Rejs s/y
Roztocze
Był początek roku 2008, kawiarenka
nad morzem w niej rozdyskutowana grupka żeglarzy, popija kawę, drinki. Rozmowa
toczy się wokół minionego sezonu żeglarskiego, spraw osobistych. Z czasem
zaczyna przeradzać się w planowanie rejsów, obozów w najbliższym sezonie.
Roman zwraca się do mnie a może popłyniesz z nami
do Ostendy. Jacht jest już zarezerwowany termin prawie i większość załogi. Decyduję
się natychmiast.
Z Romanem i resztą
załogi (12 osób) spotykam się w pociągu na trasie Łódź – Świnoujście. Większość
dopiero poznaję. Część znam z obozu szkoleniowego nad Zalewem Sulejowskim.
Zasadnicza grupa osób pochodzi z Łodzi, jedna osoba z Wrocławia, Warszawy i
Bydgoszczy.
Rano następnego dnia jesteśmy w Świnoujściu. Przy
dworcu znajdujemy duży samochód taksówkę, w którą pakujemy bagaż. Samochód wjeżdża
na prom, który przewozi nas na drugą stronę Odry.
W basenie jachtowym stoi
już jacht, którym mamy płynąć. Jego dotychczasowa załoga krząta się przy
porządkach.
Włodek - Kapitan dzieli załogę
na wachty, ustalamy prowiant i większość pod dowództwem II oficera Arka, oraz
ochmistrza Jurka udaje się na zakupy. Późnym popołudniem przejmujemy jacht.
Następnego dnia nauka stawiania żagli, obsługa achtersztagów i innych urządzeń,
tankujemy wodę i ropę. Stoimy w porcie, bo silny wiatr i w dodatku nie z tego
kierunku. Jest okazja połazić po okolicy portu i nad morze.

Świnoujście latarnia
na prawym falochronie.
W basenie jachtowym od mego
ostatniego pobytu przybył duży budynek, ładnie urządzonych sanitariatów z
natryskami, pralnią dla żeglarzy i umywalnią naczyń. Światowy standard. Jest
stacja paliw.

…przybył duży
budynek, ładnie urządzonych sanitariatów…
Wychodzimy na Zatokę
Pomorską przy wietrze SW 4-5o B. Po wysunięciu się za Wyspę Rugia
wiatr jest jeszcze silniejszy, wzrasta wysokość fali. Teraz mamy wiatr
dokładnie w „mordę” jak mawiają żeglarze, bo zmieniliśmy kurs na zachodni. Niewiele posuwamy się do przodu, czyli na
zachód mimo licznych zmian halsu.
Załoga zaczyna chorować.
Włodek podejmuje decyzję – wracamy by schronić się w Sassnitz. W porcie stoi
trochę jachtów, w tym kilka polskich. Oni też uciekli przed silnym wiatrem.
Po mniej więcej dwu
dobach wychodzimy z Sassnitz. Wiatr zdecydowanie osłabł i zmienił kierunek
bardziej na południowy. Oby dalej utrzymał się ten kierunek; szepczą w wachtach.
Po minięciu Przylądka Arkona wiatr słabnie na tyle, że prędkość jest niemal zerowa.
W dodatku jego podmuchy są coraz częściej z kierunku SW. Włączamy silnik, zrzucamy
żagle i płyniemy wzdłuż brzegu niemieckiego kursem zbliżonym do SW.
W nocy wiatr zdecydowanie
ożywia się, stawiamy żagle. Przy ciągle przeciwnym wietrze i deszczu obieramy
kurs na duńską wyspę Lolland. Po południu w zatoce przy tej wyspie obserwujemy
„pole” wiatraków wytwarzających prąd.

Przy wyspie
Lolland „pole” wiatraków wytwarzających prąd
Płyniemy poza torem
wodnym bacznie obserwując przepływające statki. Jest ich bardzo dużo.
Do Kilonii wchodzimy
wczesnym rankiem w mżawce, jest ciemno i zimno. Z trudem znajdujemy miejsce w
śpiącym jeszcze basenie olimpijskim. Musimy poczekać aż się rozwidni. Jednostki
sportowe kanał mogą pokonywać tylko za dnia i w dobrej widoczności. Przy
pierwszych objawach rozjaśniania ruszamy w kierunku śluzy Holtenau – dzielnica
Kilonii. Wcześniej zatrzymujemy się przy stacji paliw by uzupełnić zapas ropy
na długą trasę kanałem. Stacja jest nieczynna, bo nie mają ropy. U nich też
zdarzają się wpadki.
Lekko podenerwowani czy
starczy paliwa wpływamy do śluzy – jest już jasno. Wcześniej
swoją chęć wejścia do śluzy zgłaszamy przez radio. Dostajemy pozwolenie, lecz musimy
obserwować światła na maszcie sygnalizacyjnym. Wjazd jest możliwy, gdy czerwone
pulsujące zamieni się na białe przerywane. Do śluzy wpływamy za statkiem handlowym.
Ustawiamy się równolegle.

