanale 6 i zameldować że się opuszcza wody wewnętrzne zatoki.

 

7. Zatoka Ryska:

Z St.Petersburga płynęliśmy już prosto do kraju, okazało się jednak, że Neptun dalej nam sprzyja i w dalszym ciągu serwuje dosyć silny wiatr z kierunków rufowych, co oznacza, że możemy po drodze coś jeszcze zobaczyć. Postanowiłem przepłynąć poprzez Zatokę Ryską – też tam jeszcze nie byłem, a poza tym brałem ją pod uwagę jako wariant zapasowy rejsu (gdybyśmy np. nie uzyskali wiz).  Wcześnie rano przepłynęliśmy cieśninę pomiędzy Hiiumaa i Vormsi i weszliśmy na Zatokę Ryską. Wiatr nadal nam sprzyjał, zaproponowałem więc odwiedzenie jakiegoś portu. Rygę zwiedzaliśmy po drodze jadąc busem do Tallina (gdzie rozpoczynaliśmy nasz rejs), załoga więc postanowiła odwiedzić maleńką wyspę Ruhnu o której czytaliśmy w opisie rejsu „Rzeszowiak”. Na Ruhnu dotarliśmy przy zapadającym zmroku. Jak tylko zacumowaliśmy na maszcie pojawiła się polska flaga. Okazało się, że na wyspie znajduję się piękny port jachtowy wybudowany niedawno za środki unijne. Wyspa to też nie całkiem zapomniany świat gdzieś na końcu morza, ale wspaniały kurort z pięknymi plażami. Pytaliśmy miejscowych jak to możliwe, że przepływając całą Zatokę Ryską praktycznie nie spotkaliśmy żadnego jachtu. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że właśnie kilka godzin wcześniej Ruhnu opuściło ponad 60 jachtów które brały udział w regatach.

 

8. Ventsplis (Widawa):

Następnego dnia ruszyliśmy dalej, a ponieważ wiatr nadal nam sprzyjał postanowiłem odwiedzić jeszcze jeden port. Wybór padł na Ventspils. Po wejściu do portu nigdzie nie było widać jachtów, dopiero kapitan portu przez radio podpowiedział nam, że port jachtowy znajduję się zaraz przy wejściu do portu po prawej stronie w głębi portu rybackiego, - faktycznie po wejściu do portu rybackiego dostrzegliśmy maszty. Sam port jachtowy jest wspaniale wyposażony (posiada nawet saunę, z której oczywiście skorzystaliśmy), lecz niestety znajduję się nie tylko w pobliżu wspaniałej plaży, ale także w pobliży jakiejś fabryki przetwórstwa ryb, zapachy z której skutecznie uprzykrzają postój w tym porcie.

 

9. Podsumowanie:

Przez 2 tygodnie startując z Tallina zdążyliśmy odwiedzić St.Petersburg, Zatokę Ryską wyspę Ruhu, Ventsplis i wrócić do kraju. Fakt, dokonaliśmy tego na dobrze wyposażonym jachcie jakim bez wątpienia jest Polonus (ploter, radar, echosonda i wspaniały silnik).

Petersburg naprawdę wart jest tego aby popłynąć go zobaczyć.

 

 

Kapitan s/y Polonus

Piotr Molenda

 

 

Nie dadzą pospać

 

 

Bliskie spotkanie

 

 

Resztki falochronu na podejściu do St.Petersburga

 

 

 

Jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości gdzie dopłynął

 

 

Dworzec Morski

 

 

Cumowanie przy Dworcu Morskim

 

 

Central Yacht Club

 

 

Takimi furami należy dojeżdżać na jacht

 

 

Koncert skrzypcowy na “Polonusie” w wykonaniu Henryka Witackiego, 80-letniego żeglarza który samotnie opłynął Europę,a teraz usiłuje popłynąć na południe wielkimi rzekami Rosji

 

 

Emitraż

 

 

Carskie Sioło

 

 

„Aurora” mile nas zaskoczyła

 

 

Na Ruhnu jest aż 6 km drogi

 

 

Ale i tutaj miał już miejsce wypadek drogowy

 

 

Ruhnu to przede wszystkim piękne puste plaże

 

 

Żeglarska pogoda

Załoga