Do śluzy Holtenau wpływamy za statkiem handlowym
Cumujemy do pływających
pod ścianami śluzy pontonów, unoszących
się lub opadających wraz z wodą. Desant musi uważać, bo belki pontonów są śliskie,
o czym przekonał się nasz desantowiec Jacek.
Po zacumowaniu Rafał udaje się do śluzowego uiścić opłatę za śluzowanie.
Stacja paliw ma być
trochę dalej. Kapitan zarządza przegląd zbiorników z ropą i określenia jej
stanu. Jest ich kilka i złożony system zaworów dolotowych i odprowadzających
ropę do silnika. Efekt jest taki, że dla zrozumienia sytuacji przytoczę
góralskie powiedzenie „najstarsi górale nie wiedzą” ile tego paliwa jest
rzeczywiście. Podobny problem mamy z określeniem poziomu wody pitnej. Wojtek
III oficer mój imiennik z trudem stara się panować nad tym.
Nawigacja w Kanale Kilońskim
nie nastręcza problemów. Kanał jest
dobrze oznakowany, co pół kilometra znajduje się tablica oznaczająca odległość
do końca (przy Holtenau wynosi ona
W Kanale ruch jak „jak
na Marszałkowskiej”.

W Kanale ruch
jak „jak na Marszałkowskiej”
Najwięcej pływa
kontenerowców. Czasami zwalniają niemal zatrzymują się. Przepływ statków kanałem
i mijanie się reguluje świetlny system informacyjny. Płynąć można tylko przy
zielonym świetle a prędkość ograniczona jest do 9 węzłów. Mijanki statków odbywają
się w wyznaczonych miejscach, gdzie brzeg oddzielony jest dalbami. W razie
potrzeby statek może tu przycumować. Żagli można
używać tylko, jako napędu
pomocniczego. Płynąc pod żaglami i na silniku należy nosić na sztagu czarny stożek
skierowany ostrzem do dołu.
Za kolejnym mostem
drogowym nad kanałem, mniej więcej na
Rano wypływamy dalej na
zachód. Kanał Kiloński oddany do użytku w 1895 r. Przebudowany i pogłębiony na
początku XX w. Szerokość kanału wynosi od 100 -
Po południu jesteśmy już przy zachodniej śluzie w miejscowości Brunsbűttel. Pokonujemy ją bez kłopotów i obieramy kurs przez rozlewisko rzeki Łaba do portu Cuxhaven.
Cuxhaven - największe niemieckie kąpielisko nad
Morzem Północnym, miasto portowe liczące ponad 50 tyś. ludzi utrzymujących się
głównie z turystyki. Duża część miasta
leży poniżej poziomu morza i dlatego dla ochrony mieszkańców przed wodami Morza
Północnego zbudowane zostały wały i groble.

dla ochrony mieszkańców przed wodami
Morza Północnego zbudowane zostały wały i groble)
Cuxhaven posiada kilka basenów jachtowych. W porcie
dostrzega się wyraźnie zjawisko przypływu i odpływu. Jachty cumują do
pływających pomostów.
Około

wyspa Helgoland
Zachwycając potężnymi czerwonymi klifami, portem
pływowym oraz jedną z ostatnich stref
wolnocłowych. Posiada własną flagę.

Helgoland port pływowy
Składa się z dwóch wysp: głównej, o
trójkątnym kształcie i długości ok.

Najwyższy punkt wysp z widocznymi lejami
po bomrdowaniu. W dali wyspa Düne
Na wyspie żyje ok. 1500
osób, utrzymujących się z turystyki. Z pobliskich miast na lądzie przybywają tu
statki wycieczkowe wypełnione turystami, którzy mogą tu nabyć właściwie wszystko
po niższych cenach bez podatku VAT i cła.

można tu nabyć wszystko po niższych cenach
Od perfum, przez odzież po materiały
remontowe. Wyspa posiada pensjonaty, sanatorium, bary, liczne restauracje.
Helgoland ma muzeum historyczne. Przedstawia ono życie dawnych mieszkańców wyspy. W Instytucie Biologii Morskiej można poznać podwodny świat Morza Północnego z jego rybami, homarami i rakami.
Wokół
wyspy ułożona jest trasa turystyczna

wokół wyspy ułożona jest trasa
turystyczna
prowadzącą
skrajem klifowego wybrzeża. Spacerując wzdłuż klifu można podziwiać wspaniałe
widoki na morze, port oraz wyspę Düne. W załomach skalnych dostrzegamy gniazdujące
kolonie rzadkich morskich ptaków.

W załomach skalnych gniazdują morskie
ptaki

skała Anne
Warto poznać historię ostatniego okresu tego
nietypowego kawałka lądu. W okresie II wojny światowej była tu niemiecka baza
morska U-botów. Dlatego alianci po wojnie podjęli decyzję o całkowitym
zniszczeniu wyspy. W podziemnych bunkrach zgromadzono ogromne ilości materiałów
wybuchowych. Wielka eksplozja nie zniszczyła całkowicie wyspy. Po wojnie do
1952 r. wyspa stanowiła brytyjski poligon bombowy. Zniszczona wyspa została
zwrócona Niemcom i stopniowo przywrócono funkcje mieszkalne i turystyczne. Na
wyspie zmarł i został pochowany polski generał Ignacy Prądzyński, wybitny
strateg, I połowy XIX wieku.
Mimo, iż spieszy nam się do Ostendy wyspa nas
zatrztmuje. Podczas manewru podejścia do pomostu portowego silnik wydał
nieprzyjemny zgrzyt. Wojtek III of. oraz Jacek, Jurek przystępują do przeglądu
silnika. Diagnoza jest nieprzyjemna. Pękła obudowa skrzyni biegów, wyciekł olej.
Ktoś wpada na pomysł by pęknięcie
uszczelnić spoiwem chemicznym. Okazuje się, że Igor ma taki materiał, teraz
poszukuje go w plecaku. Po założeniu uszczelki należy odczekać kilka godzin aż
tworzywo utwardzi się. Włodek – kapitan jachtu, nawiązuje kontakt z armatorem,
informując o sytuacji.
Po wielu godzinach postoju uruchamiamy kontrolnie
silnik, przecieków oleju nie ma; chyba się udało. Delikatnie mała naprzód i
opuszczamy piękny Helgoland. Tuż za główkami portu szybko stawiamy żagle, odstawiamy
silnik by prowizoryczna naprawa pozwoliła użyć go podczas manewrów podejścia w
porcie.
Kierujemy się w
stronę Belgii. Przecinamy tory wodne na których panuje duży ruch statków
handlowych. Wiatr z przeciwnego kierunku tyle, że silny i znowu zmusza do halsówki.
Pogoda w kratkę dużo mżawki, zimno. W tych trudnych dla zmarzniętej wachty
chwilach przychodzi zawsze z pomocą Ola. Wychylając głowę z zejściówki woła ”chcecie
kisiel”? Ciepły jest ukojeniem dla zmarzniętego i przemoczonego żeglarza.
Urozmaiceniem tego odcinka drogi są mijane
platformy wiertnicze.

platformy
wiertnicze
Już wiemy, że do Ostendy nie zdążymy w określonym czasie a tam jacht
miała przejać następna załoga z Lublina. Wybieramy najbliższy port jest to Den
Helder. W pobliżu brzegu udaje się złapać połączenie komórkowe. Włodek
informuje zmienników o zmianie portu kończącego nasz rejs. Załoga lubelska jest
już w drodze.
Podejście do portu wydaje się być proste. Na tle
płaskiego brzegu należy odszukać wysoką wieżę Latarni Morskiej Den Helder.

Latarnia Morska Den Helder
Jedyny wyróżniający się obiekt na tle płaskiego
brzegu, którego światła w nocy widać też ze znacznej odległości. W pobliżu brzegu
obieramy kurs NE ok. 028 po lewej przy wyspie Texel znaki kardynalne. Płyniemy
do pławy podejściowej.
Dalej prowadzi farwater oznaczony pławami prawie do
samych główek. Między wyspą a lądem pojawia się silny prąd. Najdogodniejszy port
jachtowy znajduje się zaraz za główkami po prawej stronie. Jachtem można
zatrzymać się w kilku innych miejscach. Niedaleko Mariny jest wielkie Muzeum
Morskie.

Muzeum Morskie

Muzeum Morskie
Spacerując po mieście mijane kanały nie pozwalają
zapomnieć, że jesteśmy w Holandii.

kanał holenderski
Autobusem zjawia się nowa załoga, mechanik z nową
skrzynią biegów a my wieczorem wracamy do Polski; zakończyliśmy rejs.